Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : bransoletka

Hu... Hu... HA!

brummblogging

Przyszła sobie zima. Rozejrzała się i wkur...rzyła. Że mrozik hula, że śnieżek sypie malowniczo, że saneczki, że dzwoneczki, dzieciury, góryśmury i jabłuszka... że bez niej zaczęliśmy. BEZ NIEJ! Przyszła, się ZDENERWOWAŁA i... jeszcze przed Wigilią, pozwijała wszystkie dekoracje.

Zostawiła pięć w plusie, błoto, dwa kilo chmur, siąpiący deszczyk i szarugę.

Obrażalska jedna w tyłek kopana...

Dwudziestego siódmego, z rana, maszeruję przez osiedle, OPUSZCZONE PRZEZ ZIMĘ I LUDZI. Osiedle całkiem dziś nieużywane. Używam sobie tylko ja i pieski. Pieski to nawet bardziej intensywnie... Jestem przed śniadaniem, ale robi mi się słabo... deszcz pada niedbale, wiatr wieje starannie. Ja zaraz ozdobię nieużywane osiedle marchewkowym pawiem :O

Złośliwa Zima zwinęła dekoracje, które ukrywały to, co zdaniem WSMJ powinno być skute lodem i przysypane 30cm warstwą śniegu do marca. Niestety. Dwudziestego siódmego - dzień po świętach - wyszło na wierzch.

NA JAW.

Psie kupy wszelkich kolorów, rozmiarów i konsystencji.

Odświeżone przez deszczyk lśnią dumnie i wydaje się, że jeszcze parują. Robi mi się słabo, choć mam dwoje dzieci i w temacie GÓWNA widziałam juz naprawdę WIELE. Może nawet wszystko. Jednak mi słabo i niedobrze mi.

Tak sobie idę. Po bułki... nie, żeby się czepiać.

Osiedle jest całkiem wyludnione. Wszyscy na śniadanie jedzą pierogi i bigos... jeszcze przez tydzień będą popijać barszczykiem. Mi się zachciało bułki. Mijam zarąbane po sufit kontenery. Odpadki WYLEWAJĄ SIĘ przekolorowymi bryzgami na ulice. Rozłażą po trawnikach. Pstrzą chodniki. Barwne papiery po prezentach, pudła po sprzęcie, ale także te mniej imponujące: kartony po mleku, worki po żarciu, obiery, zużyte gumki i niepotrzebne już męskie slipki... mało używane.

NIKOGO NIE WIDAĆ w zasięgu wzroku. Nikogo w zielonym uniformie, kto podjąby chociaż próbę zapanowania nad tym bajzlem. TYLKO JA. I PIESEK. Wygięty, w malowniczy łuk, kręgosłup zwierzaczka sugeruje, że pragnie on dodać jeszcze coś od siebie... ja może też dodam... słabo mi i mogłabym tego pawia... dodać... tracę ostatecznie apetyt na bułki. W warzywniaku tylko informuję, że dzieci mi chorują, więc musiałam sobie wyjść, żeby SIĘ ZDYSTANSOWAĆ od smarkania, kasłania, pojękiwania, syropków, tabletek, glutków, 37iośmiu kresek i gula skakania.

Wracam.

!Zasrane osiedle!

Niezdystansowana.

Przesiąpiona na wskroś i z mdłościami. Po drodze wyciągam ze skrzynki korespondencję  z WSMJ. Podwyżka. Woda i wywóz śmieci. ŚMIECI... tak, tak, nawet się nie denerwuję. Przecież dziś wyraźnie widziałam, że TA SFERA jest niedoinwestowana. Poważnie. 

Takitam, poświąteczny spacerek i kilka luźnych myśli w temacie:

"Pies - najlepszy przyjaciel człowieka."

Zanim jeszcze pod blokami wyrosną rdzawe szkielety używanych świerków, które będą chmarami wyfruwały przez okna po Nowym Roku, opowiem o tym, co pod świerkiem się znalazło, a szczególnie: co znalazł, pod jodłą dwubarwną, zielono-zieloną z Biedronki, Kris.

Brandzle Krisa:

Wszystkie wykonałam z rzemienia, sznurka woskowanego i posrebrzanych półfabrykatów. Kolory są klasyczne i eleganckie. Formy bardzo proste. Powyżej jedyną ozdobę stanowi posrebrzana tuleja.

Pierwszy raz robiłam bransoletkę Z SUPEŁKAMI. Zależało mi, aby zawieszka (ŻÓŁW, symbol mądrości, trwałości i długowieczności ) znajdowała się w miejscu podwójnego sznurka, dlatego trochę dziwnie się reguluje długość... jakoś to, wkrótce, ogarniemy :D

Ozdoby można nosić narównocześnie dwie. Lub cztery :D

Wszystkie niezbędne materiały kupiłam, niedrogo, na Allegro.

Pleciona w warkoczyki, gdzie główną atrakcję stanowi piękne zapięcie:


I ostatnia, grubaśnia, wykonana ze wszystkiego :D

Srebrzysta plecionka, czarny warkoczyk, rzemień, sznurek, przekładka posrebrzana i zapięcie.

W tym roku również udało mi się dochować tajemnicy i obdarowany był całkowicie zaskoczony, splątany i zbityzpantałyku. Dopiero po kwadransie był w stanie okazać wzruszenie i radość niedoopisania! Od świąt nosi je na zmianę, na jednym lub drugim nadgarstku, po dwie lub więcej, rzadko pojedynczo i nieczęsto na jednej tylko ręce. 

Świąteczne wzruszenia!

PS Iga: "Pokaz zęby!" ; Kris mruczy przez zaciśnięte wary: "mrrruummrrree" ; Iga: "Wyscez konia!" ; Kris wyszczerza się w usmiechu; Iga: "Masz jeden żółty ząb... z druuugiej strony! wygląda jak złoto!"  :O

Marcel: "WYSZCZERZ KONIA potrzebny jest do sporządzenia eliksiru..." :D

Zawód - Karmiciel.

brummblogging

Zostałam Karmicielem... 

Karmiciel pracuje 20 godzin dziennie. Codziennie. Nigdy nie ma urlopu.

W niedzielę i święta dostaje nadgodziny;

płacą mu słabo lub wcale. 

Karmiciel stoi zawsze BLISKO LODÓWKI. Kiedy się od niej oddala, to tylko do Biedronki, żeby uzupełnić zapasy parówek, serdelków, kabanosów, szynki, bananów, jabłek, żelków i picia. Potem powraca szybko na swoją pozycję. Rzadko bywa bezczynny, w najlepszym wypadku wypowiada się 40 raz w palącej kwestii dzisiejszego menu równocześnie krojąc warzywa.

Musi być troszkę ASERTYWNY, inaczej jego podopieczny po prostu by pękł. Często spotyka go niewdzięczność, czasem dosięga obelga. Wydaje w ciągu dnia ze dwa razy pierwsze śniadanie. Trzy razy drugie. Cztery przekąski. Dwanaście przegryzek. Niezliczone dania, strawy i potrawy. Na morgi jabłuszek. Na kiście bananów. Chrupek na metry. 

"Maaaamaaa! myyyyj te maliiinyyy!".  

Karmiciel domyka lewą nogą klapę od zmywarki żąglując już wprawnie akcesoriami podwieczorkowymi. Zaczyna się festiwal sztucznych barwników i konserwantów. Na stojąco pije kawę. Zbiera rękawem lepkie okruszki. 

Raczej nie siada. Kiedy jest zmęczony po prostu pada na ryj.

Mogę jeszcze dwa zielone żelki? bo dostałam tylko czerwone i żółte??

Będzie popcorn na kolację?

...a parówki?

Kiedy  będzie kolacja?

i GDZIE JEST KECUUUPPP?

Szyję, ale ani na chwilę nie mogę czuć się zwolniona z funkcji karmiciela. Mogę być WEZWANA W KAŻDEJ CHWILI do raportu: "Maaamaa a cy ja jadłam dziś drugie śniadanie??"  Prasuję. Wydaję. Szyję. Szykuję. Przymierzam - częstuję rumianym jabłuszkiem. "Wolałabym takie pokrojone na kawałki..."

Wiem, że szorty nie wzbudzą jej entuzjazmu. Wolałaby pół kilo borówki amerykańskiej, albo chociaż "te... no mama, jak one się nazywają? A! cereśnie!" Uparłam się. Przymierz spodenki, zobacz jakie fajne! nooo chodź, załóż... dam ci suszoną śliwkę... "A mogłam by dwie?".

Wykrój jest prosty, jak przysłowiowy drut. Dżins jasno-niebieski, pocięty pazurami dzikiego zwierza (albo poszarpany przez sfrustrowanego karmiciela) i dwie suszone śliwki - jako łapówka.

Z resztki Ikeowskiej bawełny i tego samego wykroju - szorty w kwiaty. "Maaama, a mogłam by coś zjeść? kabanosa? albo plasterek synki?"

Fantastyczne kolorowe bermudy (oczywiście nijak nie dorównują pięciuset gramom słodkich pomidorków koktajlowych...) Wymagają trochę więcej pracy, niż szorty. Mają boczne kieszenie nastębnowane dekoracyjnym szwem i dwie kieszonki z tyłu. Na pasku i u dołu nogawek nabiłam oczka; przeciągnęłam przez nie chabrowe  troczki. 


Fajnie leżą. Wykrój "Burdy" kopiowany w ubiegłym sezonie.

"Jadłam juz dzisiaj chrupy małe*?"

*chrupy małe - zwykłe płatki kukurydziane.

"...a rodzynki??"

"Mama, a mogłaś by mi dać susoną gruskę? jeszcze nie myłam zębów?"

Nie wiem, czy ona rośnie, czy ona ma tasiemca, wiem za to, że:

NIEŁATWO BYĆ JEJ KARMICIELEM

i nielekko być jej krawcową :(

O godzinie 22.29 kiedy karmiciel położy wreszcie głodnego podopiecznego spać (odpowiadając mu na dobranoc bajkę o śniadaniu) oddaje się radośnie wyplotom na dysku kumihimo: 

Ta koralikowa u góry to wyplot płaski, wg wzoru Joanki- Z; przed zrobieniem każdego węzła nabiera się na oba sznurki po jednym koraliku. Pomysł znalazłam w sieci. 

Trzy pozostałe zeszły z mojego pięknego dysku.

I jeszcze w kupie: koralikowa w rozłożeniu na płasko, brązowa z pięknym kamieniem i bordowa z kością dla miłośników gry w kółko i krzyżyk. Wszystkie mają eleganckie i profesjonale zapięcia. 

Teraz wybaczcie, ale muszę zaplanować jutrzejsze posiłki i zakupy.

Zaplątana w Kumihimo.

brummblogging

Kto wie, że trenuję karate, mógłby pomyśleć, iż utknęłam na jakiejś zabójczej technice

i rozplątuję kończyny.

Nic bardziej mylnego :D

Zamotałam się w KUMIHIMO wczoraj. Zasiadłam sobie do szycia wakacyjnych, wypasistych toreb i stwierdziłam rychło, że nie mam odpowiedniego suwaka. Chwilę potem okazało się, że nie mam też nieodpowiedniego, ani w ogóle ŻADNEGO SUWAKA, którego mogłabym użyć. Zdegustowana i zniechęcona do częściowo skrojonych już toreb, polazłam pobrykać na Allegro, celem odszukania BARDZO TANICH ZAMKÓW.

Tanich zamków brykając nie stwierdziłam, ale za to ZNALAZŁAM SZNUREK :O (tu przypomniałam sobie o złożonym i sfinalizowanym tydzień temu zamówieniu sznurkowo-koralikowym i BARDZO BRZYDKO pomyślałam o sprzedawcy) Od sznurka zaś do wyplatania niedaleka droga, zaczęłam więc zaglądać głębiej do KRÓLICZEJ, MAKRAMOWEJ NORY.

Wpadłam oczywiście jak jakaś kluska w kompot :D "kluska" pasuje do mnie bardziej niż śliwka, ponieważ odkryłam cudowny DYSK KUMIHIMO! W pierwszym naiwnym odruchu pobiegłam sobie (wirtualnie) taki kupić, ale w drugim odruchu poszłam PO ROZUM DO GŁOWY i postanowiłam sobie taki wyciąć.

Wystarczył w zupełności na pierwsze NIEPORADNE PRÓBY:

Kolory nie są ważne (dłubałam ze starych zapasów sznurków) ważny jest splot.

- podziwiamy! -

 Powstaje on z 8 sznurków i wydaje mi się, że nie jest jakoś specjalnie skomplikowany, zważywszy na to, jakie możliwości daje ta metoda :O i ile sznurków/nici można w nią zaangażować :D Początkowo szło  mi krzywaśnie i opornie, ale szybko nabrałam wprawy i zaczęłam działać zwinnie i sprawnie! choć nadal krzywaśnie :D

Problemem w tej technice jest ilość SZNURKÓW do zakończenia :O Efektownie byłoby wkleić je wszystkie w śliczną końcówkę i tam ukryć na wieki. Niestety, nie mam odpowiednio grubych łapaczek, więc POSTAWIŁAM NA WĄSY i koraliki.

W trakcie roboty wygląda to tak:

- podziwiamy! - 

Od prawej pozują: mój samorobny dysk kumihimo, a dalej dynda powstająca bransoletka i luźne sznurki wyplatające, oraz obciążenie, czyli nożyczki krawieckie. 

Według tego samego wzoru zrobiłam:

Czerwoną , na małą rączkę i NA DZISIEJSZY MECZ :D

Niebieską, na dużą rączkę i bez związku z meczem. Ta jest NADZWYCZAJ KOŚLAWA.

W grupie i w towarzystwie moich samorobnych dysków kumihimo:

Aby wykonać TAKIEGO znajdujemy kawał tektury; rysujemy koło o średnicy 12cm; na obwodzie okręgu oznaczamy 32 punkty na nacięcia (to prostsze niż myślicie) :D w środku wycinamy dziurkę.

Proponuję sprawić go sobie, żeby upewnić się, czy ŻRE. U mnie ŻRE AŻ TRZESZCZY, więc kupię jeszcze dziś dysk z pianki, za ok 14zł plus wysyłka. Wydaje mi się, że łatwiej się na nim będzie pracowało, choćby ze względu na mocny naciąg nici i stabilność, których brakuje tekturce.

Kto potrzebuje ściągi drukuje to:

dysk kumihimo

ten dokument nie jest moją własnością, ale za nic nie mogę odszukać źródła :(

Kto pragnie zachęty, wpisuje w Google KUMIHiMO

a kto zazdrości ogląda TU TORIAL:

bransoletka

i OCHOCZO zabiera się do roboty.

Jestem potwornie zajarana i czekam na listonosza :D

który ma przesyłkę z moimi SZNURKAMI!

PS. Marcel: "Marcel nie chce iść"; Ja: Nie mów osobiewtrzeciejosobie!!!; Marcel: "A jakie są jeszcze osoby?"; Ja: Pierwsza - ja, druga - ty, trzecia - on; Marcel: "A czwarta???"; Ja, dostrzegając z wolna jałowość dyskusji: Nie ma czwartej...  Iga: "Ja mogę być czwartą osobą, bo widzę, że nie ma chętnych i  nikt się nie zgłasza?!" :D

Czy te oczy mogą kłamać?

brummblogging

...chyba nieeeeee!

Dobra, przyznam się publicznie, że ostatnio omijam brummBLOGa szerokim łukiem. Nie jego jednego zresztą... kurzą się maszyny i pokaźny stos "Burd" porasta mchem od strony północnej. Moja szafa pełnadóbrwszelakich stoi w kącie całkiem niepozaglądana.

Opuszczam się :D 

Wznoszę się :O

Porwał mnie huragan, cyklon z północy. Nosi wdzięczne imię Edyta i jest z pewnością doskonale widoczny z kosmosu. Kto stanie E na drodze zostaje natychmiast wkręcony, poderwany w górę, przeniesiony niewiadomogdzie i wiruje bezustannie. Wiruje...

Wirujesz...

Wiruję...

...i rechoczę się bez końca, aż mnie rwie żuchwa. 

Same rozumiecie, że taka aura nie sprzyja :D

We wtorek, w samym oku cyklonu, znalazłam kilka godzin na realizację moich sznurkowych planów.

Makramowe bransoletki znalezione u Joanki Z spodobały mi się od pierwszego wejrzenia na jej bloga. Nie zasypiając gruszek w popiele, wyplotłam kilka, nim zrozumiałam, że potrzeba mi ZAKUPÓW :D i nie obejdzie się bez zamówienia przynajmniej 100m woskowanego sznurka w conajmniej 100 obłędnych kolorach. Sznurek przyszedł i nie miał aż tak zabójczych kolorów, za to miał grubość linki holowniczej :O Kilka rzeczy - w tym entuzjazm - z miejsca mi opadło... a zapał mój mi osłabł

Nie na długo jednak osłabł był...

pomysł drążył moją biedną banię, jak robak przysłowiową śliwkę.

Kiedy spojrzałam w te OCZY, zrozumiałam, że W KOŃCU MUSZĘ!

Naszyjniki z gałkami ocznymi kupiłam po dwa zyle. Wyplotłam z nich bransoletki wykorzystując i szklane koraliki, i sznurek. Czerpałam także materiały ze swoich zapasów. Ze zdjęcia powyżej spogląda na Was smutnymi oczkami wyplot w odcieniach orange. 

Poniżej te same oczy z brązowym sznurkiem.

Piękna zielonooka:

oraz UltraMaryna:

Spojrzenie grupowe:

Powiedzcie moi drodzy, czy te oczy mogą kłamać? 

...czy ja mogę serce złamać? iTePe?

*Kto w tym miejscu poczuł się obserwowany powinien skontaktować się ze swoim lekarzem lub terapeutą.

Teraz będzie mocny rockowy akcent! 

Ta właśnie CzerwonoCzarna najbardziej spodobała się Marcelowi, który bardzo lubi nosić naszyjniki, bransoletki i pierścionki :D

Teraz popatrzcie na Wąsatą. To moja faworytka :O

Plątałam ją ze sznurków pozyskanych z naszyjników. Niestety były krótkie i wymagały łączenia. Wymyśliłam, że w tych miejscach pozostawię urocze wąsiska. Zakończyłam je drewnianymi koralikami i uważam, że wyglądają doskonale! W centrum - drewniany koralik także z odzysku.

Bransoletka z ceramicznym oczkiem w kolorze bursztynu także bardzo mi się podoba. Jej uroda, to żadna moja zasługa... koralik jest tak piękny, że można go nawet wetknąć w psią kupę i zachwyt gwarantowany! Dwa takie cuda kupiłam na kolczyki - buhahahaha! - nie dojrzałam oczywiście rozmiaru koralików gigantów w opisie aukcji :D

Jeszcze jedna:

Dwie powyższe są zrobione z bardzo grubego sznurka. SZYBKO POWSTAJĄ - wymagają mniej węzłów - i są dużo masywniejsze (dają radę ciężkim ozdobom) ale wszystkie supły na zakończeniach są ogromne :O a całość jakaś taka niedelikatna.... nieprzekonana do tego efektu prułam je kilka razy, zanim się ostatecznie pogodziłam z ich  MakroSkalą.

Grupowo: (to teraz bardzo na czasie) 

Sznurkowa bransoletka powinna tego lata ozdabiać każdy przegub,

który pragnie być modny i szykowny!

Robota jest łatwa, SZYBKA i PRZYJEMNA;

Zgrabny tutorial Joanki Z z którego z przyjemnościa korzystałam jest tu:

Jak zrobić etniczną bransoletkę

i nie macie już teraz żadnej wymówki ;D

 

PS Marcel: "O! nie ma prądu"  i do Igi: "Choć sprawdzimy latarki! NO ŚWIECĄ, dobre chociaż to." 

Niestety ma to po mnie :D gdy nie ma prądu i nie moge siedzieć na brummBLOGU zdarza mi się wpasć na doskonały pomysł: "Przynajmniej zrobię prasowanie!"  :D

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci