Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : kardigan

10 rzeczy...

brummblogging

...o które nikt nie chce mnie zapytać, a które chciałabym w końcu o sobie napisać!

  • Po pierwsze oczywista oczywistość - lubię szyć. Nie bez przesady mogę powiedzieć, że podczas szycia jestem w zupełnie innym stanie świadomości, mam zawężone pole widzenia i mocno ograniczoną poczytalność. Przyznacie, że to dobrze tłumaczy moje liczne przygody, omyłki i potknięcia? W krawieckim amoku będąc wyłączam wszystkie zbędne funkcje życiowe, pozwalam dzieciom na zbyt wiele, psu na prawie wszystko i oddaję się szyciu. 
  • Lubię też gotować. Gotowanie dzieciom, jest jednakowoż zupełnie inną dyscypliną i w zasadzie bardziej przypomina kuchenne rewolucje, niż sztukę kulinarną. Dlatego lubiłam bardzo gotowanie, zanim zaczęłam miksować warzywa na pulpę, kleić kleiki podejrzanej maści, rozdrabniać widelcem i podawać łyżeczką. Moja samoocena sięgnęła dna, kiedy usłyszałam, że najlepiej wychodzą mi frytki z keczupem.
  • Dużo czytam, ale książka nie jest dla mnie fetyszem. Mogłabym płacić niewielki abonament za dostęp do dobrego i zróżnicowanego księgozbioru. Książka jako przedmiot bardzo mnie irytuje, zbyt wiele kosztuje, zajmuje miejsce i okropnie się kurzy... poza tym nigdy nie sięgam drugi raz po tę samą pozycję* więc po cóż to gromadzić?

* Z wyjątkiem dwóch: "Faraon" i "Egipcjanin Sinuhe"

  • Mentalnie jestem weganką. Nabiał mi nie służy, więc żadna strata, a mięsa unikam. Gotuję całkiem sensowne wegańskie zupy, piekę bardzo smaczne wegańskie, bezglutenowe ciasta, kręcę fantastyczny humus* i codziennie ze wszystkich sił staram się zostać prawdziwą weganką. Na próżno.

* Zdaję sobie sprawę, że to bardzo wywrotowa potrawa... na dodatek jeżdżę na rowerze... Na wszelki wypadek spakuję sobie dzisiaj pidżamkę i szczoteczkę.

  • Stałam się ekoterrorystką i drżę na myśl o wycince świerków w puszczy. Poza tym robię na co dzień te wszystkie bzdurne rzeczy: segreguję śmieci - ups... spakuję tę szczoteczkę od razu - unikam, oszczędzam i używam, a wszystko bio i lokalne, bez konserwantów, sztucznych barwników i gumy guar. Bez końca studiuję etykiety - patrz punkt trzeci - i zmuszam do tego wszystkiego moich współdomowników.
  • Interesuje mnie holokaust jako przejaw zła w najczystszej postaci. Sporo o tym czytam, dużo oglądam i wciąż nie ogarniam! Wybrałam się na premierę filmu "Syn Szawła", zapłaciłam 25 za bilet i... nie ogarniam tak samo jak przedtem. Groza.
  • Fascynują mnie bomby atomowe i eksplozje jądrowe, a porządny grzyb zawsze sprawia, że włosy stają mi dęba. Gdybym mogła cofnąć się w czasie, wybrałabym lata '50 ubiegłego wieku, Poligon Nevada i dobre gogle. Tę pasję można łatwo wytłumaczyć zgubnym wpływem wybuchu w Czernobylu, na mój młody, rozwijający się mózg. Zapewne doszło wówczas do jakichś tajemniczych mutacji, a tego rodzaju zwyrodnienia są zupełnie nieodwracalne i klops. Nawiasem mówiąc Czernobyl też mnie rajcuje. Moja wycieczka życia, to byłby zapewne szybki spacer po zamkniętej strefie ochronnej, z krótką wizytą w czwartym bloku... rozmarzyłam się.
  • Teraz, kiedy się już lepiej znamy zdradzę Wam, że kiedy byłam młodsza chciałam zajmować się medycyną sądową i codziennie robić jakąś ciekawą sekcję zwłok. Doktor G jest moją idolką! Sporo się tego naoglądałam na discovery i muszę przyznać, że to nawet ciekawsze, niż krawiectwo. Poza tym dostrzegam pewne cech wspólne - krojenie... szycie... - do których mam dobrą rękę i profesjonalne przygotowanie. Nadawałabym się. Ponadto w czasie emisji Życie bez wstydu nie cofam się przed niczym i nie zasłaniam oczu ręką oraz nie piszczę jak Kris, nawet na liposukcji!
  • Tym, którzy tutaj dobrnęli, należy się mały smaczek - hipnotyzuje mnie tematyka seryjnych zabójców, a za kultowy w tym temacie uważam dokument Paragraf 148 - kara śmierci. Przerażająca tematyka i straszne czasy. Nie unikam też ujęcia tematu w kulturze masowej, pamiętam jak dziś w jakim stanie wyszłam z kina po projekcji Seven.
  • I oczywiście bardzo lubię pisać, a już pasjami to brummBLOGa!

 Ponieważ żołnierz nie może obejść się bez karabinu, piosenka bez tekstu, a wpis bez fotek uraczę Was na koniec kilkoma zdjątkami moich ostatnich osiągnięć. Oczywiście krawieckich osiągnięć, nie będę przecież wstawiać tutaj wegańskiego barszczu, ani tym bardziej humusu. Pocięłam niedawno kupon wrzosowego dżinsu. Udało się z półtora metra tkaniny wyciachać spodnie i spódniczkę. To dobra wiadomość, gdyż materiał nie kosztował więcej niż kilkanaście złotych, a ciuszki wyszły świetnie!

spódniczka dżinsowa

Wykorzystałam stary wykrój solidnie go powiększając, to bardzo uniwersalny fason, łatwy do uszycia i wygodny do użycia. Z tyłu, w rozporku pozwoliłam sobie na małą ekstrawagancję i wszyłam piękny, plastykowy, srebrny suwak. Jakoś się tak zrobiło... szykownie.

spódniczka dla dziewczynki

Na spodnie skopiowałam po raz kolejny wykrój z Burdy nr 3/2013, ale tym razem w rozmiarze 152. Dodałam ekstra 2cm w stanie, bo aktualnie żadne portki nie przykrywają Małej tyłka... a jak przykucnie, to już prawdziwe kino... Te dodatkowe centymetry są więc bardzo mile widziane!

spodnie dżinsowe

Poza tym z resztek dzianiny po mojej pałatce uszyłam dla Igi nowy, szkolny kardigan. Skorzystałam z tamtego szablonu przezornie go powiększając. Niestety całe przezorne powiększenie utraciłam rozcinając i ponownie zszywając... a następnie znów rozcinając i łącząc owerlokiem od nowa. I jeszcze. Sądziłam, że uwinę się w pół godziny, ale absolutnie wszystkie szwy poprawiałam, cięłam lub prułam. 

kardigan z dzianiny

Wygląda na prosty? i owszem... wygląda. Nawet nieźle wygląda, niestety to pozory. Ta mordęga uzmysłowiła mi pewną rzecz: być może ta dzianina jest bardziej wymagająca, niż sądziłam? Co z kolei pociąga za sobą wniosek: może pałatka uszyta z innej tkaniny lepiej by się układała i chętniej by współpracowała? albo też: możliwe, że straciłam swoje wszystkie moce i już nie umiem szyć? Nie, to na pewno ta wredna, pomarszczona w trąbę dzianina!

kardigan

 Na dzisiaj wystarczy. Mam jeszcze w zanadrzu niezbyt wymagający kostium kotka i postaram się go szybciutko pokazać, bo na swoją chwilę czekają już bombowe śniegowce Igi. Teraz, gdy już tak dobrze się znamy i tyle o mnie wiecie, musimy się częściej widywać na brummBLOGu. Do zoo!

PS Kris wychodzi wieczorem się myć. Ja oglądam dokument o kobietach w Auschwitz. Kris wraca i widzi wspaniałą, naziemną detonację bomby wodorowej. "Co za wieczór!" mówi z ekscytacją "Najpierw Oświęcim, a na deser grzybek!"

Zmiany. Zmiany.

brummblogging

 Moje dzieci niestrudzenie eksplorują coraz to nowe obszary w burdowych tabelach rozmiarów. Podczas wrześniowych pomiarów okazało się, że Iga ma już prawie 140cm wzrostu, więc należałoby jej szyć ubrania w rozmiarze 152, Marcel zaś (bez oszukiwania i stawania na palcach) osiągnął już blisko 164cm i ciężko mu uszyć cokolwiek, gdyż spektakularnie wystrzelił się poza skalę... Jestem jak zwykle zdegustowana tym stanem rzeczy, gdyż wiosną z trudem przyjęłam do wiadomości 134 i 158... lato było takie suche i gorące, że nawet dynie na działce nie urosły... a dzieciaki proszę bardzo i owszem! 

 Mam nadzieję, że teraz zaproszą mnie wreszcie do telewizji śniadaniowej, do odcinka Urodziłam Gigantyczne Dzieci i tam, drżącym głosem i w dramatycznym tonie opowiem o swoich zakupach w Pepco, gdzie siedmioletniej dziewczynce wybieram bluzeczki dla dziesięciolatek, a jedenastoletniemu chłopcu spodenki dla czternastolatków. Następnie zaproszą mnie jeszcze do kolejnych odcinków o naturalnych porodach, szwach (o tym mogę godzinami) i nietrzymaniu moczu. Wreszcie! Na razie jednak, póki nie mogę odcinać kuponów od popularności, rekomendować Wam skarpetek uciskowych i kremu na hemoroidy, muszę ciężko pracować, szyć, pocić się i pisać brummBLOGa. 

 Zaczynam ambitnie od kardigana z Burdy nr 8/2013, którego wykrój trzeba sobie samodzielnie narysować! Tak, narysować... nie skopiować: na podstawie rysunku wykonać oryginalnej wielkości wykroje. Co to w ogóle za pomysł jest? czy ja nie kupuję, co miesiąc Burdy po to, żeby być wtórną i odtwórczą? Kopiowanie jest takie szybkie, łatwe i przyjemne! W bólach rysowałam, gdyż całkiem wyszłam z wprawy, rozmiar 140 tylko po to, aby po uszyciu przekonać się, że stosowniej byłoby 146... lub nawet 152, gdyż w przeciwieństwie do mojego kardigana brak tu zupełnie jakiegokolwiek nadmiaru.

kardigan z dzianiny

 Uszyłam go z reszty dzianiny pozostałej po moim otulaczu. Dokonałam kilku zmian, min wyokrągliłam przody, całość wykończyłam pliską i dodałam duże kieszenie. Wyszło pysznie i jestem bardzo zadowolona! Nowiutki, supermodny kardigan zastąpi wysłużoną kamizelkę i ogrzeje Igę w długie, chłodne, szkolne dni.

otulacz

 Następnym łatwym i przyjemnym w realizacji modelem okazała się bluza z Burdy 3/2013, fason znany i lubiany w internetach. Ponieważ jestem z natury uparta, znowu skorzystałam z rozmiaru 140 i ponownie się okazało, że jest nieaktualny. Mimo, iż dodałam 4cm na podwinięcia, u dołu bluzy musiałam ratować się szeroką plisą...

bluza z dzianiny

 Mam jakieś natręctwo z tymi kieszeniami, tu oczywiście też je naszyłam. Niedługo mnie i całą moją rodzinę będzie można rozpoznać na dzielni po kieszeniach. Podkrój szyi wykończyłam pięknym, śmietanowym ściągaczem, rękawy zwyczajnie podwinęłam. Na całość składa się dosłownie kilka prostych szwów, bluzę szyje się błyskawicznie, a efekt jest bardzo, bardzo!

szara dresówka

 Szaro buro i ponuro? to dołożę coś dżinsowego i granatowego. Zdradzę Wam, że sama również nie zasypiam gruszek w popiele i zwiedzam tabele wymiarów. Na szczęście przemieszczam się z prawa do lewa. Choć mentalnie utknęłam na rozmiarze 42, to chyba czas spojrzeć prawdzie w oczy i spróbować z 40. Podczas szycia spodni, z burdy nr 8/2010 jeszcze sobie tego nie uświadamiałam.

dżinsy

 Cienki i miękki dżins idealnie nadawał się na, lekko zwężane do dołu, spodnie z zakładkami. Na modelce wyglądają świetnie, na mnie nie, ale dobrze się w nich czuję. Wprawdzie krok opada trochę za nisko a pasek sięga zbyt wysoko, ale to tylko drobne niedogodności... oględnie mówiąc wolę w nich stać, niż siedzieć. A nawet bardziej chodzić, niż stać, bo wówczas trudniej im się krytycznie przyjrzeć. I nie wiem doprawdy, dlaczego wystębnowałam je turkusową nicią.

spodnie

 Szyjąc trochę się martwiłam, że spodnie będą za ciasne, a koniec końców zwężałam je dużo po bokach;  2cm w biodrach i 4cm w talii, co daje naprawdę duże wartości w obwodach, ale jeśli sądzicie, że to przekonało mnie ostatecznie do rozmiaru 40, to się grubaśnie mylicie. Nadal jeszcze nie mam w tej kwestii całkowitej pewności...

jeansy

 Na ostatek strzeliłam niezłego klopsa i wydziergałam dziurki na spodniej stronie paska! popłakałam się, naszyłam na nich guziki i wydziergałam kolejną porcję dziurek, tym razem na dobrej stronie. Nigdy wcześniej nie zdarzyła mi się taka pomyłka... a tym wszystkim, którzy poradzą mi spruć tamte dziurki spieszę donieść, że zanim pomyślałam, to je porozcinałam... Na szczęście nikt niczego nie zauważył! nawet Wy.

 Czas płynie, jesień za pasem... nie zawrócę kijem Wisły i nie powstrzymam dzieciaków przed rośnięciem, choćbym chowała je pod szafą. Z żalem pozbywam się za małych bucików i zbyt obcisłych ubranek. Z lękiem myślę o gimnazjum, śnię koszmary o czwartej klasie. Nie uspokaja mnie nawet myśl o tym prawdopodobnym, w pocie czoła osiągniętym, rozmiarze 40. Zmiany. Zmiany.

PS Iga: "Tato kochasz Marcela?" ; Kris: "Tak." ; Iga: "To jesteś gejem!" 

Wakacje.

brummblogging

 W tym roku nasze szeroko zakrojone plany wakacyjne wzięły w łeb już w kwietniu, kiedy to przysposobiliśmy szczeniaczka. Jak wiecie byłam wówczas troszkę zaabsorbowana i lekko zdezorientowana... a mówiąc wprost, byłam totalnie w dupie i nie w głowie mi były żadne wojaże. Chciałam po prostu przejść z sypialni do kuchni nie tracąc żadnej nogi, ani żadnej części garderoby co oczywiście, na tamtą chwilę, było niemożliwością. Kiedy się otrząsnęłam z szoku i pies się lekko ogarnął, okazało się, że wszystkie miejscówki są już dawno obłożone od czerwca do listopada i sobie pojedziemy... do Brzeźna najwyżej, tramwajem... wydłubywać pety z burego, nadmorskiego piasku. 

 Szukałam niestrudzenie. Miałam oczywiście masę niedorzecznych wymagań, żeby w lipcu, blisko Gdańska, żeby było czysto, schludnie, ciepła woda, ładna pogoda i takie inne fanaberie, a na dobitkę, żeby można z pieskiem. No, wiem... wiem, mission impossible. Przekopałam wówczas internety wte i wewte, doszłam dwa razy do końca, wróciłam z powrotem i... znalazłam! Bory Tucholskie! Jeziora, jeziorka i rzeka. Las, las i las. Cisza, spokój i... las. I Brda. Jednym słowem  i d e a l n i e. Uprzedzam, że zdjęcie jest poglądowe i nie oddaje uroków okolicy ani na jotę. W zasadzie to nie oddaje niczego, ale coś wypada wlepić.

laslas

 Domek okazał się być pięknie położony, komfortowy i wszystkomający. To czego wyjątkowo nie miał - WiFi - okazało się zupełnie zbędne, choć w pierwszej chwili obawialiśmy się, że  w s z y s c y     z g i n i e m y y y... Ponieważ wyruszaliśmy na luzie przekonani, że Bory są dosłownie za rogiem, nie zabraliśmy ani porządnego aparatu foto, ani kaloszków, ani sztormiaków. Zapomnieliśmy też o ciepłych okryciach, które były zupełnie niepotrzebne przez dwa pierwsze dni pobytu. W związku z tym wróciliśmy w klapkach, lekko zziębnięci, z parasolką z Carrefoura za 11.90 i trzema marnymi fotami z telefonów, ale wypoczęci, wywczasowani i w doskonałych humorach! Miejscówkę Leśny Domek bardzo serdecznie polecam! 

Mając świeżo w pamięci chłodne, lipcowe wieczory, zabrałam się z miejsca do szycia czegoś miękkiego, ciepłego i porządnie otulającego. Znalazłam nawet w swoich zasobach idealną, masywną dzianinę, a w Burdzie pasujący do moich wyobrażeń wykrój. Pochwaliłam się na Instagramie, że szyję taki zarąbiaszczy kardigan i, że dzianina taka masywna, a fason taki adekwatny, a Burda listopadowa z 2013 i, że jaram się, bo już nigdy w lipcu nie zziębnę. I nie, że mnie nie ostrzegano, bo Bezdomna Wioletta Z Szafy od razu mi napisała, że fason jest obszerny i być może w nim nie zmarznę, ale mogę utonąć. Phi! kardigan był już skrojony, a ja szłam w zaparte, że właśnie to ja chcę, chcę bardzo   t a k i  obszerny. Kardigan.

kardigan

Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz okazało się, że nie wiedziałam, co mówię. Wybrany przeze mnie rozmiar 42 ma obwód w klatce piersiowej 140cm. Serio... 140. Oznacza to, że niejedna z Was mogłaby okręcić się nim dwa razy, albo nosić go równocześnie z koleżanką, siostrą, czy nietęgim chłopakiem. Przy pierwszej przymiarce trochę zaniemogłam i straciłam cały animusz. Rozważałam, nawet czy go trochę nie zjechać owerem po bokach. Trochę... boszszszsz... nie zjechać. 

Otulacz z dzianiny

Koniec końców zjechałam tylko siebie, w myślach. Szpetnie. Dodałam naszywane, wielkie kieszenie i wykończyłam całość plisą, jak należy. Okręciłam się przed lustrem i uznałam, że może nie chodziło mi o aż taką obszerność, ani o 140 w klacie, ale nie jest tragicznie. Więcej powiem jest całkiem do rzeczy: miękko, ciepło i otulająco. Muszę także przyznać, że zwężenie ku dołowi robi robotę i wyglądam jak rasowy, lekko tylko przerośnięty, żuk. Jaram się!

 kardigan z dzianiny

Kilka lipcowych, chłodnych wieczorów już mi się przydarzyło, druga część urlopu jeszcze przede mną, więc idealnie się wstrzeliłam. Gdybyście nabrały chęci na kardigan i na eksperyment z modelem 107 proszę, skorzystajcie z rad koleżanek, które mają duże, duże  d u ż e  doświadczenie w tym temacie i nie idźcie w zaparte. Użyjcie miary centymetrowej i skopiujcie sobie mniejszy rozmiar... 

 PS Porówujemy wzajemnie swoją opaleniznę. Ja ze wzruszeniem: Iga pamiętasz, że gdy byłaś mała to mówiłaś opalizna?; Iga z wesołością: "hehehe! hehehe! przecież mówi się - ąpalizna! hehehe!" 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci