Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : przypinka

Chciałabym...

brummblogging

Szwędam się po cudzych blogach. SZPERAM. Podglądam. Wyzwalam w sobie emocje. ZACHWYT i ZAZDROŚĆ na przykład wyzwalam, prawie równocześnie. Jakże ja bym tak chciała! zaczaić się pod krzaczkiem, pyknąć fotkę gałązki, pączka i chmurki. Powiesić ją na brummblogu i zebrać 145 zachwyconych głosów, jaki ten pączek wiosenny, a chmurka... Ach! chmurka! Chciałabym!

Albo guziczek na drewnianym blacie. Cyk, cyk fotka i Och! Och! 123 zachwyty nad jego guziczkowatością. Mogłabym też chcieć kulinarnie: rozsypać łychę cukru muscovado (który Marcel nazywa "ziemią z Mauritiusa") na spodeczek... a tak nasypać, żeby jego słodycz i melasistość zauwazył każdy z 178 z admiracją komentujących!

Wnętrzarsko także mogłabym, czemóż by nie?! interesuję się i czasami bywam w IKEA. Kreatywną być! Batikową chustkę zarzucić na abażur i taki klimat wytworzyć, żeby wzbudzić emocje. Zachwyt i Zazdrość - równocześnie - u 163 żywo zainteresowanych dizajnem. 

Niestety.

"Nie dla mnie gwar, srebrny pył,

Nie dla mnie splendor i sława, 

Nie dla mnie ta cała zabawa,

Nie dla mnie te wszystkie brawa, nie dla mnie, nie dla mnie, nie dla mnie...!"

Nie! Ja szyję. Kurz, pot i łzy (głównie łzy moich zaniedbanych dzieci) towarzyszą mojej "twórczości". Kurzę i pocę się cały dzień. Potem CZEKAM na ŚWIATŁO, którego zawsze brak. ROBIĘ ZDJĘCIA. Niedobre. Robię znowu. Załączam, dodaję. Piszę zabawny tekst. Czytam, sprawdzam, czy dość zabawny; poprawiam orty. Potem Kris czyta i znowu poprawia orty i interpunkcję mi szlifuje.

Szlifuję.

Publikuję.

Zbieram 14 komentarzy (w tym trzy moje) od najwierniejszych czytelników :O

Och!

A ja chciałabym choć 85 jak u Bartasa De.

A mama mnie ostrzegała, że to gówniany fach ;D i ciężki kawałek chleba.

Żeby się zdystansować zajmuje się butami. Starymi (dwa sezony już śmigane, choć nieczęsto) ale całkiem na czasie. Mają słomę :O i koturnę (widzę na Avanti, że to ciągle się sprzedaje) są bardzo wygodne. Tylko brak im modowego PAZURA. No i znudziły mi się już trochę, bądź co bądź.

Robię dwa niewielkie i kolorystycznie nieskomplikowane kwiatki. Pasują!


Uprałam je starannie do zdjęć, żeby po nich nie było widać tego trzeciego już sezonu, jednakże nie jestem pewna, czy w pełni osiągnęłam oczekiwany efekt :O

Spodobało mi się i skomponowało z kwiatkiem, który jest trochę z innej beczki:

Płatki wycinałam osobno (w trzech rozmiarach) opalałam, układałam i naszywałam maszyną na koło z filcu. Chciałam, żeby rozetka była bardziej NAPUSZONA, ale tafta topiła się szpetnie nad płomieniem i nie chciała wcale puchnąć.

Od strony słomy.

Oraz na moich osobistych stópkach:

...ale jak tak na nie patrzę (w izolacji od reszty mnie) to nie w pełni się z nimi identyfikuję :D 

Z resztek różnych materiałów wykonałam sznurkowy naszyjnik w ZUPEŁNIE ODMIENNYM KLIMACIE.

Wydawało mi się, że będzie krzykliwy, ale w towarzystwie podkoszulka łagodnieje. Polubiłam go. Fajnie wygląda w zwisie, choć fatalnie się fotografuje w pionie. Połączyłam: bawełniany gruby sznur, resztki łańcuszków, czarny rzemyk, koraliki i zawieszki.

PS Za karę nie będzie dziś, na dobranoc, żadnej anegdotki ;D

Ładne kwiatki.

brummblogging

Broszki podobają się dziewczętom. Siedzę cały dzień nad płomieniem świecy i wdycham szkodliwe opary, tylko po to, by wciąż je zachwycać. Te dziewczęta. I tak już nieźle NAKRĘCONE :D Żongluję soczystymi kolorami i łączę je szczodrze odczyniając szarość, burość i ponurzastość...

Kroję masowo -  z tkaniny złożonej na czworo - różnobarwne kręgi i układam je na stole. Pół stołu już mam. Pół stołu, cały dzień i dwie świece - tyle potrzeba do zrobienia dziewięciu. Szykujcie się DZIEWCZĘTA! Na zachwyty. 

Prawie Całkiem Różowe:

 

 


Nie Tylko Różowa:

Tylko Trochę różowa:

Wcale Nie Różowe:

 

 

Wykorzystałam żółtą i wrzosową podszewkę wiskozową. Raczej słabo się topi (nie, nie jestem blondynką, a mimo tego spodziewałam się, że mi się drewno będzie topiło...) woli płonąć jak pochodnia! W zamian - jeśli zachowa się dużą czujność - chętnie pofałduje się wokół krawędzi i lekko NASTROSZY SIĘ.

Broszki jeszcze nie są podszyte do przypinek :O 

Zaraz się wbryknę na Allegro i porobię konieczne zakupy :D

Gromadka Raczej Różowych:


Grupka Nie Bardzo Różowych:

Dziewiąta broszka pozostanie anonimowa :D

Dziewczęta piszczą. 

Wrażliwe dziewczęta mdleją.

Autor kłania się w pas.

 

PS Wieczór. Iga niewinie zagaja: "Kiedy oglądamy bajki?"; Kris poirytowanny lekko: "Wcale nie oglądamy! Całe popołudnie oglądaliśmy!!!"; Iga zdezorientowana: "...nie rozumiem... kiedy oglądaliśmy, jak nie oglądaliśmy??"  :D

Jak kwitną Broszki?

brummblogging

Oczywiście kolorowo, wiosennie i całymi kępami!

Bardzo lubię broszki. Niestety ich nie noszę :O To chyba jeden z paradoksów mojej kobiecej natury... podobają mi się, CHCĘ JE MIEĆ, ale niezwykle rzadko je przypinam. Kiedy nakręcam się na kolejną, obiecuje sobie solennie, że TĘ to ja BĘDĘ NOSIĆ na pewno i CODZIENNIE. Wkrótce broszka trafia do szuflady w towarzystwie... kolejnej połamanej obietnicy...

TE, które zakwitną dziś na brummBLOGu też musiałam mieć. No MUSIAŁAM. Zabierałam się do nich kilkakrotnie: grzebałam w szafach, ryłam w pudłach i przekopywałam zapasy tkanin... natrafiając WYŁĄCZNIE na tkaniny naturalne, które zupełnie się NIE NADAWAŁY. I tak przynajmniej 10 razy: grzebałam, ryłam, kopałam... nic! grzebałam, ryłam, kopałam... len, bawełna, wełna, jedwab... NIC! 

W niedzielę się zawzięłam (jechałam na Ketonalu Forte i miałam chyba zaburzenia świadomości) odszukałam poszewkę z kolorowej tafty, stare firanki z organtyny, kreszowany bieżnik (tafta i tiul) wyszywany sznurkiem i cekinami, kolejne stare firanki, okrawki bordowej haftowanej tafty z kamizelki Krisa, inną serwetkę i resztki (w dwóch kolorach) poliestrowego woalu

I pooooszłooo!

Tafta, zielony i turkusowy woal, beżowa organtyna i szkło weneckie. 


Ta sama tafta, beżowy woal i amarantowa firanka (tak, tak, naprawdę miałam TAKIE firany).

Fajniaste broszki, prawda?

Wszystkie sa gotowe do noszenia i maja podszyte od spodu zapięcia.

Tafta z kamizelki, beżowa i amarantowa organtyna, oberżynowy koralik szklany.

Bieżnik z kreszowanej tafty i beżowa (doWszystkiegoPasująca) organtyna, żółte szkiełka.

Kolorystyka zachowawcza, ale efekt uroczy.

Kwiaty powstają migiem. Jako szablonów użyłam: dużego kubasa, większej szklanki, mniejszej szklanki, kieliszka (od strony czarki i nóżki). Podczas pracy z ogniem warto pamiętać (prócz wzmożonej ostrożności oczywiście) aby wykonywać raczej szybkie i długie pociągnięcia przez płomień niż powolne przypiekanie. Poza tym drobne nierówności są wskazane, a nawet pożądane!

Zrobiłam, z rozpędu, niewielki kwiatek na opaskę dla Małej:

Nosi ją od trzech dni bez przewry :D

Zrobiłam też dwa kwiaty NIEWYPAŁY hehehe, które należy zakopać głęboko lub wywieźć na pobliski poligon... poza tym obyło się bez bólu trzustki, tudzież innych organów (choć może po prostu działał Ketonal?) W każdym razie i kwiaty i Ketonal bardzo polecam!

Broszki już zapakowałam do pudełka :D

Pudełko najprawdopodobniej wyląduje w szufladzie.

Troszkę szkoda, bo na klapie żakietu kwiaty wyglądają cudownie!


Kto jeczcze takich nie robił - powinien spróbować, nawet bez Ketonalu.

Zachęcam!

PS Iga: "Chcę owocka!"; Ja: Jakiego?; Iga: "Banana z nadzieniem! "; Ja zdziwiona otwieram szeroko usta, oczy i uszy: ??? Iga: "Z takim czarnym nadzieniem. Uwielbiam czarność na bananach!!!" :O

Wiem, że to, być może, nie najlepiej o mnie świadczy, ale te poczerniałe banany, które jej daję, są jeszcza całkiem dobre ;D sama z resztą też uwielbiam banany z nadzieniem ;D a Wy?

Jak jedna waryjatka...

brummblogging

...chciała sobie uszyć kwiatka.

Pewne wytwory z blogów rękodzielniczych są jak wietrzna ospa - po prostu każdy musi TO mieć. Wystarczy, że zajrzysz, zobaczysz, zachwycisz się (czyli skontaktujesz z nosicielem pomysłu) i po Tobie. JESTEŚ MENTALNIE ZAINFEKOWANY. Umysłowo wypryszczony. 

Takie właśnie są TE kwiatki. Obecne wszędzie. Cały internet jest nimi zawalony. Atakowały mnie od dawna ich kolejne, coraz to fajniejsze wcielenia. Swędząca upiornie myśl o ich wykonaniu drążyła mi tunel w mózgu. Nic to, że zadawałam sobie racjonalne pytania:

  • a w czym moje kwiatki będę lepsze/inne od tamtych kwiatków zza płota? 
  • a co ja wniosę,  nowego i odkrywczego, do światowego kwiatkowego dziedzictwa? 

i w końcu: 

  • a na co mi one??? 

Nic to. Musiałam...

Oczywiście rękodzielniczki nie umieszczają na swoich blogach żadnych ostrzeżeń typu: tylko dla dziewczyn o mocnych nerwach. O nieee! Przeciwnie! oznajmiają swobodnie, że tego a tego dnia, przed śniadaniem, nie wyciągając maszyny (bo to takie tam, drobna robótka i nawet nie warto) więc przed tym śniadaniem, w poniedziałek o świcie (w przeciagu najwyżej kwadransa) uszyły 467 kwiatków po jednym dla każdego znajomego z FB! Taka frajda!

O! myślę sobie, to i ja dam radę (na maszynie) trzepnąć 7  - dla moich siedmiu znajomych z FB ;D -  w to lutowe, niezbyt długie przedpołudnie. Chory mój umysł zwizualizował natychmiast odpowiednią tkaninę: niegrubą bawełnę z IKEA z nadrukowanymi kółkami w różnych kolorach i wzorach. 

Idealnie.

 

 Nawycinałam tych kółeczek 14 (parami, po dwa takie same) i nawet nie było tak dużo resztek, jak się spodziewałam mimo, że koła rozmieszczone są na tkaninie dość rzadko.

Pozszywałam drobniutkim ściegiem, poprzycinałam miniszewki, powywracałam (przez mini dziurki) i powypychałam jednym paluszkiem grzebiąc wewnątrz mozolnie. Poprasowałam żelazkiem.

A wszystko razy siedem!

 

 

Potem pozaszywałam ręcznie dziurki (czego szczerze nienawidzę) dokładnie siedem dziurek i tak minęło mi wczorajsze przedpołudnie. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że jeszcze pobiegłam po zakupy do mięsnego, nastawiłam zupę, odrobiłam lekcję z Chłopcem i na koniec zaprowadziłam go na karate. Na wieczór zostawłam sobie NAJPRZYJEMNIEJSZĄ robotę: przeszycie i ozdobienie koralikiem.

Jesoo, jaka ja stara, a jaka gupia! Błądzę po tym rękodzielniczym świecie robótek, normalnie błądzę jak jakieś dziecko we mgle...

 Następnie - wieczorem - zasiadłam NA MAŁĄ GODZINKĘ do wykańczania kwiatków, tymczasem o mały włos, to one nie wykończyły mnie. No masakra jakaś! Mulina platała się jak dzika! Nie wiem, czy ja za mało je wypchałam, czy za dużo wypchałam?; czy ja za lekko je ściągałam, czy przeciwnie - za mocno?, czy to ja jestem jakaś nieudana, że wszyscy potrafią, a ja nieeeee?! :O W każdym mąci razie pierwszy modelowałam GODZINĘ w tym dwa razy go sprułam... no wiem, wiem... osłabiające to jest.

 Wygląda niewinnie, ale to ON!

Potem wykręciłam drugi i kiedy już z nim finiszowałam, podszedł do mnie Marcel i mówi: "Mama, ja cię podziwiam!" No! myślę sobie nareszcie się doczekałam! po ośmiu latach (dziewięciu właściwie, wliczając ciążę i staranie się o nią) trudu i harówy! W końcu... Podnoszę więc zmarszczone czoło znad tego DRUGIEGO kwiatka i zachęcam Młodego łagodnie, żeby kontynuował: taaak syynuuu? 

"No, bo siedzisz tu już godzinę... nieee, zaraz, dwie... więcej! dwie i pół i zrobiłaś... no, ten JEDEN KWIATEK, więc podziwiam twoją wytrwałość."

i tu plasnęłam głową o blat... PLASK!

 Drugi kwiatek.

Kwiatkowanie okazało się być zajęciem stresującym i ryjącym łeb. Użyłam wczoraj (po wielokroć) wszystkich brzydkich słów, jakie znam, a potem nawet rzuciłam kilka takich, których nie znam za dobrze, ale brzydko mi się kojarzą. Wydałam z siebie dwa ryknięciaNaCałyDom i potem formowałam resztę kwiatków... tak mi zeszło do 22.30 ale, że słuchałam sobie Grabaża Wieczorową Porą z radyjka, to mój gul skakał coraz mniej, a mój wnerw był buforowany przez dobre dźwięki płynące z RoxyFM.

Czewone dwa; podobne lecz niejednakowe. 

  Kolejne.

Niestety nie udało mi się skończyć roboty, bo należało się jeszcze zatroszczyć o higienę osobistą (wiem, że to fanaberie, ale Kris lubi), a także mieć na uwadze, że młody musi być o 7.40 w szkole :O co oznacza pobudkę o 6.50. Naszywanie koralików kontynuowałam dziś od rana. 

Zdjęcie grupowe:

Mam teraz kwiatki, na które (na razie) nie mogę patrzeć. Wykorzystam je za jakiś czas; może zrobię z nich jakieś przypinki? nie wiem. Początkowo pomyślałam sobie, że fajnie jest, bo tkanina ma jeszcze jeden pas kółek w zupełnie innych kolorach (dopiero potem powtarza się raport wzoru) i W RAZIE POTRZEBY można uszyć kolejne.

Na szczęście NIE MAM JUŻ TEJ POTRZEBY! 

One nie wyglądają jak wszytkie inne kwiatki...

Nie wiem, dlaczego tak się stało :O

I żeby nie było - OSTRZEGAM: to jest gówniana, długotrwająca i mega wnerwiąjąca robota!

Poduszki Afunkcjonalne.

brummblogging

Rozmowy damsko męskie. Kris: "Co robisz takiego ładnego?" Kwiatki robię. Kris: "A po co?" ; Naszyję je na nowe poduszki. "Poduszki? hmmm a czy te nowe poduszki nie będą przez to afunkcjonalne???".  Z pewnością będą, bo funkcjonalność wg Krisa, to zwinięcie w kłębek, wetknięcie pod jakąkolwiek część ciała, przylgnięcie paszczą, wymiętoszenie, zgniecenie i nicnieprzejmowanie się. Trudno.

Szyję poduszki, bo mam fajny aksamit w kolorze różowej chmurki, wsady w różnych kształtach i czarne dodatki. Poduszka rzecz prosta, acz zdradliwa :D potrafi nie wyjść. Nie tylko nie wyjść, jak się chciało i miało na myśli... potrafi nie wyjść w ogóle i nadawać się tylko do funkcjonalności na sofie, dla Krisa. Tak zdarzyło się ostatnio, kiedy szyłam z malinowej, sztucznej tkaniny ze srebrną nitką... brrrrr! 

Dziś też nie było z górki. Wybrałam złą stopkę, włosie się spychało, suwaki się marszczyły, wypustka krzywiła. Klątwa jakaś - poduszkowa - czy co? Koniec końców wyglądają tak: 

Kształty odpowiednio od góry: wałek, kwadrat i prostokąt. Z reguły szyję zbyt duże pokrycia, choć lubię poduszki twarde i jędrne :D teraz także są lekkie luzy. 

Dużą poduszkę musiałam nawet lekko dopchać :D ozdobiłam ją szeroką czarną koronką i czarną wypustką; zapinana jest na biały suwak. Koronką/falbanką ozdobiony jest także wałek.

Do wypełnienia poduszek wykorzystałam wsady IKEA, które bardzo lubię i które nie są kosztowne. Przy okazji dopychania, miałam okazję przyjrzeć się wypełniaczom i ocenić, że włókienka mają bardzo fajną spiralą strukturę :O myślałam, że to tylko chwyt reklamowy! sprawia to, że są bardzo puchate i sprężyste!

Poduszki są pięknie ozdobione kwiatkami, moim najnowszym internetowym odkryciem! Od dawna z zazdrością przyglądałam się broszkom, które wytwarzają blogowiczki. Poszukiwałam formy idealnej, czyli łatwej i szybkiej w wykonaniu, oraz zabójczo efektownej ;D

Kwiatki znalazłam przeglądając bloga Moje Hobby, który odesłał mnie do innego bloga :D How Joyful, który odesłał mnie - galopem - do mojej szuflady z filcem :D Kwiatkuję od kilku dni, a od soboty intensywnie, ponieważ kupiłam kupę kolorowego filcu, za kupę kasy. Efekty widać na poduszkach, a także poniżej:

 

 

 

 

 

 

 

 Prawda, że całkiem zgrabny kwiatek? utrzymany w jesiennej kolorystyce, z pięknym zgniłozielonym koralikiem w środeczku. Nie ma jeszcze konkretnego przeznaczenia. 

 

 

 

 

 

 

 

 

  Kolejny, z fioletowym koralikiem, w odcieniach różu, to broszka. Ma już od spodu podszyte zapięcie.  I dalej, na foto, cała gromada, ale nie powiedziałam w tej kwestii jeszcze ostatniego słowa :D

Ostrzeżenie: jeśli zrobicie sobie choć jeden, uzależnicie się! kupicie sobie stertę filcu i znajdziecie milion zastosowań dla kwiatków; a z każdym następnym stan ten będzie się pogłębiał... a potem chce się ich wciąż więcej i więcej! :D 

Na koniec poduszki na sofce:

PS Kwiatki na poduszkach są przypięte na rzepy; można je odczepić do prania, lub wymienić wiosną, na weselsze kolorystycznie; nawet usunąć - choć mi się to w głowie nie mieści - i  zastąpić innymi ozdobami.

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci