Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : Maszyna-do-szycia

Człowiek się uczy...

brummblogging

...przez całe szycie.

Uczy się człowiek taki jak ja, który nigdy nie czyta instrukcji. Z zasady. Który traktuje je jak asa w rękawie i zostawia sobie ich studiowanie na najczarniejszą z czarnych godzinę. Na tę godzinę, w której zawiedzie siarczyste przeklinanie na czym świat stoi, szloch, google, wzywanie pomocy Krisa i wszystkich świętych, telefon do przyjaciela, słowem chwile, które nigdy nie nadchodzą, gdyż wszystkie odpowiedzi znajduję tuż po płaczu, gdy odpalam google.

Przeczytałam instrukcje swoich maszyn na potrzeby brummBLOGa. Parę rzeczy mnie zaskoczyło, nie powiem, trudno jednak ocenić, czy się opylało... Przede wszystkim nie rozumiem dlaczego piękne, wielkoformatowe, barwne i czytelne instrukcje są tylko dla szyjących po angielsku? Dla szyjących zwyczajnie, po polsku są małe, szare i gównianej jakości kserówki? Wydaje mi się, że na okładce takiego egzemplarza powinno stać na czerwono: ucz się języków bambusie! wówczas przynajmniej byłoby wiadomo, że jakość tej publikacji została obniżona celowo, za karę. Dla lamusów, którzy chodzili do komunistycznych szkół i uczyli się tylko ruskiego, i to tylko trochę, i to z wyraźną niechęcią. Bez podobnej adnotacji, trudno mi pojąć, czemu polskie instrukcje do bardzo drogich maszyn są tak nędzne.

instrukcje do maszyny

Najbardziej w czytaniu instrukcji zależało mi na rozdziale o czyszczeniu i konserwacji, który niefortunnie jest na szarym (nomen omen) końcu lichej książeczki. Czekałam więc tej 64 stronicy, jak kania dżdżu, czytając czekałam... niefortunnie polski przekład kończy się na stronie 61 i nie ma na niej ani pół słowa o konserwacji. Są tylko dwa akapity o czyszczeniu, szmatce i mydle o neutralnym ph. Swoją drogą ciekawe, jakie ph jest najbardziej neutralne dla mojej maszyny?

instrukcja do maszyny

Gwałtu rety! wypociłam już trzy tłuste akapity, a żadnego na temat! Temat: Dzisiaj pokażę Wam dziewczęta mój park. Park maszyn oczywiście. Pokażę go przy okazji czyszczenia i konserwacji, które były potrzebami naglącymi, jedna bardziej od drugiej.  Głównie w związku z tym w ogóle podjęłam trud studiowania instrukcji. Bardzo chciałam do sprawy podejść profesjonalnie, a nie, że potrę po wierzchu papierowym ręcznikiem, pomacham pędzelkiem i kapnę tłustego* do każdej napotkanej dziurki. O nie!

* Ponieważ wywiązała się dyskusja na temat oliwienia, zacytuję: "Generalnie maszyna Janome TXL607 jest maszyną samosmarującą i poza czyszczeniem i konserwacją chwytacza nie wymaga dodatkowego oliwienia, ale może Pani od czasu do czasu nalać kilka kropel oliwy na igielnicę (metalowy pręt, do którego przykręcona jest igła)." ETI Justyna Słotwińska

maszyna do szycia

Janome TXL607 to porządna maszyna do szycia. Jej obsługa jest bardzo łatwa i przyjemna. Wystarczy jeden palec i to w dodatku nie środkowy, tylko wskazujący! Praca na takim sprzęcie jest jak jazda luksusową limuzyną po polskich drogach krajowych. Oznacza to, że robota zawsze pozostanie czymś niezbyt przyjemnym, ani pożądanym, ale jeśli już koniecznie trzeba, to zawsze lepiej limuzyną, niż trabantem.

janome TXL607

Opowiadałam o niej z zachwytem tam: Moja wspaniała Janome i uwierzcie mi, że po 19 miesiącach szycia w te i wewte podtrzymuję wszystko, co tam napisałam pod wpływem emocji i szoku. Największym zaskoczeniem była dla mnie funkcja automatycznego obcinania nici! Wydawało mi się, że to zwykłe fanaberie i, że nie będę z tego, nigdy przenigdy i trzy palce na sercu, że nie będę z tego korzystać. Tymczasem w tej chwili uważam, że to nadzwyczajne udogodnienie i większe osiągnięcie technologiczne, niż lądowanie człowieka na Księżycu! Bardzo przydatne jest także podnoszenie i opuszczanie igły za naciśnięciem jednego guziczka. 

maszyna do szycia

Co mnie gryzie: 

  • w instrukcji nie ma informacji, które miejsca należy oliwić, a które wręcz przeciwnie!
  • dźwignia podnoszenia stopki jest umiejscowiona w taki sposób, że do dzisiaj jeszcze zdarza mi się błądzić obiema rękami w jej poszukiwaniu!!!
  • przycisk szycia wstecznego jest mały, nieporęczny i umieszczony w niefortunnym miejscu, pomiędzy dwoma innymi małymi i nieporęcznymi guzikami, z których nie korzystam, a które niechcący naduszam!
  • ryglowanie nie jest przerywane natychmiast po zwolnieniu przycisku wstecza; maszyna zawsze próbuje rąbnąć jeszcze jeden ścieg, chyba dla pewności. Zdarza się, że ona chce walnąć ten dodatkowy ścieg, a ja go bardzo nie chcę i wtedy trzymam instynktownie za koło zamachowe, próbując ją powstrzymać, a ta wariatka jednak dalej próbuje!
  • Na początku szycia od brzegu tkaniny, podczas ryglowania, zawsze potwornie plącze się dolna nić! od spodu powstaje bardzo nieestetycznie zaplatany ścieg; mega supeł, którego nie cierpię!
  • Po automatycznym obcięciu nici, od lewej strony pozostają około centymetrowe wąsiki, które często, podczas prasowania, przycinam zwykłymi nożyczkami...
  • wszywanie suwaków na tej maszynie jest co najmniej niekomfortowe; problem chyba tkwi w transporcie, ponieważ tkanina nie przesuwa się płynnie i pewnie pod stopką; oczywiście używam specjalnej stopki, która była na wyposażeniu maszyny, a mimo tego wszywając każdy kolejny zamek wspominam czule swoją Huskystar... Podobnie sprawy się mają na lamówkach i wszędzie tam, gdzie szyje się po nierównościach, także podczas dziergania dziurek, kiedy stopka (z powodu szwów na przykład) nie przylega idealnie do tkaniny... 
  • suwak kontroli prędkości zbyt łatwo zmienia pozycję i można to zrobić nienaumyślnie, na przykład tkaniną, czy pośladkiem, a potem pisać do serwisu, że pomocy! i że maszyna mi nie szyje!!!
  • wzornik ściegów znajduje się na plastikowej płytce, którą przyczepia się do obudowy maszyny. Niestety, kiedy jest uniesiona, zaczepiam o nią czymkolwiek, a kiedy jest opuszczona, potrącam ją ręką przy podnoszeniu stopki i odpada... kiedy trzymam ją w szufladzie, zdarza mi się szukać jej w popłochu i z przekleństwem na ustach!

janome

Poza tymi drobnymi niedogodnościami to naprawdę sprzęt solidny, niezawodny i godny polecenia! 

Owerlok Huskylock s15 jest w zupełności wystarczający, jak na moje potrzeby. Nie powiem, żeby jakość obłędnie hulał i kręcił cudawianki, ale robi co do niego należy, czyli obrębia brzegi starannie. Wspominałam o nim tam: mój warsztat i co prawda nie piałam z zachwytu, ale też nie używałam słów powszechnie uważanych za wulgarne, więc nie mam na razie przesrane w Husqvarnie.

owerlok

Obsługa tej maszyny nie jest skomplikowana. Ścieżki nici obu chwytaczy oznaczone są kolorami i nietrudno poprawnie je założyć. Pod pokrywą, po prawej stronie, nakreślono wielobarwny plan sytuacyjny; coś jak analogowy GPS. Idziemy jak po sznurku.

owerlok

Wiele ściegów ustawiam z instrukcją w ręce i nie wymagają żadnych, dodatkowych kombinacji. Regulując naprężenia nici można w prosty sposób otrzymać ładny, równy ścieg. Z tyłu owerloka jest sporo miejsca na duże szpule z nićmi, które są osadzone bardzo solidnie. Instrukcja zawiera kilka słów o czyszczeniu i wskazuje punkty, który należy regularnie oliwić.

owerlok

Może to kogoś zaskoczy, ale wszystkie obrzynki spod noża lądują w pojemniku na ścinki. Niestety sam pojemnik... nie wiem doprawdy jak to się stało... ale mi pękł. Podejrzewam dzieci, ale się łachudry nie przyznają do winy, a nie mam akurat grochu pod ręką. Przecież im nie każę klęczeć na ciecierzycy! Słowem, nie wiadomo jak i kiedy to się stało...

maszyna do szycia

Co mnie gryzie:

  • jak już wspominałam w poprzednim wpisie owerlok jest bardzo hałaśliwy i klekoce.
  • maszyna nie trzyma się stołu i przesuwa się po blacie podczas szybszego szycia; raz o mały włos nie spadła mi na kolana!
  • Zasobnik z akcesoriami jest oddzielnym bytem. W związku z tym, kiedy czegoś pilnie potrzebuję, zazwyczaj muszę wstać (groza!) przemierzyć pół jadalni (horror) schylić się i długo grzebać w szufladzie. To niedopuszczalne!
  • Pęseta jest do bani! a nawlekanie igły jest bardzo  niewygodne i trudno to zrobić nieuzbrojoną łapą. Potrzeba pęsety, a ta, nie dość, że jest zupełnie do bani, to jeszcze mieści się w oddzielnym zasobniku i... patrz punkt poprzedni. 
  • w obudowie stolika jest potencjał w postaci dużej ilości pustego miejsca i można by swobodnie umieścić tam szufladkę na podręczne akcesoria.

owerlok

Pudełeczko na akcesoria i pożal się boże pęseta.

maszyna do szycia

Maszyny oczyszczone z kłaczków, przetarte ściereczką i porządnie naoliwione. Teraz lubię je jeszcze bardziej i mam nadzieję, że będą śmigały jak szalone. Instrukcje przeczytane. Dodatkowe funkcje obczajone, a krawcowa szczęśliwa... przez całe szycie!

 

PS Ja do Igi: Grożę ci paluszkiem. Iga: "Dobrze, że nie środkowym." :)

Janome.

brummblogging

Zostałam szczęśliwą posiadaczką

nowoczesnej, komputerowej, użytecznej i komfortowej

maszyny do szycia Janome TXL607

w związku z tym, WSZYSTKIM - którzy w jakikolwiek sposób - maczali w tym palce

ogromnie dziękuję!

Odkąd tylko kupiłam sobie Husqwarnę chciałam mieć Janome :D 

W końcu mogę wydziergać piękną DZIURKĘ Z OCZKIEM!

Z pewnością niektóre z Was pospadały z krzeseł na wieść o tym ;D ponieważ taka dziurka jest obiektem pożądania wielu szyjących blogerek.

...no więc MAM JĄ i będę jej NADUŻYWAĆ!

Poza nią (ową dziurką pożądaną ze wszech miar) mam jeszcze 390 innych programów ściegowych (a co jeden, to lepszy) w tym alfabet z polską czcionką. Dodatkowo dla leniuszków: automatyczne mocowanie ściegu i automatyczne obcinanie nici na życzenie :O prawdziwa frajda!

Prócz bogatego wyposażenia standardowego, dostałam trzy dodatkowe stopki: do zamków krytych, do marszczenia i do równoległego prowadzenia ściegów, stolik powiększający pole pracy, nożyczki, obcinacz z tytanowym ostrzem i dożywotnią gwarancją i komplet igieł  :O 

- poprzedni obcinacz kupiony na allegro skończył mi się w dwa miesiące - 

Maszyna jest świetnie wykonana. Po prostu. Części plastikowe i części metalowe wyglądają wspaniale, pasują do siebie, wydają się być mocne i wytrzymałe. Podczas szycia słychać dźwięk silnika. I tyle. Nie klekoce, nie łomocze, nie wali i nie grzmoci. Plastik się w niej nie telepie jak w mojej Husqwarrrrnie. NIC. 

Maszyna jest komputerowa co oznacza, że ściegi wybiera się za pomocą klawiatury numerycznej, a wszystkie bieżące ustawienia maszyny pojawiają się na wyświetlaczu LCD, który podobno (nie zauważyłam, gapa ze mnie) sugeruje nawet jakiej stopki należy użyć :O

Cały SYSTEM JEST BANALNIE PROSTY, szybki i ŁATWY W OBSŁUDZE (w porównaniu do ustawień w maszynach mechanicznych) a w każdym z programów ściegowych możemy dodatkowo (na klawiaturze numerycznej) płynnie regulować długość i szerokość ściegu. Oczywiście dotyczy to również dziurek. Tak, tak, słynnej dziurki z oczkiem także. Może być rzadsza, albo gęstsza, albo nabżdżona  - wedle uznania.


Obszywanie dziurek ZACHWYCIŁO MNIE :O i wprawiło w osłupienie.

Na Husqwarnie: zakładamy stopkę i rozpoczynamy ustawienia (należy wybrać odpowiednią szerokość i długość ściegu) dziergamy przynajmniej 3 próbne dziurki wciąż MANIPULUJĄC POKRĘTEŁKIEM gęstości (brak na nim oznaczeń, jest tylko symbol "dziurki") następnie rozpoczynamy szycie, POPYCHAMY I POCIĄGAMY (bywa, że maszyna ZAWIESI SIĘ na własnym rygielku i trzeba silnie pociągnąć, żeby przestała dziobać w miejscu) w jedną stronę szyje wprzód, a w drugą wtył, więc ścieg obu brzegów NIGDY nie jest identyczny :O na koniec robi rygielek i dziobie w miejscu aż się opamiętamy.

Przed każdą następną dziurką MUSIMY PAMIĘTAĆ o ustawieniu stosownej dźwigni w pozycji wyjściowej!!! 

Na Janome: zakładamy stopkę; wybieramy JEDYM KLIKNIĘCIEM jedną z kilku dostępnych rodzajów dziurek (na przykład elastyczną do dzianin lub w dawnym stylu imitującą dziurkę ręczną, przeznaczoną do tkanin delikatych) podkładamy materiał i naciskamy na pedał. DZIURKA DZIEGRA SIĘ SAMA, a jak już skończy się dziegrać, maszyna SAMA SIĘ ZATRZYMUJE i pika do mnie czule, na znak, że to już :O

Po uniesieniu stopki dźwignia od dziurek samoistnie powraca do pozycji wyjściowej i maszyna jest gotowa do szycia!!! Ponadto dzierga dziurkę szyjąc ZAWSZE DO TYŁU :) dlatego jest ona RÓWNIUTKA i oba jej brzegi są IDENTYCZNE.

Poniżej moje wprawki i próbki ściegów:

Można zaprogramować sobie szycie: kolejność ściegów, mocowanie (w przód, i w tył) i obcięcie nici. Lub napis: literki duże, małe i spacje. Robi lustrzane odbicie każdego ściegu na życzenie. 

Jak o tym wszystkim piszę, to się zastanawiam,

do czego JA jestem jej właściwie potrzebna?

 W tej chwili - dla mnie - jest to

model wszystkomający i spełniający w 100% moje potrzeby

 Reszta najprawdopodobniej WYJDZIE W SZYCIU :D

 * Chętnie - w miarę moich możliwości - odpowiem na Wasze dodatkowe pytania. Choć doprawdy nie wiem, po co jeszcze pytać ;D skoro wszystko widać :D

 

Oooops, I did it again...

Jezus Maria Peszek Bilety.

*niepotrzebne skreślić

Bluzka fishbone, z termodżetami - lubię to! - przeceniona na 39zł i odpowiednio wcześnie, odpowiednio mocno naciągnięta, żeby nie podzieliła losów niesławnej poprzedniczki.

*Padam, padam tak się cieszę, że cię mam. Nikomu cię nie dam padam, padam!

26.XI Wrażenia pokoncertowe: Maria wywlokła ze mnie, przez uszy, wszystkie narządy wewnętrzne i wepchnęła je, do środka, w dowolnym i zupełnie przypadkowym porządku. W zwiazku z tym dziś jestem MOCNO POPRZESTAWIANA. Nie nadaję się do niczego i przydałby mi się krótki kurs przystosowania do życia po MP. Wydarzenie z pogranicza koncertu i spektaklu. Poruszające. Emocjonujące. Muzycznie doskonałe. Polecam!

PS W rodzinie. Ja: Idę się wykąpać!  Kris zaniepokojony: "I co potem?"  Ja: Poleżę, poczytam, a ty mnie pogilasz czule..."  Kris:" Yyyyy..."  Iga zdegustowana: "Mama ma trochę słabe pomysły!"  :O

Przerwa techniczna - konserwacja maszyn.

brummblogging

Nie rozpieszczam po tym względem moich maszyn, ale czasem po prostu trzeba zrobić to, co trzeba. Moment ten poznaję po tym, że kiedy naciskam pedał (mocno niepolityczne słowo) silnik wyje, ale nie ma siły wprawić w ruch igielnicy. Przez jakiś czas ruszam w ten sposób, że popycham koło zamachowe ręką, ale ostatecznie uznaję, że tak się pracować nie da! :)

Maszynę otwieram, ściągam osłonę i oczyszczam - pędzelkiem i szmatką - wszystkie zakamarki; wygarniam przy tym trzy miliony kłaczków. Potem oliwię maszynę, zakraplając po kropelce smaru tam, gdzie mi serce dyktuje :)

Teraz trzeba wszystko pozamykać/podokręcać i pamiętać, aby przed szyciem potrenować troszkę na szmatce... oczywiście jest wysoce prawdopodobne, że o tym zapomnę na śmierć. Identycznią procedurę powtarzam z owerlokiem tyle, że wygarniam dziesięć milionów kłaczków kurzu. Konserwacja zakończona; można planować następne prace.

Teraz trochę z innej beczki :D W życiu każdej krawcowej zdarzają się chwile, kiedy kupuje coś... uszytego przez inną krawcową; mi przydarzyło się to dziś! Mam w pobliżu markowy outlet, który bardzo lubię. Można tam trafić na niezwykłe okazje! Jednym ze sklepów, które regularnie odwiedzam jest marks&spencer. Na widok habrowej kurteczki nie doznałam olśnienia - trzykrotnie, obojętnie przeszłam obok :) tuż przed wyjściem przymierzyłam, zerknęłam na cenę, pobiegłam do lustra, jeszcze raz poszukałam ceny i dopiero mnie wtedy urzekła :)) jest po prostu piękna! popatrzcie:

Nie wiem, co pokazują Wam monitory, ale kolor kurteczki to naprawdę jest dziki haber i obłędna ultramaryna :) jest odcinana w talii i ma delikatną baskinkę; wykończona jest niezwykłą podszewkę w grochy; skład tkaniny to 100% bawełny. Wisi sobie na wieszaku i podziwiam ją co chwila! Kosztowała :D uwaga, uwaga! kosztowała początkowo 219zł, ale cena outletowa to 62.99 :)

Kupiłam także dwa paski, w sklepie diverse, po 9.90 każdy:

i czarny:

Wpis dzisiaj poza głównym nurtem, ale jednak odzieżowo-modowo-zakupowy.

 

 

 

Warsztat

brummblogging

Nie mogę jakoś złapać słońca w obiektyw, tak go mało... Przedstawię więc zdjęcia maszyn na których pracuję: niedawno -  3 lata temu :D - przesiadłam się ze starego (plastykowego) Łucznika na całkiem zgrabną Husqvarnę Huskystar; doznałam szoku technologicznego i dwa dni kręciłam się po mieszkaniu nie dowierzając do końca, jak do licha mogłam się tak męczyć, skoro już robią - w Chinach -  takie cuda??

Obsługa tej maszyny jest całkowicie intuicyjna i bardzo prosta. Ktoś, kto choć trochę szył, natychmiast ją polubi. Nić górną zakłada się jednym ruchem nadgarstka :) łatwo zmienia się ściegi; przyjemnie dzierga dziurki. Według wyszukiwarki "ceneo" można ją kupić już za 600zł i jest do doskonała cena za fajną maszynę. Jedyną jej wadą, o jakiej warto w ogóle wspominać, jest jej lekkość - często przesuwa mi się po stole podczas szycia.

Dziś kupiłabym droższą maszynę z większą ilością ściegów ozdobnych i kilkoma rodzajami dziurek. Poza tym zerkam już nieśmiało w stronę hafciarek, ale na razie są całkowicie poza mom zasięgiem.

Ponieważ wykańczanie brzegów zygzakiem jest bardzo czasochłonne i daje niezadawalające efekty, kupiłam overlock tej samej marki - Huskylock. Wygląda tak:

Nie wykorzystuję na razie jego rozlicznych możliwości (może pracować 2, 3 lub 4 nitkami, jedną lub dwoma igłami); dziergam jedną igłą i zwykłym trzynitkowym szwem - trochę ze strachu i trochę z lenistwa :P Przeszkadzją mi: hałas (głośny silnik i do tego jakieś takie klekotanie, kołatanie) i jego lekkość! wędruje mi po stole.

Wykroje czerpię z "Burdy"; te już skopiowane przechowuję w kopertach, choć z moich doświadczeń wynika, że rzadko się do nich wraca. Zawsze kusi coś innego i nowego; czasem też zmienia mi się rozmiar, nie zawsze w kierunku pożądanym :P

Nałogowo gromadzę tkaniny z włókien naturalnych, głównie bawełniane. Mam ich sporą kolekcję i wciąż kupuję nowe. Podstawowym kryterium jest cena - na Allegro można kupić doskonałej jakości tkaniny bawełniane i lniane w cenie 10zł za mb - jak tu nie zapychać szafy? Oczywiście w efekcie, kiedy trzeba coś uszyć - po prostu zaglądam i wyciągam odpowiedni materiał... lub kupuję nowy wraz z kilkoma innymi :)

Ładuję zdjęcie tkanin i natychmiast myślę o szyciu :) tymczasem trzeba gotować obiad i biec na trening. Pozdrawiam wszystkie miłośniczki szycia i zapraszam do wymiany doświadczeń.

 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci