Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : farba-kredowa

Korzystam albo śpię.

brummblogging

Wspaniały wrzesień i fantastyczny początek października! Oczywiście mam na myśli pogodę, na resztę litościwie spuszczam zasłonę milczenia. Wstaję rano i słońce! Co dzień mi się zdaje, że to już ostatnie promienie, więc wyruszam łapać witaminę De. Nordikuję, spaceruję, snuję się po dzielni (można się na mnie natknąć miedzy blokami, na domkach, pod Domem Piwa i innych zakazanych zakątkach) wycieczkuję się na rowerze. Mobilizuję całą rodzinę, żeby też się wygrzali w jesiennym słońcu. Codziennie nachodzą mnie myśli, że to już ostatnie chwile zupełnie darmowej witaminy De.

Wczoraj pojechaliśmy na lotnisko popatrzeć, czy jakiś samolot nie spadnie. Przy okazji zrobiliśmy sobie trzykilometrowy spacerek. Po południu jeszcze wyskoczyliśmy na orlika, na badmintona i krótką przebieżkę. Dziś wybraliśmy się na plażę do Sobieszewa. Piach już zimny i wiatr jakby północny, ale słońce grzmoci jak oszalałe, zupełnie zapomniawszy, że to już październik. Wszędzie pełno porozrzucanych skarbów: patyczków, muszelek, bursztynków. Między nimi tkwią zesztywniałe, martwe meduzy. Pachnie jesiennie ziemią i lasem szpilkowym. Latawiec pięknie się puszcza!

Korzystajcie! bo może to już ostatnie chwile. Przyjdą dziady listopady, chmury i deszczury, będziecie żałować, że nie zbieraliście kasztanów do kieszeni i nie tarzaliście się w żółtych liściach. Może to już ostatni moment na jesienne brykanko w słońcu. Potem tylko czapki i szaliki i zmarznięte dłonie i przemoczone stopy. Korzystajcie, albo się zdrzemnijcie!

Zanim wybiegniecie radośnie na skwery i zieleńce podziwcie - forma wynaleziona przez Igę - moją białą, dzianinową, prostą bluzkę. Ma bardzo piękny dekolt i fajnie leży. Wykrój zaczerpnęłam z Burdy nr 4/2014 i miałam z nim trochę brandzlowania, ponieważ chciałam przechytrzyć żurnalowych konstruktorów... ale zabrakło mi chytrości.

bluzka

Fason prosty, aż żal. Jedynymi ciekawymi detalami są szwy ramion przerzucone na tył i ww. piękny, głęboki dekolt. Postawiłam na rozmiar 40 i słusznie, bowiem okazał się adekwatny. Nawet mimo tego, że sprawy się trochę pokomplikowały na etapie przechytrzania konstruktorów i musiałam się nagle pozbyć dodatków na szwy, żeby wyjść z opresji...

bluzka

Wszystkie podwinięcia wykonałam ręcznie. Prócz wykończeń jednej i drugiej podpachy, które przeszyłam na maszynie. Myślałam, że to będzie jakaś masakra, ale gdzie tam! wszystko się całkiem ładnie wprasowało i wygląda niezgorzej.

top z dzianiny

Możliwe, że się w nią odstrzelę na pasowanie pierwszaków. Będę walić po oczach niebieskawą bielą bąbelkowej dzianiny i oślepiać kamerzystę, kręcącego pamiątkowe video!* Teraz czas pomyśleć w co odstrzeli się sam pierwszak, bo na razie dysponuje tylko zeszłoroczną bluzką z riuszką, mocno opiętą ba brzuszku i kusym żakietem... 

*Oczywiście ja matka wariatka nie chcę zapłacić 50zł za filmik z pasowania. Nie przekonał mnie nawet podkład muzyczny, ani obietnica zbliżenia twarzy każdego dziecka! 

Teraz będę zdradzać! taaaadaaam! mój nowy kolor farby kredowej to Purple Rain! Będę nią mazać gdzie się da, bo mi się nad wyraz po do ba! Na początek odnowiłam starą ikeowską latarenkę.

latarenka

Żeby była taka piękna, musiałam ją rozłożyć na 6 części, umyć i lekko przeszlifować. Sam etap malowania zajął mi najmniej czasu i był najprzyjemniejszy. Na ostatek musiałam z tych 6 części znowu sklecić latarenkę... nie obyło się bez komplikacji i bolesnego skaleczenia w palec.

latarenka

Nie mogę się już doczekać przemalowania sosnowej witrynki, którą wykorzystuję jako bieliźniarkę. Mam na nią świetny pomysł i sądzę, że będzie się pięknie prezentowała! Przy tym spokojnym, pudrowym różu nawet zniechęcający Amethyst wypada korzystniej. Spójrzcie.

malowanie farbami kredowymi

Fajniasto, nieprawdaż? Chyba są dla siebie stworzone, a przy tym dobrze pasują do mojego miętowego zegara, od którego wszystko się zaczęło... zaczęło się i teraz błądzę po allegro i szukam starych, tanich szafek, ramek i półek do przemalowania. Wszak piwnica nie jest worem bez dna i jej zasoby wkrótce się wyczerpią...

 

PS Marcel szuka informacji o niejakim Mickiewiczu Adamie: "Ur 24 grudnia... chłop ma przerąbane jeszcze bardziej niż ja!"

Marcel się ur 20 grudnia i same rozumiecie, że na cztery dni przed wigilią nikomu nie w głowie jakieś urodzinki.

O, wypraszam sobie!

brummblogging

"Jak to? ja nic nie robię? a kto dzisiaj pluł i łapał?"

Wciąż trochę bawię się farbami, o których wspominałam przy okazji skrzyni i innych gratów. W związku z tym, jakoś mniej szyję, za to więcej pluję, łapię, maluję i szlifuję. Z powodu wyczerpania się zasobów podręcznych spenetrowałam piwnicę i otworzyły się przede mną zupełnie nowe możliwości. Na początek przytargałam spore, sosnowe pudło. Ma wymiary 30 x 40 cm i jeszcze kilka dni temu nosiło liczne ślady mojej radosnej, para-twórczej działalności. 

pudło

Całe szczęście, że się opamiętałam jeszcze przed lakierowaniem, zaprzestałam paćkania i naklejania, zniechęciłam się i ukryłam skrzynkę w piwnicy! Po latach, żeby zatrzeć wszystkie złe wrażenia wystarczyła miednica z mydlinami, szorstka gąbka i trzy godziny pocierania. Po wysuszeniu drobne szlifowanie i gotowe.

skrzynia

Jako podkład dałam jedną warstwę nieudanej mięty. Potem trzy warstwy udanej granatowej, szablon, również na miętowo i na koniec wosk. Następnego dnia wypucowałam starannie wszystkie powierzchnie starą, bawełniana skarpetką i zachwyciłam się całokształtem.

pudło

 Wewnątrz pozostawiłam stan surowy zamknięty. Lubię sosnę. Trochę wyszło na ludowo i w zakochane gołąbeczki, ale i tak się zachwycam. Głaskam mlaskam i nie ustaję w pucowaniu powierzchni ww. skarpetką. Do skrzynki schowam część moich krawieckich dodatków i pasmanteryjnych zapasów. 

malowana skrzynka

Ponieważ farba jest bardzo wydajna, czeka mnie kolejny wypad do piwnicy. Tymczasem mój sprzedawca donosi, że dostępny jest już kolejny zamówiony przeze mnie kolor! tralala! Planuję przemalować witrynę i ramę łóżka, niczego więcej nie zdradzę. Gęba na kłódkę.

Kolor Amethyst, który kupiłam na próbę, wprawia mnie w zakłopotanie, gdyż nie wiem, co o nim myśleć. W jednej chwili wydaje mi się interesujący, a za moment odpychający, poszarzały i smętny... Pomalowałam chusteczkownik, ramkę i lusterko do pokoju Igi, wciąż nie mając zdania o tym dziwnym odcieniu. Czy ja go lubię, czy nie? bo nie wiem...

lusterko

No więc wypraszam sobie uwagi, że niby nic nie robię, tylko jakieś tam poduszki na szpilki i na tapczanie cały dzień! Po pierwsze nie mam tapczana, po drugie widać na załączonych obrazkach, że maluję, łapię i pluję oraz kupuję kolejne puszki farby. Chadzam do piwnicy, przekopuję zasoby i znowu szlifuję, maluję i pucuję... a skarpetka i tak już od dawna była bez pary!

 

PS Iga:"Co to jest ten krzyż?" ; ja: to oznaczenie kierunków świata. Na górze jest północ, na dole południe; Iga: "Chyba popołudnie?" 

Wrzesień.

brummblogging

O, jaka jestem zrąbana. Padam po prostu, chociaż leżę. Padam. Zimno mi. Stopy mi marzną. Szaro się robi i dni coraz krótsze. Ciemno... ale jestem zryta. Szkoła się zaczyna i zimno mi. Pierwsza klasa. Piata klasa... zimno mi. Ale jestem zryta... Wrzesień, a liście lecą! Dnia co dnia ubywa. Wstawać trzeba na 7.40 i zaprowadzać, oprowadzać, przyprowadzać. Padam. Muszę poleżeć. 

Strasznie jestem zryta. Powieki mi opadają, a stopy zamarzają. Zamknę okno i padnę do łóżka. Pośpię, nim się zaczną wywiadówki, konsultacje, spotkania i zebrania. Wybory trójek. Prace domowe, wypracowania, projekty, gazetki, malowanki, szlaczki, wyklejanki i wycinanki. Punkty dodatnie i punkty ujemne. Zimno mi, ale głoskujemy  s z k o ł a,  w r z e s i e ń,  j e s i e ń. Dlaczego jestem taka zrąbana? założę skarpety i padnę na łóżko. 

Stopy mi marzną i wieje z balkonu. Chłodem. Zwiedzamy markety, kompletujemy wyprawkę, a dni coraz krótsze. Kupujemy buciki na białej podeszwie, a liście spadają. Szaro. Pierwsza klasa, piąta klasa... zimne stopy, gil do pasa. Chcę do łóżka. Taka jestem zrąbana i stopy mam lodowate. Muszę trochę poleżeć. Bez ruchu. Wykończyły mnie te wakacje. Lipce i sierpnie wyssały ze mnie całą moc. Szkoła się zaczyna. Dnia co dnia ubywa i stopy mi marzną. Brrrr! wrzesień.

Poduszki.

poduszki

Z masywnej, ikeowskiej bawełny w pasy uszyłam dwie, prawie identyczne, poduszki. Odszyłam zbyt głębokie ranty i są trochę zbyt grube, ale mam nadzieję, że piraci je piorunem wysiedzą i wypłaszczą pośladkami. Każdą przeszyłam muliną i ozdobiłam granatowym guzikiem. To trochę poprawia ich proporcje.

poduszka

W szwach ujęłam paski, na które naszyłam miękką część rzepa. Chyba nie muszę dodawać, że to ten sam świetny rzep, który doskonale sprawdził się na kuchennym krześle? Nie muszę. No to dodaję. To TEN rzep. Drugą część taśmy umocowałam takerem pod wiekiem skrzyni na skarby. 

poduszka

Skrzynię kupiłam 100 lat temu w markecie budowlanym. Zwykłe, surowe i sękate drewno. W ubiegłym tygodniu pomalowałam ją farbą kredową na mój ulubiony kolor i dopiero po tym zabiegu i po 100 latach stania w kącie, stała się prawdziwym meblem. W dodatku bardzo szykownym!

skrzynia

Piraci nie tylko przechowują w niej złote dukaty, haki i drewniane nogi, ale chętnie na niej przesiadują. Teraz będzie im wygodnie, miękko i w paski. W dodatku rzepy utrzymują poduszki na miejscu nawet, kiedy gwałtownie uniosą klapę! To ci dopiero brumm-rzepo-wynalazek. 

Dziś rano, gdzieś między zaprowadzeniem, przyprowadzeniem i odprowadzeniem, zszyłam na owerloku dwie pary dzianinowych ledżinsów szkolnych. Najwięcej czasu zajęło mi przeglądanie kopert i szukanie wykroju w rozmiarze 134. Reszta prac poszła ekspresowo. 

getry

Wykorzystałam fajne, różnokolorowe kawałki dzianin z grubą pętelką od środka. Pominęłam szwy boczne, krojąc razem pół przodu i połówkę tyłu. Górną krawędź ujęłam gumką. Doły podwinęłam zwykłą maszyną. 

getry

Iga zachwycona kręciła się przed lustrem 10 minut. Jedna noga taka, a druga śmaka, jak to u pirata. Ledżinsy bardzo przydają się we wrześniu, kiedy zimno, stopy marzną, spać się chce, a do szkoły trzeba zdążyć na 7.40 Jaka ja jestem zrąbana, to się w głowie nie mieści. Za oknem szaro i dnia co dnia mi ubywa.


PS Iga za zakupach wyprawkowych: "Już nie mogę... jestem wykończona nerwicznie!" 

Majster Klepka

brummblogging

Mam Syndrom Słodowego. Nieczęsto spotyka się tę komplikację u osobników mojej płci, a ja TO mam. Nie wyobrażam sobie prowadzenia gospodarstwa domowego bez kombinerek, porządnego kleju jednoskładnikowego, dobrej taśmy klejącej i takera. Sporo potrafię zdziałać z pomocą tych prostych narzędzi, a jeżeli do tego mam puszkę farby i sfatygowany chlapak umiem, dosłownie w ciągu kilku godzin, urządzić prawdziwy... armagedon. Zazwyczaj wzywam potem na pomoc brata, który posługuje się bardziej hałaśliwymi i zaawansowanymi technologiami w kwestii wywoływania końców świata, razem próbujemy zapanować nad nieustępliwą materią.

Tego lata zaczęło się od szafy, że potrzebna. To stanie na miejscu wielkiej bieliźniarki, a tę damy do niebieskiego pokoju, tam gdzie stoi sofa... sofę z kolei pod antresolę, tam gdzie skrzynia, skrzynię można na miejsce komody, ale trzeba ją pomalować, bo surowa... za to z komody sypią się szuflady, to może na działkę? Tylko czy ta szafa, której nie da się zbudować kombinerkami, takerem i taśmą klejącą, na pewno nam tak pilnie potrzebna? Może wystarczy, że pomaluję skrzynię na ładny kolor i nie trzeba będzie wzywać brata... na pomoc?

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wpadłam na farbę* i od razu postanowiłam ją wypróbować, choć Kris nie od razu chciał mój plan sfinansować. Zgodził się natychmiast po tym, jak rozwinęłam przed nim wizję kupowania szafy, przewożenia i przenoszenia zbyt wielu płaskich paczek z IKEA do domu, budowania szafy, przemieszczania wielkiej bieliźniarki, skrzyni i sypiących się szuflad... słowem wizje apokaliptyczne, tylko zamiast 4 jeźdżców, 21 płaskich paczek. W połowie mojego wywodu zapytał, ile chcę puszek farby. Na to ja wariatka, że dwie, I wosk.

* Podaję link, bo ciekawskich nie brakuje, ale chciałabym podkreślić, że nikt mi za to nie dał nawet powąchać wieczka ani pomiąchać pędzla. Bezinteresownie daję.

Farba jest znakomita. Mogłabym ją jeść łyżką prosto z puszki. W zasadzie sama maluje, wiem co mówię, jestem przecież Słodowy w spódnicy! schnie błyskawicznie, można zrobić robotę w kilka godzin. Producent oferuje wyśmienitą paletę barw, różne media i różniste woski, więc możliwości są  n i e o g r n i c z o n e ! *

* Piszę to ze szczerego serca i naprawdę nikt mnie nie sponsoruje, a dodatkowo na pewno będę miała do końca życia przerąbane w Dekoralu i u Duluxa...

Zaczęłam od starego krzesła. Kupiłam je w stanie surowym i oczywiście chciałam od razu pomalować... było to z 10 lat temu. W tym czasie strasznie się wytłuściło od dwóch par małych rączek, przykleiło się do niego sporo obiadków i wylało na nie wiele soczków. Styrało się i już. Umyłam je tylko mydłem malarskim - chyba je dodam do mojego słodowego niezbędnika, bo to świetny wynalazek! -  i pomalowałam. Och! 

krzesło

Wygląda kapitalnie i w ogóle po nim nie widać tych wszystkich obiadków, soczków i małych łapek. Na zdjęciu kolor jest zbyt niebieski, w rzeczywistości to ciemny, głęboki, zimny, jak królowa śniegu, granat. Jak dzwon. Powierzchnia wykończona woskiem jest półmatowa, gładka, ciepła w dotyku i wciąż ma strukturę drewna. 

Od razu uszyłam do niego poduszkę, żeby je okryć, osłonić i zabezpieczyć jakoś, bo upaćkane łapki, choć już nie takie małe, wciąż czyhają. Wybrałam niegrubą, błękitną, lekko błyszczącą elanobawełnę i wyszło tak świetnie, że teraz kombinuję, czym do cholery ochronić poduszkę? Mam wprawdzie za szafą rolkę przylepnej folii, która została po przeprowadzce... 

poduszka

Na wszystkich rogach odszyłam 4 cm brzegi, żeby nie była płaska. Wypełniłam ja zwykłym włóknem silikonowym z taniej poduszki z Jysk i przeszyłam czterokrotnie, żeby utrzymać wsad na miejscu. Chciałam to zrobić maszyną hehehe! ale się nie bardzo udało, więc wydziergałam cerówą takie niby śnieżynki.

poduszka

Tym razem zrezygnowałam z wiązanych troków i użyłam rzepa. Iga podczas obiadu wierci się na krześle jak dzika fretka, przyjmuje najrozmaitsze pozy, a jej stopy nigdy nie wiszą swobodnie pod stołem, więc jest to dla taśmy test w ekstremalnych warunkach. Obciążenia duże i niewyobrażalne napięcia... dla rzepa i dla Krisa.

rzep

Taśmę dostałam do testowania dzięki uprzejmości firmy Nolle w zamian za bąknięcie i skrobnięcie na jej temat kilku ciepłych słów. Rzepa dostałam 2 mb więc chyba powinnam wypocić ze dwa zdania, jak sądzicie? Pojedyncze... ale dość ironii! Rzep jest doskonały! wprost wymarzony do ubranek dziecięcych. Paletą kolorów nie będę się jarać, bo dostałam tylko biały.

Taśma z haczykami jest delikatna, miękka i niedrapiąca, w dodatku czepia się tylko tego, czego powinna, czyli taśmy/siostry pętelkowej! W związku z tą właściwością nie nazbiera włosów całej rodziny i psa, nici w trzech kolorach i kłaczków w 33 kolorach, oraz brudu... nie przyssie się w pralce do dwóch innych ulubionych ciuchów... sczepia się tylko z pętelkami. Przesłano mi trzy rodzaje taśmy haczykowej o różnej grubości i różnej sile mocowania. To naprawdę działa i gradacja jest odczuwalna! Warstwa z pętelkami jest puchata jak obłoczek. Brak jej zupełnie tej plastykowej, sztywnej, spodniej warstwy, znanej z tradycyjnych rzepów, która po przycięciu tworzy zawsze ostre rogi. 

Rzep trzyma solidnie. Odkąd wzięłam go do reki, z nieukrywaną pogardą zerkam na moje pudło zwykłych rzepów. Wrażeń z użytkowania i prania na razie nie mam, ale jestem dobrej myśli. Planuję uszyć woreczki na orzechy piorące, zapinane na ten rzep i przekonać się, czy w takich niełatwych warunkach utrzyma wszystkie łupinki wewnątrz. 

rzep

Wracając do głównego wątku, chcę więcej farb! Najchętniej, to z każdego koloru przynajmniej po jednej puszce, ale to jak dostanę spadek, albo wygram milion na loterii. Póki co, z czułością zerkam na próbnik i paćkam na granatowo. Pomalowałam nietypową szafkę kuchenną i zabieram się za wyżej wspomnianą skrzynię.

malowanie mebli

Szafki - dwie identyczne - kupiłam dawno temu, całkiem niedrogo, przez Allergo. Urocze jest to, że drzwiczki otwierają się w dół! Pomalowałam je kiedyś akrylową emalią Dekorala na dziki niebieski, bo miałam wówczas kuchnię pomalowaną na dziko. Teraz nadałam jednej z nich szlachetną barwę sailors blue i konam sobie z zachwytu. Lekko marmurkowy efekt uzyskałam malując pędzlem niestarannie i przecierając woskiem sumiennie. 

Na kolor miętowy pomalowałam Lusterko. Tyle, że ta mięta taka blada, oj blada... w zasadzie nie dopuszczam takich bladziochów we wnętrzach. Jednak jest prawdopodobne, że wykorzystam tę puszkę do pomalowania drzwi szaf, które widać na powyższym zdjęciu. Prawdopodobnie zajmie mi to 6 lat... Lusterko.

lusterko

Plan jest taki: pomalować skrzynię i nadać jej sznyt nadmorskiego kurortu; pomalować narożny regał przywleczony wczoraj z piwnicy i drugie krzesło do jadalni na miętowo, uszyć mu poduszkę; umówić się ze swoim lokalnym dystrybutorem hehehe i  kupić więcej kolorów farby, pomalować witrynę, kwietnik i ramę; kupić jeszcze więcej farby i ciemny wosk; pomyśleć o pomalowaniu szafy, bardzo rozwodnioną farbą, dla ciekawszego efektu i odnowić u Igi ramę łóżka... pomalować, kupić farby i pędzle i pomalować... malować... ciekawe, czy się już leczy Syndrom Słodowego? jest już przecież pigułka na syndrom niespokojnych nóg, więc na pewno wymyślą gorzki syropek na problem niespokojnych rąk. Relanium max dla Majstra Klepki. Kris na pewno chętnie kupi i dosypie mi potajemnie do herbatki...


PS Zagadnienie już trochę nieaktualne. Iga: "Tato, o fe! czy ZUS?"

Iga ogląda album u babci: "Dlaczego mnie tu nie ma?" ; babcia: "Jeszcze nie było cię na świecie, ale popatrz, tu mamusia jest w ciąży!" ; Iga: "No, nareszcie! zaraz się zacznę!" 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci