Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : filc

Słodkie Babeczki.

brummblogging

  Dziś wpis świąteczny, Ósmomarcowy! Dla tych babeczek, które obchodzą, ale także dla tych, które to nic a nic nie obchodzi. Szczególnie zaś, dla moich czternastu fantastycznych babeczek, obficie lukrowanych i niezbyt szczodrze ozdobionych koralikową posypką. Słodszych, niż sam syrop glukozowo-fruktozowy i kolorowszych od tęczy.

babeczki z filcu

  Oczywiście, żeby wykonać taką mrówczą robotę, pomnożoną przez 14, musiałam być mocno zmotywowana. Wiadomo, że nic mnie tak dobrze nie mobilizuje, jak szkoła i nauczyciele moich dzieci, którzy nie ustają w urozmaicaniu mojego monotonnego życia i zagospodarowywaniu szczątków mojego wolnego czasu. 

babeczki zawieszki filcowe

  Zostałam poproszona o upieczenie mufinek dla dziewcząt z Vd, a ponieważ dużo lepiej szyję, niż piekę i w dodatku filcowe babeczki są zdrowsze, mają o wiele mniej kalorii i nie powodują próchnicy, to udziergałam. Czternaście. Już przy drugiej zaczęłam się zastanawiać, czy ja aby na pewno tak słabo piekę i czy próchnica żeńskiej części Vd to mój problem, ale doczołgałam się szczęśliwie do końca. 

filcowe mufinki

  Wykorzystałam filc ze starych zapasów, koraliki z pudełka i nici z szuflady. Na spodnią część w kształcie mufinki i w obojętnym kolorze naszywałam po kolei barwne elementy. Pomiędzy warstwami jest cienka warstwa ociepliny, wzmacniająca efekt 3D. Każde ciasteczko zaopatrzone jest w pętelkę ze wstążki.

 filcowe mufinki

  Jedna z mufinek szczególnie się wyróżnia i jest przeznaczona dla Pani. Ma piękną, szarą papilotkę, srebrzystą pętelkę i jest gęsto obszyta koralkami. Nie muszę dodawać, że z całej czeredy ta podoba mi się najbardziej. Mogłabym sobie ją gdzieś przytroczyć i cieszyć się jej bezkaloryczną słodyczą codziennie. 

babeczki filcowe

 Słodka gromadka, nieprawdaż? Moim czternastu lukrowanym babeczkom życzę, żeby wzbudziły bezbrzeżny zachwyt Pani i wszystkich dziewcząt z Vd. Babeczkom zaglądającym na brummBLOGa, z okazji ich święta, życzę wszystkiego najsłodszego. Wiosny w rozkwicie, wiązanki goździków, paczki kawy, rajstop kryjących, wycieczki na Malediwy, czy co tam sobie wymarzyłyście. 

Przepis na mufinki pochodzi z bloga Barbara Handmade, inspiracja z Pinterest.

Wiosenne jaja.

brummblogging

Wyglądamy przez okno. Wyglądamy od strony podwórka i rzucamy okiem od strony ulicy. Zauważamy, i nie trzeba do tego przesadnej przenikliwości, ani wyśrubowanego IQ, ZAUWAŻAMY PROBLEM. Dostrzegamy, że jest BIAŁO tam, gdzie powinno być zielonkawo. W najgorszym razie zgniło-brązowo-zielonkawo plus psia kupka. WIOSENNE JAJA, jak nic! Ktoś z nas najwyraźniej nie utopił w tym roku żadnej Marzanny! 

Zawstydzamy się z powodu odkrytego zaniedbania i przestajemy marudzić, że narąbało śniegu, nawiało metrowe zaspy i przymroziło nam gluty w nosie. Poczuwamy się częściowo do winy i robimy domownikom po kubku gorącej czekolady. Dysponujemy drobnym potencjałem rękodzielniczym, więc:

  • odwracamy mopa kędziorami do góry;
  • szykujemy kilka gałganków i kawał sznurka;
  • podkuwamy przerębelek w najbliższym zbiorniku i
  • podtapiamy naszą Marzanę. SOLIDNIE!

 Po tej całej akcji z topielcem, możemy już spokojnie oczekiwać nadejścia wiosny. Żeby jednak nie siedzieć bezczynnie (jak wiadomo siedzącej bezczynnie kobiecie mogą przychodzić do głowy głupie pomysły: a to żeby kupić nową książkę, a to żeby kupić nową bluzkę, a żeby kupić nowy fotel, jeśli odkryła, że siedzi jej się niewygodnie) zabieramy się do produkowania wiosennych jaj, kurcząt i zajączków.

Jaja oczywiście robimy SZCZĘŚLIWE - my szczęśliwe i jaja szczęśliwe - wolnowybiegowe, lub (jak moje) przynajmniej ściółkowe. Klatkowe - nawet jeśli klatka unijna, z wygodną grzędą - w ogóle nas nie zadawalają! 

JAJO zielone, ale szczęśliwe! Jak widać przykleiło się do niego trochę ściółki.

KURCZAK pomarańczowy, z oczkiem z koralika i nóżką ze sznurka, też OCZYWIŚCIE szczęśliwy!

 Proste kształty narysowałam i wycięłam z brystolu; następnie odwzorowałam na kolorowym filcu. Podprasowałam go fizeliną, żeby łatwiej się szyło i wsunęłam do środka cienki, przeszywany ocieplacz, żeby było puszyściej. Na koniec zszywałam dwie warstwy, stębnując wzdłuż krawędzi. Z bawełnianego sznurka wykonałam zawieszki. Najwięcej kłopotu sprawiło mi BEZUSTANNE zmienianie kolorów nici :O

Więcej jaj i kurcząt. Niektóre połączone ze sobą sznurkiem tworzą wiosenną, dwujajeczną girlandę świateczną. Girlanda zaczyna się i kończy drewnianym koralikiem. Filcowe kształty naszywałam, w równych odstępach (podczas łączenia dwu warstw) na długi odcinek sznurka; wsunęłam go po prostu do środka i zaszyłam. Tego sznurka.

Zajączki. Mają jakiś taki przebiegły i podstępny wyraz pyszczków i zdradliwe spojrzenie koralikowego oczka, ale to na pewno z tej szczęśliwości wiosennej. Wszechogarniającej. Do nich także przykleiła się ściółka :O

Tego nierozważnie podprasowałam przez magiczną ściereczkę i ma teraz na sobie mało magiczną kratkę :D

Zdjęcie z lotu kurczaka przedstawia widok ogólny na ŚWIĄTECZNĄ INSTALACJĘ. Pobiegłam w sobotę rano na poligon, żeby skombinować: gałązkę brzozy (tutaj zastępuje ją gałązka czegośkolwiek) gałązkę wierzby z kotkami i badylka z podłużystymi bobko-baziami. Doceniajcie moje poświęcenie dla brummBLOGa!

Moja cała wesoła, wiosenna i kolorowa trzódka. Do jej uszycia wykorzystałam zapasy filcu wykopane z szafy i może nie jest to moja wymarzona paleta barw świątecznych, ale przynajmniej uniknęłam frustracji (mojej i Krisa) związanej z poszukiwaniem po Empikach TYCH WYMARZONYCH kolorów.  

No! My tu gadu gadu, a śnieg wali, mopy się kurzą i MARZANNA STYGNIE!

Trzeba się ruszyć i odczynić zimę...

Przynajmniej kubkiem gorącej herbaty, kocykiem i ulubioną muzyką.

 

PS Iga: "Mogę się pogapić jak Marcel gra?" ; Ja: Nie! będziesz siedzieć w kącie, twarzą do ściany!

 Iga po pauzie: "Bardzo śmieszne! Baaardzo! Po prostu baaardzo śmieszne matka!

 Aż mi majty spadły ze śmiechu..." :D

  


Drodzy brummBLOGOczytacze zapraszam Was na mój fejsikowy fanpejdż. Można tam czasem zobaczyć coś przedpremierowo. Zadać pytanie od czapy. Spontanicznie pogratulować  mi talentu. Zachęcam!

Poduszki Afunkcjonalne.

brummblogging

Rozmowy damsko męskie. Kris: "Co robisz takiego ładnego?" Kwiatki robię. Kris: "A po co?" ; Naszyję je na nowe poduszki. "Poduszki? hmmm a czy te nowe poduszki nie będą przez to afunkcjonalne???".  Z pewnością będą, bo funkcjonalność wg Krisa, to zwinięcie w kłębek, wetknięcie pod jakąkolwiek część ciała, przylgnięcie paszczą, wymiętoszenie, zgniecenie i nicnieprzejmowanie się. Trudno.

Szyję poduszki, bo mam fajny aksamit w kolorze różowej chmurki, wsady w różnych kształtach i czarne dodatki. Poduszka rzecz prosta, acz zdradliwa :D potrafi nie wyjść. Nie tylko nie wyjść, jak się chciało i miało na myśli... potrafi nie wyjść w ogóle i nadawać się tylko do funkcjonalności na sofie, dla Krisa. Tak zdarzyło się ostatnio, kiedy szyłam z malinowej, sztucznej tkaniny ze srebrną nitką... brrrrr! 

Dziś też nie było z górki. Wybrałam złą stopkę, włosie się spychało, suwaki się marszczyły, wypustka krzywiła. Klątwa jakaś - poduszkowa - czy co? Koniec końców wyglądają tak: 

Kształty odpowiednio od góry: wałek, kwadrat i prostokąt. Z reguły szyję zbyt duże pokrycia, choć lubię poduszki twarde i jędrne :D teraz także są lekkie luzy. 

Dużą poduszkę musiałam nawet lekko dopchać :D ozdobiłam ją szeroką czarną koronką i czarną wypustką; zapinana jest na biały suwak. Koronką/falbanką ozdobiony jest także wałek.

Do wypełnienia poduszek wykorzystałam wsady IKEA, które bardzo lubię i które nie są kosztowne. Przy okazji dopychania, miałam okazję przyjrzeć się wypełniaczom i ocenić, że włókienka mają bardzo fajną spiralą strukturę :O myślałam, że to tylko chwyt reklamowy! sprawia to, że są bardzo puchate i sprężyste!

Poduszki są pięknie ozdobione kwiatkami, moim najnowszym internetowym odkryciem! Od dawna z zazdrością przyglądałam się broszkom, które wytwarzają blogowiczki. Poszukiwałam formy idealnej, czyli łatwej i szybkiej w wykonaniu, oraz zabójczo efektownej ;D

Kwiatki znalazłam przeglądając bloga Moje Hobby, który odesłał mnie do innego bloga :D How Joyful, który odesłał mnie - galopem - do mojej szuflady z filcem :D Kwiatkuję od kilku dni, a od soboty intensywnie, ponieważ kupiłam kupę kolorowego filcu, za kupę kasy. Efekty widać na poduszkach, a także poniżej:

 

 

 

 

 

 

 

 Prawda, że całkiem zgrabny kwiatek? utrzymany w jesiennej kolorystyce, z pięknym zgniłozielonym koralikiem w środeczku. Nie ma jeszcze konkretnego przeznaczenia. 

 

 

 

 

 

 

 

 

  Kolejny, z fioletowym koralikiem, w odcieniach różu, to broszka. Ma już od spodu podszyte zapięcie.  I dalej, na foto, cała gromada, ale nie powiedziałam w tej kwestii jeszcze ostatniego słowa :D

Ostrzeżenie: jeśli zrobicie sobie choć jeden, uzależnicie się! kupicie sobie stertę filcu i znajdziecie milion zastosowań dla kwiatków; a z każdym następnym stan ten będzie się pogłębiał... a potem chce się ich wciąż więcej i więcej! :D 

Na koniec poduszki na sofce:

PS Kwiatki na poduszkach są przypięte na rzepy; można je odczepić do prania, lub wymienić wiosną, na weselsze kolorystycznie; nawet usunąć - choć mi się to w głowie nie mieści - i  zastąpić innymi ozdobami.

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci