Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : spodnie

Podeszły wiek.

brummblogging

Zachorowałam. Nie, że się przeziębiłam, dostałam kataru i pięć razy kichnęłam, o nie! W życiu zawsze idę na całość, więc rozchorowałam się też spektakularnie, na zapalenie płuc. Swoją jednostką chorobową wprawiłam w zdumienie lekarza pierwszego kontaktu, który w osłupieniu, dwukrotnie przecierał stetoskop. Powiedział, że mi chrzęszczą płuca. Też mi nowina! głównie z tego powodu do niego poszłam. Dźwięk ten, coraz bardziej uporczywy i donośny, zakłócał i mnie, i Krisowi nocny wypoczynek! Następnie zaimponowałam panu doktorowi kaszlem, którego nie powstydziłby się galopujący suchotnik i zostałam wyproszona z gabinetu.

 Ponieważ jestem w takim wieku, kiedy każde zapalenia płuc może być moim ostatnim, leczę się gorliwie i leżę permanentnie. Od kilku tygodni moje dzieci chodzą splątane, gdyż dotąd uważały, że wyrażenie chora matka to najlepszy przykład oksymoronu. Z resztą Kris także zachowuje się jak człowiek, który coś zgubił... ale nie wie co, więc się tylko kręci bez sensu, jak zepsuty bąk. Jedynym plusem dodatnim jest fakt, że pies przestał łazić za mną i piszczeć, kiedy chce wyskoczyć na siku. Teraz leży pod drzwiami u Marcela i skowyczy żałośnie.

 Takiego zobojętnienia wobec całego wszechświata już dawno u siebie nie obserwowałam. Nie rusza mnie dosłownie nic. Leżę, kaszlę i apatycznie gapię się w ścianę. Każda wyprawa do kibelka jest jak podbój Czomolungmy. Zimą i w pojedynkę. Wracam z takiej wyprawy skrajnie wyczerpana, kaszlę jeszcze głośniej i apatyczniej gapię się w ścianę. Dla nikogo nie będzie więc zaskoczeniem, że nie szyję. Jednakowoż szyłam, zanim zapadłam i mam teraz co pokazać.

bluza z golfem

Bluza dla Igi. Uszyta z fajnej, dwuwarstwowej dzianiny. Wykrój z Burdy nr 8/2016 nie zainteresował mnie w ogóle, dopokąd nie ujrzałam jego realizacji w pracowni Magdiczki. Samodzielnie powiększyłam szablon o dwa rozmiary, podczas krojenia dodałam tłuste zapasy na szwy i jest cudownie. Prawie jak u Magdiczki!

szara bluza z naprasowanką

Z golfem było tak, że skroiłam go z reszty materiału i szkoda mi było odcinać nadmiar. Dlatego spróbowałam ułożyć dzianinę na zakładkę i jestem zachwycona efektem oraz zazdroszczę Idze, że ma taką utalentowaną matkę i taki wypasiony golf. Ta mała nie bardzo to docenia, gdyż zapytana, jaki kolor sznurka wciągnąć w tunel, odrzekła z zapałem: już mi lepiej nic nie wciągaj, bo tylko zepsujesz. 

 Niewątpliwą ozdobą bluzy, prócz mojego talentu krawieckiego, jest naprasowanka. W końcu się zebrałam i złożyłam zamówienie w firmie, która mam dosłownie za płotem. No, może za dziesięcioma płotami, ale odbiór osobisty. Nażarłam się porządnie strachu, podczas prasowania, że nie zedrę tej folii, że zedrę ją razem z naprasowanką, że częściowo ją zedrę i o borze zielony tyle rzeczy może pójść nie tak, a wszystko się udało!

spodnie dresowe

Spodnie dresowe z fantastycznymi, autorskimi kieszeniami. Jedyne w tej chwili spodnie, w które Iga nie musi się wdzierać przemocą i które sięgają jej do podłogi. Kroiłam wedle tego szablonu, ale szczególnego szału jakiegoś to nie ma. Najważniejszym klopsem konstrukcyjnym jest tu linia kroku, zbyt płytka i jakaś taka... się nieukładająca. 

czapka

Do kompletu czapka. Jedna dla Małej, druga dla mnie. Jednakowoż tej Małej głowa też urosła i okazuje się, że ta mniejsza za mała i mało brakowało, a doszłoby do aneksji dużej. Walczyłam dzielnie, żeby udowodnić Idze, że czapka na nią pasuje... jak uuuuu...uuulał. Do pierwszego prania kryzys zażegnany.

tunika z dzianiny

Na koniec tunika z resztek rozmaitych dzianin. Burda nr 10/2014, rozmiar 164, ale bardzo myliłby się ten, kto sądziłby, iż to gdzieś w pobliżu 158. Tunika jest bardzo duża, a w dodatku pomyliłam wykroje i do wersji zwykłej, wszyłam jeszcze te koronkowe godety... No cóż, za karę było dziecko wyglądające jak siedem nieszczęść i godzina prucia owerloka. Dopiero, gdy skorygowałam wykrój do modelu 144, wszystko zaczęło jakoś się kleić.

tunika z dzianiny

To tyle. Teraz idę sobie pokaszleć i pogapić się tępo w ścianę. Sądzę, że w poniedziałek kolejny raz zaskoczę swojego lekarza. Brawo ja! Aha! jeszcze chciałam dodać, że mam chyba poważnie niedotleniony mózg, gdyż bardzo mi się podoba listopadowa Burda.

 

PS. Według Igi wypowiedź pisemna musi zawierać: "wstęp, akcję i... występ." ciekawe co na to Pani Ela?

10 rzeczy...

brummblogging

...o które nikt nie chce mnie zapytać, a które chciałabym w końcu o sobie napisać!

  • Po pierwsze oczywista oczywistość - lubię szyć. Nie bez przesady mogę powiedzieć, że podczas szycia jestem w zupełnie innym stanie świadomości, mam zawężone pole widzenia i mocno ograniczoną poczytalność. Przyznacie, że to dobrze tłumaczy moje liczne przygody, omyłki i potknięcia? W krawieckim amoku będąc wyłączam wszystkie zbędne funkcje życiowe, pozwalam dzieciom na zbyt wiele, psu na prawie wszystko i oddaję się szyciu. 
  • Lubię też gotować. Gotowanie dzieciom, jest jednakowoż zupełnie inną dyscypliną i w zasadzie bardziej przypomina kuchenne rewolucje, niż sztukę kulinarną. Dlatego lubiłam bardzo gotowanie, zanim zaczęłam miksować warzywa na pulpę, kleić kleiki podejrzanej maści, rozdrabniać widelcem i podawać łyżeczką. Moja samoocena sięgnęła dna, kiedy usłyszałam, że najlepiej wychodzą mi frytki z keczupem.
  • Dużo czytam, ale książka nie jest dla mnie fetyszem. Mogłabym płacić niewielki abonament za dostęp do dobrego i zróżnicowanego księgozbioru. Książka jako przedmiot bardzo mnie irytuje, zbyt wiele kosztuje, zajmuje miejsce i okropnie się kurzy... poza tym nigdy nie sięgam drugi raz po tę samą pozycję* więc po cóż to gromadzić?

* Z wyjątkiem dwóch: "Faraon" i "Egipcjanin Sinuhe"

  • Mentalnie jestem weganką. Nabiał mi nie służy, więc żadna strata, a mięsa unikam. Gotuję całkiem sensowne wegańskie zupy, piekę bardzo smaczne wegańskie, bezglutenowe ciasta, kręcę fantastyczny humus* i codziennie ze wszystkich sił staram się zostać prawdziwą weganką. Na próżno.

* Zdaję sobie sprawę, że to bardzo wywrotowa potrawa... na dodatek jeżdżę na rowerze... Na wszelki wypadek spakuję sobie dzisiaj pidżamkę i szczoteczkę.

  • Stałam się ekoterrorystką i drżę na myśl o wycince świerków w puszczy. Poza tym robię na co dzień te wszystkie bzdurne rzeczy: segreguję śmieci - ups... spakuję tę szczoteczkę od razu - unikam, oszczędzam i używam, a wszystko bio i lokalne, bez konserwantów, sztucznych barwników i gumy guar. Bez końca studiuję etykiety - patrz punkt trzeci - i zmuszam do tego wszystkiego moich współdomowników.
  • Interesuje mnie holokaust jako przejaw zła w najczystszej postaci. Sporo o tym czytam, dużo oglądam i wciąż nie ogarniam! Wybrałam się na premierę filmu "Syn Szawła", zapłaciłam 25 za bilet i... nie ogarniam tak samo jak przedtem. Groza.
  • Fascynują mnie bomby atomowe i eksplozje jądrowe, a porządny grzyb zawsze sprawia, że włosy stają mi dęba. Gdybym mogła cofnąć się w czasie, wybrałabym lata '50 ubiegłego wieku, Poligon Nevada i dobre gogle. Tę pasję można łatwo wytłumaczyć zgubnym wpływem wybuchu w Czernobylu, na mój młody, rozwijający się mózg. Zapewne doszło wówczas do jakichś tajemniczych mutacji, a tego rodzaju zwyrodnienia są zupełnie nieodwracalne i klops. Nawiasem mówiąc Czernobyl też mnie rajcuje. Moja wycieczka życia, to byłby zapewne szybki spacer po zamkniętej strefie ochronnej, z krótką wizytą w czwartym bloku... rozmarzyłam się.
  • Teraz, kiedy się już lepiej znamy zdradzę Wam, że kiedy byłam młodsza chciałam zajmować się medycyną sądową i codziennie robić jakąś ciekawą sekcję zwłok. Doktor G jest moją idolką! Sporo się tego naoglądałam na discovery i muszę przyznać, że to nawet ciekawsze, niż krawiectwo. Poza tym dostrzegam pewne cech wspólne - krojenie... szycie... - do których mam dobrą rękę i profesjonalne przygotowanie. Nadawałabym się. Ponadto w czasie emisji Życie bez wstydu nie cofam się przed niczym i nie zasłaniam oczu ręką oraz nie piszczę jak Kris, nawet na liposukcji!
  • Tym, którzy tutaj dobrnęli, należy się mały smaczek - hipnotyzuje mnie tematyka seryjnych zabójców, a za kultowy w tym temacie uważam dokument Paragraf 148 - kara śmierci. Przerażająca tematyka i straszne czasy. Nie unikam też ujęcia tematu w kulturze masowej, pamiętam jak dziś w jakim stanie wyszłam z kina po projekcji Seven.
  • I oczywiście bardzo lubię pisać, a już pasjami to brummBLOGa!

 Ponieważ żołnierz nie może obejść się bez karabinu, piosenka bez tekstu, a wpis bez fotek uraczę Was na koniec kilkoma zdjątkami moich ostatnich osiągnięć. Oczywiście krawieckich osiągnięć, nie będę przecież wstawiać tutaj wegańskiego barszczu, ani tym bardziej humusu. Pocięłam niedawno kupon wrzosowego dżinsu. Udało się z półtora metra tkaniny wyciachać spodnie i spódniczkę. To dobra wiadomość, gdyż materiał nie kosztował więcej niż kilkanaście złotych, a ciuszki wyszły świetnie!

spódniczka dżinsowa

Wykorzystałam stary wykrój solidnie go powiększając, to bardzo uniwersalny fason, łatwy do uszycia i wygodny do użycia. Z tyłu, w rozporku pozwoliłam sobie na małą ekstrawagancję i wszyłam piękny, plastykowy, srebrny suwak. Jakoś się tak zrobiło... szykownie.

spódniczka dla dziewczynki

Na spodnie skopiowałam po raz kolejny wykrój z Burdy nr 3/2013, ale tym razem w rozmiarze 152. Dodałam ekstra 2cm w stanie, bo aktualnie żadne portki nie przykrywają Małej tyłka... a jak przykucnie, to już prawdziwe kino... Te dodatkowe centymetry są więc bardzo mile widziane!

spodnie dżinsowe

Poza tym z resztek dzianiny po mojej pałatce uszyłam dla Igi nowy, szkolny kardigan. Skorzystałam z tamtego szablonu przezornie go powiększając. Niestety całe przezorne powiększenie utraciłam rozcinając i ponownie zszywając... a następnie znów rozcinając i łącząc owerlokiem od nowa. I jeszcze. Sądziłam, że uwinę się w pół godziny, ale absolutnie wszystkie szwy poprawiałam, cięłam lub prułam. 

kardigan z dzianiny

Wygląda na prosty? i owszem... wygląda. Nawet nieźle wygląda, niestety to pozory. Ta mordęga uzmysłowiła mi pewną rzecz: być może ta dzianina jest bardziej wymagająca, niż sądziłam? Co z kolei pociąga za sobą wniosek: może pałatka uszyta z innej tkaniny lepiej by się układała i chętniej by współpracowała? albo też: możliwe, że straciłam swoje wszystkie moce i już nie umiem szyć? Nie, to na pewno ta wredna, pomarszczona w trąbę dzianina!

kardigan

 Na dzisiaj wystarczy. Mam jeszcze w zanadrzu niezbyt wymagający kostium kotka i postaram się go szybciutko pokazać, bo na swoją chwilę czekają już bombowe śniegowce Igi. Teraz, gdy już tak dobrze się znamy i tyle o mnie wiecie, musimy się częściej widywać na brummBLOGu. Do zoo!

PS Kris wychodzi wieczorem się myć. Ja oglądam dokument o kobietach w Auschwitz. Kris wraca i widzi wspaniałą, naziemną detonację bomby wodorowej. "Co za wieczór!" mówi z ekscytacją "Najpierw Oświęcim, a na deser grzybek!"

Zmiany. Zmiany.

brummblogging

 Moje dzieci niestrudzenie eksplorują coraz to nowe obszary w burdowych tabelach rozmiarów. Podczas wrześniowych pomiarów okazało się, że Iga ma już prawie 140cm wzrostu, więc należałoby jej szyć ubrania w rozmiarze 152, Marcel zaś (bez oszukiwania i stawania na palcach) osiągnął już blisko 164cm i ciężko mu uszyć cokolwiek, gdyż spektakularnie wystrzelił się poza skalę... Jestem jak zwykle zdegustowana tym stanem rzeczy, gdyż wiosną z trudem przyjęłam do wiadomości 134 i 158... lato było takie suche i gorące, że nawet dynie na działce nie urosły... a dzieciaki proszę bardzo i owszem! 

 Mam nadzieję, że teraz zaproszą mnie wreszcie do telewizji śniadaniowej, do odcinka Urodziłam Gigantyczne Dzieci i tam, drżącym głosem i w dramatycznym tonie opowiem o swoich zakupach w Pepco, gdzie siedmioletniej dziewczynce wybieram bluzeczki dla dziesięciolatek, a jedenastoletniemu chłopcu spodenki dla czternastolatków. Następnie zaproszą mnie jeszcze do kolejnych odcinków o naturalnych porodach, szwach (o tym mogę godzinami) i nietrzymaniu moczu. Wreszcie! Na razie jednak, póki nie mogę odcinać kuponów od popularności, rekomendować Wam skarpetek uciskowych i kremu na hemoroidy, muszę ciężko pracować, szyć, pocić się i pisać brummBLOGa. 

 Zaczynam ambitnie od kardigana z Burdy nr 8/2013, którego wykrój trzeba sobie samodzielnie narysować! Tak, narysować... nie skopiować: na podstawie rysunku wykonać oryginalnej wielkości wykroje. Co to w ogóle za pomysł jest? czy ja nie kupuję, co miesiąc Burdy po to, żeby być wtórną i odtwórczą? Kopiowanie jest takie szybkie, łatwe i przyjemne! W bólach rysowałam, gdyż całkiem wyszłam z wprawy, rozmiar 140 tylko po to, aby po uszyciu przekonać się, że stosowniej byłoby 146... lub nawet 152, gdyż w przeciwieństwie do mojego kardigana brak tu zupełnie jakiegokolwiek nadmiaru.

kardigan z dzianiny

 Uszyłam go z reszty dzianiny pozostałej po moim otulaczu. Dokonałam kilku zmian, min wyokrągliłam przody, całość wykończyłam pliską i dodałam duże kieszenie. Wyszło pysznie i jestem bardzo zadowolona! Nowiutki, supermodny kardigan zastąpi wysłużoną kamizelkę i ogrzeje Igę w długie, chłodne, szkolne dni.

otulacz

 Następnym łatwym i przyjemnym w realizacji modelem okazała się bluza z Burdy 3/2013, fason znany i lubiany w internetach. Ponieważ jestem z natury uparta, znowu skorzystałam z rozmiaru 140 i ponownie się okazało, że jest nieaktualny. Mimo, iż dodałam 4cm na podwinięcia, u dołu bluzy musiałam ratować się szeroką plisą...

bluza z dzianiny

 Mam jakieś natręctwo z tymi kieszeniami, tu oczywiście też je naszyłam. Niedługo mnie i całą moją rodzinę będzie można rozpoznać na dzielni po kieszeniach. Podkrój szyi wykończyłam pięknym, śmietanowym ściągaczem, rękawy zwyczajnie podwinęłam. Na całość składa się dosłownie kilka prostych szwów, bluzę szyje się błyskawicznie, a efekt jest bardzo, bardzo!

szara dresówka

 Szaro buro i ponuro? to dołożę coś dżinsowego i granatowego. Zdradzę Wam, że sama również nie zasypiam gruszek w popiele i zwiedzam tabele wymiarów. Na szczęście przemieszczam się z prawa do lewa. Choć mentalnie utknęłam na rozmiarze 42, to chyba czas spojrzeć prawdzie w oczy i spróbować z 40. Podczas szycia spodni, z burdy nr 8/2010 jeszcze sobie tego nie uświadamiałam.

dżinsy

 Cienki i miękki dżins idealnie nadawał się na, lekko zwężane do dołu, spodnie z zakładkami. Na modelce wyglądają świetnie, na mnie nie, ale dobrze się w nich czuję. Wprawdzie krok opada trochę za nisko a pasek sięga zbyt wysoko, ale to tylko drobne niedogodności... oględnie mówiąc wolę w nich stać, niż siedzieć. A nawet bardziej chodzić, niż stać, bo wówczas trudniej im się krytycznie przyjrzeć. I nie wiem doprawdy, dlaczego wystębnowałam je turkusową nicią.

spodnie

 Szyjąc trochę się martwiłam, że spodnie będą za ciasne, a koniec końców zwężałam je dużo po bokach;  2cm w biodrach i 4cm w talii, co daje naprawdę duże wartości w obwodach, ale jeśli sądzicie, że to przekonało mnie ostatecznie do rozmiaru 40, to się grubaśnie mylicie. Nadal jeszcze nie mam w tej kwestii całkowitej pewności...

jeansy

 Na ostatek strzeliłam niezłego klopsa i wydziergałam dziurki na spodniej stronie paska! popłakałam się, naszyłam na nich guziki i wydziergałam kolejną porcję dziurek, tym razem na dobrej stronie. Nigdy wcześniej nie zdarzyła mi się taka pomyłka... a tym wszystkim, którzy poradzą mi spruć tamte dziurki spieszę donieść, że zanim pomyślałam, to je porozcinałam... Na szczęście nikt niczego nie zauważył! nawet Wy.

 Czas płynie, jesień za pasem... nie zawrócę kijem Wisły i nie powstrzymam dzieciaków przed rośnięciem, choćbym chowała je pod szafą. Z żalem pozbywam się za małych bucików i zbyt obcisłych ubranek. Z lękiem myślę o gimnazjum, śnię koszmary o czwartej klasie. Nie uspokaja mnie nawet myśl o tym prawdopodobnym, w pocie czoła osiągniętym, rozmiarze 40. Zmiany. Zmiany.

PS Iga: "Tato kochasz Marcela?" ; Kris: "Tak." ; Iga: "To jesteś gejem!" 

Niepokojąco groszkowo.

brummblogging

  Podobno za kilkanaście dni rozpocznie się wiosna. Trochę mnie to niepokoi... bo w związku z tym, pewnie zaraz przyjdą różne święta, te z jajkiem i zającem na początek, a w chwilę potem długi weekend majowy i ani się człowiek nie obejrzy, jak zaskoczy go lato! Właśnie jego najbardziej się obawiam! Szczególnie zaś dręczy mnie, niechybnie zbliżający się, pewien dzień czerwcowy, nazywany przez niepoprawnych optymistów najdłuższym dniem w roku, a przez pogan Sobótką. U nas, na północy, oznacza to 17 godzin i 20 minut słońca na niebie! Tego dnia, kiedy już puszczę w nurt rzeki te wszystkie wianki, przeskoczę każde napotkane ognisko i odnajdę na poligonie kwiat paproci, znowu się zacznie! Po okruszku, po kawałku skubanie i przykrócanie. Tu minutkę, tam minutkę, że niby nic a jednak... ciemno, zimno i znowu do wiosny daleko!

  Jak to się stało, że świat tak nagle przyspieszył, że się kręcę w kółko, jak gówno w przeręblu, a ziemia wiruje, jak oszalała? Ledwie zdążyłam przywyknąć do zimy, a już się muszę trapić jesienią! I gdzie te czasy, kiedy każda wiosna trwała rok lub dłużej, lato zdawało się przeciągać w nieskończoność, a planety toczyły się leniwie? Gdzie? Ja się pytam? Okropnie się więc niepokoję. Gubię klucze, mnę chusteczki w spoconych dłoniach i nerwowo przebieram stopami. Sygnały o kwitnących przebiśniegach dodatkowo wzmagają moje lęki. Podobnie jak krojenie nieprzyzwoicie zielonej i puszystej flaneli. Fuj! jak zielono i wiosennie zrobiło się w całym domu. 

spodnie z flaneli

  Z wiosennej, groszkowej flaneli uszyłam spodnie podomowe. Dla siebie duże z dużym Bedla Igi nieduże i tak na wszelki wypadek z dużym I.  Przydadzą się na przednówku, kiedy doskwiera brak koloru i niedobory słońca. Na rodzinne, niedzielne, przeciągające się do 14.30 pajama party będą jak znalazł. Obie pary podomowców zaopatrzyłam we wstążki bezpieczeństwa, kto nie pamięta, jak bardzo bywają przydatne czyta po raz wtóry opowieść o trokach.

spodenki z flaneli

  Doprawdy nie wiem, jak to się dzieje, że szyję dla siebie i siedmioletniego dziecka takie same ubrania. Może mogłabym dojść przyczyny po długotrwałej i trudnej terapii u psychoanalityka? a może już dają na to psychotropy, leczą to hipnozą lub elektrowstrząsami? Doprawdy nie wiem. Zawsze  jednak tak jakoś się składa, że mi zostaje resztka ni przypiął ni wypiął. To szyję.

spodnie flanelowe

   Do wykrojów nie przywiązywałam wielkiej wagi. Brałam, co mi wpadło w ręce, ewentualnie wypadło z koperty. Przy krojeniu dużych spodni korzystałam ze starego szablonu w rozmiarze 48. Zanim zapytacie, jak to się stało, skoro odstawiłam cukier, objaśnię, że taki rozmiar nosiłam w końcówce drugiej ciąży, kiedy moja waga osiągała wartości trzycyfrowe i leżaki się pode mną łamały, jak zapałki. Obecne mogę bez lęku rzucić się na dowolny leżak, a zwiedziona obiecankami Chodakowskiej tak pozwężałam części wykroju, że teraz potrzeba mi dużo więcej Chodakowskiej, żeby stały się naprawdę luźne...

spodnie od pidżamy

   Dzisiaj od rana zacina deszcz ze śniegiem, a chodniki pokryte są uroczą breją. To wpływa na mnie nadzwyczaj kojąco. Wiosna się oddala, lato ginie w odmętach, o jesieni nawet nie warto wspominać. Dniu się wzdłużaj! Chwilo trwaj! Dziś rano pani Ela zmąciła co prawda mój wewnętrzny spokój wzmianką o niejakiej Marzannie, którą należałoby ukatrupić z wielką pompą, ale widząc moje zmieszanie dodała natychmiast: "och! ale to jeszcze tyyyle czasu!"  i tego się trzymajmy.

 PS Iga: "Jednorożec musi mieć róg, bo jak wiadomo, kiedy nie ma rogu, to jest tylko zwykły koń ze skrzydłami."

Wielkie Piramidy.

brummblogging

Kto liczył na piasek zgrzytający w zębach, ten się srogo rozczaruje. Nie będę dziś wcale opowiadać o grobowcach, Cheopsach, Gizach i Sfinksie. Nie wiem, nie widziałam, nie byłam i się nie wybieram! Uważam, że są prostsze sposoby na zafundowanie sobie gorączki, bólu brzucha, ostrej biegunki i wymiotów. Mam dzieci w wieku szkolnym, co gwarantuje mi podobne atrakcje przynajmniej raz w roku. Egipt mnie nie nęci. Za to wspaniałe, malinowe piramidy udało mi się sfabrykować we własnej jadalni, domowym sposobem. Prawie handmade.  

spodnie

Wyjaśnię od razu, że to nie są moje spodnie! O piramidach marzyłam w latach '80, a moich rodziców nie było na nie stać i cierpiałam bardzo, bardzo... boże, jak ja bardzo cierpiałam, ale koniec końców uważam, że w ten sposób oszczędzono mi kompletnej kompromitacji, towarzyskiego blamażu i kilku upokarzających zdjęć w rodzinnym albumie. Te są dla Igi i nie będziemy jej oszczędzać!

Dżins, który wydawał mi się zwyczajnym dżinsem poza tym, że jest nadzwyczajnie malinowy, ujawnił, podczas prasowania, swoją wyjątkowość: jest mechaty! Mieni się i czochra pod żelazkiem. Na wszelki wypadek skroiłam wszystkie części w jednym kierunku. Jakkolwiek to zabrzmi, skroiłam dżinsy pod włos!

spodnie

W stworzeniu spodni pomógł mi burdowy model nr 155, z numeru 11/2012. Bardzo obfitą góra, głębokie zakładki i wielkie kieszenie ściągnęłam gumką. Nogawki mocno zwężają się do dołu, a kiedy je podwinąć na dwa razy, do kostki otrzymujemy tę idealną linię "Powrót do przyszłości I" i powrót do przeszłości w jednym!

malinowe spodnie

Ponieważ wybrałam rozmiar 140, usunęłam dziwną klapę przodu i zaszyłam rozporek na amen. Muszę jednak przyznać, że bardzo nam go brakuje i musimy się z Igą mocno nasapać podczas naciągania spodni. I nie ma teraz, że to tamto, po prostu następnym razem trzeba odszyć wszyć suwak. Nasapię się tylko raz, przy robocie, a zakładanie będzie szło gładko!

spodnie

Podobno ten fason ma podkrój kroku pogłębiony o 4cm... nie zauważyłam, a przecież dodałam jeszcze szeroki pasek. No, ale kłócić się nie będę, bo może Iga ma anatomicznie obniżony krok, o jakieś 4cm i dlatego leżą na niej tak idealnie?

 spodnie

Ostatnio bardzo dużo szyję i mój zapał nie słabnie nawet podczas pracy z wymagającymi tkaninami i gównianym wykrojami. Pracuję bez wytchnienia i nic mnie nie zatrzyma, nawet klątwa faraona! Nadrabiam zaległości i realizuję ubiegłoroczne plany. Spodnie dla Igi były bardzo potrzebne, tamte z sercami nie przysłaniają już skarpetek, a wszystkie getry sięgają jej do kostek! Na dobitkę Marcel właśnie wyrasta ze swojego dyżurnego stroju galowego. Będzie co robić i będzie o czym pisać!

 

PS Iga: "W zdrowym ciele... zdrowy rozsundek!" 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci