Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : torba

Nic dwa razy się nie zdarza...

brummblogging

Oj tam, zaraz NIC!

Dziś rano, na przykład DWA RAZY spadła mi szpilka na podłogę tak, że nijak jej nie mogłam odszukać. Dwa razy spadła i dwa razy nie mogłam znaleźć. Przypuszczam, że mam w podłodze jakąś dziurę czasoprzestrzenną. DWA RAZY zaginął mi centymetr. Raz zielony, czym się przesadnie nie przejęłam mając inny w zanadrzu, drugim razem biały. Półtora metra centymetra przecież nie może zniknąć, ot tak sobie? chyba, że jednak ta dziura...

Wspominać nie potrzeba, że się DWA RAZY miary naszukałam jak jakiś pan Hilary!

Poeci... nic dwa razy! oj tam, zaraz się nie zdarza!

Jeśli powyższe argumenty do Was nie przemawiają, to proszę bardzo: a mnie to się zdarzyło dwa razy uszyć taką samą torbę! DWA RAZY torbę z miękkiej eko-skóry, dwa razy z klapą z puszystej norki krótkowłosej, w kolorze biszkoptowym! HA! DWA! TRA LA, LA!

Dla podkreślenie wtórności, nadałam jej roboczą nazwę TORBA DRUGA. 

Teraz Wy, na przekór poetce, DRUGI RAZ wpadniecie w zachwyt! już możecie! :D

Tę bordową eko-skórę szyło mi się doskonale. Napiszę to DWA RAZY, bo to nieczęsto się zdarza: szyło się doskonale! Nawet futro nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, chociaż próbowało... DWA RAZY.

Krój torby jest bardzo prosty. Żadnych tam wygibasów, nie potrzebuję się przecież przed Wami popisywać. Boczne szwy podkreśliłam czarną wypustką, na pasku zamocowałam czarną klamrę regulującą. Wielka klapa zapina się na mały magnesik. 

Wewnątrz wykończyłam ją białą pikówką.

Dwie kieszenie na drobiazgi i suwak, żeby drobiazgi były bezpieczne.

Zdjęcie suwaka jest poglądowe. Nie potrzebuję się chyba przed Wami popisywać! :D

Torba jest bardzo miękka mimo, że wzmocniłam ją fizeliną i sztywnikiem. Klapa jest niezmiernie puchata i prowokuje do nieustannego miąchania. Nie sposób się oprzeć, przed mierzwieniem tego włosa, dlatego nie polecam jej podczas podróżowania komunikacją miejską :D

Wymiary torby to: 26cm x 35cm, głębokość 7cm;

 I co najważniejsze - całkiem swobodnie mieści się w niej "Burda" :D

Torba druga ma w sobie coś zwierzęcego, ale na szczęście mokrą sierścią, po deszczu, nie zapodaje!

Podobają mi się obie, PIERWSZA i DRUGA, po równo. 

Nie ufajcie poetom!

Zwłaszcza, kiedy zginie Wam metr krawiecki pamiętajcie - TO może się zdarzyć DRUGI RAZ.

A NAWET TRZECI!

PA! PA!

PS: Kris z teatralną rezygnacją sięga po kieliszek wina: "Muszę się napić!" ; Marcel: "Ale wiesz, że alkohol nie rozwiąże Twoich problemów?"  :O

Plagiat

brummblogging

i

Zagadnienia Twórczości Równoległej.

Mam taki lęk. WYMYŚLAM COŚ, gromadzę materiały, SZYJĘ, SZYJĘ, SZYJĘ... robię foty, zabieram się do pokazania TEGO COSIA światu i... wpadam w panikę! Serce mi łomocze, a ręce tak się trzęsą, że nie umiem trafić w entera. Telepie mnie, że KTOŚ, GDZIEŚ, PRZEDE MNĄ pokaże TAKIE SAMO COŚ, albo COŚ podobne niemożliwie. Wykiwa mnie na ostatniej prostej i wyprzedzi o końskiego piarda... że będę druga, wtórna i nieoryginalna w najmniejszym stopniu. Taki mam lęk.

W zamian za tę niedogodność, kiedy już COŚ stanie się publiczną własnością wszystko mi opada. Najszybciej tętno. Nie sprawdzam, NIE TROPIĘ, nie szukam obrazu obrazem. Absolutny LOOZ. NIE UWIERA MNIE NAŚLADOWNICTWO, ani nie denerwuje kopiowanie. Mam wielką radochę kiedy ktoś znajduje na brummBLOGGu inspirację i motywację. Ja - na tym etapie - zajmuję się już realizacją kolejnego pomysłu i wkrótce znowu wpadnę w panikę... bo mam taki lęk...

Sama często i chętnie ryję w internecie, przeglądam dziesiątki stron, 

szukam po sieci

mojej ZBŁĄKANEJ, ZDRADLIWEJ WENY. 

Tak sobie szukam, szukam aż tu nagle:

tekst alternatywny

...znajduję moją oryginalną filozofię (phi!) już pięknie DOKUPYZEBRANĄ, przystępnie opisaną i zgrabnie zilustrowaną. W dodatku jej autor (Austin Kleon) zdążył już na niej zarobić krocie i dzięki niej stać się sławnym..

Jak pech, to pech!

Polecam lekturę artykułu Elenuke (wierzę, że wiedza w nim zawarta jest MOIM BRAKUJĄCYM OGNIWEM na drodze do sławy, bogactwa i telewizji śniadaniowej!) a kto woli po łebkach i na skróty:

ku pokrzepieniu i ZWALCZENIU LĘKU

"Są trzy słowa, które napawają mnie nadzieją, za każdym razem, kiedy je czytam: nothing is original"

a ku POUCZENIU:

"Kradnij pomysły i zachowaj je na przyszłość!"

Oczywiście otwartą na razie pozostaje kwestia tych, którzy kradną po prostu jak złodzieje, ale nie mam czasu się nimi zajmować, bo serce zaczyna mi walić i coraz ciężej mi trafić w entera :D

Mam nadzieję, że jestem pierwsza! (phi!)

I ORYGINALNA buhahaha!

TADAAAM!

i TADAAM!

Chciałabym pokazać Wam moje jeszcze wakacyjne torby. Dwie, a OBIE PIĘKNE! W dodatku wiedziałam już o nich, że będą dwie piękne, kiedy znalazłam tkaninę na Allegro. DAMA W KAPELUSZU od razu zahipnotyzowała mnie wzrokiem i kupiłam niewielki kupon tej masywnej, sztywnej bawełny o grubym splocie.

Nieprawdaż, że Piękny Print? 

i

Części dolne uszyłam z innej, jednobarwnej takniny, także bawełnianej. Popikowałam ją na usztywnieniu, a jej faktura i wygląd nadają torbom charakter PLAŻOWYCH KOSZYKÓW. Do jednej wybrałam CZERWONE, a do drugiej CHABROWE UCHA z taśmy parcianej. 

Jako dowód, że są dwie - zdjęcie we dwie:

Wymiary: szerokość 48cm, wysokość: 40, głębokość 11cm

ucha 66cm

Zapinane na suwak, wykończone BIAŁĄ PODSZEWKĄ.

Wewnątrz PO DWIE KIESZONKI: mniejsza na zamek i duża, bez zapięcia, o takie:

i o takie:

Ktoś pamięta moją przygodę z kręceniem kwiatków? NIIIKT? :D nie szkodzi! w każdym razie dziś TAMTE KWIATKI, które miały ogromny potencjał i mogły być wszystkim i wszędzie ZOSTAŁY UROCZYMI PRZYPINKAMI do TOREB. Mają podszyte zapięcia (jak broszki) mogą być tam gdzie są, lub zupełnie gdzie indziej :O

Torby chętnie odsprzedam. Zainteresowanych zachęcam do kontaktu mailowego.

PS. Ja: Iga złaź, bo się ZGRZMOCISZ! Marcel: "Nie ma takiego słowa zgrzmocisz hihihi!" Ja: Od tej chwili jest!!! Marcel: "Nie wolno ROBIĆ SŁÓW... to wolno tylko KRÓLOM I CESARZOM" :D

Torba do przy(e)noszenia szczęścia.

brummblogging

Ponownie wykorzystałam tkaninę, z której szyłam niedawno śniadaniówkę. Dopiero teraz - po wielu latach spychania jej na bok - w pełni ją doceniam. Doskonale się z nią pracuje, jest masywna i ma świetne wzory w dość niezwykłej kolorystyce: WYRAZISTY KOBALT i OSTRA MUSZTARDA! Uszyta z niej torba, o nieskomplikowanym kroju, prezentuje się wspaniale. Mogłabym taką nosić, ale nosić TEJ nie będę... będzie prezentem :D mam nadzieję, że trafionym.

 Wielokrotnie zdarzyło mi się spotkać na swojej drodze czarnego jak węgiel KOMINIARZA. 

...A Wam?...

Instynktownie wówczas moje dłonie ZACZYNAJĄ BŁĄDZIĆ po rozmaitych częściach garderoby w poszukiwaniu GUZIKA.

Suwak, napka, haftka, sprzączka... boszsz... NIE MA! nie ma guzika! 

Przepadło! Usmolone sadzą MOJE SZCZĘŚCIE! ODDALA SIĘ w kierunku pobliskich kominów...

Nie dla mnie zdrapki, loterie i lotto... nie dla mnie sen o milionach i luksusach... wszystko przez ten przeklęty BRAK GUZIKA...

Dlatego właśnie Torbę do przy(e)noszenia szczęścia zaopatrzyłam w guziki. Naszyłam je tam, gdzie wyraźnie sugerował to wzór i bynajmniej nie poprzestałam na jednym, który mógłby PRZYPADKOWO odpaść, łatwo się zagubić i NIE SZCZĘŚCIE gotowe, naszyłam ich SIEDEM! Siedem to liczba magiczna i - co każde dziecko wie - u ludów azteckich była symbolem siedmiu gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy; SYMBOLM OBFITOŚCI.

Torba ma wymiary 46x43cm i dość długie - na 50cm - chabrowe ucha z taśmy parcianej. Cała jest wzmocniona sztywnikiem, dzięki temu ładnie zachowuje kształt i pięknie się prezentuje. Niektóre części wzoru przepikowałam po ich obrysach, czego nikt nie doceni, czego KOMPLETNIE NIE WIDAĆ, ale przynajmniej co trzyma wzmocnienie na miejscu.

Wnętrza ma przebogate! Wykończona jest podszewką; zapina się na magnesik i ma trzy kieszenie na cenne drobiazgi w tym: jedną zapinaną na zamek i jedną dwudzielną (dla łatwiejszego panowania nad zawartością). Górna krawędź jest dwukrotnie przeszyta dekoracyjnym ściegiem. 


Tak wygląda kiedy stoi.

Szyła się szybko i bezawaryjnie.

W zasadzie od początku do końca w stylu klasycznym, z dbałością o każdy detal. 

Wykonałam ją z myślą o konkretnej osobie (rzadko mi się to zdarza)  mam nadzieję, że ONA JĄ POKOCHA, a ONA będzie jej dobrze służyła

Jeśli nie... NIE SZKODZI, może ją sprzedać na eBayu i zgarnąć kupę pieniędzy - nie obrażę się :D 

 

W końcu to Torba do Przy(e)noszenia Szczęscia! sprzeda się za kupę hajsu!

PS Iga, którą gnębią spadki napięcia i krótkie przerwy w zasilaniu: "Mama! to są moje rzecy, TAK? i NIE DZIAŁAJĄ! Ta kacka nie mówi, a ten zegar nie klasce! ani nie tyka. NO! ROZUMIESZ COŚ Z TEGO?"  :D

Dzień Wagarowicza.

brummblogging

Pierwszy dzień wiosny. POGODA jakoś nie sprzyja i NIE ZACHĘCA. Marzanna SAMA idzie dziś do morza utopić się szybko. Siedzę i próbuję pisać. Za mną Iga grzebieniem mi grzebie. Wyciąga wszystkie luźne włosy i swobodne myśli. Tracę je... spadają na podłogę. "To musi zaboleć!" zapowiada Mała. Ten wpis, czy te spinki? Przyprawiła mi uszy i woła: "Cześć klóliku!"... No!... Mów - ceść!, noooo mów!". 

Cześć!

poruszam noskiem zabawnie (tak przynajmniej uważa Iga)

Dziś pierwszy dzień wiosny! :O

Wczoraj - w przeddzień pierwszego dnia - szyłam siatki z kolorowej bawełny. Takie tam, PROSTE... do przynoszenia wiosennych nowalijek i pierwszych (zapowiadających lato) kwiatów kalafiora. Zmieści się też bagietka - na sztorc - koperek, ogórek i mleko acidofilne; 6 jaj od kury, co ma powiększoną klatkę i własną grzędę, więc znosi po 2zł... z tej wygody.  Na młode kartofelki należy kupić "zrywkę" i do drugiej ręki, bo dbamy o kręgosłup.

Skład: bawełniane, barwne płótno, 100% IKEA. Wewnątrz poliestrowa, pistacjowa podszewka. Wymiary: 42x47cm (w przybliżeniu); parciane, białe ucha długości 42cm jeżeli siata nie jest przeciążona; dwie kieszenie - jedna z przodu i druga w środku; gdzieniegdzie wzmocnienia z fiseliny lub cienki sztywnik.

Nic szczególnego. Tylko tyle, żeby ten kalafior i koperek było jak zabrać. I jaja komfortowo zniesione.

Druga prawie identyczna. Tkanina i wymiary podobne; różowe ucha i wrzosowa podszewka pasują bardziej do jej niezwykłej kolorystyki. Kieszenie jak wyżej i fiselina też jest... gdzieniegdzie. Obie siatki wykonałam z resztek materiałów, stąd nieoczekiwane łączenia, cięcia i gięcia. 

Kwiaty są podobno BARDZO MODNE tej wiosny! :D

Wszystkie stębnowania wykonałam ściegiem owerlokowym, co daje bardzo wiosenny efekt zwłaszcza, że użyta do nich nić jest turkusowa. Parcianą taśmę złożyłam na pół i przeszyłam wsuwając do środka sznurek, to zapewnia wygodę NOSICIELCE.


Siatki w kolorowym duecie.

Światło rano było bardzo marne (teraz, TERAZ to słońce się nawet próbuje przedrzeć) więc zdjęcia są słabe. Gdyby nie kolorowy marsz szkolny, który właśnie z jazgotem przetoczył się pod oknami, trudno byłoby w tę dzisiejszą wiosnę uwierzyć. Dziś jeszcze tylko bieg po zakupy, sterta prasowania, gotowanie obiadu, małe sprzątanko, galop na karate i około godziny 22 ufff! mogę sobie spokojnie zacząć WAGAROWAĆ. 

PS Dzieci jedzą kolację. Iga zrywa się i po chwili wbiega do sypialni wrzeszcząc: "Marcel siedzi na stole i kłamie!" ; Marcel wpadając tuż za nią: "Wcale nie kłamię!";  Iga: "O!  telyz kłamie, ze nie kłamie!!!" :O

Oldskulowo i dżinsowo.

brummblogging

...a wszystko przez moją słabą pamięć!

Bardzo brakowało mi zwykłej torebki. Zwykłej. Takiej do biegania po osiedlu do mięsnego i do "Kleksa". Zwykłej na tyle, żeby pasowała do kurtki i do płaszczyka, do obcasów i nieobcasów. Miałam nawet moment słabości :O i chciałam sobie zwykłą KUPIĆ, ale się w porę opamiętałam :D bo jestem OSZCZĘDNA... i ROZTROPNA!  to moje najokropniejsze "wady"  lub najfantastyczniejsze "zalety" , jak kto woli.

Po krojeniu spodni (jedna nogawka pod drugą z powodu wąskości tkaniny) został mi pas dżinsu ni przypiął ni wypiął. Wprost IDEALNY na zwykłą torebkę, choć nie od razu to zauważyłam i najpierw przekopałam szafę, potem zryłam skrzynię... na koniec zaś usiadłam zrezygnowana na sofie i mój wzrok padł na ww resztkę. Prace trwały dość długo, bo we środę wykonałam "para-projekt"  a we czwartek - z całych sił - próbowałam go  ZREALIZOWAĆ. 

*Para-projekt to coś na wzór para-olimpiady (niby prawdziwe zawody, ale biorą udział niepełnosprawni)  ;D

Wyszło prawie to, co wymyśliłam, może trochę zbyt dużych rozmiarów:


Oczywiście spodziewałam się, że ten kształt i jego łagodne linie kojarzone z przełomem lat '70 /'80, kształt spopularyzowany przez dizajn PRL, uwielbiany przez stoczniowców, hutników i uczniów szkół mechanicznych, otóż spodziewałam się, że ON nada mojej torbie pewien sznyt... tymczasem on zupełnie i całkowicie ją... zdominował :O

Zdominował ją tak dalece, że jest w 100% oldskulowa. 

Przód torby ozdobiłam: kieszeniami - wszystkie (poza jedną atrapą) są funkcjonale - guzikami do dżinsu w kolorze miedzi i zawieszką w podobnym odcieniu. Szarą, bajerancką wypustkę wszyłam po obrysie przodu, stalową taśmą parcianą wzmocniłam pasek. Udało mi się kolorystycznie dopasować suwak :O który wszyłam głęboko w boczne ścianki tak, aby torba wygodnie się użytkowała.

 Wewnątrz dałam podszewkę w zielone paseczki i dwie (dżinsowe) kieszonki na drobiazgi.

Całość wzmacniałam i usztywniałam na różne sposoby; podkleiłam fiseliną, podszyłam sztywnikiem, w dno wsunęłam masywną camelę. Pracę utrudniał mi dodatek elastanu i to PRZEZ NIEGO niektóre detale nie są tak idealne, jak mogłyby być! ;D

Nie wiem, jak Wam opisać DOSZYCIE PODSZEWKI... w każdym razie wykombinowałam to tak, że musiałam oblamować szwy błękitną lamówką (ZAWSZE TO SAMO! :!@#$&#% myślę sobie: a na koniec oblamuję szwy... naaaaa peeeeewno się uuuuda!nie była to najłatwiejsza robota pod słońcem, O NIE! Efekt końcowy jest JEDNAK zadawalający, więc już nie będę stękać :O

 Torba ma wymiary: 34cmx26cmx6cm 

Z powodzeniem MIEŚCI A4, choć zupełnie nie ma potrzeby, aby mieściła... przecież nie biegam po kurczaka z kajetem i segregatorem...

Odcień jej dżinsowości różni się od koloru spodni, ponieważ torba KROJONA JEST POPRZECZNIE.

Pasek jest odrobinę zbyt krótki do zakładania przez ramię, trzeba ją nosić zgodnie ze zwyczajem siódmo i ósmoklasistów - na jednym ramieniu.   

 

Teraz zaś wytłumaczę się ze sklerozy, ponieważ zajrzałam na początek wpisu i sobie przypomniałam, że:

"wszystko przez słabą pamięć"...

Wczoraj, kiedy uszyłam swoją torbę (a przecież z tej palącej potrzeby MIENIA ZWYKŁEJ ją zaprojektowałam i wykonałam)...

...uświadomiłam sobie, że JUŻ MAM niezobowiązującą, zwykłą i granatową torebkę :O

... po prostu ... schowałam ją jesienią na dno szuflady...

Wszystko przez słabą pamięć!

PS Kris:"Coś mnie boli, oooo TU!" ; Ja: Wątroba."; Kris: "Ale TU? Wątroba?" ; Ja (niezbyt pewna swojej wiedzy z zakresu anatomii człowieka) wątrobaaaa... Kris:"Nooooo! TO  MUSZĘ SIĘ NAPIĆ!"  :D

*Dzisiejszy wpis dedykuję językowym purystom; ponieważ Kris jest w delagacji i nie zredaguje tekstu, na pewno znajdą w nim liczne powody do bulwersacji. 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci