Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : bluzka

Medale rozdano.

brummblogging

  Moi drodzy czytelnicy. To, że brummBlogg jest przedobry, przefajny i ekstremalnie profesjonalny zostało wreszcie potwierdzone w całej rozciągłości. W dodatku nie przeze mnie, ani przez Krisa, tylko przez szacowne, konkursowe jury, które jest nie w ciemię bite i wie, co dobre, a nawet co najlepsze! Wreszcie brummBLOGGing na pudle! i nic to, że pudło po Helenie 2060. Cieszę się, jak dziecko!

SBR_LAUR_DIY_2

  Dziękuję za Wasze głosy i słowa uznania. Dużo dla mnie znaczą. Co prawda na co dzień mnie nie rozpieszczacie lukrowanymi komciami i słitaśnymi mailami, ale niech Wam będzie. Ja także bywam dla Was surowa, nie szyję, nie piszę, i nie daję znaku życia przez 12 strasznych, długich, smutnych, czarnych dni, przepełnionych tęsknotą za moją twórczością. Jesteśmy kwita.

  Pełna lista laureatów konkursu znajduje się tam. Warto rzucić okiem, satysfakcja gwarantowana, gdyż jestem na czubku! Wiadomo, że nie ma wspanialszego widoku, niż brummBLOGGing na szczycie. Czuję jak spływa na mnie sława, zaszczyty, uznanie, splendor i Helena 2060. Puchnę z dumy... a może tylko nabieram wody przed okresem? 

 To tyle, jeśli chodzi o przyjemności, teraz będzie zwykłe szycie. Jeszcze przed całym tym zamieszaniem z konkursem, I miejscem gratulacjami z całego świata... Franciszek, Obama, Dalajlama, Komorowski... uszyłam sobie blusssskę. Ze skóry węża, nie bardzo dzikiego. Wykorzystałam wielgachny wykrój, o tamten tylko trochę zwężając go po bokach. Bo muszę się przyznać, że w tej monstrualnej bluzce, to ja się czuję jak rybka w wodzie. No, dość tłusta rybka w dużej ilości wody, ale jednak. Swobodnie, wygodnie i wszystko faluje. Dlatego postanowiłam popłynąć raz jeszcze.

bluzka z dzianiny

  Dzianina, mimo że miękka, cienka i lejąca, szyła się sensownie i nie robiła fochów. Konieczna była tylko zmiana nici na owerloku -wrrrrr! - podklejenie linii dekoltu fliseliną i czuwanie, aby materia nie spływała ze stołu i nie rozciągnęła się na kilometr. Albo na dwa. 

bluzka z dzianiny

  Dół podszyłam słynnym ściegiem płaskim. Już się zorientowałam, że wygląda on tym lepiej, im cieńsza dzianina, więc tu miał warunki wprost idealne. Dekolt wykończyłam pliską, którą po doszyciu owerlokiem przestębnowałam. Strasznie się bałam tego przeszywania na zwykłej maszynie, drżałam jak jakaś osika, ale się zdobyłam na krawiecką odwagę i opłacało się. Wykończenie wygląda profesjonalnie i elegancko.

bluzka

  Nie jestem miłośniczką zwierzęcych wzorów. Niektóre napawają mnie lękiem, jak na przykład panterka i niech mnie dźwi ścisną, jeśli uszyję cokolwiek, co ma ten charakterystyczny, drapieżny rzucik. Jednak ten wąż wydał mi się niezbyt groźny i chyba jest niejadowity, bo dobrze leży, pasuje do wszystkiego i nie wygląda tanio. Jak coś nie wygląda tanio, to już można w tym wyjść na dzielnię, a nawet wygrać niejeden odcinek Project Runway. Teraz, kiedy zostałam laureatką Ważnego Konkursu i specem od DIY jest to szczególnie ważne i muszę nadzwyczaj dbać o poziom... dlatego chyba się położę.

PS Ja z eksycytacją: Iga! Iga, wygrałam konkurs! Mój blog jest najlepszy! ; Iga ze spokojem: "To przez moje anegdotki." 

 

Dwie takie.

brummblogging

   Natknęłam się w szafie na fajną, masywną, kwiecistą dzianinę. Nie od razu było dla mnie oczywiste, jak ją wykorzystam. Może jedna porządna bluzka? może dwie niezbyt porządne? a może dwie całkiem porządne... tylko jedna malutka? Cóż począć? Poczęłam od naostrzenia ołówków i skopiowania wykroju z "Burdy" nr 12/2013. W oko wpadł mi model 128 z fajnym kimonowym rękawem. Jakkolwiek jednak nie przesuwałam części szablonu po kuponie, wciąż wychodziło tak samo: albo zrobię szew, który będzie wątpliwą ozdobą tyłu, ale wystarczy dzianiny na drugą bluzeczkę, albo skroję bezszwowo i tym samym wyprodukuję pół kilo bezużytecznych ścinków. Tak źle i tak niedobrze! Nie zważając na ból serca i... innych części ciała, naprodukowałam stertę resztek i uszyłam bluzkę.

bluzka wiskozowa

  Fason jest sprzyjający. Mimo kimonowego rękawa nie ma w nim nigdzie zbędnego nadmiaru. Zdecydowałam się na rozmiar 40 i choć wciąż uważam, że to nie jest MÓJ rozmiar, pasuje jak ulał!  Dzianina jest masywna, ale bardzo elastyczna co sprawia, że czuję się w bluzce bardzo komfortowo.

bluzka z kimonowym rękawem

  Popełniłam mały błąd, pochopnie pogłębiając dekolt już na etapie krojenia. Na zdjęciach w żurnalu wydawał się niewielki. Mały bardzo... a u mnie jest duży. I szeroki. I głęboki. Przyznam, że nie jest to efekt, który zamierzałam osiągnąć w to lutowe przedpołudnie tylko troszkę, odrobinkę powiększając podkroje. Szeroka pliska sprawia, że nie świecę golizną i bielizną. Przynajmniej.

bluzka wiskozowa

  Po robocie usterciłam resztki w kącie i starałam się na nie nie spoglądać. Nieustannie jednak przyciągały mój wzrok i przykuwały moją uwagę. Przeklęte! Leżały tam, na stercie, jak jakiś krawiecki wyrzut sumienia i nie chciały dać mi spokoju. Wreszcie mnie olśniło, że mogłabym uszyć bluzkę dla Małej. Co za ulga!

bluzka dzianinowa

 Poszło szybko. Nie wystarczyło materiału na pliski, więc wykończyłam bluzkę ściągaczami i natychmiast pozazdrościłam Małej. Niestety w 134 się nie wcisnę, nawet gdy się całkiem skręcę... z zazdrości. Przy okazji zauważyłam, że dolna krawędź bluzki przebiega jakoś niebezpiecznie blisko pępka! dosłownie o centymetry. Boszsz... czy to już czas na 140?

bluzka wiskozowa

  Doły w obu bluzkach podszywałam na zwykłej maszynie. Nic się nie rozciągnęło, ani nie zmarszczyło, więc osiągnęłam pełen sukces. Dzianina jest najprawdopodobniej wiskozowa, więc skudłaciła się lekko już podczas wyciągania z szafy i pierwszych, nienatrętnych oględzin. Następnie problem narastał w zastraszającym tempie, więc starałam się jak najmniej macać, jak najkrócej szyć i pobieżnie prasować. Zdjęcia robiłam prawie bezdotykowo. Niestety w tej chwili Iga ma już kolekcję pięknych bąbelków na brzuszku, a ja obfitą ilość kłaczków pod pachami. Swoją drogą to interesujące, że jesteśmy aktywne na dwu, tak różnych płaszczyznach.

bluzki dla mamy i córki

  Mimo wielu przeciwności i wrodzonej ociężałości umysłowej, z niedużego kuponu dzianiny uszyłam dwie takie... całkiem porządne bluzki. Jestem krawiecko usatysfakcjonowana. Szycie ostatnio sprawia mi dużo frajdy i choć zajmuję się tą robotą od zawsze, i owerlok mi strasznie przepuszcza, i zrywa mi bezczelnie nić na kluczowych odcinkach, radocha wciąż jest!

 

PS Wchodzę do jadalni w stroju sportowym. Iga: "O! idziesz na nordik! przegryzłam cię!!!"

Nie uchodzi.

brummblogging

Jesień taka nadzwyczajna. Złota taka i polska, aż strach. Liście kolorowe i szeleszczące. Zjawiskowo! Aura sprzyjająca. Listopad  nieomalże wrześniowy. Nieomal, jak październik. Ubieramy się lekko, najwyżej zarzucamy szale na ramiona. Wieczorami, bo jednak chłodno cokolwiek po zmierzchu. Zmrok zapada po 15, ale to nic! uwielbiamy pasjami takie długie jesienne wieczory. Leżymy sobie pod kocem, z filiżanką nigdy niestygnącej czekolady w smukłej rączce. Napawamy się. I upajamy, jeśli kto używa lub nadużywa grzanym winem z korzeniami. Co za aromat! To po prostu  n i e b y w a ł e, jak jest cudownie!

Aktywność blogerów nie słabnie. Wszyscy twórcy wprost pękają w szwach od nadmiaru inspiracji. Wena wylewa się z nich obficie. Chlusta. Szafiarki prześcigają się w pomysłach na jesienne outfity. Kardigany leżą na nich nienagannie i jesiennie. Strony kulinarne rzygają tęczą. Rozpromienieni rowerzyści prują ścieżki, a entuzjastyczni biegacze w cienkich trykotach wydeptują betony. Taki mamy listopad, że palce lizać!

Wspominanie w takich okolicznościach o obniżeniu nastroju, czy jesiennej depresji, jest nie tylko nietaktowne i niewłaściwe, jak puszczenie głośnego bąka przy stole, jest po prostu niedopuszczalne. Niewybaczalne! I skandaliczne. Nie wypada zrzędzić, że ciemno, zimno, szaro i wieje. Deszczem zacina w błoto. Ubolewać nad brakiem chęci. Jojczyć. Spać całe dnie. Leżeć bez ruchu, nie mogąc już dłużej spać. Marznąć w tym, najcieplejszym od 300 lat, listopadzie. Nie uchodzi. Tak tępo w dal patrzeć i beczeć bez powodu w kącie. Ciągnąć resztką sił. Obojętnieć. No nie przystoi... 

W taki razie o czym pisać? Może o czarnych getrach z weluru, które zszyłam z bólem trzy tygodnie temu? Dzianina kupowana dawno temu i nieprawda za kilka złotych. Nie pamiętam z jakiego wykroju korzystałam, ale z pewnością w rozmiarze 134 i na 100% był zbyt duży dla Igi, co mocno zniechęciło mnie do wyciągania maszyny i szycia. 10 dni minęło nim znowu byłam w stanie nawlec jakąś igłę.

getry

Spodnie na gumie, niby nic, a w sieciówce podobne kosztują 49.99 i na 3 minuty poprawia się humor. To jeszcze bluzka. Dla podniesienia na duchu. Różowa i z beznadziejnej, dziurkowatej dzianiny. Zwątpiłam w nią, w trakcie roboty 37 razy i przeklęłam po wieki różową, beznadziejną dzianinę! 

bluzka

Wykrój na tunikę wygrzebałam z koperty. Lubię go. Szare ściągacze trochę cywilizują majtkowy róż tej beznadziejnej, dziurkowatej dzianiny. Aplikację przestębnowałam kilkukrotnie wzdłuż krawędzi.  

bluzka

Zauważcie, że ja tu sobie piszu-piszu już trzeci akapit i ani słowem nie wspominam o swoim sezonowym przygnębieniu. Żadnego kwękania, że zdjęć nie mogę zrobić, bo ciemno z rana, mroczno w południe i czarno po 16. Żalenia, że się bloga nie da pisać, bo niemoc ścina mnie przy klawiaturze... i osuwam się z krzesła na widok ziejącego pustką edytora ani mru-mru! Całe szczęście, bo to przecież nie wypada. Listopad, taki że ja cię kręcę... 

bluzka

Dosyć tego dobrego! Kończę, bo słońce zachodzi dziś o 15,39 a nie odbyłam jeszcze mojej popołudniowej drzemki połączonej z tępym gapieniem się w sufit i gorzką refleksją na tematy egzystencjalne. Później, lekko wymiętoszona, po ciemku i omacku podążę do szkoły, na podwójne, cykliczne wydarzenie z udziałem rodziców i pedagogów. Myślę, że tam się ostatecznie pogrążę, ale podobno co mnie nie zabije to mnie wzmocni więc się nie żegnam pochopnie.

I coś mądrego na koniec:

Jak na świętego Hieronima jest deszcz, albo go ni ma,

to pod koniec listopada pada... albo nie pada.


PS Z przyczyn technicznych anegdotka nieczynna. Do odwołania.

Korzystam albo śpię.

brummblogging

Wspaniały wrzesień i fantastyczny początek października! Oczywiście mam na myśli pogodę, na resztę litościwie spuszczam zasłonę milczenia. Wstaję rano i słońce! Co dzień mi się zdaje, że to już ostatnie promienie, więc wyruszam łapać witaminę De. Nordikuję, spaceruję, snuję się po dzielni (można się na mnie natknąć miedzy blokami, na domkach, pod Domem Piwa i innych zakazanych zakątkach) wycieczkuję się na rowerze. Mobilizuję całą rodzinę, żeby też się wygrzali w jesiennym słońcu. Codziennie nachodzą mnie myśli, że to już ostatnie chwile zupełnie darmowej witaminy De.

Wczoraj pojechaliśmy na lotnisko popatrzeć, czy jakiś samolot nie spadnie. Przy okazji zrobiliśmy sobie trzykilometrowy spacerek. Po południu jeszcze wyskoczyliśmy na orlika, na badmintona i krótką przebieżkę. Dziś wybraliśmy się na plażę do Sobieszewa. Piach już zimny i wiatr jakby północny, ale słońce grzmoci jak oszalałe, zupełnie zapomniawszy, że to już październik. Wszędzie pełno porozrzucanych skarbów: patyczków, muszelek, bursztynków. Między nimi tkwią zesztywniałe, martwe meduzy. Pachnie jesiennie ziemią i lasem szpilkowym. Latawiec pięknie się puszcza!

Korzystajcie! bo może to już ostatnie chwile. Przyjdą dziady listopady, chmury i deszczury, będziecie żałować, że nie zbieraliście kasztanów do kieszeni i nie tarzaliście się w żółtych liściach. Może to już ostatni moment na jesienne brykanko w słońcu. Potem tylko czapki i szaliki i zmarznięte dłonie i przemoczone stopy. Korzystajcie, albo się zdrzemnijcie!

Zanim wybiegniecie radośnie na skwery i zieleńce podziwcie - forma wynaleziona przez Igę - moją białą, dzianinową, prostą bluzkę. Ma bardzo piękny dekolt i fajnie leży. Wykrój zaczerpnęłam z Burdy nr 4/2014 i miałam z nim trochę brandzlowania, ponieważ chciałam przechytrzyć żurnalowych konstruktorów... ale zabrakło mi chytrości.

bluzka

Fason prosty, aż żal. Jedynymi ciekawymi detalami są szwy ramion przerzucone na tył i ww. piękny, głęboki dekolt. Postawiłam na rozmiar 40 i słusznie, bowiem okazał się adekwatny. Nawet mimo tego, że sprawy się trochę pokomplikowały na etapie przechytrzania konstruktorów i musiałam się nagle pozbyć dodatków na szwy, żeby wyjść z opresji...

bluzka

Wszystkie podwinięcia wykonałam ręcznie. Prócz wykończeń jednej i drugiej podpachy, które przeszyłam na maszynie. Myślałam, że to będzie jakaś masakra, ale gdzie tam! wszystko się całkiem ładnie wprasowało i wygląda niezgorzej.

top z dzianiny

Możliwe, że się w nią odstrzelę na pasowanie pierwszaków. Będę walić po oczach niebieskawą bielą bąbelkowej dzianiny i oślepiać kamerzystę, kręcącego pamiątkowe video!* Teraz czas pomyśleć w co odstrzeli się sam pierwszak, bo na razie dysponuje tylko zeszłoroczną bluzką z riuszką, mocno opiętą ba brzuszku i kusym żakietem... 

*Oczywiście ja matka wariatka nie chcę zapłacić 50zł za filmik z pasowania. Nie przekonał mnie nawet podkład muzyczny, ani obietnica zbliżenia twarzy każdego dziecka! 

Teraz będę zdradzać! taaaadaaam! mój nowy kolor farby kredowej to Purple Rain! Będę nią mazać gdzie się da, bo mi się nad wyraz po do ba! Na początek odnowiłam starą ikeowską latarenkę.

latarenka

Żeby była taka piękna, musiałam ją rozłożyć na 6 części, umyć i lekko przeszlifować. Sam etap malowania zajął mi najmniej czasu i był najprzyjemniejszy. Na ostatek musiałam z tych 6 części znowu sklecić latarenkę... nie obyło się bez komplikacji i bolesnego skaleczenia w palec.

latarenka

Nie mogę się już doczekać przemalowania sosnowej witrynki, którą wykorzystuję jako bieliźniarkę. Mam na nią świetny pomysł i sądzę, że będzie się pięknie prezentowała! Przy tym spokojnym, pudrowym różu nawet zniechęcający Amethyst wypada korzystniej. Spójrzcie.

malowanie farbami kredowymi

Fajniasto, nieprawdaż? Chyba są dla siebie stworzone, a przy tym dobrze pasują do mojego miętowego zegara, od którego wszystko się zaczęło... zaczęło się i teraz błądzę po allegro i szukam starych, tanich szafek, ramek i półek do przemalowania. Wszak piwnica nie jest worem bez dna i jej zasoby wkrótce się wyczerpią...

 

PS Marcel szuka informacji o niejakim Mickiewiczu Adamie: "Ur 24 grudnia... chłop ma przerąbane jeszcze bardziej niż ja!"

Marcel się ur 20 grudnia i same rozumiecie, że na cztery dni przed wigilią nikomu nie w głowie jakieś urodzinki.

Duże jest... duże.

brummblogging

Długo wertowałam swoje "Burdy" w poszukiwaniu wykroju idealnego, pasującego idealnie do moje idealnej wizji olśniewającej bluzki z dzianiny. Dzianina nie jest w stu procentach idealna, bo dziana jest w 100% ze sztucznych włókien, tym bardziej starannie dobierałam fason i krój. Wyselekcjonowałam ze 20 numerów z potencjalnie idealnymi propozycjami "Burdy", usterciłam je w jadalni na stole i przeglądałam w nieskończoność. 

Żeby choć raz być na czasie, wybrałam tegoroczny, czerwcowy numer żurnala, nie mając wcale pewności, czy model 114 jest właśnie tym idealnym. Modelka nie wygląda w nim szczególnie zachęcająco i ma stanowczo złe spojrzenie. Sfotografowano ją w bardzo niedogodnej pozie... w jakimś takim okraku... a bluzka wcale na niej nie hula. Za to we wkładce wszystko wygląda idealnie i rysunek, i zużycie materiału, i plan układu wykroju, i nawet zapasy na szwy i podłożenia.

Skopiowałam sobie wykrój przezornie o jeden rozmiar mniejszy od noszonego na co dzień, ale i tak wszystko było bardzo duże. Przód monstrualny, tył niewyobrażalny, a podkrój szyi ho! ho! podkrój szyi był nieogarniony. Dobrze, że się już nie trudziłam z dodawaniem dodatków na szwy, a jeszcze lepiej, że dodałam 5cm na podwinięcia, a już po prostu przewspaniale, iż zmniejszyłam dekolt!

bluzka

Bluzka nie mieściła się w najszerszym kadrze. Musiałam ją rozpłaszczać na dwóch arkuszach brystolu. Jest duża. Absolutnie oversize. Całą swoją objętością wypełniam ją ledwie w 1/3, reszta faluje swobodnie. Reszta bluzki oczywiście, a nie mojej objętości. 

bluzka

Kiedy trochę upozorować jej falowanie, zajmuje odrobinę mniej miejsca. Widać, że przód jest bardzo mocno podcięty. Nie należy tego mylić z efektem wydłużonego tyłu! I niech będą błogosławione te centymetry, co to je dodałam na podwinięcia, bo właśnie one osłaniają mój pępek.

bluzka

Całą bluzkę uszyłam bez wyciągania z szafy maszyny. Przecież nie igłą tylko owerlokiem! W związku z tym, że nie musiałam okrążać stołu, skakać pomiędzy barbiami i przesiadać się co 3 min, robota szła sprawnie, a duża bluzka powstała błyskawicznie. Po raz kolejny zastosowałam do podszywania dołu ścieg płaski i znowu jestem sobą zachwycona! 

tunika

Gdybym nie zmniejszyła dekoltu o 2,5 cm być może do tej chwili miałabym złe spojrzenie i okraka, jak burdowa modelka. Szczęśliwie byłam zapobiegliwa dodając, a na dodatek od razu po skrojeniu podkleiłam podkroje szyi cienkim paseczkiem fizeliny. Dzięki tym zabiegom nie potrzebuję taśmy dwustronnie klejącej do utrzymania bluzki na miejscu. Sama z siebie wisi gdzie trzeba.

Duża bluzka idealna jest... duża. Dobrze wygląda w towarzystwie bardzo dopasowanych spodni. Prawdopodobnie świetnie się w niej czuję. Nie umiem tego stwierdzić z całą pewnością, gdyż przy temperaturach powyżej 25 stopni można w niej wytrzymać najwyżej 30 sekund. Później następuje zaburzenie regulacji cieplnej organizmu, przegrzanie, omdlenie i udar. Nie martwi mnie to wcale, jak mawiają Starkowie winter is coming...


PS Dziś zamiast anegdotki fotka by Iga. Proszę mnie nie pytać, co autor miał na myśli.

w zieleniaku


© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci