Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : spodnica

Święty Dominik patron naiwnych.

brummblogging

Czy orientujecie się, jakoby święty niejaki Dominik był męczennikiem? Przypuszczam, że srogim, bo to zacny patron mojej corocznej męczeńskiej pielgrzymki pomiędzy kramami z mydłem i powidłem, a także z chlebem i zesmalcem... Jarmark Dominikański! Impreza zaiste epicka! Rok po roku daję szansę tej nędzy i każdorazowo przekonuję się, że gdańską starówkę to ja lubię i owszem, ale w październiku i najlepiej wieczorkiem... kiedy śnieg z deszczem lekko zacina w twarz... nielicznym przechodniom. W czasie jarmarku nie urzeka mię wcale i nie łechce mnie magiczny nożyk, którym w 20 sekund można pokroić ćwierć tony kapusty w idealne paseczki, i nie jara mnie futrzana konfekcja z farbowanego jenota, a nawet nie jestem admiratorem pajdy ze smalcem. 

 Błąkam się w gąszczu straganów, gąszczu obcych kończyn, głów i nieswoich włosów. Marcel hejtuje cały świat. Co za męka. Snuję się od pajdy, do pajdy. Na każdym zakręcie czegoś odmawiam... a to gigantycznego, wypchanego śledzia za pięć dych, a to rękodzielniczej torebki z kotkiem, nawet bańkopistoletu. Odmawiam także owcy uszytej z używanego swetra... a wyobraźnia mi podpowiada kto, kiedy i jak bardzo go używał.... W odwecie dzieci odmawiają mi ciepłego pączka z czekoladą.

W końcu decyduję się na zakup jakiejś przaśnej pamiątki. Przez chwilę biję się z myślami, czy powiększyć oceaniczną wyspę śmieci, czy raczej ciąć puszczę? Ekodylemat rozwiązuje stragan z konfekcją drewnianą. Moją uwagę z miejsca przykuwają szczypce do wyciągania ogórów z beczki. Wykonuję próbne szczypanie, działają! Marcel wciąż wytrwale hejtuje cały świat, co i rusz ktoś mnie potrąca, znudzona sprzedawczyni jara fajkę. Szczypię dalej i odmawiam Idze kolejno: procy, dziadka do orzechów w kształcie grzybka i nienaturalnych rozmiarów kostki do gry. Marcel wybiera sobie drewniany nóż do masła ze zbyt spiczastym ostrzem i oddala się zawzięcie dźgając nim powietrze. 

Ostatecznie inwestuję w Igę 28 złociszów i kupuję niewielkich rozmiarów dream catcher'a. To trochę prezent i dla mnie, i dla Krisa, gdyż Mała przysięga na wszystkie swoje barbiaki, że dzięki niemu przestanie uporczywie wbijać się do naszego łóżka w środku nocy. Zobowiązuje się uroczyście mieć już tylko wesołe, tęczowe sny z miękkimi, puszystymi króliczkami w rolach głównych. Opłaca się. Żeby nie było, że jestem jakaś żyła, dzieciaki zżarły: owoce w czekoladzie, makaron ze spageciarni, odgrzewane frytki z czymś czerwonym, co miało udawać keczap i cukierki. Pochłonęłyby prawdopodobnie jeszcze lody, ale nie było sorbetów... uff! Ja natomiast nie zjadłam nawet złamanego pączka.

Oczywiście mogłabym się wystroić w moją nową maxi spódnicę w stylu Miami Vice, pogoda była sierpniowa i sprzyjająca, siedemnaście stopni i chłodny wiaterek, więc mogłabym, ale wybrałam wariant praktyczny. Za to spódnicę pokażę na brummBLOGu, prawie na to samo wychodzi, a przynajmniej nie uwalam jej sosem bolognese i nikt mi jej nie przydepnie. 

 spódnica maxi

Piękny, cienki, lejący ale mięsisty materiał wykorzystałam w całości. Podczas krojenia karczka niepotrzebnie sugerowałam się wykrojem z Burdy nr 7/2016; podczas układania części dolnej po prostu wykorzystałam całą - podwójną - szerokość tkaniny. Wyszło wspaniale i spódnica doskonale układa się na biodrach!

 spódnica

Karczek starannie odszyty na podszewce z błękitnego batystu, z tyłu zapinany na suwak. Niestety niezbyt starannie go obrzuciłam, gdyż planowałam zupełnie inne wykończenie... potem zrezygnowałam z wykończenia i wszystko w środku wygląda jak świeżo malowana kawalerka, z której jeszcze nie usunięto pędzli, puszek po farbie i drabiny.

spódnica maxi

Naturalnie wystąpił problem podszewkowy. Nie chciałam pogrubiać spódnicy, ale sto razy bardziej nie chciałam świecić tyłkiem. Po kilkudniowej walce, podpytywania domowników, ustawiania się pod światło i majtania nogami podszyłam ją jednak tym samym błękitnym batystem, który dałam w karczkach. Ma się rozumieć, że pogrubiłam spódnicę i ograniczyłam wentylację wewnątrz... to jednak niewysoka cena za spokój ducha.

spódnica

 Bardzo lubię bardzo długie spódnice, a trendy mi sprzyjają. Swoje dwie stare i tamtę też bardzo lubiłam i chętnie nosiłam, ale po kilku sezonach wymagają solidnego update w obwodach, więc leżą i czekają aż znowu przybiorę. Mając w czułej pamięci tego niebyłego, ciepłego pączka z nadzieniem czekoladowym mam nadzieję, że nieprędko to nastąpi. 

PS Marcel: " 756 Jarmark!!! nie do wiary! i ludzie wciąż na to chodzą???" ; "Ja, jak tylko będę mógł, od razu przestanę na to chodzić!!!"

Wygrzebki.

brummblogging

Dziś, przy niedzieli, będziemy grzebać w zasobach i nurzać się w odmętach brummszafy. Nie jest to bynajmniej zajęcie ekscytujące, w dodatku bywa niebezpieczne, szczególnie dla alergików. Od samej zapowiedzi, już mnie trochę wierci w nosie i  łzawią mi oczy. 

Zaczniemy ostrożnie od granatowych szortów, które powstały z niewielkiego kawałeczka dzianiny. Uszyłam je tuż przed wyjazdem do Białowieży, więc nie trącą jeszcze myszką. Skroiłam je najprościej jak można, bez szwu bocznego i z zapasem na gumkę. Kto zna się odrobinę na sztuce krawieckiej i jest nie w ciemię bity już wie, że wykonałam pięć szwów. Tył, przód, krok, doły i gumka. Trwało to mniej więcej tyle, ile zajęło mi napisanie tego akapitu.

szorty

Dzianina typu polo jest bardzo wdzięczną materią, dobrze się szyje i przyjemnie nosi. Na dodatek prezentuje się niezgorzej. Spodenki przydały się Marcelowi w lipcu i do ubiegłego piątku sądziłam, że przydadzą się we wrześniu... jednakże z powodu złamania przynasad dalszych kości przedramienia prawego WF mamy chwilowo z głowy. Teraz bardziej na propsie byłoby uszycie temblaka.

szorty

Dla porządku tylko nadmienię, że jeśli ułoży się części wykroju tak, aby uniknąć cięcia i szwów bocznych, otrzymamy nogawki o prostej linii i szorty będą dość swobodne. I przewiewne... jeśli nie wiecie, co mam na myśli wystarczy obejrzeć skrót jakiegokolwiek meczu z MŚ w piłce nożnej RFN'74

szorty

W tym samym czasie szyłam kolejne spodnie do spania i naprawdę nie wiem, co mogłabym o nich napisać prócz tego, że są wykonane z cienkiej, granatowej flaneli. Okazały się niezastąpione podczas spania, śniadania i porannego leniuchowania, a także w czasie przedpołudniowego biegania po ogrodzie.

spodnie

Lubię je bardzo, choć to zwykłe spodnie z flanelki. Marcel też je chyba lubi, bo czasem koło południa muszę użyć całego swojego matczynego autorytetu i podniesionego głosu, żeby je porzucił na rzecz stroju dziennego.

spodnie

Teraz zagłębimy się bardziej. Rok temu, przed urlopem, uszyłam sobie piękną narzutkę. Trochę nie nabiedziłam przy krojeniu, gdyż kompilowałam dwa różne wykroje Burdowe uzupełniając je inwencją własną. Kiedy już dokonałam tych wszystkich intelektualnych akrobacji, spakowałam walizę i wyjechałam w sina dal, redakcja żurnala wypuściła numer sierpniowy, w którym zamieszczono, tylko troszkę spóźniony, wykrój idealny na Kardigan...

narzutka

Zdjęcia są fatalne, co z całą pewnością jest winą fotografa i głównie z tego powodu narzutka nigdy nie została zaprezentowana na blogu. Jednak otulam się nią chętnie, jest ciepła, komfortowa i bardzo ją lubię, więc zasługuje na krótką wzmiankę.

kardigan

  Fason oversize. Można się nią okręcić dwukrotnie i otulić należycie lub zwisnąć ją swobodnie. Szalowy kołnierz dobrze się układa, kimonowe rękawy gwarantują swobodę. Jednak najlepsze jest to, czego nijak nie zobaczycie na zdjęciu, dzianina jest szczodrze obszyta przejrzystymi cekinami, które skrzą się przy najmniejszym ruchu. Uwielbiam to!

narzutka oversize

Uwaga nurkujemy, a dno muliste! Ostatnim wygrzebkiem jest lniana spódnica. Uszyłam ją w średniowieczu mojego krawieckiego życia, czyli w czasach głęboko przedblogowych. Wówczas, kiedy moje ubrania trafiały po uszyciu zwyczajnie... groza! do szafy. Wykrój pochodzi z "Burdy" nr 7/2005 i jest bardzo udany.

spódnica folkowa

Tkaninę już znacie, bo jej okrawki wykorzystałam na świąteczne podkładki. Kupiłam jej bardzo dużo, a zapłaciłam za nią śmiesznie mało, dlatego fason wybrałam z rozmachem, nie szczędząc klinów i godetów. Spódnica świetnie się układa i mimo, że 10 razy ją zwężałam, 2 razy zmieniałam suwak i raz prułam wszystkie stębnowania (były wykonane czarną nicią, nie wiem, co mi na mózg padło...) mimo tego wszystkiego wciąż leży bez zarzutu i prezentuje się szykownie.

spódnica lniana

Na zdjęciu widać system skomplikowanych cięć karczków. Po tylu przeróbkach nic już się ze sobą nie zgadza i nic na siebie nie trafia, ale kiedy spódnica trafia na moje biodra, hula jak ta lala! Może w końcu kupię sobie do niej czeeerwoneeee kooooraaale?

Myślę, że po tak długim zanurzeniu wszystkim brakuje w płucach powietrza. Ja mam już lekko wytrzeszczone oczy i zaczerwienioną twarz, dlatego wybieram się na krótki spacer. Postaram się także dodać jak najszybciej nowy wpis, żeby zepchnąć te słabe zdjęcia i zatrzeć wszystkie złe wrażenia. Pa!


Prawie Paczwork.

brummblogging

Igi spódnica z trzech falban jest fantastyczna! Praktyczna, dogodna, wygodna, a na dodatek robi wrażenie oraz wzbudza podziw na dzielni. I zazdrość też wzbudza... głównie moją, ale panuję nad tym. Jakby tego było mało wyśmienicie się kręci! macie pojęcie? Mimo tych wszystkich pożytków, nie od razu wpadłam na pomysł udziergania i wymarszczenia następnej. Nawet, gdy już mięsiłam w łapie tkaninę nie wpadłam od razu. Za to od razu gdy wpadłam - uszyłam.

spódnica marszczona

Tkaniny miałam 4 nieduże kawałki, o wymiarach 140 x 30 cm i każdy  w innym kolorze. Żeby ułatwić życie daltonistom wymienię je z nazwy: czerwony, brązowy, granatowy i coś jakby zielony. Nie bardzo mogłam wykombinować, jak je sensownie połączyć, dlatego ostatecznie połączyłam je bezsensownie. 

spódnica z falbanami

Pokrajałam te nieduże kawałki na mniejsze wycinki, zamiąchałam kilka razy i pozszywałam. Nie będę Was, w taki upał, zanudzać odtwarzaniem procesu myślowego, objaśnianiem skomplikowanych obliczeń, relacjonowaniem misternego obmierzania, planowania, przemieszczania i przycinania dziesiątków elementów... zszywania ich i ich odpruwania, zwężania i żałowania zwężania. Nie będę. Po prostu cieszcie się efektem paczworku!

spódnica

Spódnica jest dłuższa od poprzedniej, ma długość 66 cm i sięga małej do kostek,  wystarczy jej jeszcze na przyszły sezon. Kiedy wisiała w jadalni pod zegarem, Kris za nic w świecie nie chciał mi uwierzyć, że to dla Igi! ech... a ona tak rośnie, że aż jej piszczele trzeszczą!

spódnica marszczona

Cygańska, prawie paczworkowa spódnica z wielu kawałków i trzech falban* jak żywa. Wydaje mi się, że to wiskoza, więc powinna się pierwszorzędnie nosić tego gorącego lata. Niestety nie kręci się tak dobrze jak czerwona, więc o podziwie i zazdrości mogę zapomnieć. Po krojeniu zostało ledwie kilka paseczków tkaniny, ale wystarczyło na kwiat.

*Zauważyliście, drodzy czytacze, że słowem nie kwęknęłam o MM, czyli o mękach marszczenia? to dziwne, ale tym razem jakoś mi nie dokuczało.

kwiat

Róża zostanie prawdopodobnie przyklejona do opaski. Muszę przyznać, że na Pinterest bardziej mi się podobały takie rozetki, niż ta, własną ręką skręcona. Nie zamierzam się jednak poddawać bez walki i będę dalej wytrwale wojować szmatką i pistoletem do kleju, aż osiągnę poziom lekko zaawansowany i choć troszkę satysfakcjonujący.

 

PS Kris: "Nie ma anegdoty."  Ja: Niestety Iga żadnej nie zapodała. Iga: "No co ja poradzę, nie jestem codziennie śmieszna!"

W trzy falbany.

brummblogging

Naszyło się trochę tych falban, oj namarszczyło i naszyło. W latach '80 szyła moja mama*, oj szyła, marszczyła i szyła. Potem, na początku lat '90, wzięłam sprawy w swoje ręce i też marszczyłam, oj marszczyłam... oj! jak tak teraz o tym myślę, to może tam właśnie tkwi źródło mojej głębokiej odrazy do tej nużącej czynności? Dawno o tym nie wspominałam, ale marszczenia nie znoszę! nie znoszę bardziej od tej odrażającej i natarczywej muchy, która spacerowała nam po twarzach w sobotę od 5.30! bardziej! 

*Matka moja szyła jeszcze, prócz tych falban, spódnice z bawełnianych koronek lub wstawek. W pasmanteriach było tego dużo i tanio. Łączyła je ze sobą, lekko wdając każde następne okrążenie i wychodziły jej cudowne spódnice o kształcie litery A. Całe z koronki! To był dopiero szał! Oczywiście do kolan sięgała podszewka, poniżej były ażurowe.

W każdym mącirazie marszczyło się i szyło tych falban bez liku. Szyło się ze zwykłego płótna i farbowało na rozmaite kolory. W kotle się gotowało, zamiast zupy, trzy falbany. Czarny nigdy się nie udawał. Inne kolory też nie bardzo, ale i tak było oryginalnie i szałowo. Niedobrze było się zgrzać i spocić, pod taką spódnicą. Po balu dla klas ósmych byłam, od pasa w dół, pofarbowana na czarnozielonkawo. W takim stanie odbierałam następnego dnia świadectwo. Doszorowałam się dopiero na początku lipca.

Tak mnie naszło na te trzy falbany i na wspominki. Zaczęłam szycie od spódnicy dla Igi, ale już następnego dnia, kiedy lekko otrząsnęłam się z szoku pomarszczeniowego, zachciało mi się takiej samej dla siebie. Bardzo mi się zachciało! poszukam tylko odpowiedniej tkaniny w szafie, albo, jeszcze lepiej, na allegro i sobie wymarszczę brrrrrr! jeszcze przed urlopem podobną.

spódniczka

Pamiętacie moje siaty na zakupy? kto zapomniał, za karę klika tu: siaty. Pojawił się tam komentarz Uli, że to tkanina fajna na sukienkę lub spódnicę i tak ziarno zostało zasiane. I jest spódnica w trzy falbany, na gorące lato i na piknik w parku. 

spódnica

Ten zielonkawy brzeg początkowo odcięłam z szerokości tkaniny i odrzuciłam. Podczas szycia zmieniłam jednak plany i wykonałam z niego górną część spódnicy. Trochę wbrew sztuce krawieckiej, ale za to jak ładnie!  Tkanina niestety, leżakując w szafie na górnej półce, nie zmieniła swoich właściwości ani na jotę i szyła się paskudnie. Maszyna gęsto przepuszczała ściegi i nie bardzo chciała współpracować. Dziwne!

spódnica z falbanami

Pierwsze piętro to nie całkiem podwojony obwód talii; środkowy pas, to całkiem podwojony obwód pierwszego piętra; dół to nie całkiem podwojony pas środkowy. Kto zrozumiał temu w nagrodę szpula łososiowych nici! Przy cienkiej i podatnej tkaninie, można zawsze dać podwójną szerokość, ale to będzie naprawdę sporo materiału, trzy kilo spódnicy i 72 godziny marszczenia się w bólu.

spódnica marszczona

Dodatkowo, jak uczyła mnie matka, każdą kolejną falbanę kroję szerszą od poprzedniej. To zapewnia spódnicy dobre proporcje. I tak całkowita długość to 3/4 łydki Igi.  W jednostkach bardziej uniwersalnych, czyli centymetrach to będzie 55; pierwsza falbana 13 cm, druga 19 cm i dolna 22 cm. Ja  nie wiem, gdzie mi jeden centymetr zaginął, bo jak beniedydy cała spódnica ma 55... bez naciągania!

spódnica

Kto nabrał ochoty na spódnicę w trzy falbany, siada jutro do maszyny. Kogo ta pięknie pomarszczona część garderoby nie kusi ten trąba! Rzecz jest prosta do uszycia i bardzo efektowna, więc koniec końców - mimo nieprzebranej ilości tkaniny do zmarszczenia, brrrr! - bardzo polecam!

 

PS  Iga: "Idziemy w końcu na te fajerwerki?"; Kris: "Wyjrzyj za okno."; Iga: "No? wyjrzałam. Idziemy na te fajerwerki?"; Kris: "Co widzisz dziecko?"; Iga: "Kreski."; Kris: "Pamiętaj, kiedy za oknem są kreski, nie wychodzimy!" Iga: "Szkoda. Kreski są fajne. Chociaż... chyba paski są fajniejsze..." 

Spódnica Sezam.

brummblogging

Spódnico! Uuuszyyyyj się!

Magiczna formuła działa nawet wówczas, gdy się dysponuje tylko dwoma rozbójnikami.

I nawet wtedy, kiedy jest się tylko Babą bez Ali.

 

Tkaninę znalazłam na allegro i od razu dostałam TWÓRCZEJ PALPITACJI. Następnie doznałam iluminacji, wizualizacji i finalizacji transakcji. Przedmiotem ww. był JEDEN METR dżinsu przeszywanego, jak barszcz taniego, w kolorze classic blue.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, co to dokładnie znaczy "przeszywany", ale już przypuszczałam, domniemywałam sobie, że się wspaniale nada na prostą, długą spódnicę. Nadał się A JAKŻE, a jako bonus ma wbudowaną funkcję STRETCH. Dzisiaj tyle obco brzmiących wyrazów :O mam nadzieję, że nadanżacie? :D

 

Zagadnienie stretchu zobrazowane jest zdjęciem.

W ściegu dekoracyjnym od spodu, zamiast nici, użyto GUMKi KAPELUSZOWEJ :D 

... no a szyje się to tak :D

"No niejeden się tu głowi,

Jak to się robi.

Co? a robi się to tak... Na to zawsze gotowi."

Paktofonika

Owijamy się materiałem DOŚĆ CIASNO, on sam rozciąga się gdzie trzeba i kurczy gdzie należy, PRZESZYWAMY JEDEN SZEW tyłu, ścinamy nadmiar z szerokości i GOTOWE! Oczywiście nie można zapominać o niewielkich zaszewkach na wypukłość moją przednią, oraz większych nieco zaszewkach na wypukłość moją większą (nieco) tylną. Pasku. Suwaku. Rozporku. Ręcznym dzierganiu dołu... i szlufkach.

To wszystko jednak PIKUŚ i mówię Wam szyje się PRAWIE SAMA i w dodatku PIORUNEM! 

Pasek modelowy skroiłam "po długości" dlatego nie ma przeszyć, czyli JEST GŁADKI (to dobrze!) ale RÓŻNI SIĘ NIECO ODCIENIEM (to gorzej...).

ROZPOREK LISTOPADOWY z kontrafałdą. Zapewnia swobodę ruchu i

nie powoduje przeciągów.

Wewnątrz sprułam dekoracyjne ściegi, żeby uniknąć niepotrzebnych zgrubień.

Zamek wszyłam DO OPORU. Przyoszczędziłam na guziczku. 

Oczywiście spódnica leży doskonale!

Zarówno PRZED OBIADEM, jak I PO, a także W TRAKCIE.

...podobnież w SZAFIE:

Z moich doświadczeń wynika, że porządna dżinsowa spódnica jest praktycznie niezniszczalna. Moja poprzednia przeżyła czasy panieńskie i małżeńskie, dwa remonty, dwie ciąże i tyleż samo karmień, nieskończoną ilość zwężeń :D i ponownych popuszczań :O w szwach bocznych (przezornie ponaddwucentymetrowych) a nadal nie mam dobrego powodu, aby ją wywalić :O

W związku z tym, kolejną taką uszyję sobie gdzieś za 25 lat. Mniej więcej :D

Będziecie czekać?

Jeszcze mi został kawałek tkaniny na torbę, będzie taki prosty, harcerski chlebaczek :D

 

PS Nasza Pani Ela choruje na gardło. Marcel ma cały tydzień zastępstwo. Codziennie wymyśla 100 powodów, dla których nie może iść do szkoły. Po powrocie przytacza 100 argumentów, dla których nie powinien był tam być :D Między innymi: "Ta pani TAK NA MNIE PATRZY! chyba się na mnie uwzięła!" oraz "Ja tylko wymagam trochę, wymagam... ekchem... odrobinę, tego... od TEJ... no BABY, wymagam odrobiny SZACUNKU DLA UCZNIA! ona mówi na nas BEZMÓZGIE STWORZENIA! wyobrażasz to sobie??? i NIE ROBI NAM PRZERW!!!"

Nie wyobrażam sobie.

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci