Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : sztruks

"Ale mimo tego...

brummblogging

...jest całkiem wiosennie."

stwierdziła Iga (całkowicie od czapy) któregoś marcowego dnia, na spacerze.

Mimo tego, że termometr ZACIĄŁ się w okolicach siedmiu stopni. Że drzewa czarne stoją, bo pączki drżą na chłodzie i boją się popękać. Że chmury granatowe nad głową W KŁĘBACH i mimo, że z nich grad wielkości kurzych jaj... i WIATR POLARNY odmraża nam codziennie policzki, te policzki na pourywanych łbach. I czapki. I kurtki na podpince, a to już koniec kwietnia... Ale mimo tego jest całkiem wiosennie!

Tamtego marcowego dnia Mała powtórzyła swoje stwierdzenie jeszcze kilkukrotnie, zawsze od czapy i weszło ono na stałe do naszego rodzinnego słownika kodów i porozumień. Stało się (zależnie od okoliczności i intonacji) zaczepką, zuchwałą i ciętą ripostą, sposobem na zmianę niewygodnego tematu na inny, czasem równie niewygodny, wreszcie CAŁKOWICIE UNIWERSALNĄ odpowiedzią na wszystkie zbędne pytania.

Iga, prócz tego, że się wycwaniła, to jeszcze urosła. Zna chyba już ułamki, bo nosi się do pół łydki i na trzy/czwarte, a rękawki to głównie dwie/trzecie. Stwierdzam to dość niechętnie, bo szyć mi się nie chce. Szkoda mi resztek świątecznych porządków, których jeszcze nie pokryły szare koty. Gdyby nie brummblog z pewnością lansowałybyśmy radośnie tę nową, przykrótką modę...

Blog mnie jednak mocno motywuje i wydobywam kawałek sztruksu bawełnianego w pięknym, niedziewczyńskim kolorze. Kawałek ma 1,10mb więc, gdy się postarać, można z niego wyciąć spodenki i spódniczkę. Postarałam się. Skorzystałam z burdowych wykrojów na 116, według których już szyłam i tylko trochę je poprzedłużałam.

Spodnie.

Kieszenie zwykłe, wpuszczane, wykończone lamówką; z tej samej lamówki szlufki i taśma do karabińczyka. Z tyłu (niewidoczne dla oczu) dwie naszywane kieszonki, których dzieci NIGDY NIE UŻYWAJĄ.

Stębnowanie to nie jest coś, co najpiękniej wygląda na sztruksie :D więc ograniczyłam je do minimum: karczek, pasek i kieszenie. Do karabińczyka można podpiąc coś BARDZO WAŻNEGO, lub schować go do kieszonki. Kolor tkaniny jest naprawdę ładny; lazur :D no wiecie, coś pomiędzy błękitem a cyjanem, z lekkim, szarogołębim błyskiem :O

Chciałam uniknąć stębnowania rozporka, więc śliczny suwak Z SERDUSZKIEM podszyłam od lewej strony tak, jak wszywa się zamki kryte. Duży srebrny guzik jest ważnym i ciekawym detalem. Jeśli uznam, że spodnie są zbyt obszerne w pasie, prędko wszyję w tyły kawałek gumki. Tymczasem zaplanowałam ściągać je gumowym paskiem (niebieskie moro!) który ma śliczną sprzączkę i pasuje JAK ULAŁ.

Spódniczka.

Podobne kieszonki obszyte tą samą lamówką ze skosu. U dołu falbana krojona z koła. Brak rozporka. W pasie gumka TRZYKROTNIE PRZESTĘBNOWANA. Wszystkie dodatki w odcieniu miedzi.


Guzik, nabity dla zmyłki, jest tylko atrapą. 

Żeby Mała była MODNA SZALENIE naszyłam na spódniczkę metalowy suwak z serduszkiem, ostatni krzyk mody!

Iga, od wczoraj, niecierpliwie kręci się koło spódniczki :D chyba jej się spodobała!

Klątwa skręconej gumki.

- ani słowa o antykoncepcji - 

Dygresja Sfrustrowanej Krawcowej: KIEDYŚ, kiedy wszywało się gumkę do paska, siedziała ona na miejscu, gdzie trzeba, rozciągała się ile trzeba i była JAK TRZEBA sprężyta. Piękne czasy! OBECNIE, gdy wszywam gumkę zawsze mi się roluje! skręca się i wije. Spędzam godzinę, na próbach rozprostowania jej i umieszczania (w tunelu) jak należy. DENERWUJĘ SIĘ! kiedy z jednej strony mi się uda, to z drugiego końca wszystko od nowa ZWINIĘTE!!! Szpilkuję i stębnuję, żeby utrzymać ją w wymarzonej pozycji - na płasko, jednak wówczas tak się rozciąga, że praktycznie przestaje być funkcjonalna... a kiedy dam jej mniej, tak się zwija, że nie można jej wyprostować... a kiedy więcej, to jest za dużo.

Nasuwa się pytanie: czy coś jest nie tak ze mną, czy z tą gumą?!

Ale mimo tego jest całkiem wiosennie.

PS Kris: "Co chcesz na kolację?"; Iga: "Mój chlebek*, synkę z biedronki*, cekup* i miejsce na palusek*. Poproszę."

*mój chlebek - Iga jest bezglutenowa;

*synka z biedronki - dyskontowy wyrób wędliniarski;

*cekup - keczup;

*miejsce na palusek - to wędlina tak posmarowana keczupem, że zostaje puste miejsce na położenie przytrzymującego ją (podczas gryzienia) paluszka. Paluszek w żadnym razie NIE MOŻE pobrudzić się keczupem.

Cud, miód i malina.

brummblogging

Po takiej katastrofie jak ta, z poprzedniego wpisu, szykuję się do szycia jak pensjonarka do pierwszej schadzki: nieśmiało, ostrożnie i z lękiem. Sprawdzam wszystkie wymiary dwukrotnie i głaszczę sztruks z włosem a także pod włos, po dwa razy... dla pewności. Szykuję się :D

Mała rośnie jak najęta - chyba się na mnie uwzięła -  co tydzień wyrasta z jakichś spodenek. Rozmiar 128 już dawno zostawiła za sobą, tak jak i swoje dziecięce, słodkie i lokowate wcielenie. Teraz preferuje: tupanie, marszczenie się, krzyki, a także... rozmiar 134 :D 

Nie wiem, z którego numeru "Burdy" skopiowałam wykrój spodenek na ww wzrost, jest to jednak całkowicie obojętne, gdyż mam wrażenie, że we wszystkich zamieszczony jest ten sam (po wielokroć sklonowany) szablon :D Niestety między żurnalowym rozmiarem 128 a 134 istnieje taka przepaść, jak między moim słodkim bobasem, a rozwrzeszczaną dziewczynką - czyli niezmierzona!  Często - przed robotą - przykładam wykrój do gotowych, pasujących ubrań, łatwo wówczas ocenić, gdzie dodać, gdzie ująć, a gdzie lepiej się nie wtrącać. Podobnie postąpiłam i teraz. Ostatecznie skroiłam spodenki bez dodatków na szwy, lekko je skróciłam, grubo zszyłam, a i tak wyszły duże.

*Za to w rozmiarze 128 nawet jak dodam na szwy, i  porządnie przedłużę, i cienko zszywam, to wychodzą naprawdę małe :D

Pierwsza para -  długie:

Malinowy sztruks, który już znacie; krój prosty,  bez udziwnień: dwie kieszonki w przodach (wykończone bawełnianą pliską ze skosu) i jedna - naszywana - z tyłu. Szlufki i wewnętrzna część paska z tej samej bawełny; dół podwinięty szeroko; w pasie gumka.

Szybko i bez kłopotów... uff... uff...uff!

Druga para - krótkie :D


Te spodenki mają piękne, dekoracyjne mankiety u dołu nogawek, i sięgają trochę za kolana. Wykrój ten sam i podobne wykończenie tyle, że już  nie miałam serca do szlufek :P Długość portek wydaje mi się bombowym pomysłem, pod warunkiem, że zestawi się je z futerkowymi śniegowcami, np. takimi jak te z CCC.

Czy nie są cudowne? Obie z Małą oszalałyśmy na ich punkcie :O

Zaopatrzyłyśmy się już nawet w odpowiednie, grube bawełniane rajtuzy i na razie brak nam tylko - a nawet bardziej to Małej brak - szykownego okrycia na górę. Moje myśli (od miesiąca) krążą wokół granatowego płaszczyka. Mam już nawet gotowy wykrój i może wreszcie wcielę pomysł w czyn?

Sztruks szyło się dziś bardzo przyjemnie, poza jedną niedogodnością, a mianowicie: okropnie się z niego sypie! Nie ma takiego miejsca w domu, gdzie dziś nie znajdzie się choć jedna "kuleczka" malinowego puszku. Poniżej obie pary spodni na jednym zdjęciu, jako żywy dowód na to, że mała jest spodnenkowo wyposażona na jesień :D

Udało mi się zeszyć jeszcze welurowe, szmaragdowe (jak to brzmi!) legginsy, ale nie zdążyłam podwinąć dołów, pokażę je innym razem. One z kolei mają być wpuszczane do butów. 

Wydaje mi się, że sporo dziś przyoszczędziłam ;D bawełniany, lekko elastyczny i super malinowy sztruks kupowałam na allegro w bardzo niskiej cenie (ok 4zł za pół metra); z półtorametrowego kawałka powstały dwa zwierzaczki i dwie pary wypasistych spodenek!  :O

Zajęczak.

brummblogging

Ostatnim zwierzakiem w mojej maskotkowo/poduszkowej serii jest ssak zającokształtny. Ma ładne umaszczenie i jest średniej wielkości (wysokość 40cm; dodatkowo 15cm uszu gratis!). Nie wiem, czy szybko biega, bo odkąd go uszyłam siedzi na kanapie ;D za to wiem na pewno, że jest przytulny i milutki.

Górne siekacze nadmiernie mu wyrosły i wciąż się powiększają; przynajmniej tak mi się wydaje...

Do stworzenia Zajęczaka wykorzystałam sztruks w gruby prążek, kolorowy filc, różową bawełnę, oraz koronkę i atłasową wstążkę. Oczy zrobiłam z guziczków. Szyło się go całkowicie bezproblemowo i zupełnie bezstresowo, co było zapewne wynikiem jego łagodnego usposobienia. 

Nie brak mu niczego; ma piękne skoki i puszysty ogonek, a także imponujące uszyska. W jego wnętrzu na próżno szukać przetrawionej trwy i ziół, jest tam tylko - wiem to na 100% - włókno poliestrowe, które zapewnia mu niespotykaną miękkość. Zając nie hibernuje na zimę :D będzie więc doskonałym towarzyszem zabaw dla dziecka.

Jeśli chcecie spojrzeć w jego łagodne oczy, proszę:

Przytulak Zajęczak doskonale sprawdzi się w samochodzie, podczas podróży; jako zabawka lub jako poduszka. Tył jest wykonany ze sztruksu i jest pozbawiny ozdób. 

Inne moje zabawki/przylulaki

Sowa i Śledź.

 

 

Testowane na dzieciach!

Do pokochania!

Ni huhu!

brummblogging

Dzień dobry!

Dziś przez całą noc śniło mi się szycie zwierzaków; być może dlatego wstałam rano zryta jak borsuk..? Skoro mnie one tak dręczą, nie ma wyjścia, należy dać temu upust, aby przekonać się - co z tego wyjdzie.

Mam fajny kawałek grubego sztruksu, w buraczkowym kolorze, z którego będą ciepłe spodnie dla Małej. Spodnie poczekają, bo tymczasem w mojej głowie - wzdłuż i wszerz - tylko mieszkańcy lasu i łąki! Nie lubię szyć jednego wzoru wiele razy, zawsze moja myśl podąża dalej (ostatnio jest to kierunek - w głąb króliczej nory) i tym razem było podobnie. Chciałam sowy! :D 

Sowia fizjonomia nie jest skomplikowana, wystarczą wytrzeszczone oczy, żeby uchwycić podobieństwo, a kiedy się doda niewielkie uszka i dzióbek, nie ma mowy o pomyłce - sowa jak malowana!

Podobna? co? chyba trudno zaprzeczyć! :D

Pyszczek i stópki z filcu, skrzydła i uszy z bawełny; dodatkowe dekoracje to wstążka atłasowa i koronka w naturalnym kolorze. Rozmiary podobne do kocich, czyli wysokość 42cm i szerokość u dołu 30cm. 

Iga czekała niecierpliwie, aż zwierz zostanie wypchany; kiedy to się stało, zapytała: "Czy sowy hukają?"; taaak - odpowiedziałam myśląc o czymś innym. "NO!"... "NOOOOO!" woła Mała z radością  - "To niech zahuka!!!" :O

Sowa jednak ni huhu... tzn nie huka.

 Moje drogie! 

Teraz z innej beczki. 

Nareszcie jestem sławna (a co za tym idzie, będę wkrótce bogata!)

W listopadowym numerze niezwykle popularnego pisma o modzie i urodzie - "Burda" - w rubryce "Nasze Forum" ukazało się moje zdjęcie, przedstawiające weselną stylizację (garnitur z wiskozy). Nie ma wątpliwości, że teraz posypią się propozycje a mój telefon nie przestanie dzwonić! Popularność! wielbiciele, podróże, wywiady... nareszcie! 

Kto jeszcze nie widział, proszę foto:

 

Marcel: "Tato, czy jest możliwe, że mama będzie na okładce?", Kris: "Tak synu; myslę, że to bardzo prawdopodobne..." :D

 PS. No to puszczam do Was sowę! 

Taka mała, a taka Hippie!

brummblogging

Sztruks lubię za jego fakturę, skład surowcowy i za jego niezwykłe, nasycone kolory. Zazwyczaj dobrze się z niego szyje i świetnie się nosi. Ten, który widać poniżej, kupiłam bez wielkiego przekonania i tylko ze względu na interesujący wzór. Pomyślałam, że powstanie z niego jakaś torba w stylu boho i zamówiłam jeden kupon (znowu jego wielkość wyznaczał raport wzoru) o długości 0,78mb tak trochę ni w pięć, ni w dziewięć.

Wrzesień - który nadciągnął nieoczekiwanie :D - zachęcił mnie do zrewidowania planów i postanowiłam uszyć coś cieplejszego dla Małej. Zdecydowałam, że będą to spodnie, bo są wygodnie i praktyczne; udało mi się tak wykorzystać tkaninę, że wystarczyło jej jeszcze na krótką kamizelkę. Plan układu wykroju był tak oszczędny, że nie pozostał mi prawie żaden skrawek tkaniny, jedynie kilka mikro-ścinków!

Tu powinny rozlegać się gromkie brawa ;D

Kamizelka wygląda tak:

Prawda, że ciekawy wzór? Ten barwny szlak organizował się u dołu kuponu; jest tylko na przodach kamizelki oraz na nogawkach spodni. Podkroje pach wykończyłam lamówką w kolorze brudnego różu; dodałam guziki w podobnym odcieniu. Tych samych dodatków użyłam do wykończenia i ozdobienia spodni:


Poniżej zbliżenie na kwiatowy wzór:

Kolejne zdjęcie prezentuje tył spodni. Bystry obserwator zauważy, że  wzór na obu nogawkach nie jest identyczny. Miałam następujący wybór: rozmieścić kwiaty jednakowo i otrzymać dużo, dużych ścinków, lub pozwolić na przesunięcie, ale zmieścić jeszcze kamizelkę. Ostatecznie uznałam, że symetria jest dla mięczaków ;D a dla twardzieli - kwiatkowy chaos!

Wykrój na kamizelkę pochodzi z "Burdy" dla dzieci nr 1/2010; podczas krojenia spodni, korzystałam z tego samego szablonu, wg którego powstały wrzosowe sztruksy; są na 116, więc troszkę je przedłużałam, są też lekko dzwoniaste, ale skorygowałam szerokość dołów nogawek - nie chcąc, żeby się mała w nich plątała.

Taka mała, a już taka hippie!


Torebka - równeż vintage - kupiona w lumpeksie. 

PS. Dziś Mała zwymiotowała - w aucie - na swoją kamizelkę i spodnie oraz na fotelik, torbę Chłopca i kilka innych... przez to jej hippie zestaw stał się jakby... bardziej autentyczny. Teraz się suszy.

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci