Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : marynarka

Filharmonia.

brummblogging

Wszystkie znaki na niebie i ziemi (a także bilety, koszule z żabotami i bluzki z cekinami) wskazują na to, że idziemy na koncert. To znaczy, jeśli nagle, w nocy nie zaatakuje nas podstępny wirus, nie zasypie nas śnieg, nie zaśpimy na 7.50, nie popsuje się autokar... nie rozdziobią nas kruki i wrony, to idziemy na koncert. Do Filharmonii! Iga po raz pierwszy w życiu, a ja po raz drugi. 

W nadziei, że autokar jednak dojedzie, a wirus się zagapi, szyłam w ubiegłym tygodniu żakiet dla Igi. Wiem, wiem stosowniejsze byłyby jakieś krynoliny, tiule, falbany i pięć halek, ale będzie tylko haftowany, aksamitny, granatowy żakiet i bluzka z Pepco ze złotymi cekinami. Tylko. Phi!

żakiet

To właśnie ten żakiet, któremu stanął na drodze Zdziwiony Miś. Żakiet gorszy, niż trzy misie razem wzięte. Żakiet męczący i problematyczny już z nazwy; skomplikowany, pracochłonny i na podszewce... a tu kołnierz, a tam klapa, kieszonka, guziczek, rękawek... boszszsz! I może Misia to zaskoczy, a Was wprawi w zdumienie - nie taki żakiet straszny, jak go w burdzie malują! to była zwyczajna, nieskomplikowana robota! Słowo krawcowej! Szok?

żakiet

Wykrój pochodzi z "Burdy" nr 8/2011 i jest bardzo prosty. Przystępowałam do roboty mocno zniechęcona, więc oczywiście bardzo prosty mi nie wystarczało i dokonałam, na własną rękę, kilku dodatkowych modyfikacji ułatwiających realizację. Niektóre z nich przyniosły pożądany efekt. Inne przeciwny.

marynarka

Dwa słowa o fasonie, gdyż na to zasługuje: jasny gwint! Marynarkę skroiłam w rozmiarze 128, ale długości 134; następnie jeszcze ją przedłużyłam... i wciąż wydawała mi się krótka; w zamian za to rękaw był długi... długi, długi i wąski; więc go skróciłam. I wciąż wydawał mi się długi! Po szybkim połączeniu całości, okazało się, że żakiet jest bardzo krótki, a rękaw bardzo długi i wąski. Jasny gwint!

marynarka

Kiedy przyszło do przymierzania zbladłam, ponieważ okazało się, że bez poślizgu (to znaczy podszewki porządnie poliestrowej) nie da rady włożyć do żakietu obu rąk naraz. Ręce się blokują, modelka panikuje, krawcowa traci przytomność. Umysłu. Wszycie ww. podszewki trochę poprawiło sytuację rąk, ale nie pozostawiło złudzeń co do rozmiaru marynarki... jest to najbardziej znienawidzony przeze mnie rozmiar dziecięcy, czyli: akurat!

Jasny gwint! Co ja mam teraz z dzieckiem zrobić? Trzymać je pod szafą, żeby nie urosło, czy zaniechać karmienia, żeby żakiet dotrwał chociaż do czerwca... choć do Wielkiejnocy... do uroczystej, rodzinnej Wigilii bodaj. 

żakiet dziecięcy

Podsumowując: lepiej uszyć dwa żakiety, niż jednego misia; lepiej mieć drobne, małe dziecko wybierając ten fason, niż normalnie wyrośnięte; lepiej nie próbować przymierzać go bez podszewki, gdyż można się boleśnie przekonać, że dziecko (nawet małe i drobne, bo to lepiej) nie jest już takie miętkie i giętkie, jakim było we wczesnym niemowlęctwie; i stanowczo lepiej nie ufać "Burdzie" tylko swojej krawieckiej intuicji, przeczuciu, szóstemu zmysłowi, czy prognozie pogody. Jasny gwint!

 Mimo tych wszystkich przeciwności żakiety, żaboty i cekiny są już gotowe na koncert. Autokar zarezerwowany, śnieg wali od rana, a wirusy się mutują bez opamiętania! Ja jestem gotowa na Filharmonię, bo to już mój drugi raz. Natomiast Iga ma różne wątpliwości i obawy, nie do końca wie, czego można się spodziewać po tym miejscu, po tym wydarzeniu i po tym... żakiecie. 

 

PS

Iga oburzona: "Nie wolno tak kratkować dzieci!" ; zdziwieni rodzice, czyli my: kratkować??? Iga: "Traktować! przecież mówię!!! z resztą nie wolno też kratkować dzieci!"

Resztki z Wesela.

brummblogging

Kończąc już temat weselnych kreacji, pokażę marynarkę dla chłopca. Z myślą o niej i o nim :) kupiłam kawałek błękitnego, marmurkowego sztruksu. Młody - gdy go ujrzał - powiedział tylko: "to babski kolor"; nie podejmował dalszej dyskusji i nie działały na niego żadne środki łagodnej persfazji... oceńcie:

Nie znalazłam wykroju na odpowieni wzrost, więc skopiowałam, z "Burdy" nr 8/2010, marynarkę na 140 i zdecydowałam się ją dostosować do modela :) Wydłużyłam wykrój w sumie o 12cm (stopniowo po 4cm: w klatce piersiowej, poniżej talii i u dołu) nie poszerzałam jej w ogóle i dzięki temu jest bardzo ładnie dopasowana, do szczupłej sylwetki chłopca.

 

Podczas szycia nie było najmniejszych komplikacji; wszystko do siebie idalnie pasowało :O sztruks szył się świetnie, podszewka poprawnie i w ogóle żadnych przygód nadających się do opisania na blogu :P 

Wszystkie stębnowania wykonałam bajeranckim ściegiem, a zamast nudnych guzikow - nabiłam napy, podkreślające sportowy szyk marynarki.

Szara podszewka wygląda pięknie! rękawy są trochę za długie (z pewnością we wrześniu już będą odpowiednie!) i na razie nonszalancko je podwijamy. 

 Kieszenie wpuszczane, najprostsze z możliwych i z powodu tej cechy - moje ulubione!

Jestem bardzo zadowolona z marynarki w babskim kolorze i z kurczącej się sukienki z surówki. Poniżej zdjęcie  moich dzieci tuż przed uroczystością w kościele:

Iga w żakiecie (kupowanym na outlecie) bo niestety było chłodno. Marcel w dżinsach rurkach i koszulce wybranej na drodze kompromisu (bardzo chciał założyć żółtą bluzkę z maską z "Krzyku" ).

Wiskozowa Forma Opresyjna.

brummblogging

Ponieważ dawno nie miałam sukienki, postanowiłam sobie uszyć garnitur ;)  kobieca logika! :P Wymysliłam, że będzie biały - jest stalowoszary; lubię bawełnę, a dłubałam w wiskozie...

Wykrój skopiowałam z lipcowej "Burdy"; spodobało mi się, że żakiet jest zapiany na jeden guzik... i choć na żurnalowym foto widać tylko plamę głębokiej czerni, na tle czarności bluzki i czarnych spodni - wybór padł na niego :|

Wykrój spodni (które wiszą na wieszaku, pod żakietem) również pochodzi z ww gazetki; nie pamiętam jednak numeru; realizowałam go już trzykrotnie i mam go od czasów przedblogowych, czyli niepamiętnych ;)

 

Żakiet ma rozmiar 42 i był dostosowywany do mojego ponadprzeciętnego wzrostu. Przód zdobi ładny, rewersowy kołnierz i efektowne zapięcie na jeden guzik z rozchodzącymi się, wyokrąglonymi dolnymi brzegami. Ramiona żakietu zostały wymodelowane w sposób dla mnie zaskakujący :O były tak podniesione, że podobnego rozmiaru poduszki, miałam ostatnio we wczesnych latach osiemdziesiątych (pamiętam, że chyba szłam do kina na "Niekończącą się opowieść")... niestety bez poduszek cały przód układał się fatalnie.

Rękaw nie pasował do podkroju!! po upięciu w puktach stycznych okazało się, że mam zbyt mało przodu, za to dwa razy za dużo tyłu rękawka :#%$@#!%!@ podcinałam pachę i - proszę wrażliwe krawcowe o pominięcie tego akapitu - przesunęłam szczyt główki rękawa, żeby ratować jego wygląd... boszsz... wiem, to karygodne... i mi wstyd ;)

Zdecydowałam się na kieszonkę z patką (rezygnując z proponowanej kieszeni z wypustkami); wydaje mi się prosta i elegancka; stębnowania są wykonane, jak zwykle, ściegiem dekoracyjnym.

Wykończyłam żakiet błękitną podszewką z acetatu; sprawdziła się doskonale w noszeniu, ale szyła się dość beznadziejnie... 

 Wydaje się, że jedynym mocnym punktem żakietu jest... broszka Susanny :P 

Przez dwa dni miałam wyraźnie obniżony nastrój i samoocenę; Kris znienawidził żakiet za to, jak popsuł atmosferę w domu; nasz wyjazd na wesele stanął pod znakiem zapytania... a potem zabrałam się za jedwabną bluzkę i było juz tylko gorzej ;)

Jednak w końcu (buduję dramaturgię i wzmagam napięcie) przekonałam się do całokształtu: garnituru z drewna :P bluzki z owadzich kokonów, butów z wyprzedaży, kopertówki z rękodzieła i broszki! uffff! impreza się udała! bawiłam się doskonale; i nikt nie wspomniał ani słowem, że żakiet niedoprasowany, a poduchy za wielkie!!

tadddaaam! a to ja przy głębokiej studzience: 

 

Żakiet w kolorze słońca.

brummblogging

Bardzo lubię sztruks, a jeśli dodatkowo ma tak piękny kolor, to po prostu nie mogę się oprzeć. Uważany jest on za tkaninę wymagającą, jednak mi nie sprawił, podczas szycia, najmniejszych kłopotów. Trzeba tylko pamiętać, że wszystkie części wykroju muszą być układane w jednym kierunku (zwiększa to trochę zużycie tkaniny) mianowicie "pod włos".

Wykrój pochodzi z miesięcznika "Burda" 1/2007. Żakiet ma prosty, sportowy krój i jest ładnie wcięty w talii. Rękawy nie są zbyt wąskie; klapy mają klasyczny krój, ich wykonanie nie sprawia większych trudności. Jedyną skomplikowaną operacją jest połączenie części wierzchniej z podszewką - zwłaszcza na lekkiej, domowej maszynie. Dlatego mniej doświadczonym polecam szycie żakietu bez podszewki - sama uszyłam takich bardzo wiele :) zazwyczaj korzystałam wówczas z wykroju o rozmiar mniejszego.

Dokonałam kilku zmian w oryginalnym wykroju. Prócz dostosowania go do swojego wzrostu (176cm) zrezygnowałam z naszywanych kieszonek, na rzecz kieszonek wpuszczanych, z patką. Szwy wystębnowałam dekoracyjnym ściegiem naśladującym ścieg ręczny, co dało bardzo interesujący efekt.

Teraz czekam z niecierpliwością na pierwsze wiosenne dni, a mój żakiet czeka na debiut.

Koszt żakietu: sztruks ok 1,70mb za kwotę 15,30; napy 2zł (nabijane samodzielnie); podszewka 1,50mb - 6zł; i nici. Łącznie 23,30

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci