Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : spodenki-dzieciece

"Cofnąłeś czas, Jańcio?"

brummblogging

"Nie da się cofnąć czasu... Weronka."

Ja jednak spróbuję. Kolejny raz. Cofnąć, albo przynajmniej zatrzymać. Chociaż wiem, że Jańcio 5 lat siedział, i próbował, i ptaki na niego srały, a nie cofnął. Ja jednak wiem swoje. Wydaje mi się, że jak znowu uszyję spodenki na 128, to moja mała dziewczynka będzie dalej małą dziewczynką. Tu odrobinkę dodam, tam ciut ciut poszerzę i wystarczy. Powstrzymam czas i nawet mi broda nie urośnie.

spodenki

Niestety. Marzenie ściętej głowy! Iga się w 128 już zwyczajnie nie mieści, a czasu nie da się cofnąć, ani zatrzymać, choćby mi 100 ptaków narobiło na kapelusz. Jak jakaś matka wariatka znowu uszyłam portaski w rozmiarze nieaktualnym i jeszcze zaszyłam dwie zakładeczki na przodzie, bo mi się wydawały za szerokie w pasie! I czy ja nie jestem jak jakiś Jańcio? co próbuje dokonać niemożliwego... cudu? 

bermudy

Powyżej widać zakładki. Kieszonki. I markowany rozporek. Przez to, że jest pozorny, jeszcze trudniej jest przekonać Igę, żeby się w portaski wbiła. Trzeba używać siły fizycznej i zachęcać do wciągania brzuszka.

Długość spodenek jest odpowiednia, za kolanko, ale tylko dlatego, że wykorzystałam całą długość kuponu, tego ślicznego niby-dżinsu w łączkę. Wykorzystując te 50 centymetrów miałam nieodparte wrażenie, że będą taaakie dłuuugie... takie... za kolanko???

rybaczki

Tył. Też w rozmiarze 128. Na szczęście nie wpadłam na pomysł odszycia tu zakładek, zaszewek, czy innych wygibasów i miałam trochę nadmiaru... w sam raz na gumkę. I takie mi się te bermudy wydawały duże! takie duuuuże. A dziewczynka moja taka jeszcze maaaalutka, a czasu nie da się... nie da! choćbym nawet przestała depilować na brodzie i się zapuściła jak zwierz.

bermudy

I nieodwołalnie muszę pozbyć się tych mini szablonów, w głupich mikro rozmiarach. Jakoś się ogarnąć! może czasem użyć miary centymetrowej? sama nie wiem... może... gdyby poszerzyć więcej i dodać sporo... a, nie! tfu! koniec! koniec!!! kończę definitywnie ze wzrostem 128! i od dziś przyrzekam kopiować tylko rozmiar 134. Wyłącznie! i niech mi mewa narobi do torebki i wyrośnie kaktus na dłoni, a broda na plecach, jeśli znowu spróbuję cofnąć czas.

spodenki dziecięce

A skoro nie da się cofnąć czasu, to może czas, żeby "Burda" też to zauważyła i zaczęła zamieszczać więcej fasonów w rozmiarach 134 - 158. Na zachętę, dla takich nieogarniętych matek jak ja, które się uczepiły tego 128? Co? Burdoooo? Nooo!


*W dzisiejszym wpisie używałam filmu J. J. Kolskiego "Jańcio Wodnik" 


PS Iga: "Mamo brzuszek mnie boli." ; Ja: Może po bobkach? ; Iga: "b o b k a c h??? chyba bóbkach?"

Aaaaaaaa!

brummblogging

Na zachętę wybrałam sobie do szycia model 139, z Burdy nr 4/2014. Śliczną, dziecięcą sukienkę ze skrzydełkami, o linii litery A. Zupełnie od czapy, bo Iga chodzi w sukienkach od wielkiego dzwonu i na nic mi ona, prócz zachęty oczywiście, nie jest potrzebna. Zwyczajnie chciałam trochę poszyć, ot tak sobie, niepraktycznie i dla zwykłej radochy twórczej. Oraz oczywiście, żeby zebrać cztery lajki i pięć uprzejmych komciów.

Jednakże jakoś tak nieoczekiwanie nastały upały, a Iga odczepiła się wreszcie od inhalatora i stwierdziła, że czuje się dobrze i idzie do szkoły. Proszę bardzo, proszę... będę miała całe przedpołudnie na dzierganie niepraktycznego fartuszka od czapy i radości szycia po same pachy. Proszę bardzo, zaraz ci naszykuję ubrankaaaa... aaaaaa... Aaaaa!

Przekopałam komodę. Aaaaaa! przeszukałam szafę... Aaaaaa! aaaaale gdzie są te wszystkie fajne portaski i szorty, które były na małą jak ulał, przeszłego roku? Aaaaaaaa! wszystko jakieś takie, napięte, niedopięte, kuse, wąskie... Aaaaa jutro 32 stopnie w cieniu i dziecko nieoczekiwanie chce iść do szkoły. Akurat.

Iga mocno wciągnęła brzuch i poszła. Ja natomiast, chcąc nie chcąc, a nawet bardzo nie chcąc i wcale nie chcąc, zabrałam się do szukania tkanin i wykrojów na portasy. Znalazłam cienką, fuksjową bawełnę i dobrałam do niej lamówkę ze skosu, którą sama wyprodukowałam, nożykiem do tapet. Pamiętacie? o tamtą lamówkę. Do niczego mi jakoś nie pasowała, aż do środy 21 maja, kiedy to natknęłam się nagle w szafie na tamtą fuksjową bawełnę. 

szorty

Zaczęłam od skrojenia bermudów za kolano. Swobodnych i wygodnych, z dużymi kieszeniami, wykończonymi wspomnianą już lamówką, co to ją sama wyprodukowałam. Rozporek jest fałszywy, a troczki u dołu niefunkcjonalne i służą tylko ozdobie i łachotaniu po łydach.

szorty

Wykrój wygrzebałam z koperty, szyłam już z niego bermudy w kwiaty. Szczodrze dodałam na szwy i hojnie na podwinięcia, mimo tego mam wrażenie, że powinnam była posłużyć się wykrojem w rozmiarze 134. Niestety prawdopodobnie za rok o tej porze, będę znowu biegać od szafy do szafy w panice, a następnie klecić wpis pod wdzięcznym tytułem: Aaaaaaa!

rybaczki

Z reszty kuponu skroiłam szarawary do pół łydki. Tak naprawdę nie mam pojęcia, gdzie się kończą na Idze, gdyż w międzyczasie przetoczyła się nad miastem burza z piorunami i jakoś tak się ochłodziło... ale przecież upalne lato za pasem i na pewno się przydadzą... aaaaa na razie trzeba się wybrać do piwnicy, po kaloszki.

szarawary

Z kieszeniami trochę sobie poszalałam, jest ich wszystkich sześć. Troczki tym razem są całkiem funkcjonalne i pozwalają ściągnąć nogawki u dołu... nie wiem w sumie po co? żeby gładko weszły w kaloszki? 

rybaczki

  Prasowanie tej bawełny jest czynnością całkowicie daremną i jałową, 60 sekund po odejściu od deski mamy już wyjściową mierzwę i możemy zaczynać od nowa. Na szczęście w przypadku szarawarów nie ma to większego znaczenia. Mogą się mierzwić i mnąć, mnieć... gnieść się mogą, ile chcą.

rybaczki

Cel terapeutyczny został osiągnięty bez udziału fartuszka, wyłącznie za pomocą fuksjowych bermudów i szarawarów. Zachęciłam się troszeczkę i chyba szycie znowu mnie kręci. Z czułością głaskam swoje liczne kupony, nabrałam ochoty na zakupy tekstylne i snuję śmiałe plany. Być może nawet wysupłam trzynastaka i kupię czerwcową Burdę, o której mizerocie i lichości już teraz krążą legendy na fejsie? kto wie? Przypuszczalnie w końcu zabiorę się za rolety rzymskie, o których opowiadałam Uli. Szorty, które obiecałam Krisowi i rybaczki bardzo potrzebne Marcelowi. Może nawet rąbnę małej ten fartuszek?

To pisałam ja, matka corocznie zadziwiona gabarytami swoich dzieci, które nie wiadomo kiedy, niepostrzeżenie, ukradkiem i w cichości powiększają się podstępnie, aż im kości trzeszczą, żeby mnie pogrążyć. Aaaaaaaaa!

"Ale mimo tego...

brummblogging

...jest całkiem wiosennie."

stwierdziła Iga (całkowicie od czapy) któregoś marcowego dnia, na spacerze.

Mimo tego, że termometr ZACIĄŁ się w okolicach siedmiu stopni. Że drzewa czarne stoją, bo pączki drżą na chłodzie i boją się popękać. Że chmury granatowe nad głową W KŁĘBACH i mimo, że z nich grad wielkości kurzych jaj... i WIATR POLARNY odmraża nam codziennie policzki, te policzki na pourywanych łbach. I czapki. I kurtki na podpince, a to już koniec kwietnia... Ale mimo tego jest całkiem wiosennie!

Tamtego marcowego dnia Mała powtórzyła swoje stwierdzenie jeszcze kilkukrotnie, zawsze od czapy i weszło ono na stałe do naszego rodzinnego słownika kodów i porozumień. Stało się (zależnie od okoliczności i intonacji) zaczepką, zuchwałą i ciętą ripostą, sposobem na zmianę niewygodnego tematu na inny, czasem równie niewygodny, wreszcie CAŁKOWICIE UNIWERSALNĄ odpowiedzią na wszystkie zbędne pytania.

Iga, prócz tego, że się wycwaniła, to jeszcze urosła. Zna chyba już ułamki, bo nosi się do pół łydki i na trzy/czwarte, a rękawki to głównie dwie/trzecie. Stwierdzam to dość niechętnie, bo szyć mi się nie chce. Szkoda mi resztek świątecznych porządków, których jeszcze nie pokryły szare koty. Gdyby nie brummblog z pewnością lansowałybyśmy radośnie tę nową, przykrótką modę...

Blog mnie jednak mocno motywuje i wydobywam kawałek sztruksu bawełnianego w pięknym, niedziewczyńskim kolorze. Kawałek ma 1,10mb więc, gdy się postarać, można z niego wyciąć spodenki i spódniczkę. Postarałam się. Skorzystałam z burdowych wykrojów na 116, według których już szyłam i tylko trochę je poprzedłużałam.

Spodnie.

Kieszenie zwykłe, wpuszczane, wykończone lamówką; z tej samej lamówki szlufki i taśma do karabińczyka. Z tyłu (niewidoczne dla oczu) dwie naszywane kieszonki, których dzieci NIGDY NIE UŻYWAJĄ.

Stębnowanie to nie jest coś, co najpiękniej wygląda na sztruksie :D więc ograniczyłam je do minimum: karczek, pasek i kieszenie. Do karabińczyka można podpiąc coś BARDZO WAŻNEGO, lub schować go do kieszonki. Kolor tkaniny jest naprawdę ładny; lazur :D no wiecie, coś pomiędzy błękitem a cyjanem, z lekkim, szarogołębim błyskiem :O

Chciałam uniknąć stębnowania rozporka, więc śliczny suwak Z SERDUSZKIEM podszyłam od lewej strony tak, jak wszywa się zamki kryte. Duży srebrny guzik jest ważnym i ciekawym detalem. Jeśli uznam, że spodnie są zbyt obszerne w pasie, prędko wszyję w tyły kawałek gumki. Tymczasem zaplanowałam ściągać je gumowym paskiem (niebieskie moro!) który ma śliczną sprzączkę i pasuje JAK ULAŁ.

Spódniczka.

Podobne kieszonki obszyte tą samą lamówką ze skosu. U dołu falbana krojona z koła. Brak rozporka. W pasie gumka TRZYKROTNIE PRZESTĘBNOWANA. Wszystkie dodatki w odcieniu miedzi.


Guzik, nabity dla zmyłki, jest tylko atrapą. 

Żeby Mała była MODNA SZALENIE naszyłam na spódniczkę metalowy suwak z serduszkiem, ostatni krzyk mody!

Iga, od wczoraj, niecierpliwie kręci się koło spódniczki :D chyba jej się spodobała!

Klątwa skręconej gumki.

- ani słowa o antykoncepcji - 

Dygresja Sfrustrowanej Krawcowej: KIEDYŚ, kiedy wszywało się gumkę do paska, siedziała ona na miejscu, gdzie trzeba, rozciągała się ile trzeba i była JAK TRZEBA sprężyta. Piękne czasy! OBECNIE, gdy wszywam gumkę zawsze mi się roluje! skręca się i wije. Spędzam godzinę, na próbach rozprostowania jej i umieszczania (w tunelu) jak należy. DENERWUJĘ SIĘ! kiedy z jednej strony mi się uda, to z drugiego końca wszystko od nowa ZWINIĘTE!!! Szpilkuję i stębnuję, żeby utrzymać ją w wymarzonej pozycji - na płasko, jednak wówczas tak się rozciąga, że praktycznie przestaje być funkcjonalna... a kiedy dam jej mniej, tak się zwija, że nie można jej wyprostować... a kiedy więcej, to jest za dużo.

Nasuwa się pytanie: czy coś jest nie tak ze mną, czy z tą gumą?!

Ale mimo tego jest całkiem wiosennie.

PS Kris: "Co chcesz na kolację?"; Iga: "Mój chlebek*, synkę z biedronki*, cekup* i miejsce na palusek*. Poproszę."

*mój chlebek - Iga jest bezglutenowa;

*synka z biedronki - dyskontowy wyrób wędliniarski;

*cekup - keczup;

*miejsce na palusek - to wędlina tak posmarowana keczupem, że zostaje puste miejsce na położenie przytrzymującego ją (podczas gryzienia) paluszka. Paluszek w żadnym razie NIE MOŻE pobrudzić się keczupem.

Cudowne portki Alladyna.

brummblogging

Przeszukiwałam "Burdy" rozglądając się za płaszczykiem dla Małej - przydałoby się jej takie okrycie przejściowe, przedmrozowe, późnojesienne - i mój wzrok padł na wykrój portek alladynek. Nigdy wcześniej go nie widziałam na oczy, choć to numer z 10/2008 i musiałam go kartkować około 476 razy. Widać, trzeba było 477, żeby dojrzeć i się zaciekawić.

Wygrzebałam dzianinę bawełnianą (tę od niewdzięcznej bluzki i wdzięcznego komina) i uznawszy, że wystaczy na spodenki - narysowałam wykrój, wycięłam i zeszyłam. Forma składa się z trzech elementów (dwóch prostokątów i trapezu) i powiedzieć o niej, że jest prosta, to za mało. Prościuch maksymalny! Wykorzystałam rozmiar 122 - największy - i mimo, że tylko odrobinę poszerzyłam na linii boku, jest odpowiedniej wielkości na Igę, która wymaga już rozm 128; nogawka ma długość 3/4.

Od siebie dodałam: kieszonki obszyte kremową wypustką, mankiety nogawek - lekko marszczące doły, koronkę, guziczki i sznurek zakończony koralikami. Poniżej widać wszystkie szczegóły na zdjęciu.

Kiedy założyłam je małej, nastąpiła chwila konsternacji :D nie wiedziała, czy to spodnie, czy spódniczka! Zbadała łapkami dół i zaskoczona stwierdziła, że to chyba spodnie :O Poinformowała mnie łaskawie, że są fajne, ale bardzo, bardzo gilają! :D

Gila ją (gilają) - oczywiście - ten nadmiar tkaniny w kroku, ale nie jest jej tam ekstremalnie dużo i układa się dość fajnie; może byłoby lepiej, gdyby dzianina była cieńsza i mniej mięsista?

Portaski alladynki polecam, nie tylko z powodu prostego kroju i łatwego szycia, ale także ze względu na ich urok. Polecam zawłaszcza tym mamom, które same (jak ja) nie mogą nosić podobnego kroju, ale podziwiają go skrycie. Wydaje mi się, że to model unisex, choć zapewne niejeden młodzik zechce z tą tezą polemizować.

Do uszycia w małą godzinkę.

Iga: "Mamo, dobranoc na jutrzejszą raność!"

Taka mała, a taka Hippie!

brummblogging

Sztruks lubię za jego fakturę, skład surowcowy i za jego niezwykłe, nasycone kolory. Zazwyczaj dobrze się z niego szyje i świetnie się nosi. Ten, który widać poniżej, kupiłam bez wielkiego przekonania i tylko ze względu na interesujący wzór. Pomyślałam, że powstanie z niego jakaś torba w stylu boho i zamówiłam jeden kupon (znowu jego wielkość wyznaczał raport wzoru) o długości 0,78mb tak trochę ni w pięć, ni w dziewięć.

Wrzesień - który nadciągnął nieoczekiwanie :D - zachęcił mnie do zrewidowania planów i postanowiłam uszyć coś cieplejszego dla Małej. Zdecydowałam, że będą to spodnie, bo są wygodnie i praktyczne; udało mi się tak wykorzystać tkaninę, że wystarczyło jej jeszcze na krótką kamizelkę. Plan układu wykroju był tak oszczędny, że nie pozostał mi prawie żaden skrawek tkaniny, jedynie kilka mikro-ścinków!

Tu powinny rozlegać się gromkie brawa ;D

Kamizelka wygląda tak:

Prawda, że ciekawy wzór? Ten barwny szlak organizował się u dołu kuponu; jest tylko na przodach kamizelki oraz na nogawkach spodni. Podkroje pach wykończyłam lamówką w kolorze brudnego różu; dodałam guziki w podobnym odcieniu. Tych samych dodatków użyłam do wykończenia i ozdobienia spodni:


Poniżej zbliżenie na kwiatowy wzór:

Kolejne zdjęcie prezentuje tył spodni. Bystry obserwator zauważy, że  wzór na obu nogawkach nie jest identyczny. Miałam następujący wybór: rozmieścić kwiaty jednakowo i otrzymać dużo, dużych ścinków, lub pozwolić na przesunięcie, ale zmieścić jeszcze kamizelkę. Ostatecznie uznałam, że symetria jest dla mięczaków ;D a dla twardzieli - kwiatkowy chaos!

Wykrój na kamizelkę pochodzi z "Burdy" dla dzieci nr 1/2010; podczas krojenia spodni, korzystałam z tego samego szablonu, wg którego powstały wrzosowe sztruksy; są na 116, więc troszkę je przedłużałam, są też lekko dzwoniaste, ale skorygowałam szerokość dołów nogawek - nie chcąc, żeby się mała w nich plątała.

Taka mała, a już taka hippie!


Torebka - równeż vintage - kupiona w lumpeksie. 

PS. Dziś Mała zwymiotowała - w aucie - na swoją kamizelkę i spodnie oraz na fotelik, torbę Chłopca i kilka innych... przez to jej hippie zestaw stał się jakby... bardziej autentyczny. Teraz się suszy.

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci