Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : sztuczny-jedwab

Maxi II.

brummblogging

No i co z tego, że Maxi I jest świetna i wystarczająca w zupełności? Ujrzałam TEN WZÓR i koniec. Przepadłam z kretesem. Na głowie stawałam, żeby się wyrobić... ZDĄŻYĆ i MIEĆ! A co z tego, że praktyczniejsze byłyby rybaczki trzy czwarte, trzecie czy czwarte? Przecież TEN WZÓR! No... i co z tego, że tam 32 stopnie w cieniu drzew oliwnych, a ja KRÓLOWA POLIESTRU będę kleić się i lgnąć do dwóch metrów sztucznego jedwabiu?

NO I CO?

 "Psychika kobiety, to wielki ciemny las. Wielu zbłądziło w nim śmiałków."

No... i pstro. Z tego lasu wylazłam w spódnicy!


Proszę bardzo! Kto by nie zwariował i nie uszył sobie Maxi II?

 No kto?

Niech pierwszy rzuci kamieniem! ALBO NOŻYCZKAMI :D

Kroiłam - zgodnie ze wzorem - po szerokości, choć to nie po bożemu i nie po krawieckiemu. Z nadmiaru skroiłam piękny, przebłękitny karczek. Wygląda na trochę niedoprasowany (i taki jest, w rzeczy samej) ale JESTEM Z NIEGO OKROPNIE DUMNA. Nie było mi z nim łatwo, ani przy krojeniu, ani podczas szycia...

Wzór rozplanowałam bardzo starannie i bardzo symetrycznie.

Zameczek w dziwacznym kolorze najwyraźniej przeznaczony był  Maxi II. Taka dobrana z nich para :O

Dół obrzuciłam ściegiem rolującym. Wspominać nie trzeba (bo widać jak na dłoni) że wygląda to doskonale!

Zrezygnowałam z marszczenia, ponieważ sądziłam, że zakładki będą MNIEJ ODSTAWAŁY. Niefortunnie dla mojej sylwetki odstawały takoż, albo i gorzej! Trochę mnie to zbiło z tropu. Potem sobie przypomniałam, że kroiłam NIEPOBOŻEMU i niepokrawieckiemu... i już chciałam pruć - a raczej odcinać, bo prucie jest dobre tylko dla Pana Krisa i TYLKO na A1 - po czym doznałam olśnienia!

Jak odetnę, to będę musiała MARSZCZYĆ (wszyscy już wiedzą, jaki mam do tej czynności, za przeproszeniem, stosunek) i ODŁOŻYŁAM NOŻYCE NA BOK. Zaszyłam więc tylko boczne zakładki - po dwie, po każdym boku, po tyle i po przedzie - żeby się nie rozkładały przedwcześnie i nie psuły mi i tak już popsutego (ciążami rzecz jasna) profilu na linii bioder. Teraz leży doskonale!

Gdyby kogoś niezmiernie interesowało, jak się w takiej Maxi II zwiedza, dajmy na to Volterrę,

to spieszę donieść, że o tak:

Jestem nią zachwycona! Ma jeszcze jedną MEGA ZALETĘ :O wbija się ją do torby, torbę wrzuca do bagażnika, przejeżdża się 1800km, wyciąga z torby, strzepuje (lub nawet nie!) i nadal wygląda wspaniale i nienagannie, i nie można po niej poznać tych dwóch tysięcy spędzonych w torbie, a torby w bagażniku... 

I wcale do mnie nie lgnęła, przeciwnie WIATR JĄ WICHRZYŁ malowniczo!

Proszę teraz o zwrócenie uwagi na sznureczek, który biegnie mi przez ramię na zdjęciu. Jest to PASEK OD TOREBECZKI. Torebeczka podobno od Zary, ale kupowana na allegro, więc mogłam źle zrozumieć intencję sprzedającego, może po prostu była "dostępna od zara" , a ja wariatka się podjarałam...

Zmieniłam jej marny koralik/zapięcie, na odpowiedni guziczek

i podszyłam ją podszewką, żeby mi się nie gubiły lentilki:

Lubię ją. Jest taka FRĘDZLASTA I WAKACYJNA.

Teraz - gdy ma podszewkę - jest jeszcze do tego PRAKTYCZNA!

PS. Świat chyli się ku upadkowi... Świadczy o tym dobitnie po pierwsze BRAK ANEGDOTKI, a po drugie to, że SŁOWACKIE LENTILKI NIE SMAKUJĄ JUŻ TAK, JAK DAWNIEJ!!!

Maksymalnie maxi.

brummblogging

Żyję ostatnio na wysokich obrotach.

W zasadzie ja już nie chodzę, tylko truchtam. Do kiblelka, np udaję się biegusiem; do kuchni (szósty raz z rzędu) pilnie... podbiegam. SPIESZĘ SIĘ CHRONICZNIE już od rana, od momentu odzyskania świadomości. Nawet bardziej, bo w snach (dotąd biernych i nieruchawych) też już ZACZYNAM SIĘ raźno UWIJAĆ. (czy ja już tego, w taki sposób, kiedyś nie pisałam???)

Ten galop wcale nie poprawia mojej sytuacji. Coraz częściej sprzedaję naokoło SLOGAN, ktory dotąd wydawał mi się tylko marną wymówką ludzi źle zorganizowanych: "Nie mam czasu!".  Niestety, jestem jak Kubuś Puchatek, im bardziej zaglądam do norki, tym bardziej go tam nie ma... nie mam... GO! 

Maksymalnie wykorzystane dni migają mi przed oczami.

Każda chwila użyta i zużyta... Szybko, raźno, chyżo... oddala się do osobistego lamusa.

Nawet, gdy sobie zrobię wolne przedpołudnie i wychodzę do piaskownicy, wszystko sprzysięga się przeciwko mnie... obłoki GALOPUJĄ przez podwórze, w te pędy, z zachodu na wschód i POSPIESZAJĄ MNIE. Czuję się jak chomik na kołowrotku. Niebo mi wiruje, a ja drepczę i drepczę... w miejscu. W końcu z niepokojem wystrzelam z podwórka jak torpeda i w pędzie szacuję straty niepowetowane... nie do nadrobienia. Trzy godziny podziwiania chmur kłębiastych i grubych cumulusów.

...A tam życie moje ZALEGA. NIEZMAKSYMALIZOWANE dostatecznie.

Szyję też maksymalnie. Możliwie NAJBARDZIEJ. Odhaczam podpunkty z listy zadań. Realizuję jeden i już rozpracowuję następny... Gdzieś w perspektywie 14 (niewyobrażalnie INTESYWNYCH) DÓB, podkreślony dwukrotnie na czerwono stoi jak byk: I KOMUNIA. Wizualizacja tego dnia sprawia, że osiągam prędkości nadświetlne... oczywiście nie w drodze do kibelka, tam dalej truchtam.

Maksymalna spódnica jest najdoskonalszym odzwierciedleniem mojego stanu ducha. Miała spełniać TYLKO JEDEN WYMÓG: być maxi. W trakcie roboty okazało się, że dobrze byłoby mieć o niej jakieś BARDZIEJ DOKŁADNIEJSZE (moje ulubione stopniowanie przymiotników) wyobrażenie... Bycie maxi skrystalizowało się tak:

Do karczka ze stalowej, cienkiej bawełny doszyłam KWIECISTY, marszczony dół ze sztucznego jedwabiu. Najpierw wydawało mi się, że wystarczy jedna szerokość materiału. Myliłam się. Docięłam drugą. Za dużo... Obfitość jak u Rubensa. Przycięłam pionowo z obu szerokości. Doszyłam... znowu JEDNAK jeszcze za dużo; tak jakby... Już nie jak u ww Petera Paula, ale jednak... Trudno! zostawiłam... głównie dlatego, że NIENAWIDZĘ robić MARSZCZEŃ.

Przyprasowałam żelazkiem, mniej się puszy. Karczek (górna krawędź tuż poniżej talii, jak lubię najbardziej) przepikowałam wielokrotnie. Zawsze podobały mi się w ten sposób zdobione góry spódnic i inne datale.

Niełatwo być BrummMaxiSpódnicą, aby to osiągnąć, trzeba mieć 108cm długości całkowitej, sięgać AŻ do podłogi i ZUPEŁNIE bezczelnie NIE MIEŚCIĆ SIĘ W KADRZE!.

W bocznym szwie - niezbyt dobrze ukryty - suwak. Dół obszyty ściegiem rolującym. Wygląda bardzo fajnie; lekko usztywnia dolną krawędź i sprawia, że JESZCZE BAJECZNIEJ się FALUJE.

Nie podszyłam halki. JESZCZE. Kris obejrzał mnie w spódnicy i stwierdził: "Widać ci nogi". Zgroza! Nóg widać być nie może!!! TO być NIE MOŻE... widać. Bardzo? widać? - zapytałam; "Jakby taka szła przede mną, to bym się gapił..." To mi w sumie wystarcza. Halka musi być. Przydałby się kawałeczek białego dederonu, ale nie mam aktualnie na stanie. Szkoda.

Za to mam bardzo fajną wrzosową bluzeczkę, jak ulał pod te fioletowawe kwiatki.

Oczywiście nie muszę pisać, że spódnica jest bardzo komfortowa.

 bo każdy wie, że JEST.

Karczek leży jak należy :D

Jest dobrze.

Tylko halki nie ma.

Oczywiście piszę o spódnicy, ale uszyłam już po niej ALBĘ (o której innym razem) i zaplanowałam pracę na najblizszy poniedziałek... i na wtorek. Mam już także wykrój na sukienkę w kropki dla siebie (do realizacji we czwartek...) której muszę uszyć próbną górę, bo nie mam pojęcia, jak będzie leżała :O

 Żyję maksumalnie na maxa i szyję maxi maksymalnie szybko. Ktoś, dla żartu, puszcza mnie na przyspieszonych obrotach i ma radochę, jak ŚMIESZNIE PODRYGUJĘ :O Mam we krwi maksymalne stężenia ADRENALINY i mam bez przerwy rozszerzone źrenice, żeby lepiej widzieć i szybciej ogarniać. Serce (jak u myszy) uderza mi nawet 700 razy na minutę.

Nie mam chwili do straceniaaaa!!!

PS Iga: "Śpicie jeszcze?"; Kris (zaspany) "TAK"; Iga: "To dlaczego gadacie?"; Kris: "Ty gadasz najwięcej!!!"; Iga przytomnie "BO JA NIE ŚPIĘ!" :D

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci