Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : eko-siatka

Mrs Green.

brummblogging

Mam ulubioną siatę na zakupy (wykonaną z eko-bawełny i kupioną za parę złotych) bez której ZUPEŁNIE SOBIE NIE RADZĘ w osiedlowym warzywniaku. Niestety z powodu swojego rozmiaru (który jak by nie było doceniam!) oraz wybujałej długości uszu (a tego już nie ogarniam...) ciąga mi się. Ciąga zwłaszcza, gdy jest porządnie obciążona... Czyli codziennie mi się ciąga. Przyznacie, że NIE JEST TO w ogóle NAJLEPSZY SPOSÓB PRZEMIESZCZANIA dla ulubionych rzeczy, a już szczególnie dla siaty i jej zawartości.

Nosiłam się z zamiarem skrócenia uszu, ale zdajecie sobie sprawę ile to roboty? Trzeba: wyciągnąć maszynę, zmienić nici na pasujące, coś wyciąć, coś podpruć, coś podszyć, coś poprasować... czas leci, a to tylko ucha! LEPIEJ USZYĆ NOWĄ SIATĘ, od razu idealnie dopasowaną sajzem do moich potrzeb i... możliwości. (na styku tych dwu , zawsze konieczny jest bolesny kompromis; POTRZEBY jakoś zawsze prędzej mi rosną niż MOŻLIWOŚCI!)

Z drugiej jednak strony... szyć jedną, POJEDYNCZĄ SIATĘ? i wiecie: wyciągać maszynę, zmieniać nici na pasujące, coś wyciąć, coś podpruć, coś poszyć... poprasować itd, czas leci, a to TYLKO JEDNA SIATA! Lepiej więc trzepnąć od razu dwie. Idealnie dopasowane. Dwie! tę drugą tak... na wszelki wypadek.

Obie siaty, wykonane z masywnej surówki bawełnianej - pozdrownienia dla Błażeja, jeśli czyta! - są do siebie bardzo podobne, ale nie KUBEK W KUBEK! ani nawet jota w jotę... choć obie są wypisz, wymaluj!

Każdą jedną ozdobiłam prostymi szablonami. Popaćkałam farbami do tkanin. Upstrzyłam. Przy okazji tych czynności (które zajęły mi pół dnia, a mogłam po prostu skrócić ucha!) WYMIENIŁAM KILKA UWAG z Marcelem, na tematy szeroko pojętej estetyki: "A co tu napisane? c o t t o n? aaa! EKO... nie będziesz się wstydziła z tym po ulicy chodzić???" i stylistyki: "Ale jedno na drugie ci nachodzi! Normalnie Iga by to lepiej rozmieściła!..." i sztuki W OGÓLE: "E! w ogóle to słabe jest..."

Przespałam się z nimi, z myślą o nich (i nawet z Krisem) żeby nabrać dystansu.

ZAPAKOWAŁAM/ROZPAKOWAŁAM.

ZMIERZWIŁAM/WYPRASOWAŁAM 

(oczywista na tyle, na ile to możliwe, przy surówce)

 ...Czy ja wiem, czy się z Młodym zgadzam, czy nie...   Porządne siaty i już. Mocne. MOOOCNEEE!  ale żeby od razu wstyd? i że za co, że 100% cotton? to lepiej by było 99% poliester i 1% elastan? :O

 W środku też żadnej fuszerki. Schludnie i skromnie (jak u Karmelitanek Bosych) zgodnie i wygodnie - KIESZONKA NA SUWAK, na telefonik, i na portfelik. Przydaje się, kiedy rezygnuje się z resztek kobiecości (nie, no po co mi torebka!) na rzecz praktyczności (piłeczka, laleczka, różowe frisbee) i zabiera "TYLKO" SIATĘ.


Siaty są BEZ PODSZEWKI, co nie wyklucza ładnie wykończonego wnętrza.

Dla porządku podam WYMIARY:

45cm x 45cm x 45cm (ucha)

Idealne proporcje! :D

Oczywiście w tekście, W PODTEKŚCIE, miedzy wierszami (dla inteligentnych i bystrych umysłowo) zawarte są wszystkie ważne ekosugestie, i zielone wskazówki, i szacunek dla Matki Ziemii, i walka z sinicami, i zapobieganie degradacji, dewastacji... i rozkładowi!... A nie, sorry! jesteśmy akurat ZA ROZKŁADEM! Jak przystało na Mrs Green, nie będę tego wszystkiego wykładać literalnie, bo SAM TYTUŁ  wiele wyjaśnia ŁatwoKojarzącym!

Niech Żyje Recykling! :D

PS. IgaWiecznieGłodna: "Mama daj banana"; JaWiecznieWKuchniZajęta nie odwracając się od zlewozmywaka, myję, obieram, rzucam skórę pięknym lobem wprost w cel i podaję (bezwzrokowo) banana w tył; Iga zaniepokojona: "Mama! a co to sa te takie nitki?"; Ja zaniepokojona zapóźnionym rozwojem mojego dziecka: Oj Iga! przecież banan MA takie nitki...; Iga mocno zaniepokojona: "Ale TE TAKIE NITKI?!";

Ja zrezygnowana: Banan, dziecko ma...

Iga: "ALE NA ŚCIANIE!!!"

Odwracam się, a tam na ścianie siedzi OGROMNY ZEGAREK wielkości dziecięcej ręki! FUJ!!!

Torba do przy(e)noszenia szczęścia.

brummblogging

Ponownie wykorzystałam tkaninę, z której szyłam niedawno śniadaniówkę. Dopiero teraz - po wielu latach spychania jej na bok - w pełni ją doceniam. Doskonale się z nią pracuje, jest masywna i ma świetne wzory w dość niezwykłej kolorystyce: WYRAZISTY KOBALT i OSTRA MUSZTARDA! Uszyta z niej torba, o nieskomplikowanym kroju, prezentuje się wspaniale. Mogłabym taką nosić, ale nosić TEJ nie będę... będzie prezentem :D mam nadzieję, że trafionym.

 Wielokrotnie zdarzyło mi się spotkać na swojej drodze czarnego jak węgiel KOMINIARZA. 

...A Wam?...

Instynktownie wówczas moje dłonie ZACZYNAJĄ BŁĄDZIĆ po rozmaitych częściach garderoby w poszukiwaniu GUZIKA.

Suwak, napka, haftka, sprzączka... boszsz... NIE MA! nie ma guzika! 

Przepadło! Usmolone sadzą MOJE SZCZĘŚCIE! ODDALA SIĘ w kierunku pobliskich kominów...

Nie dla mnie zdrapki, loterie i lotto... nie dla mnie sen o milionach i luksusach... wszystko przez ten przeklęty BRAK GUZIKA...

Dlatego właśnie Torbę do przy(e)noszenia szczęścia zaopatrzyłam w guziki. Naszyłam je tam, gdzie wyraźnie sugerował to wzór i bynajmniej nie poprzestałam na jednym, który mógłby PRZYPADKOWO odpaść, łatwo się zagubić i NIE SZCZĘŚCIE gotowe, naszyłam ich SIEDEM! Siedem to liczba magiczna i - co każde dziecko wie - u ludów azteckich była symbolem siedmiu gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy; SYMBOLM OBFITOŚCI.

Torba ma wymiary 46x43cm i dość długie - na 50cm - chabrowe ucha z taśmy parcianej. Cała jest wzmocniona sztywnikiem, dzięki temu ładnie zachowuje kształt i pięknie się prezentuje. Niektóre części wzoru przepikowałam po ich obrysach, czego nikt nie doceni, czego KOMPLETNIE NIE WIDAĆ, ale przynajmniej co trzyma wzmocnienie na miejscu.

Wnętrza ma przebogate! Wykończona jest podszewką; zapina się na magnesik i ma trzy kieszenie na cenne drobiazgi w tym: jedną zapinaną na zamek i jedną dwudzielną (dla łatwiejszego panowania nad zawartością). Górna krawędź jest dwukrotnie przeszyta dekoracyjnym ściegiem. 


Tak wygląda kiedy stoi.

Szyła się szybko i bezawaryjnie.

W zasadzie od początku do końca w stylu klasycznym, z dbałością o każdy detal. 

Wykonałam ją z myślą o konkretnej osobie (rzadko mi się to zdarza)  mam nadzieję, że ONA JĄ POKOCHA, a ONA będzie jej dobrze służyła

Jeśli nie... NIE SZKODZI, może ją sprzedać na eBayu i zgarnąć kupę pieniędzy - nie obrażę się :D 

 

W końcu to Torba do Przy(e)noszenia Szczęscia! sprzeda się za kupę hajsu!

PS Iga, którą gnębią spadki napięcia i krótkie przerwy w zasilaniu: "Mama! to są moje rzecy, TAK? i NIE DZIAŁAJĄ! Ta kacka nie mówi, a ten zegar nie klasce! ani nie tyka. NO! ROZUMIESZ COŚ Z TEGO?"  :D

Dzień Wagarowicza.

brummblogging

Pierwszy dzień wiosny. POGODA jakoś nie sprzyja i NIE ZACHĘCA. Marzanna SAMA idzie dziś do morza utopić się szybko. Siedzę i próbuję pisać. Za mną Iga grzebieniem mi grzebie. Wyciąga wszystkie luźne włosy i swobodne myśli. Tracę je... spadają na podłogę. "To musi zaboleć!" zapowiada Mała. Ten wpis, czy te spinki? Przyprawiła mi uszy i woła: "Cześć klóliku!"... No!... Mów - ceść!, noooo mów!". 

Cześć!

poruszam noskiem zabawnie (tak przynajmniej uważa Iga)

Dziś pierwszy dzień wiosny! :O

Wczoraj - w przeddzień pierwszego dnia - szyłam siatki z kolorowej bawełny. Takie tam, PROSTE... do przynoszenia wiosennych nowalijek i pierwszych (zapowiadających lato) kwiatów kalafiora. Zmieści się też bagietka - na sztorc - koperek, ogórek i mleko acidofilne; 6 jaj od kury, co ma powiększoną klatkę i własną grzędę, więc znosi po 2zł... z tej wygody.  Na młode kartofelki należy kupić "zrywkę" i do drugiej ręki, bo dbamy o kręgosłup.

Skład: bawełniane, barwne płótno, 100% IKEA. Wewnątrz poliestrowa, pistacjowa podszewka. Wymiary: 42x47cm (w przybliżeniu); parciane, białe ucha długości 42cm jeżeli siata nie jest przeciążona; dwie kieszenie - jedna z przodu i druga w środku; gdzieniegdzie wzmocnienia z fiseliny lub cienki sztywnik.

Nic szczególnego. Tylko tyle, żeby ten kalafior i koperek było jak zabrać. I jaja komfortowo zniesione.

Druga prawie identyczna. Tkanina i wymiary podobne; różowe ucha i wrzosowa podszewka pasują bardziej do jej niezwykłej kolorystyki. Kieszenie jak wyżej i fiselina też jest... gdzieniegdzie. Obie siatki wykonałam z resztek materiałów, stąd nieoczekiwane łączenia, cięcia i gięcia. 

Kwiaty są podobno BARDZO MODNE tej wiosny! :D

Wszystkie stębnowania wykonałam ściegiem owerlokowym, co daje bardzo wiosenny efekt zwłaszcza, że użyta do nich nić jest turkusowa. Parcianą taśmę złożyłam na pół i przeszyłam wsuwając do środka sznurek, to zapewnia wygodę NOSICIELCE.


Siatki w kolorowym duecie.

Światło rano było bardzo marne (teraz, TERAZ to słońce się nawet próbuje przedrzeć) więc zdjęcia są słabe. Gdyby nie kolorowy marsz szkolny, który właśnie z jazgotem przetoczył się pod oknami, trudno byłoby w tę dzisiejszą wiosnę uwierzyć. Dziś jeszcze tylko bieg po zakupy, sterta prasowania, gotowanie obiadu, małe sprzątanko, galop na karate i około godziny 22 ufff! mogę sobie spokojnie zacząć WAGAROWAĆ. 

PS Dzieci jedzą kolację. Iga zrywa się i po chwili wbiega do sypialni wrzeszcząc: "Marcel siedzi na stole i kłamie!" ; Marcel wpadając tuż za nią: "Wcale nie kłamię!";  Iga: "O!  telyz kłamie, ze nie kłamie!!!" :O

Boję się Ciem.

brummblogging

Czarna siatka czeka już od kilku dni, na swoje pięć minut na blogu. Stoi trochę w opozycji do swojej poprzedniczki i ciągną do niej raczej motyle nocne; przeznaczona jest więc dla miłośniczek mocnych wrażeń. Boję się ciem, więc stanowczo nie jest "na mnie" szyta ;)

Siostra bliźniaczka seledynowej - trochę jakby w negatywie, co nie świadczy o niej wcale źle - ma takie same wymiary, tylko ucha jej się wydłużyły do 47 centymetrów, co pozwala nonszalancko zarzucić ja na ramię.

Trawiastozielone ucha sprawiają, że jej mroczny, nocny look staje się trochę łagodniejszy.

Tkanina z której powstała, to bawełna z domieszką; nadruk teczowo-brokatowy. Wewnątrz wykończona jest podszewką i ma kieszonkę zapinaną na suwak. Dno i góra siatki wzmocnione są sztywnikiem.

Gdybym miała wybierać, która bardziej mi się podoba, miałabym powazny dylemat. Może jedynie obawiałabym się, że mnie będą ćmy obsiadały...

Powyższe zdjęcie przedstawia siatkę zapakowaną i gotową do drogi. Mam wrażenie, że poszłaby ze swoją właścicielką nawet na koniec... miasta.  

BrummBLOGowanie jeszcze dwa słowa bez związku :) blog okazał się dla mnie ogromnie mobilizujący i inspirujący. Od dawana nie szyłam tak dużo i nie miałam tylu pomysłów; mam wrażenie, że się rozwijam (wiem, to może przesadnie optymistyczne) i że zrobiłam wielki krok naprzód, mając nadzieję, że nie stoję nad przepaścią ;) 

Prace tu pokazane, to nie żadna ściema :D  naprawdę je noszę (dzieciakom też zakładam, nawet jesli nie chcą hehehe) są praktyczne, tanie i oryginalne. Oczywiście brummblog nie istniałby bez Was, Wy mnie podkręcacie i napędzecie - dzięki!

Mam już gotowe dwa następne wpisy - byłam bardzo pracowita w minionych dniach - więc bójcie się! Słonecznie pozdrawiam znad morza!

Siatka na motyle.

brummblogging

Uszyłam dziś siatkę, która pomoże każdej dziewczynie odkryć w sobie zacięcie lepidopterologiczne. Służy ona do łowienia motyli w środowisku miejskim. Swoim niebanalnym wyglądem przyciągnie z pewnością wiele interesujacych okazów:

Uszyta jest z seledynowej, bawełnianej tkaniny; posiada żółte parciane ucha, kieszeń na zewnątrz i drugą (dla bezpieczeństwa zapinaną na suwak) w środku. Wykończona jest zieloną podszewką.

Siatka ma piękny, barwny - brokatowo/metaliczny - owadzi nadruk, który wabi zaciekawione motyle. Aby je schwytać, wystarczy złapać ją za ucha i wykonać nią obszerny zagarniający ruch.

Jej wymiary - szerokość 42cm, wysokość 44cm i głebokie denko 10cm - zapewniają odpowiednio dużą i komfortową pojemność. Ucha o długości 35cm są niezwykle chwytne.

Powyżej rzut oka do jej wnętrza.

Mimo, iż siatka została zaprojektowana z myślą o jakiejś młodej entomolożce, może być używana do przenoszenia, z miejsca na miejsce, rozmaitych przedmiotów lub używania bez wypełniania, wyłącznie dla wywarcia silnego wrażenia.

Siatka na motyle otwiera mini kolekcję letnich siatek i będzie ją można - wkrótce - nabyć, drogą kupna. Podczas jej powstawania nie ucierpiał żaden motyl.

Proszę o opinie i uwagi. 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci