Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : dzins

Podwójnie kultowa.

brummblogging

Zajmują mnie w ostatnich dniach dwie sprawy. Każda z nich, z osobna, spokojnie mogłaby wyjąć mi 20 lat z życia i jeszcze nie byłaby skończoną, więc same rozumiecie, że nie mam chęci i czasu na szycie. Jedną z tych rzeczy jest sprzątanie w szafie z ubraniami sezonowymi. O, ja cię kręcę! Porządkowe sepuku. W pale się nie mieści, ile tam się tego wszystkiego mieści, a przynajmniej połowa jest absolutnie zbędna. W tym roku wywalam bez litości! Oczywiście bez litości dla garderoby innych domowników, swojej czasem okazuję łaskę. O, ja cię kręcę.

Drugą rzeczą, która mnie pochłania, jest Hallelujah na pianino. Poczyniłam już pewne postępy, mianowicie gram z nut. Serio. I nawet dwoma rękami naraz, choć wymaga to mozolnej pracy i wielu, wielu, wielu godzin ćwiczeń. Tak w zasadzie mogłabym spędzić resztę życia sprzątając w tej szafie i dziobiąc Halleluja oraz przemieszczając się spod sterty lumpów do keyboarda. 

Jak mnie zaczyna rwać kość ogonowa, idę do szafy, jak mnie łupnie w kręgosłupie, idę posiedzieć przy klawiaturze. Takie wiodę emocjonujące życie, że gacie spadają. Ale! ale tak sobie krążąc w te i we wte, rozmyślam. Serio. Tego nie da się wyłączyć. Rozpatruję taką ewentualność, że gdybym uszyła, tfu! na psa urok, ale jednak , gdybym uszyła co roku, jedną fajną nową rzecz ze starych dżinsów Krisa, to być może jeszcze przed emeryturą, pozbyłabym się połowy mojego zapasu spodni Krisa, których żal wyrzucić?

Uszyłam już bombową kamizelkę ze starych spodni. Pamiętacie? pisałam o niej tam: Dzika Żądza. Wciąż bardzo ją lubię i chętnie noszę. Teraz padło na torbę. Kształt natychmiast przyszedł mi do głowy, usiadłam na stercie ubrań i naszkicowałam go na skrawku karteczki. Nic skomplikowanego, wyokrąglona komora główna, owalne dno i pasek. Potem machnęłam półkoliste cięcia, które umożliwiły mi skrojenie torby ze spodni i już. Ciach, ciach ciach!

torba

Szycie przypominało klasyczną, mało śmieszną komedię pomyłek. Nawet nie chce mi się o tym pisać. Wspomnę tylko, że przypięłam dno szpilkami do górnej krawędzi torby... stwierdziłam, że jest za duże, więc je przycięłam; upięłam ponownie i wywróciłam torbę na prawą stronę, a tam... wszystkie kieszenie w dół. Odpięłam dno, przymierzyłam je do dolnej krawędzi i okazało się, że jest zbyt małe! Tak! zgadłyście... brakowało dokładnie tyle, ile odcięłam. O, ja cie kręcę! nie miałam już tkaniny, aby skroić nowe, więc improwizowałam. 

torebka

Na każdym zakręcie ułożyłam niewielką zakładkę, pozbywając się w ten sposób, raz na zawsze, problemu zbyt małego dna. Okazało się, znacie to przysłowie o głupim? co ma szczęście? okazało się, że te zakładki wspaniale modelują komorę główną i nadają torbie fajny, baryłkowaty kształt. 

Phi! nie mam kompleksów, największych wynalazków dokonywano przez przypadek, lub przez pomyłkę. Na przykład Walter i jego dziewczyna, (nie ten Walter, co gotował na pustyni, inny...) rzucali się na plaży formą do ciasta i wymyślili frisbee!

torebka dżinsowa

Wracając do torebki, zupełnie zapomniałam skroić wewnętrzne odszycie. Kiedy przyszło do łączenia podszewki lekko się stropiłam. Dżinsy się dawno skończyły, a tu brak pliski! Musiałam pociąć kieszenie i sztukować ją z kawałeczków... o, ja cię kręcę, zabawy było co nie miara!

Torba jest duża, a miała być jeszcze większa, ale wystąpiły pewne p r o b l e my... trzeba było co nieco przyciąć po bokach; dlatego potem tak  ochoczo zmniejszałam dno, którego w efekcie mi zabrakło i... nie, naprawdę nie chce mi się o tym pisać. Jest duża, choć miała być większa. Kropka.

torebka

Do wykończenia torby użyłam podszewki, którą od dawna bardzo chciałam gdzieś wszyć, ale nigdzie mi nie pasowała. Wreszcie się udało, pasuje jak ta lala! 

torba

Ścieg na kieszeni odszyłam grubą, szarą nicią do dżinsu tą samą, którą wystębnowałam resztę szwów. Dopiero teraz zauważyłam, że skorzystałam z tego samego rysunku, który zdobi kieszenie kamizelki! To musi być jakiś znak! znak... czy ja wiem... znak dobrze wykorzystanych dżinsów?

torba

Torba jest wspaniała i kultowa podwójnie. Po pierwsze powstała z dżinsów Krisa, wooow! po drugie samodzielnie ją zaprojektowałam wooooow! i zszyłam! Teraz mogę sobie spokojnie siedzieć pod szafą, na stercie ubrań i napawać się swoim talentem. A jak mnie rozboli kość ogonowa, to pójdę pokaleczyć Hallelujah.

Pa!  Pa!  Pa!


PS Iga ściszonym głosem: "Mama, a temu Pawełkowi, to musieli wyciąć orzeszki. Dlatego teraz tak cicho mówi i ma ciągle otwartą buzię."  

Ciśnie mnie tej wiosny sznur...

brummblogging

Zjawiła się! Oddychałam nią, więc wiem, co mówię. Wzięłam dwa głębokie machy, nad morzem w Brzeźnie, zakręciło mi się w głowie i zaszumiało jak należy. Mewy krążyły mi nad głową i pod stopami. Potem przydybałam ją w lesie. Żadne tam śniegi topniejące nie mogły mnie zmylić. Ugrzęzłam w lepkim błocku i od razu poznałam! Dziś wszystkie moje przeczucia potwierdziła przebieżka do Biedronki, w pełnym słońcu i z pełną siatą. Zjawiła się i wiem, co mówię, bo w moim kobaltowym płaszczu chadzam wyłącznie wiosną!

Wiosna. Dla Igi nie całkiem piąta, ale dobrze wykorzystała te cztery, którymi dysponowała. Wyrosła. Wyrosła sobie i włosy, i nogi. Wydziewczyniła się. Skurczyła wszystkie buciki i rajtuzki. Nosi "Burdowy" rozmiar 134! Zszywam spodnie po lini boku i nie dowierzam :O 70 centymetrów ściegu! olaboga!

Na komplecik, stosowny do pory roku, wybrałam błękitny dżins, drukowany w gwiazdki. W "Burdzie" już zwąchali, że Iga wyrosła i zamieścili kilka modeli w rozmiarach 134-158 ZUCHY! Korzystam z wykroju na spodnie i kamizelkę w stylu lat '80. 

Nabijam ćwieki. 

Wszędzie :D

Tkaniny nie miałam zbyt wiele - polecam Wam tę metodę, działa bardzo mobilizująco na szare komórki - ale udało się skroić, troszkę oszukaną, kamizelkę :D brak jej kołnierzyka, ale poza nim, to niczego jej nie brakuje!

...nawet ćwieków.

Może nawet zwłaszcza ich :D

Podkroje pach wykończyłam dzianinową, kremową lamówką. Wykorzystałam zupełnie nowatorską, jeszcze nieopatentowaną,  metodę lamowania z utrudnieniem. Nie wiem, czy się jeszcze kiedyś na to zdobędę.*

Wiotką jak rozgotowane spagetii, lamówkę złożyłam na pół i doszyłam - odciętymi brzegami - do krawędzi podkrojów. Potem przewinęłem ją do spodu, ukrywając doszycie i pozostała mi wykończona/złożona krawędź, którą wystarczyło tylko nastębnować :D hehehe wystarczyło... tylko... hehehe!

Kamizelka (w odróżnieniu od spodni) w ogóle nie ma zapięcia. Luzem się ją nosi...

...po prostu i bez niepotrzebnego się spinania.


Gdyby Iga wdziała na siebie ten wiosenny komplecik, czarną bluzeczkę i zabrała ze sobą torebkę; położyła się zupełnie płasko... jeeeeszcze bardziej płasko, najpłaściej... i zgubiła gdzieś głowę (to jest do niej całkiem podobne) wyglądała by tak:

Wiosna ją wyciągnęła na 134cm w górę, w kierunku słońca.

Nie ma co się oszukiwać... po moim maleństwie została tylko sterta minirajtuzków i minibucików :O

Wiosna. Dla mnie już... hmmmm któraśtam kolejna. Na pewno nie wykorzystałam swoich, tak jak Iga, bo mam tylko 178* wzrostu. Gdybym pięła się w górę - jak ona - miałabym kilometr wysokości i sięgałabym głową powyżej pułapu pierzastych cumulusów. Leń ze mnie. Śmierdzący.

*to jakaś frojdowska pomyłka i myślenie życzeniowe... mam tylko 176cm, same widzicie, że mogłam się bardziej postarać.


PS W Biedronce przechodzimy krótki kurs wychowania seksualnego: Iga bierze prezerwatywy: "Kupmy to!"; ja odkładam je stanowczo na miejsce. Iga bierze prezerwatywy: "Kupmy to! co to jest?"; odkładam je stanowczo na miejsce i tłumaczę, co to jest i do czego służy.

Iga: "Będę miała tylko jedno dziecko, bo dwoje to za dużo roboty. I będę używacielką TYCH BALONIKÓW" 

Dziś w biedronce Iga bierze prezerwatywy. Ja odkładam je stanowczo na miejsce. Iga zdziwiona: "Kupmy te baloniki, pseciez ty i tatuś nie chcecie mieć juz dzieci!" :D

SILL.

brummblogging

Kris twierdzi, że to jest RYBA:

Tam na kieszeniach...  i jeżeli to jest ryba, to musi to być śledź. No! a jeśli TO JEST ŚLEDŹ ho! ho! to z całą pewnością jest to sill czyli tłusty, szwedzki śledź. Natomiast, jeśli to jest NAPRAWDĘ szwedzki śledź... to znaczy, że ferie zimowe już za pasem :D

Ja twierdzę, że to jest alternatywny PĘPEK. TO tutaj, na pasku. Dla kogoś, kto miał plastykę brzucha i mu zapomnieli urządzić nowy. Albo drugi pępek dla mnie :D idealnie okrągły, lokalizujący się tuż pod anatomicznym, wsobnym i lekko zniekształconym ciążą jedną i drugą.

Sprzedawca twierdzi, że to jest dżins CIEMNY GRANAT.  Nawet byłam skłonna przyznać mu rację. Kiedy otworzyłam paczkę i gdy pokazywałam tkaninę na fejsiku, i nawet byłam skłonna, kiedy kroiłam spodnie.. Podczas szycia cały granat  się STARŁ, pozostał tylko ciemny...


To jest NIĆ DO SZYCIA DŻINSU! Phi! kto tak twierdzi? zapytywałam samą siebie... taka jest słabo skręcona i... phii! Napięłam się i nić napięłam. I mocniej... i baaaardzieeej :O ale nie umiałam jej przerwać. Może, gdybym zjadła tysiąc kotletów? ale nie, muszę to potwierdzić, to jest mocna nić do szycia dżinsu. 

Nicią tą fajnie się stębnuje i ściegi są WYPASIONE... jak szwedzkie śledzie.

"Burda" twierdzi, że TO JEST ROZMIAR 42. Konkretnie burda czwarta z roku 2010. HA! no jeżeli to jest czterdzieści dwa, to chyba szwedzkie :D tłuste jak matias przed pierwszym tarłem. Oczywiście cały nadmiar ścinałam, z dwustron, starannie owerem.

Fason (model 120) ma 5 LEGENDARNYCH KIESZONEK i jest w oryginale rurkowaty. Ja - gdzieś na poziomie kolan - zaniechałam dalszego zwężania i wyszły mi proste, klasyczne dżinsy. Za kupon tkaniny ze streczem zapłaciłam 23zł i żywię nadzieję, że uda mi się jeszcze wycisnąć z niego portki dla Igi. 

Następnym razem na pewno zaopatrzę się w NITY

i będę się z nimi mordować

i może nawet stracę palec, albo całą rękę... nieważne!

Chcę być przynajmniej w połowie tak PROFESJONALNA, jak Bartas :D

Twierdzę, że to jest WPIS. Nie jest może najwyższych lotów i każdy by mógł, każdy z około czterech tysięcy siedmiuset osiemdziesięciu czterech mieszkańców Monsteras mógłby z łatwością napisać go po szwedzku zagryzając śledziem. Bez wysiłku. Trudno :D 

Na szczęście zimowe ferie już za pasem!

PS Trochę mi wstyd, że NIE MAM dla Was ANEGDOTKI. Wiem, że siedem ósmych odwiedzających czyta tylko tę część tekstu pod pe esem... Trochę się zaniedbuję ostatnio. To proces zamierzony, ale o tym innym razem!

Spódnica Sezam.

brummblogging

Spódnico! Uuuszyyyyj się!

Magiczna formuła działa nawet wówczas, gdy się dysponuje tylko dwoma rozbójnikami.

I nawet wtedy, kiedy jest się tylko Babą bez Ali.

 

Tkaninę znalazłam na allegro i od razu dostałam TWÓRCZEJ PALPITACJI. Następnie doznałam iluminacji, wizualizacji i finalizacji transakcji. Przedmiotem ww. był JEDEN METR dżinsu przeszywanego, jak barszcz taniego, w kolorze classic blue.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, co to dokładnie znaczy "przeszywany", ale już przypuszczałam, domniemywałam sobie, że się wspaniale nada na prostą, długą spódnicę. Nadał się A JAKŻE, a jako bonus ma wbudowaną funkcję STRETCH. Dzisiaj tyle obco brzmiących wyrazów :O mam nadzieję, że nadanżacie? :D

 

Zagadnienie stretchu zobrazowane jest zdjęciem.

W ściegu dekoracyjnym od spodu, zamiast nici, użyto GUMKi KAPELUSZOWEJ :D 

... no a szyje się to tak :D

"No niejeden się tu głowi,

Jak to się robi.

Co? a robi się to tak... Na to zawsze gotowi."

Paktofonika

Owijamy się materiałem DOŚĆ CIASNO, on sam rozciąga się gdzie trzeba i kurczy gdzie należy, PRZESZYWAMY JEDEN SZEW tyłu, ścinamy nadmiar z szerokości i GOTOWE! Oczywiście nie można zapominać o niewielkich zaszewkach na wypukłość moją przednią, oraz większych nieco zaszewkach na wypukłość moją większą (nieco) tylną. Pasku. Suwaku. Rozporku. Ręcznym dzierganiu dołu... i szlufkach.

To wszystko jednak PIKUŚ i mówię Wam szyje się PRAWIE SAMA i w dodatku PIORUNEM! 

Pasek modelowy skroiłam "po długości" dlatego nie ma przeszyć, czyli JEST GŁADKI (to dobrze!) ale RÓŻNI SIĘ NIECO ODCIENIEM (to gorzej...).

ROZPOREK LISTOPADOWY z kontrafałdą. Zapewnia swobodę ruchu i

nie powoduje przeciągów.

Wewnątrz sprułam dekoracyjne ściegi, żeby uniknąć niepotrzebnych zgrubień.

Zamek wszyłam DO OPORU. Przyoszczędziłam na guziczku. 

Oczywiście spódnica leży doskonale!

Zarówno PRZED OBIADEM, jak I PO, a także W TRAKCIE.

...podobnież w SZAFIE:

Z moich doświadczeń wynika, że porządna dżinsowa spódnica jest praktycznie niezniszczalna. Moja poprzednia przeżyła czasy panieńskie i małżeńskie, dwa remonty, dwie ciąże i tyleż samo karmień, nieskończoną ilość zwężeń :D i ponownych popuszczań :O w szwach bocznych (przezornie ponaddwucentymetrowych) a nadal nie mam dobrego powodu, aby ją wywalić :O

W związku z tym, kolejną taką uszyję sobie gdzieś za 25 lat. Mniej więcej :D

Będziecie czekać?

Jeszcze mi został kawałek tkaniny na torbę, będzie taki prosty, harcerski chlebaczek :D

 

PS Nasza Pani Ela choruje na gardło. Marcel ma cały tydzień zastępstwo. Codziennie wymyśla 100 powodów, dla których nie może iść do szkoły. Po powrocie przytacza 100 argumentów, dla których nie powinien był tam być :D Między innymi: "Ta pani TAK NA MNIE PATRZY! chyba się na mnie uwzięła!" oraz "Ja tylko wymagam trochę, wymagam... ekchem... odrobinę, tego... od TEJ... no BABY, wymagam odrobiny SZACUNKU DLA UCZNIA! ona mówi na nas BEZMÓZGIE STWORZENIA! wyobrażasz to sobie??? i NIE ROBI NAM PRZERW!!!"

Nie wyobrażam sobie.

Stara rzecz, a cieszy!

brummblogging

Często działam intuicyjnie i emocjonalnie, jednakowoż podczas kupowania dziecięcych ubranek samoczynnie przestawiam się na tryb EKSTREMALNIE PRAGMATYCZNY. Chłodna kalkulacja zazwyczaj wiedzie mnie wprost do drzwi z napisem EXIT. Podczas gorączkowej ewakuacji przesuwają mi się przed oczami ASTRONOMICZNE CENY a gul mi skacze niemożliwie!

O matko!

Dużo lepiej odnajduję się w rzeczywistości wyprzedażowej, ale i wówczas jestem rozsądna i racjonalna jak młody docent instytutu fizyki doświadczalnej uniwersytetu białostockiego. Kalkuluję, przeliczam, szacuję... oceniam. Dokonuję setek zawiłych obrachunków na sekundę. PORÓWNUJĘ.

Najkorzystniej jednak uszyć... o matko!

Kiedy już kupuję, to zawsze ZBYT DUŻE. Nie ZBYT zanadto, ale jednak porządnie za duże. Musi być na wyrost, bo jeśli nie jest, to już w domu wydaje się jakby małe. Akuratne niby, ale obcisłe JUŻ BARDZIEJ. Nie ma nawet co marzyć, że po sezonie smyka DO ŚRODKA WCIŚNIEMY... 

Najgorzej z bucikami. W zasadzie ZAWSZE potrzebne są kolejne. Nawet, kiedy wracamy z Deichmanna, już moglibyśmy spokojnie zawijać do CCC. Na szczęście niedaleko pada jabłko i moje dzieci wybierają dla siebie zawsze obuwie ZBYT DUŻE. Musi być na wyrost, inaczej wrzeszczą, że ciśnie :D

Jestem z nich taka dumna!

Moim rekordem jest ZIMOWA KURTKA, którą kupiłam dla Chłopca, gdy miał roczek i nosił ją PIĘĆ SEZONÓW. "Jaka śliczna dziewczynka w uroczym płaszczyku" mówiono o moim maluszku w piaskownicy. Mam nadzieję, że nie odbiło się to trwale na jego psychice :D 

Trzymając się konwencji i stosownie do wstępu, pokażę dziś coś starego i zbyt dużego. Oczywiście przystosowanego do drugiego dziecka po intensywnym i przewlekłym użytkowaniu przez pierwsze :O 

No to daję:

Kurtka przejściowa. Uszyłam ją z kawałka BARDZO TANIEGO dżinsu z allegro i podszłam białą, ocieplaną pikówką. Marcel nosił ją kilka sezonów i potem trafiła do szafy. Wczoraj założyłam ją na Dziewczynkę, stwierdziłam z radością, że jest NA WYROST i potrzebuje tylko kilku kosmetycznych zmian.

Zwęziłam ją po bokach (wraz z rękawami); wszyłam gumkę w pasie (która fajnie modeluje sylwetkę); skróciłam rękawki; nabiłam oczka i odszyłam tunel w kapturze, wciągnęłam sznurek; ponownie wykończyłam dół.

Tych frędzli, to ja oczywiście nie frędzlowałam samodzielnie. Wykorzystałam sobie brzeg tkaniny, który JUŻ TAK MIAŁ Ozdobiłam nim cięcie karczków i kieszonki.

Chciałam jeszcze (przez chwilę) zmienić suwak na biały, ale szybko porzuciłam tę durną myśl :D

Na koniec wrzuciłam kurtkę do wanny i (za pomocą proszku do prania oraz myjki do naczyń) poprzecierałam ją trochę wzdłuż szwów, na przodach i przy kieszonkach. Efekt niestety nie był spektakularny więc zaniechałam czym prędzej tej czynności.

Iga wygląda w kurtce bardzo fajnie :D

Sądzę, że kurtka daje radę.


Tak sobie myślę, że PODKOSZULKI bez rękawków kupione w Auchan, kiedy Marcel był malutki, są w użyciu już ósmy rok :D niech żyje chińska bawełna i racjonalne gospodarowanie dobrami wszelakimi! 

PS Rozmowy damsko męskie. Kris wybiegając z łazienki: "Brałaś mój nożyk!!!";  Ja: Taaaak. Kris wstrząśnięty: "Ale CO TY NIM ROBIŁAŚ?"; Ja: Obierałam ziemniaki?; Kris: "Nożyk do golenia kobieto!" ; Ja idąc w zaparte: Nooo... przecież mówię, że ziemniaki... obierałam; Kris: "W sumie, to tak właśnie się czułem przy goleniu..."

Nie ogarniam budowy MĘSKIEGO MÓZGU;

co to w ogóle za pytanie "co robiłaś moją golarką?" 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci