Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : poduszka

Wrzesień.

brummblogging

O, jaka jestem zrąbana. Padam po prostu, chociaż leżę. Padam. Zimno mi. Stopy mi marzną. Szaro się robi i dni coraz krótsze. Ciemno... ale jestem zryta. Szkoła się zaczyna i zimno mi. Pierwsza klasa. Piata klasa... zimno mi. Ale jestem zryta... Wrzesień, a liście lecą! Dnia co dnia ubywa. Wstawać trzeba na 7.40 i zaprowadzać, oprowadzać, przyprowadzać. Padam. Muszę poleżeć. 

Strasznie jestem zryta. Powieki mi opadają, a stopy zamarzają. Zamknę okno i padnę do łóżka. Pośpię, nim się zaczną wywiadówki, konsultacje, spotkania i zebrania. Wybory trójek. Prace domowe, wypracowania, projekty, gazetki, malowanki, szlaczki, wyklejanki i wycinanki. Punkty dodatnie i punkty ujemne. Zimno mi, ale głoskujemy  s z k o ł a,  w r z e s i e ń,  j e s i e ń. Dlaczego jestem taka zrąbana? założę skarpety i padnę na łóżko. 

Stopy mi marzną i wieje z balkonu. Chłodem. Zwiedzamy markety, kompletujemy wyprawkę, a dni coraz krótsze. Kupujemy buciki na białej podeszwie, a liście spadają. Szaro. Pierwsza klasa, piąta klasa... zimne stopy, gil do pasa. Chcę do łóżka. Taka jestem zrąbana i stopy mam lodowate. Muszę trochę poleżeć. Bez ruchu. Wykończyły mnie te wakacje. Lipce i sierpnie wyssały ze mnie całą moc. Szkoła się zaczyna. Dnia co dnia ubywa i stopy mi marzną. Brrrr! wrzesień.

Poduszki.

poduszki

Z masywnej, ikeowskiej bawełny w pasy uszyłam dwie, prawie identyczne, poduszki. Odszyłam zbyt głębokie ranty i są trochę zbyt grube, ale mam nadzieję, że piraci je piorunem wysiedzą i wypłaszczą pośladkami. Każdą przeszyłam muliną i ozdobiłam granatowym guzikiem. To trochę poprawia ich proporcje.

poduszka

W szwach ujęłam paski, na które naszyłam miękką część rzepa. Chyba nie muszę dodawać, że to ten sam świetny rzep, który doskonale sprawdził się na kuchennym krześle? Nie muszę. No to dodaję. To TEN rzep. Drugą część taśmy umocowałam takerem pod wiekiem skrzyni na skarby. 

poduszka

Skrzynię kupiłam 100 lat temu w markecie budowlanym. Zwykłe, surowe i sękate drewno. W ubiegłym tygodniu pomalowałam ją farbą kredową na mój ulubiony kolor i dopiero po tym zabiegu i po 100 latach stania w kącie, stała się prawdziwym meblem. W dodatku bardzo szykownym!

skrzynia

Piraci nie tylko przechowują w niej złote dukaty, haki i drewniane nogi, ale chętnie na niej przesiadują. Teraz będzie im wygodnie, miękko i w paski. W dodatku rzepy utrzymują poduszki na miejscu nawet, kiedy gwałtownie uniosą klapę! To ci dopiero brumm-rzepo-wynalazek. 

Dziś rano, gdzieś między zaprowadzeniem, przyprowadzeniem i odprowadzeniem, zszyłam na owerloku dwie pary dzianinowych ledżinsów szkolnych. Najwięcej czasu zajęło mi przeglądanie kopert i szukanie wykroju w rozmiarze 134. Reszta prac poszła ekspresowo. 

getry

Wykorzystałam fajne, różnokolorowe kawałki dzianin z grubą pętelką od środka. Pominęłam szwy boczne, krojąc razem pół przodu i połówkę tyłu. Górną krawędź ujęłam gumką. Doły podwinęłam zwykłą maszyną. 

getry

Iga zachwycona kręciła się przed lustrem 10 minut. Jedna noga taka, a druga śmaka, jak to u pirata. Ledżinsy bardzo przydają się we wrześniu, kiedy zimno, stopy marzną, spać się chce, a do szkoły trzeba zdążyć na 7.40 Jaka ja jestem zrąbana, to się w głowie nie mieści. Za oknem szaro i dnia co dnia mi ubywa.


PS Iga za zakupach wyprawkowych: "Już nie mogę... jestem wykończona nerwicznie!" 

Kupciuszek.

brummblogging

Nie umiem robić zakupów w lumpeksach. Wiem, brzmi to absurdalnie, ale tak właśnie jest. Nie mam do tego talentu, ręki, nogi, głowy... czegoś mi brak, albo mam jakiś defekt umysłu. Nie umiem. Wiele razy próbowałam i zawsze tak samo nie umiałam. Nigdy nie udało mi się kupić w żadnym ciucholandzie nic sensownego, więc będąc sama dla siebie brutalnie szczerą, powiedziałam sobie w końcu: kobieto! nie umiesz, pogódź się z tym i idź na allegro!

Z natury jednak jestem przekorna - jak mówią zostaw, to ja tym bardziej biorę, a jak każą puścić, to szarpię z całej siły - i czasem wchodzę do takiego sklepu, żeby się przekonać, czy wciąż nadal i jak bardzo nie umiem. Zawsze wychodzi, że nadal i, że bardzo! 

Do Kupciuszka wybrałam się pod pretekstem dyskoteki w IV D. Temat przewodni lata '80. Cóż może być prostszego, niż znalezienie w ciucholandzie odpowiednio tandetnego przebrania. Cóż... oczywiście nic. Nic nie znalazłam... nawet klamry od paska. Nic!.. i kiedy już chciałam się dyskretnie wycofać, zniknąć bez śladu, zapaść się pod ziemię, względnie w jakimś ustronnym miejscu, spalić się ze wstydu... właśnie wtedy potknęłam się o kosz. Właścicielka gwałtownie wyskoczyła zza lady, a ja prawie wskoczyłam do kosza. Włożyłam tam rękę, jedną i drugą, oraz głowę i... trafiłam na coś miękkiego i fioletowego. 

W koszu natknęłam się na piękne poszewki, uszyte z grubej, śliwkowej tkaniny obiciowej. Ucieszyłam się, że uniknę kompletnego blamażu i to prawdopodobnie niewielkim kosztem, bo poszewki po 8 zł za sztukę. Na skutek szoku kupiłam jedną. Po trzech dniach wróciłam, skierowałam się wprost kosza i wzięłam jeszcze jedną. Jestem z siebie bardzo dumna. Może nawet jeszcze kiedyś tam wpadnę... do kosza.

poduszki

Poszwy były ogromne, 60 x 60 cm i marnie odszyte. Suwaki się pruły, a rożki były fatalnie wykantowane. Wierzch był wykonany z tkaniny widocznej na zdjęciu, a spód z innej materii, jakby boucle. Całość szyta była dość grubą żyłką! idealną na sielawę, czy innego okonia.

poduszka

Co mogłam to sprułam, a czego nie mogłam to sklęłam... i też sprułam, tylko wolniej. Wykroiłam wierzchy poszewek w pożądanym rozmiarze, czyli 45 x 45 i spody z masywnej, śmietanowej bawełny. Ze sznurka i całego zapasu (całego... całego mojego zapasu!) lamówki ze skosu sporządziłam sobie wypustkę. I uszyłam poszewki. Nicią! nie żyłką.

poszewka

Kilka razy w życiu szyłam z obiciówki i powiem Wam, że takie tkaniny nie biorą jeńców. Są absolutnie bezwzględnie, nierozciągliwe i bezlitosne. Często mają taki lepki, czepliwy spód, który nie chce się przesuwać pod stopką i zawsze są grube, jak skóra stuletniego nosorożca. Zawsze, przy szyciu takowych, warto się uzbroić w grubą igłę i dwa kilo cierpliwości.

poduszka

Kolor poduszek jest zachwycający! To najpiękniejszy śliwkowy fiolet, jaki w życiu widziałam! Przy tym tkanina ma taką puszystość, miękkość i przytulność, czy to widać? Jestem z siebie taka dumna! czy to widać? 

poduszka

Na razie mam tylko jeden wsad o odpowiednim gabarycie, ale to żaden problem. Pod pretekstem zakupu wypełnienia może wyciągnę Krisa do IKEA. Podstępnie. Skuszę go obietnicą puszystości, puchatości i przytulności... poduszek rzecz jasna. Fioletowy to w końcu jego ulubiony kolor.

Szkoda, że tak okropnie nie umiem robić zakupów w lumpeksach. Możliwe, że codziennie w Kupciuszku omija mnie jakaś okazja z kosza, niepowtarzalna... ech! chyba z tej boleści pójdę na allegro.

 

PS Przysłowie na wiosnę, dla wszystkich przeziębionych i zagrypionych:

Kiedy starzec przeżył marzec będzie zdrów, lecz gdy baba w maju słaba, pacierz zmów.

Na leniwca.

brummblogging

Nie lubię kiedy Kris wyleguje się na sofie. Nie o to idzie, że leży (choć nie powiem i do tego lubię się czasem przyczepić) rzecz w tym, że trzyma głowę na podłokietniku. Jak sama nazwa wskazuje podłokietnik służy do podtrzymywania łokietka, a nie głowy! Bynajmniej, nie o to cały ambaras, że go używa niezgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, ani nawet, że to najprostsza droga do zwyrodnienia kręgów szyjnych (choć nie powiem, zdrowe kręgi ważna rzecz) problem w tym, że na podłokietniku zostaje odcisk głowy Krisa. Niespieralny odcisk. Tak zwany permanentny.

Nie lubię, mieć na podłokietniku żadnych odcisków. Dlatego zawsze upraszam uprzejmie Krisa, żeby sobie coś wsunął pod głowę. Zazwyczaj odpowiada pomrukiem, któremu nie towarzyszy czynność wsuwania. Wówczas zaczynam nadawać w wysokich rejestrach i na uciążliwej częstotliwości gdyż, jak już wspominałam, nie lubię odcisków. Żadnych.

Z czasem doszłam do przekonania, że zamiast awanturować się 10 minut dziennie codziennie, mogłabym sama wsunąć mu coś między głowę a rzeczony podłokietnik. Potem zaś uznałam, że zamiast wsuwać coś codziennie przez 7 dni w tygodniu umieszczę tam coś na stałe. Coś na kształt płaskiej poduszki, którą będzie łatwo uprać w pralce, a w końcu nawet wywalić, kiedy się na niej pojawi wspominany już tutaj odcisk głowy.

No! wszystko ładnie pięknie, ale sofa jest niczego sobie i stoi w dość reprezentatywnym miejscu, więc nie może być obciachu z tą poduszką. Z grubsza chodzi o to, żeby się przypadkowi goście nie brzydzili przysiąść na sofie widząc to coś na podłokietniku. Zwłaszcza, że odcisk głowy ich nie zniechęcał i Kris miałby argument do dalszego uprawiania swojego niecnego procederu z głową! 

Wytężyłam mózg niemożliwie, a nawet jeszcze niemożliwiej i zaprojektowałam leniwca.

leniwiec

Jak na leniwca jest bardzo czysty, nadzwyczaj zadbany i elegancki. Wycięłam jego ciało z pięknego, ciemno-zielonego sztruksu, który jest bardzo miękki i wprost zachęca do skłonienia na nim głowy. Pyszczek zwierzęcia, jego brzuch i pazury wykonane są z szarej, flokowej tkaniny obiciowej. Na fizjonomię wykorzystałam kolorowy filc. 

poduszka

Kończyny i głowę bardzo lekko wypchałam. W brzuszek wsunęłam mu jedną warstwę pikowanego ocieplacza. Tułów ma wymiary 37 x 55 cm, a kiedy leniwiec porządnie się wyciągnie o od końca do końca, czyli od łapy do łapy, to znaczy od głowy po ogonek i dalej do tylnych kończyn, to ma aż 93 cm.

poduszka na sofę

Tu widać wyraźnie, jaki to kawał bydlaka. Można także zauważyć, że brzuszek ma kształt sercowaty i nie jest to przypadek. Leniwa poduszka była prezentem Walentynkowym dla Krisa. Uszyłam ją w konspiracji, skitrałam w szafie i nie puściłam pary z gęby przez trzy, długie dni!

poduszka

A to już leniwiec w swojej naturalnej pozycji, czyli swobodnym zwisie. Jak widać jest bardzo szczęśliwy, a jego język dzielnie sprzeciwia się grawitacji. Należy też zauważyć, że z tej perspektywy ma mniej dziki wyraz pyska i trochę mniej szaleństwa w oku, co wyraźnie działa na jego korzyść.

leniwiec

Kris trochę się wzruszył, kiedy go dostał. Nie od razu odgadł jego funkcję, ale z miejsca się do niego przywiązał. Jak do psa. Nawet bardziej, bo z leniwcem nie trzeba wychodzić po zmroku. Podobno leniwa poduszka sprawdza się znakomicie podczas krótkich, przelotnych drzemek, przeciągłych drzemek, ustawicznego i chronicznego zalegania, spontanicznego się położenia na tylko na chwilę i wielu, wielu innych. 

Póki co futro zwierzęcia jest jeszcze dziewicze, ale bez obaw, wkrótce się zmaceruje. Przyjmie zapachy i faktury z otoczenia. Zostanie skolonizowane rodzimą, rodzinną fauną, florą i okruszkami. Mniam. Zzzzz... Zzzzz... Zzzzz...

poduszka

Na koniec widok z góry. Właściwy zwierzak na właściwym miejscu, czyli na podłokietniku.

 

PS Kris pije kisiel prosto z miseczki. Iga wskazując na łyżeczkę: "Może by tak użyć trochę maniery?"

Pod górkę i po bąbelkach!

brummblogging

Czym ja się zajmuję w te grudniowe, wietrzne i śnieżne dni? Sama nie wiem... czasem trochę szyję, niekiedy odrobinę sprzątam, z rzadka pogrywam na keybordzie. Sama nie wiem... repetuję czwartą klasę podstawówki, przypominam sobie odejmowanie w słupkach i ćwiczę różne przypadki. Inhaluje Igę sterydami, żeby rosła wysoko, podaję po nocach syropki, a po rankach sporządzam zawiesiny. Jakoś leci! ale łatwo nie jest.

Pod górkę  mi ten grudzień robi  już od 28 listopada. Pod górkę i pod Ksawerego. Wszystkie czynności ciągną się jak guma od majtek. Wydłużają się niemożliwie i trwają aż do zmierzchu. Nordic po śniegu idzie mi jak po grudzie... stopy się ślizgają a kijki grzęzną w cholernym śniegu... to znaczy w grubej warstwie białego puchu! grzęzną mi kijki i myśli. S p o w a l n i a m. Naciągam czasoprzestrzeń jak kosmiczną gumę nadnaturalnej wielkości gaci. Ś l i m a c z ę  s i ę. 

Nie chcę być osamotniona w tym swoim brnięciu przez dni, grudy grudnia. Mamo! jakie to poetyckie! Do towarzystwa mam Łosia z "Burdy". Łoś współdzieli mój znój (znowu poezja!) wie dobrze, że nie ma lekko i że życie to nie bajka. Tylko kleszcze, wiatr, śnieg, pod górkę i na dodatek po bąbelkach!

poduszka z aplikacją

 Tak sobie brniemy, ja i Łoś razem, wespół w zespół, po tych grudniowych bąbelkach. Trochę mi raźniej zwłaszcza, że Łoś taki duży, czerwony i ze skaju. Zawsze to weselej. We dwójkę pod górkę. 

poduszka świąteczna

Bardzo się cieszę z tej poduszki, bo wykorzystałam na nią sporo resztek: skrawki grubo tkanej bawełny poprzetykanej okruchami złota, pozostałości pistacjowej wypustki, okrawek taśmy bąbelkowej i ostatni kawałeczek górki. Innych materiałów mam jeszcze po dostatkiem: suwaków kilka kartonów, skaju czerwonego* i grubego (jak warstwa śniegu na poligonie) tłustą rolkę, nici białych i beżowych całe nawoje, oraz wsadu silikonowego o dużej sprężystości wielki wór!

* Z tego samego skaju szyłam w ubiegłym roku aplikacje na girlandę, którą można obejrzeć tam:  świąteczna girlanda

 aplikacja łoś

Kształt dostojny, czyli obrys, zarys, kontur mojego Łosia Syzyfa (całe życie pod górkę) zaczerpnęłam z "Burdy" nr 11/97  i zmieniłam mu tylko rożyska, w oryginale łopatowate i obficie łukowate. Wiadomo jednak, że łatwiej wystębnować 33 szpice niż jeden łuk,  to wystębnowałam... nicią niemocno naprężoną za to z żyłką pulsującą dość mocno na czole, co i tak było lepsze od łuków, na których trudno się wyrobić.

 Na tym nie koniec! uszyłam jeszcze jedną poduszkę z Łosiem. Tym razem z białej, lekko satynowej i masywnej, bawełny. Dużo mniejszą od bąbelkowej i bezgórkową, za to ze świąteczną kokardą.

poduszka świąteczna

Tamta poduszka zapina się na suwak i ma wewnątrz prawdziwy wymienny wsad. Ta jest zaszyta na głucho, a silikon upchnięty jest w niej zupełnie luzem. Ma wymiar 30x30cm i jest raczej świątecznym gadżetem, niż przedmiotem użytkowym. Zupełnie apolityczny i szalenie elegancki Łoś jest na niej zwrócony pyskiem na wschód.

poduszka z aplikacją

Trudniej się naszywało te okropnie długaśnie nogi na tę przeraźliwie śliską bawełnę. Wyciągały mi się i wyciągały mu się te nogi w nieskończoność. Istniało niebezpieczeństwo... ale zostało zażegnane. W efekcie wszystko leży jak należy i do tego jeszcze ta szykowna kokarda!

poduszka świateczna

Czym ja się zajmuję w te grudniowe chmurne dni? sama nie wiem... czasem ćwiczę pilates, raz jeden posprzątałam balkon (bezsensownie, bo cały bajzel i tak malowniczo przykrył śnieg) kiedy niekiedy szyję Łosie. Jednak jakoś mi ten grudzień idzie... jak krew z nosa. Powoli, po lodzie, pod górkę... i po bąbelkach! 


PS

Kris: "Co tam była na angolu?" ; Marcel: "Te tam wszystkie bichańdy." 

Kosmetyczka i Walizka.

brummblogging

Czsami. Z RZADKA i SPORADYCZNIE. Incydentalnie, ale jednak... niekiedy staję przed problemem NiechceniaMiSięSzycia. Zdarza się najlepszym. To znaczy najgorszym... zapaleńcom się nawet zdarza. A brummBLOGsłużba nie drużba. TERMINY CISNĄ. Deadline straszy.

Nie zbliżam się wówczas nawet do mojej szafy z poważnymi tkaninami, w okazałych kuponach, tylko CHYŁKIEM PRZEMYKAM DO PUDEŁ, gdzie gromadzę resztki, ścinki i obrzynki. Tam odnajduję spokój mojego krawieckiego ducha i OCHRONĘ PRZED STRASZNYM ZAKLĘCIEM:  twórczą drętwotą.

POZWALAM SIĘ PROWADZIĆ SKRAWKOM. Akurat nic lepszego mnie nie wiedzie.

Weny brak. Chęci niet. 

Wykorzystujemy się symbiotycznie. Ja Je, One Mnie. Z korzyścią dla nas, nich, mnie, Was, Bloga i Świata.

W takich okolicznościach, z takich przesłanek wyniknęła kosmetyczka.

Jak widać na obrazku, jest to DRUGIE WCIELENIE KUFRA. Wziąwszy pod uwagę wymiar resztki i ogrom kufra ustaliłm, że 50x30cm będzie GIT! a żeby było GIT na 100% dodałam jeszcze po 2cm na szwy.

Teraz można nazwać to KOSMETYCZKĄ. Ma 18x15x10cm i mieści wszystkie spinki i gumki Igi. I opaski. I broszki. I pierścionki też, jakby się kto pytał, są w środku. Teraz jest AKURAT!

Jak poprzednio szwy wykończyłam tasiemką, tym razem poliestrową. Przysmażyłam jej końcówki nad płomieniem i nie wymagały podwijania. Otulałam nią szwy, jak lamówką i przeszywałam ujmując wierzch i spód ZARAZEM. Wygląda bardzo poprawnie.

"Mama co syjes?" ; Zgadnij! zgadnij! prowokuję Igę; "Poznaję to WALIZKA!"  :O

Kto - podobnie jak Iga - dał się zmylić ten TRĄBA! To nie jest żadna walizka, tylko Poduszka do Siedzenia na Ziemi. Od zwykłej poduszki różni się tym, że kładzie się ją na ziemi  ;D ma wygodną rączkę do przenoszenia w różne miejsca i rant. Ma RANT, znaczy NIE JEST PŁASKA.


Zbliżenie.

Efekt ten bardzo łatwo osiągnąć. Wystarczy w zwykłej Poduszce Kanapowej zastębnować rogi prostopadle, na głębokość OCZEKIWANEGO RANTU. Podobnie przeszywamy pokrycie wypełnienia, to gwarantuje (zauważcie gwaRANTUJE) piękne uformowanie się brzegu.

Na środku PODUSZKĘ PRZESZYŁAM ręcznie (ustaliłam w ten sposób, raz na zawsze położenie wsadu) pokłułam się cała jak ta waryjatka i na koniec dałam tam DUŻY GUZIK mimo, że Mała obawiała się dyskomfortu w wiadomym obszarze :D Oczywiście bezzasadnie. 

Poduszka JEST UŻYWANA i to w dodatku zgodnie z jej przeznaczeniem.

Kto ma dzieci wie, że to nie jest aż TAKIE OCZYWISTE :D

Wykorzystując niechceniemisięszycia wykorzystałam dwie resztki bawełny. Uszyte z nich przedmioty wykorzystałam do sklecenia wpisu na blogu. Teraz wykorzystam Waszą ciekawość do napędzania licznika odwiedzin, a Wy wykorzystajcie swój zachwyt do formułowania komentarzy.

Kto nie został dziś WYKORZYSTANY ręka w górę! O! tylko... Kris :D

PS Iga! wzięłaś sobie aż TRZY kabanosy??!!! Iga: "Taaak. TO jest zapasowy zapas. TAMTEN jest na zapas. A TEN jest... po prostu do zjedzenia!" :D

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci