Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : piornik

ZKM

brummblogging

Mieszkam na tak zwanych górnych tarasach Gdańska. Oznacza to mniej więcej tyle, że jak u nas pada, to tych na dolnych tarasach zmywa do Zatoki. Raz na kilka lat fundujemy im taki sztos, a rajcy miejscy nazywają to każdorazowo ulewą stulecia. Na tym zalety lokalizacji się kończą. Innych atrakcji brak. 

 Ostatnio sporo protestuję. Takie parasolkowe akcje rzadko organizowane są na peryferiach, więc jestem zmuszona przemieszczać się do śródmieścia komunikacją miejską. Autobusami konkretnie podróżuję i powiem Wam, że gdybym musiała to robić codziennie, w godzinach szczytu, to prawdopodobnie już po miesiącu powiesiłabym się, w kiblu, na własnych rajtuzach. Nie na moje nerwy takie perwersyjne rozrywki i nie na moją kieszeń. Wiem, że to bardzo hipsterskie i szalenie eko, ale to słabo koreluje z moją nerwicą natręctw, którą odziedziczyłam po ojcu i nieroztropnie przekazałam potomstwu. Po naszych zużyciach żelu antybakteryjnego i nawracających koszmarach od razu widać powinowactwo genów. 

 Z pewnością istnieje silna współzależność między częstotliwością korzystania z komunikacji miejskiej, a różnymi jednostkami chorobowymi. Może czas skorzystać z doświadczeń przemysłu tytoniowego? Kupujesz bilecik, a tam ZKM ostrzega, korzystanie z komunikacji miejskiej niszczy zęby i dziąsła; albo szkodzi Twoim dzieciom, rodzinie i przyjaciołom; czy rzuć jeżdżenie - masz dla kogo żyć! Mam wrażenie, że nie każdy wsiadający do autobusu ma świadomość ryzyka, jakie podejmuje codziennie.

Tak więc radujcie się, że nie osierociłam brummBLOGa i nie zejszłam. Po czterdziestominutowym sterczeniu na przystanku, w siąpiącym deszczu, zbyt niskiej temperaturze i zbyt wysokim zagęszczeniu innych potencjalnych pasażerów, mam tylko siedem z dziesięciu objawów depresji i zaczątek zapalenia płuc. Ale piszę.

Pamiętacie ubiegłoroczny kredkownik Igi? Otóż w tym roku uszyłam jego kolejne wcielenie. Jestem tak samo zadowolona, jak rok temu. Może nawet bardziej, bo gumkę naszyłam luźniej i kredki mieszczą się swobodnie. Może nawet nazbyt swobodnie... istnieje szansa, że za trzecim razem trafię z akuratnym napięciem gumy.

piórnik, kredkownik, organizer 

W tej dżungli mieści się swobodnie komplet 24 kredek. Klapa zapina się na rzepy. Wewnątrz - jak poprzednio - niezastąpiona, masywna cerata z Jysk. Tkanina oczywiście podklejona sztywnikiem; całość obszyta lamówką ze skosu.

piórnik, kredkownik, organizer

Szyjąc ten kredkownik, skręcałam się z zazdrości, ponieważ mój osobisty, wypasiony zestaw 48 kredek wciąż kisił się w obskurnym i niepraktycznym pudełku. Zdecydowałam, że muszę jakoś poprawić jego marną sytuację lokalową, wybrałam trochę inny kawałek dżungli i... zasłabłam z zachwytu, a wszystkie moje kredki straciły przytomność.

ogranizer, piórnik, kredkownik

I co ja paczę? 

ogranizer, piórnik, kredkownik

Kredkownik składa się czterokrotnie, nie wije się, nie marszczy i kredki spoczywają w nim wygodnie i pogodnie. Co prawda użyłam pół metra gumy od gaci, ale za to jeszcze zupełnie nieużywanej. Beżowa lamówka i kobaltowa wstążka, wiązana na kokardę, miażdżą system. 

piórnik, kredkownik, organizer

Teraz wreszcie moje kredki faber castell, w liczbie sztuk 48, spoczywają w pokoju. Obok nich sterci się ponętnie moja kolekcja kolorowanek dla dorosłych i niewykluczone, że po traumie ZKM oddam się, na resztę życia, temu odstresowującemu zajęciu. Sam widok tak wyśmienicie uporządkowanych kredek - patrz wyżej, nerwica natręctw - działa na mnie kojąco.

kredkownik

Swoją drogą to, że tak polecę klasykiem, są rzeczy na niebie i na ziemi o których nie śniło się filozofom... np, ile kredek mieści się swobodnie w brumisiowym kredkowniku oraz, ile rozmaitych woni mogą wydzielać z siebie ludzkie ciała, stłoczone na niewielkiej powierzchni, w zamkniętym szczelnie autobusie miejskim....

 

Mimozami jesień się zaczyna...

brummblogging

...tak jasne... mimozami, od razu... akurat, chyba ty! Każdy, kto choć przez chwilę był matką wie, że jesień się zaczyna pierwszymi wrześniami, roku początkami, worków szyciami i wywiadówkami. Potem długo, długo nic i dopiero jedna, obsikana przez osiedlowe psy i słońcem wrześniowym upalona, mimoza. Pamiętacie akcję? otóż w tym roku wszystkie moje dzieci trafiły odpowiedniego dnia, o akuratnej godzinie, do adekwatnych placówek i były na dodatek w stosownych ubraniach! Ha! i już, już chciałam odtrąbić organizacyjny sukces i wyszyć sobie na tiszercie stara, ale jara, gdy się zorientowałam, że przegapiłam zapisy do pierwszej komunii... W związku z tym muszę się jakoś umówić z proboszczem na solo i nie powiem, obawiam się, że poświęci mi zbyt wiele swojej świątobliwej uwagi...

 W temacie szkoły, to Iga w tym roku nie ma żadnej poważnej misji, poza utrzymaniem się na powierzchni. Za to Marcel... O! Marcel wyobraźcie sobie, na wyraźne polecenie Pani minister Zalewskiej, poszedł w y g a s z a ć gimnazjum! W nagrodę za dobrze wykonane zadanie, w liceum spotka się ze swoimi kolegami z ósmej klasy szkoły powszechnej i będą siedzieć po 2 na jednym krześle, po 4 w ławce i po 60 w klasie. Żeby było śmieszniej, to tę szkołę powszechną, w przyszłym roku, zainicjuje Iga*, która pójdzie do zinfantylizowanej czwartej klasy, z nauczycielami nauczania początkowego, którzy zamiast uczyć przyrody, historii, muzyki, informatyki itd. przeprowadzą propedeutykę nauczania przedmiotowego. Niezłe combo?.. to teraz niech ktoś odczyta apel smoleński.

*Iga to jest w ogóle ofiara systemu. Najpierw objęła ją reforma, potem odwołano reformę; zaczynała w szkole podstawowej, a skończy szkołę powszechną, ominie ją bal gimnazjalny, na który bardzo się szykowała i o kolejny rok wcześniej pójdzie do liceum, gdzie przystąpi do egzaminu maturalnego, który będzie mniej testowy, z za to bardziej prestiżowy. Na szczęście, jeśli będzie niezadowolona z wyników, będzie mogła się odwołać do KAE. Oczywiście minister n a u k i pan Gowin też szykuje dla niej niespodzianki i zabiera się za gruntowną reformę szkolnictwa wyższego...

 Wracając do szycia, gdyż bliższa ciału koszula, to naturalnie dziergałam te wszystkie piórniczki i woreczki, a nawet jedną śniadaniówkę i w dodatku - będzie perwersyjnie, niech dzieci przejdą do następnego akapitu - sprawiło mi to ogromną przyjemność! Może dlatego, że kupiłam na wyprzedaży w IKEA fantastycznie tanią i bardzo ładną bawełnę z brokułem i ciachałam ją zupełnie swobodnie i bez wyrzutów sumienia?

worek na kapcie

Easy-peasy, trzy i pół szwu plus sznurek. Worek jest duży i mieszczą się w nim swobodnie buty w rozmiarze 37... nie pytajcie mnie, jak to możliwe. Taki sam rozmiar obuwia ma Pani Jola, więc Iga może już pożyczać szpilki od swojej wychowawczyni.

piórnik, śniadaniówka

 Śniadaniówka o nowych proporcjach, nie upycham już do niej bidonu i piórnik o standardowych wymiarach, bo kredka to kredka. Wszystko podkleiłam grubym sztywnikiem i doskonale trzyma formę. Piórnik wykończony zielonym ortalionem, śniadaniówka masywną ceratą. Wewnątrz kieszonka na smakołyk lub niespodziankę.

śniadaniówka

Cały zestaw prezentuje się imponująco! sprawdzi się i w podstawówce i szkole powszechnej. Buty należy zmieniać, ołówki ostrzyć i drugie śniadanie jeść. Tego nie zmieni żadna reforma. 

piórnik

Żeby Marcel mógł godnie wygaszać, też dostał piórnik, a nawet dwa. Jeden normalny, a drugi ulgowy... heheszki... nie, drugi artystyczny, gdyż wydaje się, że trafił na pana od plasty z tak zwanym zacięciem i już po pierwszej lekcji zaopatrzył się w komplet profesjonalnych ołówków oraz gumkę chlebową. Na szczęście panu od muzyki chyba brak zacięcia, co oznacza, że nie będę w tym roku szyć pokrowca na fagot.

piórnik

 Wczoraj na zebraniu rady rodziców mianowałam się Sekretarzem Prezydium. Nominacja spotkała się z dobrym przyjęciem kworum i nawet z głębi sali podniosły się pojedyncze brawa, za odwagę. Postanowiłam, że będę sprytna jak Korwin w Parlamencie UE i rozwalę ten system od środka. Taka działalność dobroczynna.

PS Kuracja odmładzająca. Ja: Jestem stara i gruba. Iga: "Jesteś najpiękniejsza i najwspanialsza!" Ja: No...ale mogłabym być ze 20 lat młodsza... Iga: "...ale wtedy miałabyś 10!!!"

Kredkownik.

brummblogging

Kredkownik od dawna chodził mi po głowie. Potrzeba uszycia go stała się szczególnie palącą po kolejnym zaopatrzeniu Igi w kolejne pudełko kredek. Sprawa wydawała mi się prosta, jak drut. Wyobraziłam sobie coś w stylu tamtej Przyborniczki, tylko o wiele łatwiejszego do uszycia, bo zamiast tych wszystkich idiotycznych kieszonek, schowków i suwaczków kawałek gumki i już! No, już... akurat...

piórnik

Wybrałam obłędnie wiosenną tkaninę i podkleiłam ją starannie fizeliną. Od wewnątrz kredkownik wyściełany jest ceratą i już po pierwszym dniu w szkole widać, jaka byłam przezorna wybierając ją na podszewkę. Pomiędzy tymi dwiema jest cienki ocieplacz. Miętowa lamówka jest urocza, ale nadzwyczaj mało rozciągliwa i dość masywna. Biedziłam się z nią bardzo, zwłaszcza na zakrętach.

piórnik z tkaniny

Całe szczęście nie znać po kredkowniku tej krawieckiej mizerii. Skończywszy, nasapawszy się i nawściekawszy, zabrałam się do naszywania rzepów zapinających i rozplanowania gumek. Przy gumkach przeżyłam chwilę zwątpienia, bo żadna nie była odpowiednio wiosenna, ani różana, wszystkie były bez sensu i miały kolor od czapy. Doskonale uwidaczniają to zdjęcia.

 piórnik

Gumkę mocowałam przez wszystkie warstwy i jest to niezbędne, choć niezbyt eleganckie. Sądziłam, że to żadna filozofia, ot co kawałek brummm...brummm gumkę. Odrobina uroczego nadmiaru do swobodnego wsunięcia, lecz pewnego objęcia kredki i brummm...brummm... gumkę. Cóż. Po pierwsze co za gęsto to niezdrowo, a po wtóre szybko przekonałam się, że lepiej zostawić niewielki dystans przy zagięciach, gdyż w przeciwnym razie, zagięcia się nie chcą zaginać i kredkownika nie można zamknąć.

 piórnik z tkaniny

Powyżej można zaobserwować, jak  bardzo gumka nie pasuje do niczego, jak gęsto naćkałam tych pętelek i jak niebezpiecznie blisko zagięcia je zaplanowałam. Widać także uroczą i praktyczną ceratkę, oczko na temperówkę i miejsce na gumkę myszkę, nówkę nieśmiganą.

 piórnik

Na domiar złego kredki Astry, które są znakomite i które polecam, maja kształt trójkątny i rozpychają się w tych ciasnych gumkach jak wariatki i jedna pcha się, tymi swoimi kantami, na drugą, a te dwie bezczelnie na trzecią, aż w końcu jedno oczko musi zostać puste, żeby się kredkownik nie zwinął w chiński paragraf! Uff, jaki tłok.

 kredkownik

Poza kilkoma zastrzeżeniami przedsięwzięcie uważam za udane. Przy kolejnym kredkowniku ustrzegę się zapewne kilku starych błędów, popełniając 12 całkiem nowych i nieoczekiwanych. Chodzi mi już po głowie, od dłuższego czasu, męska wersja kredkownika... Z całą pewnością jednak zaopatrzę się, przed robotą, w sprężystą, bawełnianą, zaprasowaną lamówkę ze skosu, co skróci mi robotę o godzinę i nie skróci mi życia ani o minutę!

Biorę udział w konkursie. 

Można na mnie zagłosować.

Blog_Szyciowy_Roku_LOGO_2014_smallWystarczy kliknąć w obrazek, by w magiczny sposób przenieść się na stronę głosowania.

Dziękuję!

 

PS Ja łagodnie: Igo, może spróbujesz śledzia? ; Iga stanowczo: "Ile razy mam powtarzać, że nie jem owoców morza?!!!"

Męski. Żeński. I nijaki.

brummblogging

Męski.

Z masywnej bawełny IKEA i (wewnątrz) bawełnianej, beżowej pikówki. 

Żeński.

Z elanobawełny w kwiatki i ( w środku) białej, poliestrowej pikówki.

Nijaki.

Ze znanego dżinsu w serduszka.  Wykończony (podobnie jak plecak) błękitną podszewką.

Poszyłam takie kredkowniki, tzn piórniki do przechowywania kredek. Zaczęłam robotę od nijakiego, oczywiście nie zakładając z góry, że będzie do niego pasował ten przymiotnik. Po prostu, położyłam kredkę na tkaninie i zaczęłam dodawać wokół niej zapasy, a potem dodałam zapasy do zapasów i jeszcze zapasy na szwy i podwinięcia. W efekcie otrzymałam kredkownik bez proporcji, za obszerny, zbyt długi i jakiś taki... nijaki.

Robota jest bardzo łatwa i przyjemna. Krój banalny. Uznałam, że się poprawię (w kwestii proporcji) i uszyję drugi kredkownik. Już na wstępie Iga zaznaczyła, że ma być bardziej dziewczyński i najlepiej w kwiatki! Odjąwszy zapasy i zapasy zapasów, a nawet dodatki na szwy skroiłam kwiecisty kredkownik akurat! Nawet trochę zbyt bardzo akurat, ale kredki się - na szczęście! - mieszczą, nie będę się siepać...

Tym razem dla wzmocnienia efektu i poprawy proporcji lekko wyokrągliłam krawędź doszycia suwaka. Można się przewinąć wstecz/wzwyż i podziwiać tę nadzwyczajną wypukłość! Prawda, że niezwykle urodziwa?

Taka kredkownikowo zajarana zaproponowałam kolejny Marcelowi. Chłopak ma pięć tysięcy mazaków i ze zrozumieniem odniósł się do mojego pomysłu, z jednym wszak zastrzeżeniem: żeby tylko był męski! Ze wszystkich swoich męskich tkanin wybrałam tę najbardziej i uszyłam! Jasna sprawa, że o serduszkowym breloczku, do ciągania suwaka, mowy być nie mogło i stanęło na prostym frędzlu.

Skoro już napomknęłam o serduszkowych breloczkach, to są 100% handmade,

a ręka - która je zrobiła - należy (nie chwaląc się) do mnie.


Ostatnio dużo chodzę. Nie z kuchni do sypialni, tylko w terenie. Raczej zabudowanym. Chodzę i rozmyślam o chodzeniu. W tych okolicznościach wymyśliłam nordic walking :D ze zmęczenia, to ludziom różne rzeczy do głowy przychodzą, a najczęściej, że by się o coś oprzeć... Ponieważ przechodziłam koło sportowego, kupiłam dwa kije, stosowne do mojego wzrostu i zaawansowania w fit-sportach. 

Jestem już świetnie przygotowana teoretycznie. W ciągu ostatnich kilku dni zaniedbałam chodzenie na rzecz siedzenia na you tube :D Okazuje się, że to doskonała forma ruchu i sport ogólnorozwojowy. 

Ktoś z Was chodzi? może czyjaś babcia? chętnie przyjmę wszelkie porady :D


PS Robimy porządki na grobie dziadka Rycha. Znudzone dzieci spacerują w pobliżu. Iga: "Znalazłam fajny grób! To coś dla ciebie tatku!"

W okolicznościach jw Marcel: "O! tu leży jeszcze Jan i Ewa Maria!"

(Ave Maria)

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci