Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : serweta

Za krótko!

brummblogging

Będzie krótko...

Prezentowo i szyciowo!

Będzie... bardzo krótko!

...za krótko :O

Zaczęło się tak: Drogi BrumMikołaju przynieś mi obrus!  Dlaczego by nie, pomyślałam sobie, dlaczego nie spełnić takiego pięknego marzenia! :D pięknego i ORYGINALNEGO... oryginalnego jak krawat dla taty, skarpety dla dziadka i rękawiczki dla wnuka. Marzenie o prezencie TRADYCYJNYM wzięłam pod uwagę mimo, że miałam nieodparte wrażenie, że - ze zmęczenia, przetrenowania, niewyspania, czy któregokolwiek z tysiąca innych powodów - mam deja vu.

Wkliknęłam się brumMikołajowo na Allegro, a tam bidaznędzą w kwestii żakardów :O oczywiście mnie to nie zaskoczyło, ani nie zniechęciło. Włączyłam myślenie nieszablonowe w trybie nowatorsko-racjonalizatorskim. Doprowadziło mnie ono do sklepu Tchibo, gdzie znalazłam fajne obrusy. 

Tchibooo? hehehe przecież to kaaawa! pomyślałyście sobie...

Kawa, a między ziarenkami ŻAKARDOWE OBRUSY. 

Tkanina w fajnym składzie 60% bawełna i reszta poliestru, w pięknym kolorze i o całkiem świątecznym wyglądzie. Pomamrotałam trochę... wykonałam kilka skomplikowanych i znojnych (jest takie słowo!) obliczeń, koślawy rysunek i... wyszło na to, że jak kupię jeden duży, to wyjdą mi z niego upragnione dwa małe i jeszcze coś skapnie. GIT!

Dobrze, że kupiłam serwetę na tkaninę, bo obrus był OKROPNIE WYKOŃCZONY, jak prześcieradło :O chyba spaliłabym się ze wstydu dając to komuś w prezencie... Znowu trochę pomamrotałam, wykonałam niechlujny rysunek, nic tam specjalnie nie obliczałam, bo pamiętałam, że już się przecież z tym trudziłam i... wyszło, że skapnie mi tyle, że wystarczy na 6 serwetek :O

Oczywiście wydało mi się to podejrzane! cóż myślicie, nie jestem w ciemię bita! zapytałam raz jeszcze o wymiar stołu... pomamrotałam więcej i odwróciłam rysunek do góry nogami... okazało się, że wyjdzie jeszcze bieżnik. Ucieszyłam się z takiego obrotu sprawy i swojej niebywałej wprost oszczędności.

Skroiłam.

Poszyłam starannie, żeby nie było wstydu.

Poszłam spać.

Wstałam rano (nie wiem, co o mojej kondycji psychicznej pomyślał Kris) siorbnęłam kawy i stwierdziłam: POMYLIŁAM SIĘ. Tak sobie stwierdziłam (nie wiem, czy Kris spodziewał się unieważnienia ślubu) i się stropiłam... Okazało się, że dodałam na zwis tylko po jednej stronie obrusa... po drugiej zaś nic nie będzie się zwieszać :O 

Obiecywałam, że będzie krótko i jest za krótko!


Piękny KOMPLECIK SERWETEK, o wymiarach 40x40cm, sześć sztuk. 

BIEŻNICZEK całkiem okazały.

I dwa WYMARZONE OBRUSIKI...

każden jeden za krótki o jeden zwis..:@$%%!#!@$

Jako uzupełnienie tego, wspaniale odszytego, garnituru występują: TRZY SERCA, do zawieszenia, rozrzucenia, aranżacji stołu lub dekoracji okolic. Byłoby tak pięknie. Mogłoby być... gdybym, jeślibym... nie popełniła tego kompromitującego błędu... 

Eeeechhhh!

Podszyłam wszywki i dopięłam BrumMetkę, jeszcze nim siorbnęłam tę feralną kawę, przy tym pechwym śniadaniu. Teraz już trudno, muszę robić dobrą minę do zbyt krótkiego obrusa... i nawet nie znajduję dobrej wymówki, że jestem początkująca, niedoświadczona i miałam 39.9 gorączki tamtego dnia :D


Na przyszłość, jeśli ktoś będzie chciał obrusik od BrummMikołaja,

niech od razu, dla pewności, powiększy wymiar swojego stołu o ZWIS.

PS Iga do Krisa: "Jak mama grozi, to wszystkim spadają gacie. Jak ty grozisz, to... KUPA ŚMIECHU!"

W Kratki.

brummblogging

Tkaniny w kratki, w dwóch wersjach kolorystycznych, kupiłam w IKEA. Wygrzebałam je z kosza resztek, za pół ceny (kiedyś w IKEA były fajne resztki). CZERWONĄ od razu obszyłam i schowałam do szafy.  Ładny z niej obrusik i sama nie wiem dlaczego, jakoś nieczęsto z niego korzystałam. NIEBIESKĄ zaś... Hmmm... niebieską... sama nie wiem, od razu coś z niej uszyłam, ale nie pamiętam, czy jakoś często z tego korzystałam?*

*Doznałam właśnie olśnienia! uszyłam z niebieskiej kratki nowe pokrycie na stary fotelik samochodowy Chicco. Fajnie wyszło! połączyłam kratkę z gładką, granatową bawełną.

SERWETĘ ODGRZAŁAM dla Was  ( oczywiście GORĄCYM żelazkiem)

z niebieskich resztek uszyłam ozdoby.

Korzystałam z narysowanych w ubiegłym roku kształtów. Są znowu aktualne! :O

I coś mi mówi, że będą na czasie również za rok ;D

Trzy większe ozdobione są kokardką i koralikiem. Dwie mniejsze łysym koralikiem.

W listopadzie, TEGO ROKU :D natknęłam się, w tym samym niebieskim markecie, na dżinsowe wianki. Strasznie się poddenerwowałam, spociły mi się dłonie, serce mi zaczęło walić jak oszalałe; zwinęłam szybko dwa i od razu potruchtałam do kasy. Wianki były - uwaga! uwaga! zbiorowe omdlenie! - po 3zł. TRZY ZETA ZA SZTUKĘ. O matko! jeszcze mam dreszcze :D

Jednego ogoliłam z tasiemki i wykorzystałam do dekoracji drugiego. Do kratkowatych ozdób podszyłam broszkowe zapięcia. Pogrzebałam w piwnicy, w pudle z ozdobami i...

Wygląda teraz CONAJMNIEJ jak trzydzieścitrzy złote :D

Świetnie pasuje do mojej niebieskiej jadalni!

Cudnie się prezentuje wraz z kratkowatą, czerwoną serwetą.

Nawet nie chcę myśleć, jak wspaniale będzie wyglądała moja dekoracja, kiedy dorzucę garść modrzewiowych szyszek i gałązkę jedliny! I kto wie, może będzie TAK CUDOWNIE! i TAK... TAK ODŚWIĘTNIE, że nie będę musiała w ogóle sprzatać w jadalni? ani myć okien? KTO WIE...

*Wszystkie literówki to WINA KRISA, który nie redaguje dziś wpisu, gdyż właśnie CIERPI na przeziębienie :D

PS Robię porządki i wyciągam z szafy swoje studenckie zeszyty; Marcel: "Co tu jest napisane?" ; Iga: "Ocywiście: na zy wam się ma ma." :O 

Iga: "Co by tu teraz narysować?" ; Marcel: "Mnie narysuj! mnieee!" ; Iga spokojnie: "Ciebie... ciebie narysuję na czarnym końcu."

Pikowanie.

brummblogging

Wiadomo, że krawcowa nie Pilot i potrafi pikować we wszystkie strony. Tym właśnie zajmowałam się wczoraj, odkładając na bok mycie okien i prasowanie kilometrów zasłon. W pikowaniu to ja jestem przedoskonała, szybka jak głodna wiewiórka i zwinna jak łasica. Zdarzyło mi się podszywać narzutę 240cmx280cm podszewką z ocieplaczem i to NA ZWYKŁEJ MASZYNIE :D zwanej Łucznikiem. Było dużo szpilkowania :D i przepychania... i pociągania... i stębnowania też, ale popikowałam ją i jest ŚWIETNA. Za każdym razem, kiedy zarzucam ją na łóżko, zastanawiam się: jak ja do cholery dałam radę to popikować??? co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem w te klocki PRZEDOSKONAŁĄ :D

Tym razem skala moich działań była bez porównania mniejsza. Spodobały mi się na konkurencyjnych blogach podkładki i podkładeczki na stół. Miałam resztki lnu, który kupiłam dawno temu - wiadomogdzie, na wyprzedaży sezonowej. Podobno nikt go nie chciał, więc został przeceniony na PIĄTAKA za metr :O Kolory ma mało świąteczne: OFF-WHITE z czarnym nadrukiem, ale wzór kojarzy się wiosennie: tu kwitnie tulipanek, tam ptaszek przelata - nada się AKURAT!

Kroiłam tak, jak pozwalał wymiar resztki: Duża podkładka 27x40cm, dwie kwadratowe 19x19cm i cztery małe 11x11cm. Zostały tylko marne ścinki. Wszystkie prawe strony podkleiłam fiseliną, wzmocniłam sztywnikiem i napikowałam GĘSTO I SZYBKO ;D na cienką przeszywaną piankę, taki ocieplacz... cienki dość. Nie chciałam grubszego, żeby mi się kubki i michy nie gibały.


Wszystkie krawędzie obszyłam pistacjową wypustką (wolę zdecydowanie ten sposób wykańczania, niż lamówkę za skosu). Potem połączyłam wierzchy i spody podkładek (prawą stroną do środka) zostawiając niewielkie otwory, wywróciłam i gotowe! Należało już tylko podprasować i zaszyć dziurkę. 

Martwiłam się trochę, jak pójdą mi najmniejsze podkładki, bo wypustka sztywna a ZAKRĘTY OSTRRRE, ale poszło gładko. Podkładki pomyślane są na dni przedświąteczne, kiedy to chatka już lekko ogarnięta i choć jeszcze nie ma sensu startować na stół z obrusem, to już by się COŚ CHCIAŁO :D

Chciałabym móc napisać, że podczas zdjęć nie ucierpiała żadna przepiórka,

ale niestety,

jedno jajko mi się, jakoś tak... WYPSNĘŁO... 

Nie wiem, czy uda mi się jeszcze coś uszyć przed świętami? chociaż mam ochotę na PRAWDZIWE krawiectwo, jak zawsze po tym, kiedy zajmuję się zbyt długo duperelami. Tymczasem moje plany bluzkowe, sukienkowe i żakietowe dojrzewają i będą w maju SŁODKIE I SOCZYSTE jak ULĘGAŁKI :D 

PS. Kris przynosi do łóżka czipsy keczupowe. Ja: O! widzę, że się zdrowo odżywiasz?;  Kris: (zerkając na etykietę): "A!.. taaaak!... Postawiłem dziś na WARZYWA: ziemniaczki, pomidorki i paprykę!" :D

Kokoszka.

brummblogging

Słońce, z całych sił, wali mi do sypialni. Okna takie upaćkane, że nie widać świata. Wiosna jak nic! Trzeba pomyśleć o SPRZĄTANIU, więc myślę o tym od niedzieli... Zaglądam w kąty, gdzie na rozłożystych pajęczynach pasą się zegarki. Zaglądam pod łóżka, gdzie przetaczają się koty kurzu wielkości męskiej dłoni. Otwieram szafy i zasypuje mnie ich zawartość. Na balkonie rozbryzgana ptasia kupa jest świeżym dowodem na to, że PTEROZAURY wcale nie wyginęły! Myślę... myślę o sprzataniu :D 

PLANUJĘ ZMIANY:

ROLETY, żeby powstrzymać wiosenne słońce; ZASŁONY, żeby poprawić sobie humor. 

Kwiaty! Lecę do mięsnego, a po drodze kupuję tulipany.  WIOSNA JAK NIC, bo sprzedają po dwa zyle!

Wyciągam z szafy kawałek okropnego poliestru, który udaje len. Obszywam go ładnie niezbt pasującą nicią.

Obrósł mi zielony Obrus. 

Kolor ma wspaniały i na tym koniec zalet :D fatalnie się prasuje i potwornie się szyje.

Znajduję jeszcze kilka tkanin, niekoniecznie w wiosennych kolorach i od razu przychodzi mi do głowy koszyk. Tym razem kroję trochę mniejszy 35cmx35cm; wsuwam w dno odpowiednio przyciętą podkładkę plastykową. Koszyk dobrze trzyma formę i jest stabilny. Ścianki wiążę na troczki.

Z kwiecistej tkaniny wymyślam sobie KWOKĘ. Rysuję bardzo prosty szablon i kroję. Ciach, ciach! Szycie zajmuje tylko chwilę i kura jak malowana! Kiedy ją wypycham gul mi skacze (jak zwykle przy tej robocie) lekko elastyczny materiał stwarza niebezpieczeństwo NZjR, czyli niekontrolowanego zwielokrotnienia jej  rozmiarów. 

Kokoszka jak z kurnika. Ma dzióbek z filcu i oczko z koralika! Nie zapomniałam też o innych szczegółach anatomicznych: skrzydełkach, kurzych łapkach i uroczym grzebieniu.

Projektując ogon wykorzystałam swoje kwiatkowe doświadczenia i przeszyłam go czekoladową muliną.

Jak każda szanująca się nioska lubi zielone, więc siedzi na obrusie.

Będzie mi do Wielkiejnocy znosiła szmaciane jaja, a później będzie mi wodziła szmatkowe kurczęta.


*mogłabym się wytężyć i zamieścić swój autorski szablon na nioskę (w formacie PFD) jeśli ktoś wyraziłby ochotę uszycia sobie podobnej. 

Kokoszka w towarzystwie koszyka (chyba szykuje się już do znoszenia jaj) wygląda bardzo zacnie. Zwróćcie uwagę, że kura niejedną ma twarz, a to drugie oblicze jakieś takie mroczne jest i nieprzeniknione :D W sumie, to gdyby nie to, że kupa bryzgnięta była już o świcie, mogłabym posądzić ją o to, że TO ONA mi tam... na tym balkonie... 

Myślicie, że byłaby do TEGO zdolna?

Wiosenne zdjęcia wykonałam na ZŁOTYM BRYSTOLU. Nieźle mi poszło.

Chciałabym uszyć z kolorowego filcu okrycia na jajka (kto ma gołe ten wie, jak bardzo się przydają i jak dodają uroku) króliczka, kurczaczka i takie tam, zaobserwowane w necie, ale to może jutro, kiedy znowu zacznę myśleć o sprzątaniu? 

Udało mi się wreszcie wywiązać z obietnicy i udostępnić szablon kurzy. Krojąc należy dodać po 1cm na szwy! Umieściłam (dla ułatwienia) punkty styczne, oznaczone numerami, które powinny trafić na siebie podczas zszywania i tak: jedynka musi leżeć na jedynce, dwójka na dwójce itd. Skrzydło można ująć w przednim cięciu - ja zapomniałam i musiałam je naszywać osobno. Spód może nie pasować zbyt idealnie, proszę się tym nie przejmować i po prostu go dociąć. Życzę dobrej zabawy!

Szablon na Kurę

 

PS. Przed wielkim sobotnim wyjściem zaginęła mi PĘSETA. Ja: (wytrącona z równowagi, także hormonalnej) Wyrósł mi wąsik!Kris: nie kryjąc zaskoczenia "???"  Ja: "Trudno. Idę z NIM!" ; Kris: "Cooo?! O nie, moja droga!!! Idziesz albo z NIM, albo ze mną!!!"  :D

Strachy Na Lachy i poszłam z NIMI.

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci