Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : len

Vintage.

brummblogging

Len od ciotki. Dziesięć lat przeleżał w mojej szafie... bóg raczy wiedzieć ile lat leżakował w innych szafach. Czym i gdzie bywał? W każdym razie nie puszcza pary z gęby i nie uchyla ani rąbka... tajemnicy. Taki sobie len. Absolutnie vintage. Nie wzbudził mojego zachwytu, kiedy go dostałam. Dekadę kwitł w szafie, aż rozkwitł.

Uszyłam z niego siaty. Nie wyobrażam sobie innego zastosowania dla lnu nie do zdarcia. Niebielonego. Zwykłe, proste siaty na pięć kilo kartofli, głowę kapusty, bochen chleba... albo dwa. Zakupy vintage pasują jak ulał do lnianej siaty. 

Ucha z taśmy parcianej. Dobrze leżą w ręce, kiedy trzeba jakoś donieść te kartofle i kapustę. Nie piją w rękę, nie urywają palców. Wrażenia z poprzedniej epoki.

Boczne szwy ozdobiłam beżową wypustką. Dno lekko usztywniłam. Jakoś tak... niechcący, wszyłam beżową podszewkę. Dyscyplinuje trochę len. Nie pozwala mu się miąć zanadto.

Przypominają mi wakacje na wsi. Lipiec. Dziadka na motorze, obcego mi człowieka, wracającego ze sklepu w upale i kurzu, z dziesięcioma bochenkami chleba. Do ostatniej kromki był wyśmienity! Mleko zsiadłe i masło. Wędzony boczek wiszący pod sufitem. Najsłodsze czereśnie świata. Żniwa.

Nie ma już tamtego miejsca. Babci od zsiadłego mleka z cukrem i tamtej dziewczyny, która nie lubiła dziadka. A len jest. I siata uszyta jest. Będą kartofle! :D

Jedna siata dla mnie. Druga szuka domu, gdzie lubią kartofle i kapustę :D



Zachęcam Was bardzo do wsparcia akcji:

tekst alternatywny

Chcemy mieć wpływ na zawartość pisma, które kupujemy!


PS "A niech to szlag kopnie w jasny dzbanek!"  zaklęła siarczyście Iga :O

Dwa kilo elegancji.

brummblogging

OKOLICZNOŚĆ JEST - przydałaby się SUKIENKA. Sukienki nosiłam chętnie i wyglądałam w nich obłędnie, mniej więcej pod koniec ubiegłego wieku... W tym stuleciu jeszcze żadnej z tych rzeczy nie próbowałam. Nie szkodzi! Okoliczność mi sprzyja! Od razu wykombinowałam, że wystarczy mi półtora metra satynowych kropeczek... buhahaha! chyba jeśli - wespół z Krisem - wytężymy się niemożebnie i naciągniemy kropki do 2,65mb. Niestety nie lubimy się zbytnio napinać... więc pomysł padł, a okoliczność jest... 

PRZEJRZAŁAM 63 "Burdy" (nobla człowiekowi, który wymyślił stronę pod tytułem: "WTymZeszycie" ) w jeden wieczór i znalazłam - w numerze 11/2007 - coś łaskawego dla moich kształtów i akuratnego na okoliczność, tylko satynowych kropeczek za mało... i co teraz?

Teraz LEN! :O

Kupon WAŻYŁ TYLE, CO MAŁY SŁOŃ i nie dorównywał urodą kropeczkom. Miał za to trzy i pół metra bieżącego przewagi nad nimi. Stalowo-srebrzysto-szarej, na biało, w różyczki drukowanej, przewagi. Zapewniał duży komfort krojenia (metraż) i wygodę szycia (skład) cóż więc, że wydawał mi się dość paskudny i szpetny

Zapowiedziałam się już - kretynka ze mnie -  na tę okoliczność w sukience...


Model 112 dla kobiet wysokich; góra kopertowa - wysoce ryzykowna na wiadomą okoliczność i na obfity cyc - pod biustem cięcie, dół układany w kontrafałdy, stół sosnowy - wspaniały! Dla pewności, że sobie nie strzelę tym dekoltem w kolano, wykonałam próbny egzemplarz z przypadkowej tkaniny i okazał się strzałem... w stopę.

KOMPLETNA KLAPA!

Skroiłam więc kolejną górę, tym razem już z lnu - do upartych świat należy - uznając, że może (mimo braku jakichkolwiek poprawek) pójdzie mi, za drugim razem jakoś tak... lepiej. I NIE POMYLIŁAM SIĘ :O

Po prostu przypadkowa tkanina dała doopy, a nie ja. 

Sukienka jest urocza.

Waży tyle co rycerska zbroja

i potrzeba mi Krisa, żeby zapiąć suwak :D ale JEST UROCZA. 

 

 

Niewiele ją przedłużyłam w stosunku do oryginału. 

Kontrafałdy zaszyłam na brzuchu i dzięki temu rozkładają się dopiero na biodrach. Uniknę w ten sposób niewygodnych pytań w stylu:

"Który to  miesiąc?" 

oraz:

"... a chłopiec czy dziewczynka?"

Wszystkie podwinięcia (dekolt, dół, półrękawki) podszyłam ręcznie.

 

Suwak (przewidziany na środku tyłu) umieściłam w szwie bocznym i wydawało mi się to takie przebiegłe :O

i taaakie cwane...

i wydawało mi się tak aż do chwili, kiedy spróbowałam się zapiąć...

Na plecach jest głęboki dekolt o którym niestety niewiele mogę  Wam powiedzieć...  po prostu wiem, że TAM JEST.

MAM SUKIENKĘ. Oczywiście, kiedy skończyłam szycie i odetchnęłam z ulgą, nadciągnął atlantycki front arktyczny, temperatura spadła do 13 stopni... zerwał się wiatr, niebo się zasnuło i zaczęło padać... Nie szkodzi. Jeśli nie TA okoliczność, to jakaś inna na pewno się wkrótce nadarzy i z pewnością ją wykorzystam!

LEN TEN nie wydaje mi się już taki szpetny :O

a Wam?

PS Ja: Mam tego dość! Wyjeżdżam do Kapadocji! ; Iga: "Ale... Ale... my nie będziemy wtedy mieć kochającej matki! I GOTUJĄCEJ! A tata przeciez nie umie ugotować nam PARÓWEK!!!"  

Na ryby nie chodzę...

brummblogging

...ale rybaczki noszę bardzo chętnie! Ponadczasowe, o idealnej długości dla mojej sylwetki (trzy czwarte łydki) doskonale sprawdzają się latem, nawet w dość oficjalnych okolicznościach. Korzystałam z wykroju, kopiowanego z marcowej "Burdy" z roku 2005, szyjąc już trzecie wcielenie spodni; wyszły tak:

Oryginalny wykrój ma kilka udziwnień, które pomijam, żeby sobie oszczędzić frustracji i uprościć robotę; rezygnuję także ze skośnie zorientowanych kieszeni, naszywanych na udach :P 

Zachowuję za to piękny szeroki pasek (choć  z kolei rezygnuję z jego asymetrycznego zapięcia) który jest prawie karczkiem; jego górna krawędź sięga do linii talii. Odszywam kieszenie i dodaję szlufki. Prawie nigdy nie daję podwójnego worka kieszeniowego (z oszczędności materiału oczywiście, ale także po to, aby nie dodawać na biorda trzech warstw tkaniny) wykańczam brzeg kieszonki lamówką, i naszywam pojedynczy worek na przód. 

Na tyłach naszywam nieskomplikowane kieszonki. 

Na fotografii tego w ogóle nie widać, ale jest to dopasowany fason, zwężany do dołu i blisko ciała. Mimo, że wybrałam tkaninę nieelastyczną (przepiękny len z 40% dodatkiem wiskozy, który wspaniale się szyje! i doskonale układa) leżą świetnie i noszą się komfortowo. Można w nich bez obawy usiąść i nawet później bez obawy wstać! :) 

Spodnie wykończone są u dołu pięknymi mankietami! bardzo lubię mankiety, ale rzadko je robię, bo zużycie tkaniny gwałtownie wzrasta ;) a tego z kolei nie lubię. Wszystkie stębnowania wykonałam ściegiem ozdobnym. Samodzielnie nabijałam srebrne guziki do dżinsu; nie wymaga to umiejetności, ani finezji, trzeba tylko walnąć młotkiem. Efekt jest bardzo profesjonalny.

Rybaczki juz przetestowane, więc mogę polecić z czystym sumieniem. 

 Koszt: cena rybaczek, względnie rybaczków nie jest wygórowana; tkanina kosztowała 5,20 za pół metra i była bardzo szeroka; zużyłam około metra lnu, suwak do rozporka i nici, oraz trzy guziki do dżinsu. Sądzę, że kwota zamknie się w 15zł.

Kupuję tkaniny.

Kilkaktrotnie już robiłam zakupy u tego sprzedawcy e-AbcTekstyliaPL i bardzo serdecznie go polecam. Piękne i oryginalne tkaniny w doskonałych cenach! Zdjęcia i opisy odpowiadają rzeczywistosci i dobrze charakteryzują przedmiot sprzedaży, a przy tym wszystkie wątpliwości są zawsze rozpatrywane na korzyść klienta! Tkanina z której uszyłam rybaczki także pochodzi od tego sprzedawcy.


Musztarda dijon.

brummblogging

Kris wyjechał był na ważną delegację do Fracji. Po powrocie zaś jest indagowany przez koleżanki, które są bardzo ciekawe, co przywiózł żonie z podróży. Typy są rozmaite: wino! biżuteria! może perfumy? Kiedy oznajmia, że przywiózł mi musztardę prosto z Dijon, pojawia się niedowierzanie i zgorszenie ;) "...ale ona lubi musztardę" argumentuje, pogrążając się ostatecznie w oczach swoich zdegustowanych koleżanek.

Lubię musztardę :D nie tylko tę z Dijon. Kupiłam kupon lnu tylko dlatego, że miał piękny musztardowy kolor. Uszyłam spodnie dla siebie, z myślą o rodzinnym grilowaniu w ogrodzie.

Spodnie powstały według wypróbowanego wykroju (chwilowo nie mam ochoty na eksperymenty w tej kwestii) są dopasowane w biodrach, mają szerokie nogawki -  tak, tak! ściągnięte gumkami! po prostu musiałam to zrobić ;)  oraz szeroki pasek, którego górna krawędź leży na wysokości talii.

Ponieważ tkanina miała różne odcienie na prawej i lewej stronie, lamówki kieszeni i szlufki wykonałam w jaśniejszym kolorze. Decyzja, którą stronę wykorzystać jako "prawą" nie była łatwa. Zwyciężyła moja miłość do musztardy :p i nasycony odcień. Zdjęcia niestety nie oddają w pełni tej musztardowości... bez lampy wychodziły brązowe - zgroza! - z lampą błyskową są zbyt żółte.

 

Szyjąc spodnie na swoją sylwetkę, ze znanego mi już wykroju, mam bardzo ułatwione zadanie, dlatego szyję szybko i bez zbędnych ceregieli; w tym wypadku trzy godziny. Ponieważ muszę mieć możliwość łatwego dopasowania ich do zmieniającej się sylwetki, odszywam paskiem (tutaj modelowym i takie lubię najbardziej) osobno przód i tył, potem je dopiero łączę, wzdłuż całego boku. Zwężenie w pasie, tak uszytych spodni, nie stanowi żadnego problemu i zajmuje kilka minut.

Mam w szafie beżowe espadryle na pięknej koturnie i czuję, że ich wielka chwila nadeszła wraz z powstaniem musztardowych pumpków (nazwę tę dedykuję Krisowi) stworzą razem nieziemski duet. Granatowa bluzeczka też powinna dać radę. Może macie pomysły, z jakimi kolorami jeszcze łączyć spodnie? zapraszam do komentowania.

Koszt spodni: tkanina lniana (mam nadzieję, że z domieszką, ale tego nie pamiętam) ok 1,50mb za kwotę 18zł; nici i trzy guziczki; zbierze się 19zł to dobra cena za lniane spodnie!

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci