Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : czapka

Podeszły wiek.

brummblogging

Zachorowałam. Nie, że się przeziębiłam, dostałam kataru i pięć razy kichnęłam, o nie! W życiu zawsze idę na całość, więc rozchorowałam się też spektakularnie, na zapalenie płuc. Swoją jednostką chorobową wprawiłam w zdumienie lekarza pierwszego kontaktu, który w osłupieniu, dwukrotnie przecierał stetoskop. Powiedział, że mi chrzęszczą płuca. Też mi nowina! głównie z tego powodu do niego poszłam. Dźwięk ten, coraz bardziej uporczywy i donośny, zakłócał i mnie, i Krisowi nocny wypoczynek! Następnie zaimponowałam panu doktorowi kaszlem, którego nie powstydziłby się galopujący suchotnik i zostałam wyproszona z gabinetu.

 Ponieważ jestem w takim wieku, kiedy każde zapalenia płuc może być moim ostatnim, leczę się gorliwie i leżę permanentnie. Od kilku tygodni moje dzieci chodzą splątane, gdyż dotąd uważały, że wyrażenie chora matka to najlepszy przykład oksymoronu. Z resztą Kris także zachowuje się jak człowiek, który coś zgubił... ale nie wie co, więc się tylko kręci bez sensu, jak zepsuty bąk. Jedynym plusem dodatnim jest fakt, że pies przestał łazić za mną i piszczeć, kiedy chce wyskoczyć na siku. Teraz leży pod drzwiami u Marcela i skowyczy żałośnie.

 Takiego zobojętnienia wobec całego wszechświata już dawno u siebie nie obserwowałam. Nie rusza mnie dosłownie nic. Leżę, kaszlę i apatycznie gapię się w ścianę. Każda wyprawa do kibelka jest jak podbój Czomolungmy. Zimą i w pojedynkę. Wracam z takiej wyprawy skrajnie wyczerpana, kaszlę jeszcze głośniej i apatyczniej gapię się w ścianę. Dla nikogo nie będzie więc zaskoczeniem, że nie szyję. Jednakowoż szyłam, zanim zapadłam i mam teraz co pokazać.

bluza z golfem

Bluza dla Igi. Uszyta z fajnej, dwuwarstwowej dzianiny. Wykrój z Burdy nr 8/2016 nie zainteresował mnie w ogóle, dopokąd nie ujrzałam jego realizacji w pracowni Magdiczki. Samodzielnie powiększyłam szablon o dwa rozmiary, podczas krojenia dodałam tłuste zapasy na szwy i jest cudownie. Prawie jak u Magdiczki!

szara bluza z naprasowanką

Z golfem było tak, że skroiłam go z reszty materiału i szkoda mi było odcinać nadmiar. Dlatego spróbowałam ułożyć dzianinę na zakładkę i jestem zachwycona efektem oraz zazdroszczę Idze, że ma taką utalentowaną matkę i taki wypasiony golf. Ta mała nie bardzo to docenia, gdyż zapytana, jaki kolor sznurka wciągnąć w tunel, odrzekła z zapałem: już mi lepiej nic nie wciągaj, bo tylko zepsujesz. 

 Niewątpliwą ozdobą bluzy, prócz mojego talentu krawieckiego, jest naprasowanka. W końcu się zebrałam i złożyłam zamówienie w firmie, która mam dosłownie za płotem. No, może za dziesięcioma płotami, ale odbiór osobisty. Nażarłam się porządnie strachu, podczas prasowania, że nie zedrę tej folii, że zedrę ją razem z naprasowanką, że częściowo ją zedrę i o borze zielony tyle rzeczy może pójść nie tak, a wszystko się udało!

spodnie dresowe

Spodnie dresowe z fantastycznymi, autorskimi kieszeniami. Jedyne w tej chwili spodnie, w które Iga nie musi się wdzierać przemocą i które sięgają jej do podłogi. Kroiłam wedle tego szablonu, ale szczególnego szału jakiegoś to nie ma. Najważniejszym klopsem konstrukcyjnym jest tu linia kroku, zbyt płytka i jakaś taka... się nieukładająca. 

czapka

Do kompletu czapka. Jedna dla Małej, druga dla mnie. Jednakowoż tej Małej głowa też urosła i okazuje się, że ta mniejsza za mała i mało brakowało, a doszłoby do aneksji dużej. Walczyłam dzielnie, żeby udowodnić Idze, że czapka na nią pasuje... jak uuuuu...uuulał. Do pierwszego prania kryzys zażegnany.

tunika z dzianiny

Na koniec tunika z resztek rozmaitych dzianin. Burda nr 10/2014, rozmiar 164, ale bardzo myliłby się ten, kto sądziłby, iż to gdzieś w pobliżu 158. Tunika jest bardzo duża, a w dodatku pomyliłam wykroje i do wersji zwykłej, wszyłam jeszcze te koronkowe godety... No cóż, za karę było dziecko wyglądające jak siedem nieszczęść i godzina prucia owerloka. Dopiero, gdy skorygowałam wykrój do modelu 144, wszystko zaczęło jakoś się kleić.

tunika z dzianiny

To tyle. Teraz idę sobie pokaszleć i pogapić się tępo w ścianę. Sądzę, że w poniedziałek kolejny raz zaskoczę swojego lekarza. Brawo ja! Aha! jeszcze chciałam dodać, że mam chyba poważnie niedotleniony mózg, gdyż bardzo mi się podoba listopadowa Burda.

 

PS. Według Igi wypowiedź pisemna musi zawierać: "wstęp, akcję i... występ." ciekawe co na to Pani Ela?

Gooooooool!

brummblogging

Początki były trudne... zwłaszcza dla Krisa. Otóż obejrzałam mecz otwarcia i już w pierwszych sekundach pierwszej minuty przypomniałam sobie, że jestem przecież miłośnikiem futbolu, ekspertem od piłki nożnej i słynnym autorytetem w dziedzinie kopania. Ucieszyłam się i na następny mecz wyposażyłam się we wszystkie, znane mi, atrybuty kibica: chipsy, piwo i spory zasób szpetnych słów. Włączyłam jedynkę - nic, dwójkę - kabaretowy klub dwójki, oblazłam polsaty - gówno, przeczesałam kablówkę - zero! a ponieważ nie było pod ręką żadnego prezesa telewizji, natychmiast wsiadłam na Krisa, zużyłam w 30 sekund cały przyszykowany zapas słów obelżywych i wulgarnych, oraz się poryczałam.

Nie dość, że mnie nie zabrał na żaden velodrom, to nawet nie zadbał o transmisję na żywo? co za żal... Łzy jak wiadomo, działają na mężczyzn mobilizująco, więc Kris od razu wysupłał stówę dla Zygmunta niejakiego Solorza i jeszcze tego samego wieczora mogłam bez przeszkód leżeć na sofie, rozwijać swoją pasję i bez wyrzutów sumienia, żreć chipsy. Turniej zresztą okazał się znakomity, a Kris wyśmienicie ulokował swoje oszczędności. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest to jego najlepiej wydana stówa w tym miesiącu, nie licząc moich zakupów na outlecie.

Jeśli chodzi o moje osobiste preferencje to Arkadiusz Milik. W sumie nie mam w tym temacie nic do dodania, bo albo Kris ocenzuruje to, sprawdzając mi interpunkcję albo, co gorsza, do końca życia zabroni mi oglądania meczy reprezentacji i niechcący potłucze rossmanowy kubeczek z Milikiem. Z innych statystyk to: najlepiej prezentujący się gracz reprezentacji polskiej - Milik, najlepiej prezentujący się gracz w ogóle - Milik, król piłki - Milik, najlepiej asystujący - Milik, najzgrabniej biegający - nie będzie niespodzianki - też Milik, najwięcej wszystkiego i najbardziej - Milik, najlepszy mecz - Milik, w spotkaniu Polska- Portugalia! najładniejszy kolor trykotów - miętowy! gracz, który najlepiej wyglądałby w miętowym - Milik, maskotka turnieju - Mmii... Ronaldo! jednak... rzutem na taśmę i spojrzeniem smutnego misia. Na drugim miejscu tuż za nim, rzecz jasna, Milik. Goooool!

Kolejna sytuacja, to szeroko pojęta kondycja naszej drużyny. Muszę przyznać, że w zamierzchłych czasach, gdy nie miałam pojęcia co to spalony i kiedy dyktuje się rzut rożny, oglądałam popisy naszych piłkarzy z nigdy niesłabnącym zażenowaniem. I bólem dupy, także niesłabnącym... nigdy. Gdyby mi ktoś wówczas powiedział, że biało-czerwoni zagrają na wielkim turnieju, w ćwierćfinale, z Portugalią! i że zagrają nie tylko bez kompleksów, ale jak równy z równym ( Milik - Ronaldo ) i będą biegać bez zadyszki do ostatniej sekundy, ostatniej minuty dogrywki, i że będzie 1:1* i będzie fantastyczne widowisko, i emocje nie do opisania, i duma, i Milik... gdyby mi ktoś to wszystko powiedział, to kazałabym mu solidnie jebnąć się w łeb. A tu proszę, taka niespodzianka i nawet łzę wzruszenia uroniłam nad rozczarowanym Fabiańskim... jedną... ale słoną.

* Bardzo się szykowałam na słynny kibicowski wyskok z fotela i nawet piwo umieściłam w bezpiecznej odległości, po czym pobiegłam do kuchni... w pierwszej minucie meczu pobiegłam, jak to matka, pokroić jakiegoś cholernego pomidora... i w tym czasie cała Polska... wykonała kibicowski wyskok z fotela... w drugiej minucie pierwszej połowy podczas, gdy ja kroiłam drugą połowę pomidora. Wykonałam więc tylko skok gula, brawurowy rzut nożem i karkołomny bieg... na powtórkę sytuacji bramkowej. Goooool!

Choć na wielkie wzruszenia - patrz akapit o Miliku - nie można już raczej liczyć, to euro trwa i piłka jest w grze! Jako ekspert mogę śmiało postawić tezę, że jeszcze wszystko może się zdarzyć, najpewniej wówczas, gdy Kris nie zaopatrzy mnie zawczasu w piwo i chipsy. Faworyta nie mam, jestem elastyczna i błyskawicznie dostosowuję się do sytuacji w turniejowej drabince. To oszczędza mi wielu rozczarowań i nerwów. Na dziś mam tylko jedno marzenie, żeby na zielonej, francuskiej murawie bezlitośnie rozwalcowano Portugalię. Goooool!

Ponieważ to blog szyciowy, a nie udziergałam ostatnio żadnej piłki, pokażę wiosenne i w ogóle już nieaktualne czapki i kominy. Uszyłam je trzy miesiące temu i pamiętam jak dziś, że odczuwałam wówczas coś na kształt zadowolenia. Kolory mocno energetyczne, chyba na przekór pogodzie, fasony proste, dzianiny bawełniane. Coś dla mamy i coś dla córki. Daję.

 

Powyżej dwuwarstwowy obfity komin i czapka z ćwiekami dla małej. Żółta dzianina jest mięsista i masywna, więc nakrycie głowy naprawdę piękne. Poniżej podobny zestaw dla dużej. Czapa z rulonem i koralowy komin.

 

 Jeśli chcecie nastraszyć sąsiadów, uszyjcie sobie wściekle żółtą czapkę i noście ją rano, koniecznie bez makijażu. Efekt Wooow! i stan przedzawałowy murowany.

 

Bananowa czapka typu smerfetka jest dużo bardziej twarzowa. W dodatku pasuje jak ulał do komina. Ozdobne guziczki sugerują przód, ale Iga dość luźno odnosi się do tej sugestii i kładzie ją jak leci.

 

 Na koniec moja czapeczka, która bardzo mi się podoba, ale której nie odważyłam się założyć. Nie umiem się do niej przekonać, miała być zwykła, na spacerek z psem, czy skok do żabki, a wyszła jakaś pojechana. Sama nie wiem, co z nią jest nie tak... naprawdę bardzo mi się podoba... tylko nie w zestawieniu z moją twarzą.

 

 PS

Iga: "Jutro na zastępstwo przyjdzie do nas pani Zgnilizna!"  po chwili: "...czy tam jakaś Glizda." 

Iga nazajutrz: "To nie była żadna Zgnilizna, ani Glizda, tylko pani Zielińska."

Pierwszy raz!

brummblogging

 Spodnie dresowe z pięknej, niebieskiej, melanżowej dzianiny pętelkowej. Nie pierwszy raz szyte, ale po raz pierwszy skrojone z zadowalającą mnie rezerwą. Zapasowe centymetry, w dużych ilościach, umiejscowione są wszędzie: w pasie, biodrach, w kroku i oczywiście długości nogawek. Słowem spodnie są na mocno na wyrost, co cieszy mnie ogromnie, ponieważ Iga rośnie, jak włosy... nie, że do dołu, tylko o 1 centymetr każdego miesiąca! Szok i niedowierzanie jak w sztabie Komorowskiego?

dress11

 Jak mi się tego udało dokonać? Otóż solidnie powiększyłam tamten wykrój: z dziury w dziurę , naprawdę solidnie! na przykład do długości nogawek dodałam 7cm i bardzo się myli ten, kto sądzi, bo se policzył, że dresy wystarczą na pół roku. Bardzo! bo pomiary sobie, a dziecko powiększa się jeszcze jakoś tak... niepomierzalnie i niezauważalnie. Trudno to zarejestrować jakimikolwiek przyrządami i tylko ubranka to pokazują dobitnie, co sezon, masakra.

dress21

 Naszywanie łat na nowe spodnie jest przejawem krawieckiej antycypacji. Wszak te rejony są szczególnie narażone na przecieranie i lepiej zapobiegać, niż pruć! czy jakoś tak. I łaty, i kieszeń na prawym pośladku wykonałam z tkaniny skóropodobnej w kolorze brązowopodobnym. Bardzo panikowałam zaczynając stębnowanie, zupełnie bezsensownie, ponieważ zawczasu zaopatrzyłam się w niezbędne akcesoria: igłę do skóry i teflonową stopkę do maszyny. Jestem  z a c h w y c o n a!  Poszło jak po maśle\mydle\sznurku.*

*niepotrzebne skreślić

dress31

 Dzianiny miałam chyba metr, więc pozostał mi niewielki okrawek z szerokości. Żal nie wykorzystać takiej pięknej materii, więc wycięłam prostą czapkę. Jak zwykle, boszszsz... źle oceniłam rozciągliwość - nooo, seriooo... - i czapka obciskała małej banię, aż żal... to ją rozcięłam* na dwie, nierówne części i otrzymałam dwie (również nierówne) czapeczki. 

 * początkowo plan był taki, że czapka będzie z podwójnie złożonej dzianiny, ale się rypło.

dress7

 Najpierw pokazałam Idze tę z kotkiem, a ona grzecznie zauważyła, że czapeczka jest bardzo ładna... jak dla małego dziecka, "a ja mam już SIEDEM lat." Na to ja wyciągnęłam drugą czapeczkę, która spotkała się z umiarkowaną akceptacją i nieprzesadnymi objawami aprobaty. Za to dziś od rana Iga siedzi w czapce na sofie, więc chyba nie jest aż tak słabo? W pobliżu spodni czapka wygląda super i w dodatku jest absolutnie adekwatna do tegorocznej, majowej aury.

dress5 Tak oto znakomicie wykorzystałam kupon niebieskiej dzianiny dresowej. Najlepiej jak to możliwe wykorzystałam swoją jedyną godzinę wolnego czasu w mijającym tygodniu i prześwietnie wykorzystałam pieniądze, kupując akcesoria do maszyny: igły do skóry, igły do jerseyu, stopkę teflonową i stopkę z rolkami, dedykowaną do materiałów trudnych. Na dodatek pies nie zdechł z głodu, dzieci o czasie trafiły do szkoły i obiad był na stole, jak należy, a spodnie są przyszłościowe i mają spore luzy pierwszy raz! Szok i niedowierzanie jak w wyżej wymienionym sztabie? ha!

 PS Iga dołączyła do szczęśliwych abonentów sieci telefonii komórkowej. Próbuje pisać SMSy. Marcel: "Nie czekaj na mnie, jednak będziemy o 23"; Iga: "Amoge nie wytrzymać wiesz ale będe szczekacz tyle ile wyszymać ."; Marcel: "Nie kumam"

Skarpety de luxe.

brummblogging

Jesienią kupiłam sobie czapkę z szarej dresówki. Najzwyklejszą i najprostszą z możliwych, ale zwyczajnie oszalałam na jej punkcie i kupiłam. Fason sprawdza się wyśmienicie, czapka nie ciśnie, nie zsuwa się na oczy i jestem w niej w zasadzie nie do poznania. Mogę myć głowę zaledwie raz w tygodniu, a wychodzić z domu codziennie. Pasuje zawsze, do wszystkiego i mogłabym jej w ogóle nie ściągać od początku listopada aż do końca marca. Prędzej wypuszczę się na dzielnię bez dzieci, Krisa, telefonu, ekosiatki, ręki, nogi, czy głowy, niż bez niej.

Z uwagi na wszystkie zalety czapki i jedną jej wadę - cenę, postanowiłam narobić sobie takich w domu, samodzielnie, na zapas i na wszelki wypadek. Kupiłam fajne, miękkie dzianiny w pięknych kolorach i rozpoczęłam nielegalne klonowanie. Zaczęłam od granatowej i nożyczki mi drżały, a wszystkie moje gruczoły potowe wykazywały zwiększoną aktywność. Zupełnie niepotrzebnie!

Czapka typu skarpeta udała się nadzwyczajnie i nie sprawiła najmniejszych problemów. To znaczy, że wykonanie trzech szwów przebiegło pomyślnie, nić się nie splątała, ani nie zerwała, a wszystko trwało ze cztery minuty. Na koniec nastębnowałam naszywkę i pękłam z zachwytu! Tę niezwykłą skarpetę oddałam Marcelowi prawie bez walki, bo już się cieszyłam na drugą - miętową!

 Wszystko się działo identycznie jak przy granatowej i nożyczek drżenie, i gruczołów nadaktywność podczas cięcia miętowej dzianiny, i pękanie z zachwytu. Tylko na sam koniec, zamiast pasmanteryjnej naszywki, przyczepiłam sobie na czole trzy nadzwyczajnie połyskujące diamenciki. Muszę Wam wyznać, że to już nie jest zwykła czapa - skarpeta, o nie! to jest fantastyczna i elegancka skarpeta w wersji de luxe. Trzeba do niej zakładać szykowne botki na obcasie, grubo tuszować rzęsy i myć głowę, nawet jeśli włosy są pod nią całkowicie ukryte. Groza!

 Skarpeta w stylu glamour! Nie do końca tego się spodziewałam... na szczęście tamtą starą, szarą wciąż mam na podorędziu. W szafie został mi jeszcze kawałek żółtej dzianiny o sorry b a n a n o w e j, na trzecią czapkę, ale wymyśliłam do niej wielki, tiulowy, seledynowy pompon, więc chwilowo wstrzymałam pracę , przeczesuję internety i szukam najtańszego tiulu na świecie. 

  Wyjaśnię jeszcze, że oczywiście przyoszczędziłam na dzianinach i kupiłam ich po pół metra. Czapka ma długość 29 cm i jest to absolutnie konieczne, żeby głupio nie sterczała w niebo, lecz aby dzióbek opadał należycie w tył  i ku dołowi. Kto jest biegły w rachunkach już spostrzegł, że nie wystarczy materii na złożenie podwójnie... a o obszywaniu dołu czapek mowy być nie mogło! Cóż... skroiłam więc tak, jak wyszło i przewinęłam dzianinę do spodu tak głęboko, aby krawędź spotkała się z początkiem szwów u góry i tam (w czterech miejscach) podszyłam ją ręcznie. Po zaprasowaniu dołu wszystko siedzi na miejscu i układa się bombowo.

 Lubicie nosić czapki? Ja szalenie! W pewnym wieku ukrycie  tożsamości lub choćby części twarzy jest bardzo pożądane. Zauważyłam, że im bardziej się posuwam, tym więcej mam czapek i tym głębiej je naciągam na oczy. Nie martwi mnie to zwłaszcza, kiedy konspiruję się pod taką piękną miętową skarpetą z diamencikami! De luxe!

 

 PS. Iga do Krisa: "Oooo! niezły z ciebie ironista!"

Z dziury... w dziurę.

brummblogging

Moje dzieci są niezwykłe! Kiedy się urodziły, miały bujne, czarne czupryny i ważyły po 4200 każde. Oczywiście wiązały się z tym pewne utrudnienia i przeszkody... nie mówię tutaj wcale o kondycji naszych rodzicielskich kręgosłupów, ani o ilościach kaszki, ani nawet o obfitości stolców, bo to temat na oddzielny wpis... Chodzi o to, że od razu, w pierwszej dobie życia, za jednym zamachem, pominęły całą noworodkową rozmiarówkę bodziaków, kaftaniczków czapeczek i pieluszek. 

Potem było już tylko gorzej. Foteliki, buciki, pajacyki wszystko jakieś takie minimini. Moje dzieci, jak dwa Guliwery w krainie lilipucich rozmiarów, siłą wciśnięte do zbyt niskich krzesełeczek i przytrzaśnięte ciasno blacikami. Uch! Ych! Och!

Na dodatek rozmiarówka ubranek dziecięcych nie stanowi ciągłości. Pełno jest w niej dziur, pułapek zastawionych przez producentów konfekcji, na matki niewymiarowych dzieci. Wyrasta dziecko ze 128? O! nie myśl, że płynnie przejdziesz do kupowania, czy szycia w rozmiarze 134. Pomiędzy nimi zieje przepaść. Luka przewidziana być może na skok rozwojowy. Trrrach! i masz dziecko o 20cm wyższe. Baaaach i waży 5kg więcej, a ręce ma już do kolan. No! teraz możesz spokojnie kupić wdzianko w rozmiarze młodzieżowym. 

Niestety ja wpadam z dziury wprost w dziurę. Jeszcze w ubiegłym roku byłam szczęśliwą mamą i kupowałam Idze, lat 5, ubranka na lat 7/8 na regale duże dziecko. Pasowały znakomicie!. Ach! W tym roku nie okrywają jej ani pępka, ani kostek i trudno jej w nich usiąść, a to wiadomo wymagane jest w szkole. Poszłam więc we wrześniu na sąsiednią sekcję: mała młodzież i kupiłam kilka bluzek na 9/10 lat... niestety klapa. I klops. Mniejsza o to, że Iga wygląda w nich jak 7 czy 8 dziecko stróża, mogłabym to jakoś zdzierżyć, ale te dekolty! dekolty sięgają jej do połowy klaty i zsuwają się z ramion, no tak przecież być nie może! 

Dlatego Iga jest jest w tym roku tekstylnie poszkodowana, a zawartość jej komody jest więcej, niż skromna. Nie ma rady, trzeba znowu zająć się szyciem zwłaszcza, że nie ona jedna cierpi na rozmiarówkowej zmowie producentów. Marcel ze swoim wzrostem 160cm jest już na końcu regału młodzieżowego, a w spodnie na 158 mógłby wejść swobodnie wraz z Matim i Oskim. 

Zaczynam prace od tego, co mam pod ręką, czyli od reszty szarej dresówki. Wystarcza jej na spodnie i na jesienną czapkę. 

spodnie z dzianiny

Wykrój z Burdy nr 10/2013 w rozmiarze 134. Kieszenie, łaty i kieszonka z tyłu z granatowej dzianiny typu polo. Góra ujęta gumką. 

spodnie

Wszystkie kieszenie po prostu obrzuciłam owerlokiem i nastębnowałam na spodnie. Łaty poprzeszywałam spiralnie dla wzmocnienia efektu ochrony przed dziurą. 

spodnie dresowe

Na razie Iga mieści się w burdowej rozmiarówce dziecięcej, ale drżę jak pożółkły liść na klonie, na samą myśl o przejściu do tabeli wzrostów młodzieżowych. Wówczas tamto 134 nie będzie wcale podobne do tego 134 i będę znowu w... dziurze.

czapka

Na koniec szara czapa. Wykrój to inwencja własna inspirowana podobnym modelem, zakupionym za 19,90 pod wpływem niewytłumaczalnego impulsu, albo chłodu. Na środku czoła niedbale naszyłam wspaniale błyszczący diadem. Wygląda znakomicie na małej księżniczce. 

 Teraz muszę się pilnie zaopatrzyć w dzianiny tralalala! dużo dzianin tralala! i poszyć trochę prostych bluzeczek, które będą pasowały do tych portasków. W między czasie zaś uszyję może wrzosowe dżinsy, na chłodne dni. Potem pomyślę o spodniach śniegowych i tak dalej i tym podobne. Nie wiem doprawdy jak z dziurami w rozmiarówkach radzą sobie mamy, które nie potrafią szyć? może na ten czas trzymają swoje dzieci w domu, karmią je obficie i wymawiają się ospa wietrzną? aż do chwili, kiedy dziecko będzie gotowe przeskoczyć na następny regał?

 

PS Ja: Igo, dlaczego zawsze idziesz w parze w panią? ; Iga: "Pani jest fajna!" ; Ja: A dziewczynki nie są fajne? ; Iga: "Są, ale mają lepkie rączki." :D

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci