Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : sniadaniowka

Mimozami jesień się zaczyna...

brummblogging

...tak jasne... mimozami, od razu... akurat, chyba ty! Każdy, kto choć przez chwilę był matką wie, że jesień się zaczyna pierwszymi wrześniami, roku początkami, worków szyciami i wywiadówkami. Potem długo, długo nic i dopiero jedna, obsikana przez osiedlowe psy i słońcem wrześniowym upalona, mimoza. Pamiętacie akcję? otóż w tym roku wszystkie moje dzieci trafiły odpowiedniego dnia, o akuratnej godzinie, do adekwatnych placówek i były na dodatek w stosownych ubraniach! Ha! i już, już chciałam odtrąbić organizacyjny sukces i wyszyć sobie na tiszercie stara, ale jara, gdy się zorientowałam, że przegapiłam zapisy do pierwszej komunii... W związku z tym muszę się jakoś umówić z proboszczem na solo i nie powiem, obawiam się, że poświęci mi zbyt wiele swojej świątobliwej uwagi...

 W temacie szkoły, to Iga w tym roku nie ma żadnej poważnej misji, poza utrzymaniem się na powierzchni. Za to Marcel... O! Marcel wyobraźcie sobie, na wyraźne polecenie Pani minister Zalewskiej, poszedł w y g a s z a ć gimnazjum! W nagrodę za dobrze wykonane zadanie, w liceum spotka się ze swoimi kolegami z ósmej klasy szkoły powszechnej i będą siedzieć po 2 na jednym krześle, po 4 w ławce i po 60 w klasie. Żeby było śmieszniej, to tę szkołę powszechną, w przyszłym roku, zainicjuje Iga*, która pójdzie do zinfantylizowanej czwartej klasy, z nauczycielami nauczania początkowego, którzy zamiast uczyć przyrody, historii, muzyki, informatyki itd. przeprowadzą propedeutykę nauczania przedmiotowego. Niezłe combo?.. to teraz niech ktoś odczyta apel smoleński.

*Iga to jest w ogóle ofiara systemu. Najpierw objęła ją reforma, potem odwołano reformę; zaczynała w szkole podstawowej, a skończy szkołę powszechną, ominie ją bal gimnazjalny, na który bardzo się szykowała i o kolejny rok wcześniej pójdzie do liceum, gdzie przystąpi do egzaminu maturalnego, który będzie mniej testowy, z za to bardziej prestiżowy. Na szczęście, jeśli będzie niezadowolona z wyników, będzie mogła się odwołać do KAE. Oczywiście minister n a u k i pan Gowin też szykuje dla niej niespodzianki i zabiera się za gruntowną reformę szkolnictwa wyższego...

 Wracając do szycia, gdyż bliższa ciału koszula, to naturalnie dziergałam te wszystkie piórniczki i woreczki, a nawet jedną śniadaniówkę i w dodatku - będzie perwersyjnie, niech dzieci przejdą do następnego akapitu - sprawiło mi to ogromną przyjemność! Może dlatego, że kupiłam na wyprzedaży w IKEA fantastycznie tanią i bardzo ładną bawełnę z brokułem i ciachałam ją zupełnie swobodnie i bez wyrzutów sumienia?

worek na kapcie

Easy-peasy, trzy i pół szwu plus sznurek. Worek jest duży i mieszczą się w nim swobodnie buty w rozmiarze 37... nie pytajcie mnie, jak to możliwe. Taki sam rozmiar obuwia ma Pani Jola, więc Iga może już pożyczać szpilki od swojej wychowawczyni.

piórnik, śniadaniówka

 Śniadaniówka o nowych proporcjach, nie upycham już do niej bidonu i piórnik o standardowych wymiarach, bo kredka to kredka. Wszystko podkleiłam grubym sztywnikiem i doskonale trzyma formę. Piórnik wykończony zielonym ortalionem, śniadaniówka masywną ceratą. Wewnątrz kieszonka na smakołyk lub niespodziankę.

śniadaniówka

Cały zestaw prezentuje się imponująco! sprawdzi się i w podstawówce i szkole powszechnej. Buty należy zmieniać, ołówki ostrzyć i drugie śniadanie jeść. Tego nie zmieni żadna reforma. 

piórnik

Żeby Marcel mógł godnie wygaszać, też dostał piórnik, a nawet dwa. Jeden normalny, a drugi ulgowy... heheszki... nie, drugi artystyczny, gdyż wydaje się, że trafił na pana od plasty z tak zwanym zacięciem i już po pierwszej lekcji zaopatrzył się w komplet profesjonalnych ołówków oraz gumkę chlebową. Na szczęście panu od muzyki chyba brak zacięcia, co oznacza, że nie będę w tym roku szyć pokrowca na fagot.

piórnik

 Wczoraj na zebraniu rady rodziców mianowałam się Sekretarzem Prezydium. Nominacja spotkała się z dobrym przyjęciem kworum i nawet z głębi sali podniosły się pojedyncze brawa, za odwagę. Postanowiłam, że będę sprytna jak Korwin w Parlamencie UE i rozwalę ten system od środka. Taka działalność dobroczynna.

PS Kuracja odmładzająca. Ja: Jestem stara i gruba. Iga: "Jesteś najpiękniejsza i najwspanialsza!" Ja: No...ale mogłabym być ze 20 lat młodsza... Iga: "...ale wtedy miałabyś 10!!!"

Pan Hilary.

brummblogging

Jestem jak moja matka i bynajmniej nie jest to komplement. Więcej powiem, Krisa to podobieństwo napawa przerażeniem, a mnie... mnie cholera jasna bierze po prostu! Na każdym kroku. I choć już o tym na pewno wspominałam, napiszę raz jeszcze - jestem podobna do mojej matki, z niej też jest niezły Pan Hilary. Otóż, kiedy już coś schowamy - ja podobnież, jak i ona - nie ma sposobu na odnalezienie tego inaczej, niż:

  • podczas generalnego remontu (takiego z kuciem kafli i pruciem ścian)
  • w czasie przeprowadzki
  • po 5 latach i kompletnie przypadkowo, kiedy się już nabyło dwa następne, a o tamym dawno zapomniało

 Otóż przed feriami schowałam śniadaniówkę Marcela, żeby się nie szwędała. Nawet pamiętam, jak dziś, że chowając ją, a mając świadomość podobieństwa do własnej matki, powtarzałam sobie: chowasz ją tutaj, chowasz ja tutaj, zapamiętaj, że chowasz ją... Właśnie. Przeleciały ferie, minęły rekolekcje, dwa dni szkoły i weekend. Przewaliłam pół chaty. Szukałam i w spodniach i w surducie; w prawym bucie i lewym bucie... macałam palto i szlafrok, a nawet przeszła mi przez głowę myśl o kradzieży. Wyobraźcie sobie  n i e  m a! Diabeł przykrył ogonem, jak mawiała rodzicielka. Przepadła, a była taka jeszcze całkiem, niczego sobie i lubiłam ją, choć guzik jej odpadł w ubiegłym roku. Lubiłam ją. 

Tymczasem na remont się nie zanosi, żadna przeprowadzka się  nie szykuje, a nie mam zamiaru żyć pięć lat bez śniadaniówki. Co to za życie? Już pierwszego dnia Marcel przyniósł ze szkoły całkowicie wybuchniętego banana. Trzeba szyć! Na szczęście w tym też jestem podobna do mojej maki, że umiem.

śniadaniówka

 Jak zwykle szyłam z materiałów, które miałam pod ręką. Masywnej, grafitowej bawełny z IKEA; ceraty z Jysk; lamówki, sztywnika i guzika z allegro. Tkaninę przepikowałam na sztywniku po linii wzorów. Ten zagmatwaniec na klapie także poprzeszywałam. Wszystkie warstwy są na tyle sztywne, że śniadaniówka znakomicie trzyma formę i dobrze chroni banany przed eksplozją.

 lunch box

Bardzo się z szyciem spieszyłam, gdyż następnego dnia musiałam znowu dać smarkaczowi śniadanie do szkoły i zapomniałam o pętelce. Pętelka u góry jest kluczowa podczas przenoszenia, codziennego chowania i wyciągania, pakowania i rozpakowywania śniadaniówki z plecaka. Niestety swój błąd zauważyłam już po zamknięciu wszystkich szwów, a wiecie, że bardzo się spieszyłam i... boszsz... chyba podpruję górną krawędź i wsunę tę pętelkę, bo mi jej okropnie brak!

 śniadaniówka

 Po pewnym czasie satysfakcjonującego użytkowania nowej śniadaniówki, kiedy już zapomniałam o tamtej, zagubionej i bez guzika, oczywiście nastąpiło jej nieoczekiwane i cudowne odnalezienie! taaadaam! Proszę bardzo! i pomyśleć, że szperałam w piecu i w kominie, w mysiej dziurze i pianinie... już podłogę chciałam zrywać i policję chciałam wzywać... Wierzyć się nie chce, była schowana w Marcela biurku!

 Na deser pokaże jeszcze całkiem fajniastą tunikę, uszytą według wypróbowanego wykroju na bluzę z dzianiny

tunika z dzianiny

To pod pachami, co wygląda jak kępy owłosienia, na szczęście wypada na ramieniu i nie przywodzi na myśl niegolonych porzeczek. 

Cieniutka dzianina grymasiła i nie szyła się przyjemnie. Nic do siebie nie pasowało i nie zgadzała się żadna listwa wykończenia. Dekolt obszywałam dwukrotnie, co raz - to gorzej... ostatecznie i tak sterczał na ramionach i musiałam go spacyfikowac ręcznie. Mimo tych przeciwności losu wyszła całkiem przyjemna tuniczka, do noszenia na biały top lub, dla odważnych i tych co ćwiczą z Chodakowską, na goły brzuch. Jestem zadowolona.

bluzka z dzianiny

I print jakoś tak... bardzo na czasie... niestety.

PS Kris: "Kto pije i pali ten nie ma robali." ; Iga: "Serio? to chyba muszę zacząć, bo już mnie te wszy wykańczają..." 

Barwna bawełna.

brummblogging

Przygody z łachowatą bawełną i przypadki z tanią podszewką skłoniły mnie do głębokiej refleksji i wnikliwego wglądu w zapasy tkanin. Nie opuszczało mnie przy tym silne wrażenie rzeźbienia w gównie i kręcenia bicza z piasku. Krytycznym okiem spenetrowałam szafę i trochę pokrzepiona tym widokiem, wydobyłam kolorowe bawełny z IKEA. 

Nie ma nic wspanialszego, niż zapach 100%, masywnej, wielobarwnej bawełny o poranku! Szorstkiej w chwycie i grubaśnej w splocie, ale szlachetnej i szykownej. To jest bawełna, która podniesie podupadłe, krawieckie morale i znacząco podwyższy samoocenę. 

Pokręciłam się chwilę nerwowo w poszukiwaniu zastosowania dla tej pięknej materii i mój wzrok padł na mój stołek. Następnie moje pośladki padły na stołek, a jeszcze później znowu padł mój wzrok... Czyż nie byłoby cudownie mieć, w miejsce tego smętnego, zielonego i nudnego stołka, jakieś fantastyczne, kwieciste, pstre i wielobarwne siedzisko? i co na to podupadłe morale oraz niska samoocena?

pokrycie na krzesło

Otóż moje morale miewa się przedoskonale! Stołek jest piękny, wiosenny i wprost zachęca do rozsiadania się na sobie. Muszę przyznać, że w 12 minucie szycia przeżyłam drobny kryzys, że jeszcze podkroje na nóżki, a rzepki, a podwinięcia... ale się migiem ogarnęłam i po godzinie stołek był jak nowy!

pokrycie na krzesło

Jak widać na fotografiach, w centralnym miejscu siedziska, ma widoczne oznakowanie, umożliwiające bezpieczne lądowanie pośladków i ich bezkolizyjny start. Taka nawigacja jest bardzo przydatna. Mebel stoi przy toaletce i jest najbarwniejszym elementem wyposażenia sypialni. Do niczego nie pasuje wzorem, ani kolorem ale jest bardzo energetyczny i optymistyczny.

Zachwycona sama sobą i swoim talentem krawieckim, siedziałam wygodnie i pogodnie na moim ultrapozytywnym i barwnym stołeczku, kiedy mi się przypomniało, że chłopaki żądają nowych, k o l o r o w y c h śniadaniówek. No to buch! bawełna w ruch!

śniadaniówka

Pamiętacie poprzednią śniadaniówkę Marcela? wiem, wiem stare dzieje... pokazywałam ją tu: śniadaniówka Marcela a tam pokazywałam śniadaniówkę Krisa obie mocno się sponiewierały, bo chłopaki c o d z i e n n i e domagają się śniadania! Marcelowi wewnątrz wybuchła gruszka, a Krisowni podobno nic nie wybuchło, ale wyglądała jak po wybuchu. Obie kwalifikowały się do wymiany.

Wiąże się z nimi pewien drugośniadaniowy paradoks.

śniadaniówka

Duża jest przeznaczona dla małego Marcela.

śniadaniówka

...a mała jest przewidziana dla dużego Krisa!

Jak widać, nie ma sprawiedliwości na tym łez padole.

śniadaniówka

Tkaninę, którą tym razem wyzyskałam co do skraweczka, także już znacie. Powstały z niej bardzo fajne i funkcjonalne pudła, o te: fajne i funkcjonalne pudła. Szyło się z niej bajecznie! podkleiłam ją cienką fizeliną, do wnętrza śniadaniówek wszyłam grubą ceratę. Odzyskałam klamerki zapięcia i dobrałam do nich śliczne, srebrzyste guziki, także z odzysku. Nie miałam odpowiedniej taśmy parcianej, więc uszyłam paski z tkaniny. 

torebka śniadaniowa

Lubię takie szycie! kolorowe, wdzięczne i ekspresowe. Bardzo lubię grubą bawełnę, zwłaszcza tę z moich starych zapasów z IKEA. Uwielbiam śniadaniówki przydatne i praktyczne, które czasami o 6.50 robią mi dzień i ratują moje zdrowie psychiczne. Tęsknię za zieloną trawą, żółtym piachem, błękitnym niebem... i niech żyje... wolna Ukraina?! 

Miałam przez pól godziny takie myśli, żeby zaprzestać kupowania beznadziejnych, tanich i łachowatych tkanin, miałam... ale zajrzałam na allegro i...  zobaczyłam tyle fajnych, tanich tkanin, że... Ahoj przygodo! nadchodzę!


PS Rozmowy damsko-męskie.

Piątkowe, małżeńskie przytulaski. Ja niewinnie: Dostałam okres. Kris z wyrzutem: "Och! specjalnie to zrobiłaś na weekend!" :D

Szkoła Woła Nas!

brummblogging

... a najgłośniej to woła pięcioletnią Igę.

Ona sama jednak chyba trochę niedosłyszy, bo wcale nie jest przejęta nadchodzącym

pierwszym, pierwszym zerodziewiątym.

Wcale. 

Ja: Iga, czy ty wiesz, że za tydzień będziesz sobie wędrowała do szkoły?

Iga: "Ile to dni tydzień?" 

Ja przeciągle, dla większego efektu: Sieeedeeem... 

Iga spokojnie: "Pokaż na palcach... Ooooo... to jeszcze bardzo duuużooo dni..."

Iga to w ogóle jest trochę z Marsa. Reszta naszej rodziny jest jakby bardziej z... Ziemii. Mamy w związku z tym trochę problemów komunikacyjnych, jak to bywa w kontaktach między dwiema różnymi cywilizacjami. Ona jest po prostu INNA. Ma inne upodobania, priorytety i pamięć ma... inną. Wybiórczą nieco.

Szykujemy się od czterech dni na wyprawę do alergologa. wielkie wydarzenie w rodzinie, ponieważ pojedziemy Komunikacją Miejską. Staram się przewidzieć nieprzewidywalne i zaplanować chaos. W ostatniej chwili wpadam na pomysł, że przy okazji, po wizycie,  możemy iść do Multikina.

Siedzimy szczęśliwie w autobusie:

Iga: "Mama a po co my tam właściwie jedziemy?"

Ja: osuwam się bezwładnie na podłogę i mamroczę niewyraźnie...

Iga: "Mama! po co?"

Ja, osunięta:  Iga, proszę... Spróbuj sobie przypomnieć...

Iga namyśla się  mocno (naprawdę mocno, mocno i jeszcze mocniej) w końcu wypala: "Wiem! idziemy do kina!!!"

Ja: osuwam się najbezwładniej jak to tylko możliwe...

My jesteśmy jesienni, ona jest wiosenna. Majowa Panienka. Dla nas nie do odgadnięcia i nie do pojęcia. Mimo tego, jakoś tak... PIĘKNIE SIĘ RÓŻNIMY. Pięknie. A najbardziej różnimy się tym, gdzie kto wrzuca mokre i suche śmieci :D no, najwyraźniej dla Małej nie są to zagadnienia priorytetowe.

Wczoraj:

Iga: "Ja się z nikim nie zakoleguję w tej zerówce."

Ja: Oj tam gadasz. Będziesz miała masę koleżanek.

Iga: "Ale jak ja się mam z nimi niby zakolegować?"

Ja: Będziesz je codziennie widywała, bawiła się z nimi, rysowała, poznasz ich imiona...

Iga: "Tylko jak ja te WSZYSTKIE imiona ZAPAMIĘTAM, co?"

Nie wiem sama jak... Obstawiam, że do półrocza nie zapamięta nawet imienia Pani :D

W każdym razie Szkoła Ją Woła. Czynię ostatnie, spóźnione i rozpaczliwe próby, nauczenia jej obierania banana ze skórki i odpinania guziczka od spodni. Na próżno! O wiązaniu sznurówek nawet nie marzę, zaplanowałam, że pomyślimy o tym pod koniec podstawówki.

Iga jest przekonana, że najważniejszym elementem jej wyposażenia szkolnego jest... nie, nie plecak. Oczywiście  nie książki (te napawają ją tylko lękiem, że będą zbyt trudne) NAJWAŻNIEJSZA jest ŚNIADANIÓWKA. Przypomina mi o konieczności jej uszycia od dwóch tygodni i martwi się, że  nie zdążę. Zagapię się.

Śniadaniówka, bez której rozpoczęcie roku szkolnego jest nieważne:

Bawełna z elastanem (akurat tutaj ten elastan pasuje jak świni siodło, ale wybrałam tkaninę przez wzgląd na wygląd) dosyć masywna. Wewnątrz cerata gruba, która (bez dodatkowych bajerów typu sztywnik) trzyma w ryzach kształty i formy. Te ostatnie zaś są nie dość, że  są w ryzach, to jeszcze wypróbowane i bardzo lubiane!

Śniadaniówka będzie zawierała soczek mały ze słomką (matko, jak ona tę słomkę... samodzielnie...) banana i jabłuszko. Tu także (w zawieraniu w sobie) pojawiają się trudności, ponieważ Iga nie je białka mleka krowiego, jaj i glutenu. Mówiłam, że z tym dzieckiem to zawsze pod górkę :D Stanowczo więc odpada i bułka z żółtym serem, jajo na twardo i nawet KinderPingui* nazywany w niektórych kręgach "kanapką".

* przysięgam, że aż do tej chwili myślałam, że to się nazywa "pinguini" ale takiego nie ma w guglach.

Na zdjęciu powyżej śniadaniówka z brzoskwiniami. Owoce raczej dla wyobrażenia sobie skali i dla lansu, ponieważ po brzoskwiniach Iga ma problemy... brzuszkowe. Na szczęście stopę Dziewczynka ma standardową i nosi zwykłe, dziecięce buciki. Po pierwszym września fakt ten wiąże się ściśle z koniecznością posiadania worka. 

Worki dwa, w tym jeden na zapas, albo na strój do sportu

(sportu buhahaha! Marcel idzie do czwartej klasy i żadnego SPORTU się nie doczekałam w jego wykonaniu, za to doczekałam się krzywego kręgosłupa...) 

Wracając do worków:

HO! zapewne tutaj, niektórzy rozgarnięci czytelnicy (najpewniej urodzeni pod jakąś jesienną gwiazdą) zorientowali się, że znają i pamiętają tę tkaninę :D Brawo dla nich i przeciągłe BUUUU! dla reszty. Z tej w ciepłych  barwach szyłam już piórnik. Piórnik JEST i ma się dobrze.

Worki po wciągnięciu i ściągnięciu sznurków. Nie powiem, nie było dla mnie do końca oczywiste, jak to urządzić, żeby działało... posiłkowałam się gotowym workiem, ale jakoś i tak nie od razu mi podziałało. Na nerwy mi podziałało za to NATYCHMIASTOWO!

Worki można nosić na plecach, jak plecak! Można schować do środka książkę, ściągnąć je tylko odrobinę (jak wyżej) i zapiąć na rygielek. Można powiesić worek na kołku korzystając w pętelki, żeby się nie majtał po ziemi. Wreszcie można używać worka najzwyczajniej w świecie, klasycznie, czyli ciągnąc go za sobą w stronę szkoły... brrr! Ja czasem ciągałam swój po ziemi, a Wy? brrr!

Długo się zastanawiałam, jaki rodzaj zapięcia wybrać. Od razu zaznaczę, że żadna tam klamra nie wchodzi w rachubę... Iga chodziłaby stale głodna. Zastanawiałam się nad rzepem, ale ostatecznie wybrałam wielki guzik i (zamiast podstępnej i niewspółpracującej dziurki) wielką pętelkę. Jeszcze jesteśmy przed próbą generalną. O wynikach powiadomię Was wkrótce.

Śniadaniówka spodobała się Małej. Worków jej zdaniem jest zbyt dużo :D 

Szkoła  Nas Woła...

Nachalnie i Nieustępliwie.

Trochę mi szkoda tego lata, wakacji, leniwych spacerkozakupków.

Trochę martwię się o Igę, która będzie  musiała zapamiętać tyle imion.

Trochę jestem zdziwiona, 

KIEDY ONA TAK WYROSŁA?

 

PS Iga jest nadzwyczajna! i śniadaniówka dla niej jest niezwykła, nieprawdaż?

Kolory dla Krisa.

brummblogging

Kris pod względem upodobania do kolorów (jak i pod wieloma innymi względami)  jest dość nietypowy. Chętnie wybiera barwne ubrania i nie cofa się przed żadnym odcieniem, obojętnie jak bardzo nasyconym i dzikim... :O Jego garderoba bywa bardziej odważna i odjechana od mojej, co mnie trochę wkurza, czego mu zazdroszczę i co podziwiam skrycie, ale o tym - ciiiiiiii!!!

Często przeszukuje w sklepach kąty w przecenami i znajduje tam świetne rzeczy, na kupno których innym panom zabrakło odwagi. Przy tym nie odstrasza go nawet najbardziej ekstrawagancki deseń (ani odważny, ani "niemęski" jak groszki, czy kwiatki). Niekiedy - zaskoczona jego wyborem -  staram się oponować, ale natychmiast poddaję się (i słabnę) pod wpływem niepodważalnego ;D argumentu:

"Pamiętaj, jeśli chodzi o modę, jestem zawsze dwa kroki przed Tobą!" :O

Phi!

Te preferencje należy brać pod uwagę szyjąc dla niego nawet tak prozaiczną rzecz jak śniadaniówka.

Znalazłam dziś - przekopując zapasy - zasłonki uszyte do mojej starej kuchni. Stan idealny; poprane i poprasowane czekają na kolejną szansę :D No to ciach!... ciach! ciach! wykorzystałam jedną na śniadaniówkę. Dobrałam chabrowe dodatki (lamówkę i taśmę parcianą) i podszyłam ceratą, która zapewnia komfort i kanapkom, i użytkownikowi.

Wzorując się na poprzedniej (którą szyłam dla Chłopca i która sprawdza się ŚWIETNIE!) koryguję wielkość, stosownie do potrzeb użytkownika Kris :D ostatecznie osiąga ona wymiary: wysokość 18cm x szerokość 15cm i głębokość 9cm. Dodaję pętelkę u góry, jako praktyczną innowację i wykorzystuję taki sam patent na zapięcie (naprawdę idealne rozwiązanie) czyli metalową klamerkę do szelek i niklowany guzik do dżinsu.

Na zdjęciu powyżej widać BOGATE WNĘTRZE śniadaniówki, kieszonkę oraz perfekcyjne wykończenie ;D

Śliczne zdjęcie z jabłuszkami dla łatwiejszego wyobrażenia sobie skali śniadaniówki 

oraz dla wzbudzenia w Was

chorobliwej zazdości i chęci teżtakiejmienia!

Warto jednak być przygotowanym na niespodziewane okoliczności, np brak apetytu właściela śniadaniówki, jego marudzenie, że dzisiaj nie ma chęci, że zje COŚ na mieście itp. a także (jak dziś) zaspanie śniadanioroba (czyli moje). Wtedy wydobywamy naszą tajną broń, mianowicie: worek śniadaniowy i wsuwamy do niego porcję bezpieczeństwa, wystarczającą do przetrwania kilku godzin w warunkach miejskich.

Worek ma wymiar 20cm x18cm i niewielkie denko;

zamyka się na rzep i wykończony jest tą samą ceratą co śniadaniówka;

posiada wewnątrz kieszonkę na smakołyk ;D albo liścik miłosny.

Można zapuścić żurawia do środka, proszę:

Uda się tam wcisnąć dwie kanapki, albo płaskiego banana i batonika (zbożowego oczywiście i pełnoziarnistego i taaakiego zdrowego!)

Muszę przyznać skromnie ;D że jestem zadowolona z tempa pracy i z jej efektów,

ale wprost nie posiadam się z radochy, że od jutra, przy szykowaniu drugiego śniadania dla chłopaków,

nie będę zużywać ani jednej foliówki!

Tym sposobem wkrótce (z pomocą swojego talentu krawieckiego) załatam dziurę ozonową i ocalę naszą znękaną planetę! :O

pisałam do Was JA:

SUPER EKO BOHATERKa w swoim domu!

PS. Rozmowy damsko męskie prowadzone za pośrednictwem nowoczesnych komunikatorów. JA: Piszę o Tobie na blogu. Mam nadzieję, że to nie koniec naszego małżeństwa?; KRIS: "No, o ile nie piszesz jak Danuśka..." ; JA: O! dobra anegdotka!; KRIS: "Nie dla Lecha..." JA: Dam to na bloga. KRIS: "Daj, daj, niech też mam coś z życia!" :O

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci