Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : farby-do-tkanin

Obszywam Igę.

brummblogging

 Aktualnie komoda Igi świeci pustkami. Po usunięciu rzeczy zbyt krótkich, zbyt małych i ekstremalnie obciskających Małej została jedna para krótkich spodenek, w których może próbować usiąść i trzy bluzki jakotako przesłaniające pępek. Jedna z plamką, po ubiegłorocznym arbuzożarciu. Kiedy jest ciepło, a krótkie spodnie są w praniu, Iga nie wychodzi na plac zabaw. Przyznacie chyba same, że sytuacja jest krytyczna i należy dziecko czem prędzej obszyć.

 Zmartwiona tą odzieżową mizerią skroiłam w trybie pilnym kwieciste szarawary, o te:

rybaczki

...i zostawiłam je na tzw. podorędziu, żeby w wolnej chwili zszyć. Oczywiście następnego dnia przysypałam je stertą bielizny zdjętej ze sznura i na śmierć o nich zapomniałam. Trzy dni później, przypadkowo zajrzałam do komody Igi, która wciąż tak samo świeciła i skroiłam następne spodnie. Że było gorąco na świecie to szorty, o takie:

szorty z mankietami

 Boszsz, jakie te szorty są bombowe! i te kieszonki, i ten paseczek, i te czarne, obciągane guziczki, i te szałowe mankiety! Skręcam się zawistnie i wiję zazdrośnie. Dla równowagi Iga wyraża się o nich oszczędnie i powściągliwie, że "nnno... taaak... nooo, tak... ładneee...e, e?" W związku z powyższym muszę się sobą sama zachwycać. I szortami.

szorty dziecięce

 Sama nie wiem, z którego wykroju skorzystałam. Z pewnością z burdowego, takiego na 134,  wygrzebanego z koperty i wypróbowanego na Marcelu. Oczywiście, tradycyjnie rozmiar okazał się być zbyt akurat i te szałowe szorty z mankietami, guziczkami i stębnowaną gumką będą gdzieś pod w połowie sierpnia piły Igę tu i tam! 

szorty

...a szkoda, bo są szałowe.

 Do tych wypasionych spodenek nie bardzo pasuje trykot z plamą na klacie, dlatego postanowiłam uszyć elegancką bluzeczkę. W tym celu przejrzałam krytycznie swoją letnią garderobę i znalazłszy bez liku zbyt krótkich, zbyt małych i ekstremalnie obciskających koszulek, zrozumiałam, że dysponuję zapasem dzianin na rok. Zaczęłam od pokrojenia długiego topu o barwie kilograma wściekle kwaśnych cytryn.

bluzka z terierem

 Szybko skleciłam na owerloku prosty t shirt, który szybko wydał mi się zbyt prosty. Podpytałam więc Igę, jakie jest jej ulubione zwierzątko i dowiedziałam się, że "Fuji". Narysowałam śliczny szablon i zabrałam się ochoczo do mazania farbami, ale okazało się, że większość z nich mogę co najwyżej wydłubać ze słoiczków młotem pneumatycznym, a odpowiedni stan skupienia (prócz mnie) ma tylko kolor szary. Jak już nasmarowałam tego teriera, to się okazało, że teraz ta bluzka nie za bardzo pasuje do... szortów...

 farby do tkanin

 Za to terier miażdży i jeszcze tego samego dnia pojechałam do sklepu kupić więcej farb w płynie. Chcę mieć koniecznie torbę z terierem, i bluzkę z terierem. I Marcel chce bluzkę z terierem, a Kris zazdrości nam skrycie. Tylko Iga wyraża się o nim oszczędnie i powściągliwie, że "nnno... taaak... nooo, tak... ładnyyy...y, y?" 

 W tym czasie stos bielizny przeznaczonej do prasowania gwałtownie się skurczył i miało miejsce cudowne odnalezienie skrojonych onegdaj spodni, a że się akurat ochłodziło, to były jak przysłowiowy znalazł. Szyły się szybko, mimo rozporka, dziurki i guziczka. Pasowała do nich jak ulał moja beznadziejna, miętowa lamówka, to ją naszyłam w miejsce nieistniejących kieszonek. U dołu (chyba mam natręctwo) zaprasowałam mankiety.

rybaczki

 Porozrzucałam te trzy rzeczy w komodzie Igi, próbując zrobić przynajmniej sztuczny tłok, ale słabo mi poszło. Wyskoczyłam więc jeszcze to Pepco i kupiłam trzy śliczne bluzeczki miętową, błękitną i z tukanem. Teraz jest jakby lepiej. Aktualnie mam pod maszyną jeszcze kwiecistą sukienkę i pamiętam, że kroiłam spódnicę z żorżety... kroiłam... hmmm muszę przerzucić tę hałdę bielizny do prasowania, może znajdę spódnicę i kilka innych dawno zaginionych przedmiotów, o których słuch zaginął w listopadzie?

spodnie

 Tak obficie i szczodrze obszywając Igę, zupełnie zapomniałam i o Marcelu, i o sobie! Mam na tyłku swoje ostatnie, jedyne, sponiewierane i wyświechtane dżinsy, które mogą w każdej chwili mi trzasnąć w kroku, a wówczas... skończy się wychodzenie na plac zabaw!!!

 

PS. Za anegdotkę niech dziś robi wiadomość, że próbuję sprzedać Łucznika Helenę! :)

„Vada a bordo, Cazzo!”

brummblogging

Zachorowałam na anginę. Zapadłam nawet. Ciężko. Wiem, wiem... na to chorują dzieci i starcy! nic nie poradzę. Przestałam blogować,  przestałam trenować, przestałam gotować... cierpiałam :D Leczyłam migdałki lodami o smaku białej czekolady i wtedy cierpiałam jakby trochę mniej :D ale tylko przez chwilę.

Kiedy gorączka trochę spadła do mojej świadomości, z mediów, przedarło się zdanie: 

"Wracaj na pokład, k...wa"

i pomyślałam, że to chyba do mnie :O

Wczoraj się zmobilizowałam (za opuszczenie tonącego brummBLOGGa podobno grozi 15 lat ciężkiego krawiectwa) i jestem... i nawet mam do pokazania coś więcej, niż tylko dobowy wykres temperatur i obłożony język! Pozostając w gorącym i aktualnym temacie uszyłam piżamę :D

Piżama dla chłopca ( lat osiem ) o wybujałym wzroście i słusznych rozmiarach. Wycięłam ją z dość opornej i nad wyraz nierozciągliwej dzianiny bawełnianej w kolorze grafitowym. Ściągacze są pozyskane z bluzki, którą właśnie zmniejszałam; niebieska wypustka pozyskana jest od mamy; a przerażający pająk pozyskany jest zza szafy ;D

Nie, no dobra, pająka namalowałam samodzielnie - liczne inspiracje znalazłam w sieci - za pomocą szablonu i farb do tkanin. Ponieważ całybiały  mnie nie zadawalał, troszeczkę go podkręciłam niebieską i szarą farbką. Wyszło bombowo! Niepotrzebnie się obawiałam malowania, jest naprawdę przyjemne! Nawet wówczas, gdy się dysponuje mikrotalentem oraz kradzionym, wyliniałym pędzelkiem :O

Spodnie także - jak górę - ozdobiłam niebieska wypustką.

Krojąc piżamę wykorzystałam wykroje na spodnie (niestety rurki) i polo,  wzrost 134 (wolałabym większe), z "Burdy" sierpniowej 2011; ale także gotową bluzę i portaski pasujące na Chłopca. Kroiłam będąc jeszcze w anginowej malignie, ale poszło nadspodziewanie gładko! 

Szkoda, że dzianinka taka cienka... mimo tego piżama jest elegancka, fajnie leży i doskonale wygląda!

I wcale, a wcale nie gryzie! ;D

Wracam powoli "na pokład" - dzięki dobrodziejstwom współczesnej medycyny, a także dzięki naszej słynnej Doktor G  z pobliskiej przychodni ;D -  terapię migdałkowo-lodową kontynuuję dzielnie. Tym razem ma smak MALAGA

Może zauważyłyście, że ostatnio stękałam na temat ściegu owerloka? a że beznadziejny, zwinięty, ściagnięty, itp? Otóż -  moje drogie - latem podwijałam szal jedwabny ściegiem rolującym i dziś (mamy styczeń!) doszłam, że (po robocie) nie wszystkie ustawienia przywróciłam :O co oznacza, że pół roku rolowałam, zamiast szyć! taka ze mnie światowa gwiazda krawiectwaDziś poprzekręcałam maszynę nazad i - cudownie! - szyje pięknym, płaściutkim, szerokim i ślicznym ściegiem.

Czapa ze mnie, że Heeej!

PS. Marcel: "Chcę moje zaległe śniadanie!"; Iga: "Ja tez chcę moje za..lezaległe!!!"; Ja (przytomnie): Ty nie masz zaległego śniadania!; Iga: "...ale CHCĘ MIEĆ!!!" :D

Hasło: Czarna Czaszka!

brummblogging

Nie spodziewając się, że napotkam po drodze dzielnych piratów, biegnę za pilną potrzebą; rzucam się na drzwi z rozpędu - przyblokowane. Ze środka dobiegają słodkie głosy moich dzieci: "hasło! hasło!" Otwierać! "Źle!" Otwierać natychmiast! "haaasssłoooo!".

Widzę, że nie ma wyjścia, muszę wejść w rolę; haseł jest - na szczęście - ograniczona, choć stale powiększająca się pula - strzelam: czarna czaszka! "Nieee!"; biała czaszka? "Nie!"; piraci z karaibów? "Nie!!!"; nie tędy droga... hasło najwyraźniej ustalała Mała; walę więc z innej beczki: różowa chmurka, kanapka; parasol; papuga; carymary okulary! "Nieee" piszczą uradowani piraci. Czekolada!!! wołam pewna zwycięstwa i drzwi do kibelka stają przede mną otworem.

Nie można się dziwić, że kiedy zapytałam Chłopca, co mu namalować na szkolnym worku na kapcie, walnął bez wahania: "Czaszkę!". Wybrałam fajny szablon, znaleziony przez wyszukiwarkę; odręcznie naszkicowałam go na brystolu, wycięłam i odwzorowałam na tkaninach. 

Pierwszy worek powstał z leżaka ;D zmieniłam mu pokrycie - było całkiem nowe - pozyskując w ten sposób chabrowy drelich z białą kropą. "Czad! mama! jak zrobiłaś ten księżyc?!" zachwycał się Młody.

Rysunek dopełnia hasło, również malowane przez szablon: "Join the pirates"  pochodzące z ulubionej piosenki dzieciaków :D pełnia szczęścia! Worek jest dość duży, ale wiem z doświadczenia, że czasami musi duuużo "znieść". 

Drugi - na obuwie sportowe - z wykorzystaniem tych samych szablonów; identycznej wielkości, z niebieskoszarej, bawełnianej tkaniny i granatowym sznurkiem:

Jak widać - podczas malowania - napdali mnie piraci i "pocięli" napisy kordelasami :D

joł, hoł, hoł! 

Tę robotę potraktowałam jako wprawkę. Malowanie farbami do tkanin okazało się dość przyjemne. Szybko schną, mają piękne kolory i pozostają - po wyschnięciu - dość miękkie. Rysunek nie przykleja się do żelazka, nie przebija na lewą stronę,  a same farby są , jak informuje producent, uniwersalne, nietoksyczne i wodorozcieńczalne. Brzmi to komicznie, ale są to farby Fevicryl, firmy Pidilite ;D 

Miesiąc wrzesień ogłaszam międzyblogowym miesiącem worka!

Mała do szkoły nie chodzi, ale gdy zobaczyła co szyję, natychmiast uznała, że także ona nie może się obyć bez worka. Z resztek grubej bawełny w prążki (pozostałość po plażowych pumpkach) i zupełnie innego szablonu powstał kolejny wór:

Jest trochę mniejszy i już wczoraj wypchany  był po brzegi ;D

Jak myślisz, co jest na nim namalowane? pytam Dziewczynkę "Ja to nazywam tukan." odpowiada poważnie. Tukan ma rękodzielniczą, supermodną, filcową torebkę, zapinaną na szykowny guzik:

Zainspirowana pomysłami bloggerek postanowiłam uszyć jeszcze śniadaniówki dla obu chłopaków, ale na razie muszę ten pomysł odłożyć. Marcel chciałby mieć saszetkę, w której mógłby nosić swoje skarby i obiecuję mu ją już od wakacji... roboty po pachy :D a ja tymczasem chcę granatową bluzkę... co robić, co robić? chyba odpocznę! 


 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci