Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : dzinsy

10 rzeczy...

brummblogging

...o które nikt nie chce mnie zapytać, a które chciałabym w końcu o sobie napisać!

  • Po pierwsze oczywista oczywistość - lubię szyć. Nie bez przesady mogę powiedzieć, że podczas szycia jestem w zupełnie innym stanie świadomości, mam zawężone pole widzenia i mocno ograniczoną poczytalność. Przyznacie, że to dobrze tłumaczy moje liczne przygody, omyłki i potknięcia? W krawieckim amoku będąc wyłączam wszystkie zbędne funkcje życiowe, pozwalam dzieciom na zbyt wiele, psu na prawie wszystko i oddaję się szyciu. 
  • Lubię też gotować. Gotowanie dzieciom, jest jednakowoż zupełnie inną dyscypliną i w zasadzie bardziej przypomina kuchenne rewolucje, niż sztukę kulinarną. Dlatego lubiłam bardzo gotowanie, zanim zaczęłam miksować warzywa na pulpę, kleić kleiki podejrzanej maści, rozdrabniać widelcem i podawać łyżeczką. Moja samoocena sięgnęła dna, kiedy usłyszałam, że najlepiej wychodzą mi frytki z keczupem.
  • Dużo czytam, ale książka nie jest dla mnie fetyszem. Mogłabym płacić niewielki abonament za dostęp do dobrego i zróżnicowanego księgozbioru. Książka jako przedmiot bardzo mnie irytuje, zbyt wiele kosztuje, zajmuje miejsce i okropnie się kurzy... poza tym nigdy nie sięgam drugi raz po tę samą pozycję* więc po cóż to gromadzić?

* Z wyjątkiem dwóch: "Faraon" i "Egipcjanin Sinuhe"

  • Mentalnie jestem weganką. Nabiał mi nie służy, więc żadna strata, a mięsa unikam. Gotuję całkiem sensowne wegańskie zupy, piekę bardzo smaczne wegańskie, bezglutenowe ciasta, kręcę fantastyczny humus* i codziennie ze wszystkich sił staram się zostać prawdziwą weganką. Na próżno.

* Zdaję sobie sprawę, że to bardzo wywrotowa potrawa... na dodatek jeżdżę na rowerze... Na wszelki wypadek spakuję sobie dzisiaj pidżamkę i szczoteczkę.

  • Stałam się ekoterrorystką i drżę na myśl o wycince świerków w puszczy. Poza tym robię na co dzień te wszystkie bzdurne rzeczy: segreguję śmieci - ups... spakuję tę szczoteczkę od razu - unikam, oszczędzam i używam, a wszystko bio i lokalne, bez konserwantów, sztucznych barwników i gumy guar. Bez końca studiuję etykiety - patrz punkt trzeci - i zmuszam do tego wszystkiego moich współdomowników.
  • Interesuje mnie holokaust jako przejaw zła w najczystszej postaci. Sporo o tym czytam, dużo oglądam i wciąż nie ogarniam! Wybrałam się na premierę filmu "Syn Szawła", zapłaciłam 25 za bilet i... nie ogarniam tak samo jak przedtem. Groza.
  • Fascynują mnie bomby atomowe i eksplozje jądrowe, a porządny grzyb zawsze sprawia, że włosy stają mi dęba. Gdybym mogła cofnąć się w czasie, wybrałabym lata '50 ubiegłego wieku, Poligon Nevada i dobre gogle. Tę pasję można łatwo wytłumaczyć zgubnym wpływem wybuchu w Czernobylu, na mój młody, rozwijający się mózg. Zapewne doszło wówczas do jakichś tajemniczych mutacji, a tego rodzaju zwyrodnienia są zupełnie nieodwracalne i klops. Nawiasem mówiąc Czernobyl też mnie rajcuje. Moja wycieczka życia, to byłby zapewne szybki spacer po zamkniętej strefie ochronnej, z krótką wizytą w czwartym bloku... rozmarzyłam się.
  • Teraz, kiedy się już lepiej znamy zdradzę Wam, że kiedy byłam młodsza chciałam zajmować się medycyną sądową i codziennie robić jakąś ciekawą sekcję zwłok. Doktor G jest moją idolką! Sporo się tego naoglądałam na discovery i muszę przyznać, że to nawet ciekawsze, niż krawiectwo. Poza tym dostrzegam pewne cech wspólne - krojenie... szycie... - do których mam dobrą rękę i profesjonalne przygotowanie. Nadawałabym się. Ponadto w czasie emisji Życie bez wstydu nie cofam się przed niczym i nie zasłaniam oczu ręką oraz nie piszczę jak Kris, nawet na liposukcji!
  • Tym, którzy tutaj dobrnęli, należy się mały smaczek - hipnotyzuje mnie tematyka seryjnych zabójców, a za kultowy w tym temacie uważam dokument Paragraf 148 - kara śmierci. Przerażająca tematyka i straszne czasy. Nie unikam też ujęcia tematu w kulturze masowej, pamiętam jak dziś w jakim stanie wyszłam z kina po projekcji Seven.
  • I oczywiście bardzo lubię pisać, a już pasjami to brummBLOGa!

 Ponieważ żołnierz nie może obejść się bez karabinu, piosenka bez tekstu, a wpis bez fotek uraczę Was na koniec kilkoma zdjątkami moich ostatnich osiągnięć. Oczywiście krawieckich osiągnięć, nie będę przecież wstawiać tutaj wegańskiego barszczu, ani tym bardziej humusu. Pocięłam niedawno kupon wrzosowego dżinsu. Udało się z półtora metra tkaniny wyciachać spodnie i spódniczkę. To dobra wiadomość, gdyż materiał nie kosztował więcej niż kilkanaście złotych, a ciuszki wyszły świetnie!

spódniczka dżinsowa

Wykorzystałam stary wykrój solidnie go powiększając, to bardzo uniwersalny fason, łatwy do uszycia i wygodny do użycia. Z tyłu, w rozporku pozwoliłam sobie na małą ekstrawagancję i wszyłam piękny, plastykowy, srebrny suwak. Jakoś się tak zrobiło... szykownie.

spódniczka dla dziewczynki

Na spodnie skopiowałam po raz kolejny wykrój z Burdy nr 3/2013, ale tym razem w rozmiarze 152. Dodałam ekstra 2cm w stanie, bo aktualnie żadne portki nie przykrywają Małej tyłka... a jak przykucnie, to już prawdziwe kino... Te dodatkowe centymetry są więc bardzo mile widziane!

spodnie dżinsowe

Poza tym z resztek dzianiny po mojej pałatce uszyłam dla Igi nowy, szkolny kardigan. Skorzystałam z tamtego szablonu przezornie go powiększając. Niestety całe przezorne powiększenie utraciłam rozcinając i ponownie zszywając... a następnie znów rozcinając i łącząc owerlokiem od nowa. I jeszcze. Sądziłam, że uwinę się w pół godziny, ale absolutnie wszystkie szwy poprawiałam, cięłam lub prułam. 

kardigan z dzianiny

Wygląda na prosty? i owszem... wygląda. Nawet nieźle wygląda, niestety to pozory. Ta mordęga uzmysłowiła mi pewną rzecz: być może ta dzianina jest bardziej wymagająca, niż sądziłam? Co z kolei pociąga za sobą wniosek: może pałatka uszyta z innej tkaniny lepiej by się układała i chętniej by współpracowała? albo też: możliwe, że straciłam swoje wszystkie moce i już nie umiem szyć? Nie, to na pewno ta wredna, pomarszczona w trąbę dzianina!

kardigan

 Na dzisiaj wystarczy. Mam jeszcze w zanadrzu niezbyt wymagający kostium kotka i postaram się go szybciutko pokazać, bo na swoją chwilę czekają już bombowe śniegowce Igi. Teraz, gdy już tak dobrze się znamy i tyle o mnie wiecie, musimy się częściej widywać na brummBLOGu. Do zoo!

PS Kris wychodzi wieczorem się myć. Ja oglądam dokument o kobietach w Auschwitz. Kris wraca i widzi wspaniałą, naziemną detonację bomby wodorowej. "Co za wieczór!" mówi z ekscytacją "Najpierw Oświęcim, a na deser grzybek!"

Wielkie Piramidy.

brummblogging

Kto liczył na piasek zgrzytający w zębach, ten się srogo rozczaruje. Nie będę dziś wcale opowiadać o grobowcach, Cheopsach, Gizach i Sfinksie. Nie wiem, nie widziałam, nie byłam i się nie wybieram! Uważam, że są prostsze sposoby na zafundowanie sobie gorączki, bólu brzucha, ostrej biegunki i wymiotów. Mam dzieci w wieku szkolnym, co gwarantuje mi podobne atrakcje przynajmniej raz w roku. Egipt mnie nie nęci. Za to wspaniałe, malinowe piramidy udało mi się sfabrykować we własnej jadalni, domowym sposobem. Prawie handmade.  

spodnie

Wyjaśnię od razu, że to nie są moje spodnie! O piramidach marzyłam w latach '80, a moich rodziców nie było na nie stać i cierpiałam bardzo, bardzo... boże, jak ja bardzo cierpiałam, ale koniec końców uważam, że w ten sposób oszczędzono mi kompletnej kompromitacji, towarzyskiego blamażu i kilku upokarzających zdjęć w rodzinnym albumie. Te są dla Igi i nie będziemy jej oszczędzać!

Dżins, który wydawał mi się zwyczajnym dżinsem poza tym, że jest nadzwyczajnie malinowy, ujawnił, podczas prasowania, swoją wyjątkowość: jest mechaty! Mieni się i czochra pod żelazkiem. Na wszelki wypadek skroiłam wszystkie części w jednym kierunku. Jakkolwiek to zabrzmi, skroiłam dżinsy pod włos!

spodnie

W stworzeniu spodni pomógł mi burdowy model nr 155, z numeru 11/2012. Bardzo obfitą góra, głębokie zakładki i wielkie kieszenie ściągnęłam gumką. Nogawki mocno zwężają się do dołu, a kiedy je podwinąć na dwa razy, do kostki otrzymujemy tę idealną linię "Powrót do przyszłości I" i powrót do przeszłości w jednym!

malinowe spodnie

Ponieważ wybrałam rozmiar 140, usunęłam dziwną klapę przodu i zaszyłam rozporek na amen. Muszę jednak przyznać, że bardzo nam go brakuje i musimy się z Igą mocno nasapać podczas naciągania spodni. I nie ma teraz, że to tamto, po prostu następnym razem trzeba odszyć wszyć suwak. Nasapię się tylko raz, przy robocie, a zakładanie będzie szło gładko!

spodnie

Podobno ten fason ma podkrój kroku pogłębiony o 4cm... nie zauważyłam, a przecież dodałam jeszcze szeroki pasek. No, ale kłócić się nie będę, bo może Iga ma anatomicznie obniżony krok, o jakieś 4cm i dlatego leżą na niej tak idealnie?

 spodnie

Ostatnio bardzo dużo szyję i mój zapał nie słabnie nawet podczas pracy z wymagającymi tkaninami i gównianym wykrojami. Pracuję bez wytchnienia i nic mnie nie zatrzyma, nawet klątwa faraona! Nadrabiam zaległości i realizuję ubiegłoroczne plany. Spodnie dla Igi były bardzo potrzebne, tamte z sercami nie przysłaniają już skarpetek, a wszystkie getry sięgają jej do kostek! Na dobitkę Marcel właśnie wyrasta ze swojego dyżurnego stroju galowego. Będzie co robić i będzie o czym pisać!

 

PS Iga: "W zdrowym ciele... zdrowy rozsundek!" 

Mama Plama, Dzieci Śmieci.

brummblogging

Takiego bajzlu w mieszkaniu, jaki mam obecnie, to chyba jeszcze nigdy sobie nie wyhodowałam! Nie mam remontu i nie jestem w trakcie przeprowadzki... nawet nie poślizgnęłam się niefortunnie na schodach i nie połamałam obu nóg, a bardak mam. Nie do opisania! Dziwi mnie to niepomiernie. Bynajmniej nie dlatego, że jakaś ze mnie Perfekcyjna Pani Domu i chodzę po mieszkaniu w jednej, białej rękawiczce. Oj, bynajmniej! Jednakowoż bajzel rodził się u mnie zawsze w wyniku celowego zaniechania sprzątania, a obecnie sprzątam bez wytchnienia, mop mi nie wysycha i odkurzacz nie stygnie, a bajzel mam! 

W kilku żołnierskich słowach ujmując, cały mój dobytek leży na kupie, pokryty grubą warstwą kurzu, a ja biegam dookoła ze szmatką z mikrofibry, mopem, rozwianym włosem i obłędem w oku oraz przekleństwem na ustach. A bajzel wciąż mam i problem narasta. Rozrasta się, wzbiera, intensyfikuje się i pogłębia. Czy ja się po prostu zestarzałam, czy tylko chwilowo utraciłam skuteczność, czy ki czort? 

Czasami, nie bacząc na przeciwności, rozstawiam maszynę na samym czubku kupy i próbuję szyć. Bardzo to uciążliwe, ze względu na tuman kurzu, jaki się przy tym wznosi. Oczywiście równocześnie znacząco powiększa się chaos i ogólne bezhołowie... 

We wrześniu nigdy nie szyję nic zajmującego, ani imponującego. Szkoła mię zajmuje bez reszty, więc dziergam szkolne spodnie dla Marcela. "Byle nie rurki, mamo! byle nie rurki!" No, jak nie rurki, to może model 150 z Burdy nr 10/2010, który jest idealnym przeciwieństwem rurek, czyli worem? "nie ważne, mamo! byle nie rurki..."

spodnie

Dżins jest fajny, dość masywny, szaro-niebieski i ciągliwy w poprzek. Fason jest dziwny. Nogawy są szerokie. Bardzo za szerokie i wciąż za szerokie, mimo dwukrotnego zwężania. Kieszenie są zbyt płytkie, a w pasie trzeba dać metr gumy. Wszystko jakieś takie... w ogóle do rurek nie podobne!

spodnie

Z tyłu dużo miejsca na dwa bardo duże poślady, a ten mój chudziaczek, patyczak jeden, ma co prawda 158 wzrostu, ale waży ledwie 3 kamienie, czyli 3072 łuty i nie potrzeba mu tyle miejsca ani z tyłu, ani z przodu, ani w nogawach.

dżinsy

Muszę go teraz szybko troszkę podtuczyć, żeby się z niego portki nie zsuwały w czasie marszu. Guma, niestety napięta jest już do granic możliwości i w grę wchodzi tylko zmiana gabarytów... żeby chociaż ze 4 kamienie, to już by jakoś je wypełnił. Mniej więcej.

We wrześniu szyję także spersonalizowany kocyk. Ten z kolei wyszedł zbyt kusy i nie nadaje się ani do zabawy w tortillę, ani w wędrówkę... i ledwo starcza na węża. Padaka. Dobrze, że przynajmniej nieźle się prezentuje.

kocyk

Polar biały, bardzo stary, bardzo mięsisty i bardzo dobrej jakości. Służył nam od 10 lat do różnych celów, ostatnio głównie do zalegania w szafie, ale onegdaj, w czasach swojej polarowej świetności, bywał wypełnieniem niemowlęcych kołderek, otulaczem, ocieplaczem i wyściełaczem.

kocyk

Obszyłam go lamówką w kropeczki, której nacięłam bez opamiętania podczas szycia kamizelki i której wcale nie wykorzystałam. Z tej samej tkaniny wykonałam litery na aplikację. Jakaż byłam przemyślna i przewidująca nadając dziecku takie piękne, krótkie imię!

kocyk

Dobrze, że wrzesień się kończy! Za chwilę się zacznie prawdziwe krawiectwo. Poważne szycie. Za momencik, jeszcze tylko strój na uroczyste pasowanie pierwszaka i flaga Zimbabwe na dzień języków obcych. Spodnie na gimnastykę i spodenki na sporty. Ciepła bluza i zaległa, niebieska kurtkę z softshella...  i... zaraz potem, za momencik będzie ciekawie, i pięknie, i będzie krawiectwo przez duże Kra! Kra! Kra!

 

PS Marcel zaprasza do domu bardzo ruchliwego kolegę. Iga: "Cieszę się, że wreszcie zobaczę Arka z bliska!"; Marcel: "Jego nie można zobaczyć z bliska, on jest ciągle w biegu!" ; Iga z troską: "To w co ty się będziesz z nim bawił...? chyba w berka!!!" :D

Gdzie jest mój boczek?

brummblogging

Z pewnymi faktami się pogodziłam, inne zaakceptowałam, są takie, które budzą mój sprzeciw, ale ostatecznie ogarniam, że parasola w dupie nie otworzysz i odpuszczam. Higiena umysłu. Tak było z boczkiem. Boczek prawy i boczek lewy zlokalizowane były poniżej linii bioder tam, gdzie zaczynają się uda. Falowały tam od zawsze. Psuły mi obrys i humor. 

W tym trudnym miejscu, gdzie każdej kobiecie kończą się biodra i linia boczna spodni powoli się zwęża, ja przezornie dodawałam jeszcze 2, czy 3cm z każdego boczku, na boczki. Przywykłam, że nie dla mnie dzwony i rurki, pumpy i alladynki, szorty i bermudy, narciarki, legginsy i szare dresy na gumie. Nie dla mnie! Wybierałam przez całe życie kroje spodni o klasycznych, prostych nogawkach, nigdy nie zapominając o tych przeklętych 3cm. 

Na przełomie stycznia i lutego zauważyłam, że garderoba, uszyta w ubiegłym roku, powisa na mnie przestronnie. Zrazu pomyślałam, że mi się ubrania porozciągały w praniu... normalna rzecz. Waga i miara potwierdziły to w całej rozciągłości i szerokości. Nie schudłam. Ki diabeł? we wszystkich swoich ubraniach wyglądam jak w ciuchach starszej siostry, której przecież nigdy nie miałam. Moje dopasowane, po dwakroć, czarne dżinsy wyglądają jak oficerskie bryczesy po dziadku z Wermachtu. 

Prawdę odkryłam dopiero podczas trzeciej przymiarki nowych, wrzosowych spodni. Fason wybrałam jak zwykle prosty, z "Burdy" nr 7/2009, ale zdegustowana workowatym wyglądem czarnych dżinsów zupełnie pominęłam dodatki na mój boczek, a nogawki poniżej kolan lekko zwęziłam! Kiedy już wszystko było pocięte na kawałki, uzmysłowiłam sobie, że chyba się już raz zdegustowałam, przy kopiowaniu wykroju, bo przesadnie optymistycznie odrysowałam rozmiar 42... Zdegustowana po trzykroć złajałam się w myślach srogo, za swoją lekkomyślność nie popartą wynikami pomiarów sylwetki. 

Jedyna moja nadzieja była naonczas w tej odrobinie lycry, którą dodano do wrzosowej bawełny... i w tym, że w przededniu zjadłam bardzo skromną kolację. I koniec końców jakoś wbiłam się w te spodnie, nawet bez pomocy osób trzecich i sama je zdjęłam, bez stęków i jęków, więc wszystko się udało! Jednak dopiero przy trzeciej przymiarce mój wzrok padła na boczki. To znaczy padł tam, gdzie one powinny łopotać. I... i.... i zapytałam samą siebie retorycznie: a gdzie jest mój boczek? prawy i lewy??? 

Boczków, do których przywykłam, jak do paskudnej aury listopadowej, kolejki w mięsnym i systemu edukacji, otóż boczków nie ma! Na ich miejsce otrzymałam całkiem zwyczajną linię bioder i tuż poniżej, zupełnie normalną linię ud. Tego, to się w życiu już nie spodziewałam osiągnąć... bez siarczystego odsysania! Przeanalizowałam swoje poczynania i odkryłam, że moje boczki prawdopodobnie zostały gdzieś na poligonie, przemierzonym przeze mnie, w minionym roku, wzdłuż i w szerz dziesiątki razy. 

Taki prezencik sobie zrobiłam na moją pierwszą rocznicę uprawiania NW! Pięknie do niego pasują moje wiosenne, wrzosowe dżinsy, podkreślające (z pomocą lycry) moje nowe obrysy.Czy może kobietę w marcu spotkać coś lepszego? od zniknięcia boczku? Wątpię. 

dżinsy

Spodnie w oryginale miały kwadratowe wycięcia kieszeni przodu. Sory, no ale kwadratowe? serio? nie, jednak dzięki! wyokrągliłam je elegancko i po bożemu. Na tyłach natomiast w ogóle nie planowano kieszeni, a ja i owszem. Tam właśnie naszyłam kwadratowe.

spodnie dżinsowe

Oczywiście dostosowałam szablon do swojego wzrostu: obniżyłam wysokość kolan o 4cm i przedłużyłam nogawki o 6cm. Zazwyczaj, kiedy po takiej operacji nie zgadzają mi się przody z tyłami biorę to na klatę i przyjmuję, że się pomyliłam we wzdłużaniu. Tym razem jednak nogawki po boku nie zgadzały się o 2cm, a po linii kroku o 4cm!!!  więc mogę to spokojnie zrzucić na "Burdę". Wdałam przód nogawek po wewnętrznej stronie i w ten sposób niezgodności wyrównały się do 2cm po obu stronach. 

spodnie

Poza problemem z nogawkami wykrój jest bez zarzutu. Pasek modelowy układa się świetnie, spodnie leżą znakomicie i mają całkiem fajną linię. Zwłaszcza na boczku.

spodnie

Dzisiaj miałam dużo radochy z komponowaniem wrzosowych dżinsów z resztą mojej garderoby. Pięknie się prezentują z większością moich okryć i wszystkimi żakietami. Nadzwyczajnie wprost wyglądają w towarzystwie łachowatej kurtki safari. Kręciłam się przed lustrem jak fryga, na wszystkie strony! bo czy może kobietę spotkać coś lepszego u progu wiosny niż utrata boczku? wątpię!

PS Marcel wyrzuca zabawki Igi ze swojego pokoju: "Iga! czego nie zrozumiałaś z MOŻESZ JUŻ TO ZABRAĆ Z MOJEGO POKOJU?!!!" ; Iga spokojnie: "Z"

Serduszka.

brummblogging

Macierzyństwo niejedno ma imię. Moje na przykład ma dwa, a każde inne. Kiedy ma na imię Iga, jest jak stąpanie po płatkach róż i opychanie się czekoladkami. Jak szampan i truskawki. I jak kąpiel z dużą ilością piany. Za to, kiedy ma na imię Marcel jest jak głęboka, ciemna sztolnia, w głąb której zapuszczam się codziennie nie wiadomo po co. I jak walka w zwarciu. To niczyja wina. Po prostu tak jest.

Iga uwielbia mnie bezgranicznie. Nie ma końca przytulaskom i buziaczkom. Sto razy na godzinę wyznaje mi miłość i zawsze się upewnia, czy odwzajemniam: i jak bardzo? i czy nad życie? Marcel kocha mnie warunkowo, to znaczy pod warunkiem, że się zgadzam, zezwalam i nie zawadzam. Każde najdrobniejsze odstępstwo jest okazją do spięcia. Permanentny stan buntu. To niczyja wina. 

Po prostu tak jest, więc dla Marcela szyję powściągliwie i z powagą. Po chłopacku. Dla Małej dziergam dwa czekoladowe serca na spodniach, które miały być zupełnie zwyczajne i jeszcze dodaję koraliki w kolorze miedzi i łaty na kolana. Wzbudzam zachwyt i uwielbienie!

aplikacje

Na spodnie dla Igi wykorzystałam resztkę ciemnego dżinsu, która pozostała po uszyciu portek marki Brumm Star i wykrój ten, co zawsze. Ostatnio zawsze, czyli z "Burdy" 11.2013 i choć miało być zupełnie inaczej, wyszło jak zawsze, czyli jak ostatnio. O tak:

spodnie

U dołu nogawek miały być tym razem gumki! i mogło być tak wspaniale... Niestety niewystarczająco poszerzyłam wykrój i gumka została w pudle, a nogawki luzem. Za to łaty ze sztucznego zamszu i serca z koralikami udały mi się nad podziw!

 spodnie dżinsowe

 Szwy ostębnowałam podwójnie grubymi, brązowymi nićmi do dżinsu. Tymi samymi nićmi naszywałam aplikacje. Wypróbowałam 24 różne skomplikowane ściegi ozdobne i wybrałam bardzo finezyjny i niezwykle wyszukany gęsty zygzak

spodnie dziecięce

Tkanina miała błąd biegnący przez całą jej szerokość (na zdjęciu widoczny tuż pod paskiem), którego nijak nie mogłam ominąć, więc postanowiłam go zignorować. Pomyślałam sobie, że jakoś to będzie! I będzie, a jakże! będzie szedł przez cały przód i przez obie nogawki tyłu. Nie udało mi się go w żaden sposób ukryć.

dżinsy

Macierzyństwo i krawiectwo niejedno mają imię. Tak po prostu jest. Obie wersje spodni (i chłopięca i dziewczyńska) bardzo mi się podobają, choć są do siebie całkiem niepodobne. Jak Iga i Marcel. Tak po prostu jest! To niczyja wina!


PS Iga zbudowała kościół w kwadratowym świecie Minecrafta. Nad drzwiami umieściła napis: "Won albo modlij się!" 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci