Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : ortalion

Dziura.

brummblogging

Moje macierzyństwo jest dziurą we mnie. Czeluścią, gdzie nie ma mnie. Umiem to dostrzec dopiero teraz, kiedy powoli się wygrzebuję. Powracam. Zaczynam myśleć o sobie w liczbie pojedynczej. Jestem odrębna. Osobna. Wywieram presję, aby moje potrzeby i aspiracje były dostrzegane. Tupię nogami i wrzeszczę domagając się prawa do ich realizacji. Chodzę na kupę sama, kiedy mi się chce, a nie wówczas, gdy mam wolną chwilę!

Dziura pochłonęła wszystko. Dziesiątki nieprzeczytanych książek i godziny nieodsłuchanej muzyki. Nieuszyte sukienki. Nienoszone szpilki. Nieużywane kosmetyki. Spotkania, koncerty, filmy... Wpadli do niej znajomi bliżsi i dalsi. Pory roku nieużywane. Niepotrzebne daty, całymi rocznikami, przepadły. 

Świetnie ją dokumentuje brak. Luka w mojej kolekcji "Burd" i w mojej głowie.

Przepadło leniuchowanie. Próżnowanie. Słodkie bąków zbijanie. Nic niegotowanie!

Wyłażę już nie tamta. Wypadnięta ze wszystkich obiegów. Nieaktualna. Wydaje mi się, że mam ledwie trzydziestkę... nieumyślnie kłamię w ankietach. Trzeba mi podpowiadać, że 2013. Wpisać w rubryczkę. Dziura w głowie. Unoszę wysoko brwi dwaaaa? dwa tysiące? dwa tysiące trzynaście? jakżesz to się stać mogło... 

Nie czas utyskiwać, ani pomstować zanadto (ale żeby już dwa tysiące... i trzynaście?) mleko już się rozlało i las spłonął razem z różami. Trzeba brać dupę w troki. Czytać i słuchać. Nosić i używać. Spotykać się i oglądać. Brać udział. Podróżować. Psa kupić. Samotnie spacerować. Trenować. Kupować "Burdy" i szyć! Wszystko! Wszystko to, nie zapominając o leniuchowaniu, próżnowaniu, nic niegotowaniu i zbijaniu bąków! 

I jeszcze pisać brummBLOGa. I kochać FB, choć go wszyscy już zdążyli znienawidzić.

I pojechać w nocy na plażę oglądać deszcz meteorytów!!!

...no dobra... z meteorytami może się zagalopowałam.

 Żeby nie być gołosłowną: czytam "Życie Pi" (bardzo polecam, książkę właśnie można kupić w Biedronce za 24zł) oglądam, a raczej już obejrzałam, uprzednio "Life of Pi" (zachwycający!) słucham UL/KR (także na żywo! fantastyczna muzyka i fenomenalny wokal! a Król Be jest tylko jeden!) i szyję. Och! szyję pelerynę.

Prawda, że szalony i absurdalny pomysł? na szczęście nie mój, tylko "Burdy" :D

Peleryna w rozmiarze 122; wcale nie powiększana, gdyż za bardzo nie wiedziałam, co miałabym powiększać? :O Model 138, żurnal archiwalny z roku 2008 (wiem... trudno uwierzyć, ale mamy już 2013) Uszyta z ortalionu* hłe hłe hłe i wykończona wiskozową* hłe hłe hłe podszewką. 

* ani nie wygląda jak ortalion, ani nie szyje się jak ortalion i nie jest wcale wodoodporny, przeciwnie pięknie naciąga wodą, która tworzy na nim urocze, ciemne  plamko-cętki... jak wyschną, pozostają po nich purchle.

* nie wygląda jak wiskoza (jest sztywna jak cerata) ani nie szyje się jak... co ja mówię!  wcale się nie szyje! Maszyna przepuszcza i rwie nici...

Na etapie wymyślania uznałam, że taka wspaniała ortalionowa hłe hłe hłe... przeciwdeszczowa (taaa... jasssne!) peleryna, nie może się obejść bez kaptura. Skopiowałam więc najbliższy kaptur i odszyłam go jako tako. Miał być dopinany, ale wśród swoich 248 suwaków, zajmujących trzy kartony nie znalazłam odpowiedniego. Wszycie kaptura do - i tak już zatłoczonego - podkroju szyi było przedsięwzięciem ryzykownym. Wyszło całkiem znośnie.


To zdjęcie sugeruje, że nie posiadam umiejętności pozwalających na połączenie wierzchu z podszewką, na linii dołu. Nic bardziej mylnego. Posiadam! po prostu wybrałam inne rozwiązanie :D bardziej... swobodne. I niewymuszone. 

Peleryna jest nie tylko nieprzemakalna hłe... hłe... ale także komfortowa :D dla wygody posiada dwa otwory na ręce, żeby można było wystawić witki i się przywitać, lub podrapać w nos. Od wewnątrz otwory wykończyłam ręcznie. Ni cholery nie mogłam normalnie przebić się igłą (porządną, czeską) przez te wiskozy i ortaliony. Zrozumiałam moją maszynę w jednej chwili! też bym przepuszczała jak najęta, gdybym mogła.

Guzików potrzeba było cztery, ale miałam tylko pięć, więc zabrakło mi jednego :D

Musiałam oszukiwać...  tzn blefować! jak zwykle. 

Kaptur przynależał do kurtki w rozmiarze 134. Jednakże Idze, ma łeb nie od parady, sięgał ledwie do połowy kości ciemieniowej... musiałam powiększyć go o środkową plisę. Klątwa kapturowa nadal mnie dosięga. Dwukrotnie przeczytałam spis części wykroju i kilka razy opis szycia kaptura - "Burda" plisy nie przewidziała. Taka jest... nieprzewidywalna!

Konkludując: uważam, że peleryna to fanaberia! 

Pomysł dla kogoś, kto nie ma co począć ze swoim czasem i z ortalionem.

Ale! ale... trudno się oprzeć jej absurdalnemu urokowi!


Przypominam, że akcja trwa!

tekst alternatywny


PS Wywiadówka. Pani: "To może pani Beata znowu kupi książki! w zeszłym roku wybrała piękny album, pt "S.Z.T.U.K.A." ;  Ja (czyli ww. pani B) robię dziwną i tajemniczą minę; Mama jakaś: "Ta książka to były w ogóle wywalone pieniądze! moje dziecko nawet do niej nie zajrzało!!! mam czworo dzieci i żadne jej nie chciało czytać. Nawet ja próbowałam i mi nie poszło!!!"  Ja: bezwładnie osuwam się pod stolik... 

Poronin minus siedemnaście.

brummblogging

Muszę Wam powiedzieć, że siedemnaście stopni poniżej zera w Poroninie, to nie do końca to samo, co minus siedemnaście w Gdańsku. Słońce tu jakoś bardziej lutuje, a wiatr jakoś mniej duje. Decydującym czynnikiem, wpływającym na odczuwalną temperaturę dla turysty, z pewnością jest jednak jego ekwipunek, wyposażenie i sprzęt.

Nad morzem pomykam w dżinach, bluzce i płaszczu. Kiedy temperatury oscylują w okolicach zamarzania-glutów-w-nosie, dodaję cienkie rajtuzki, sweterek i czapkę. Wszędzie mam blisko ;D i ciągle marznę. W górach natomiast... oooo! w górach żartów nie ma! Mam na sobie: getry, grubaśne skarpety i moje wypasiste, ocieplane polarem, śniegowe spodnie; podkoszuek (używany tylko w warunkach ekstremalnych!) bluzkę i polarną bluzę, kurtkę narciarską (wykonaną z zastosowaniem najnowszych osiągnięć NASA); ruską, syberyjską uszatkę i rękawice! Wszytko to sprawia, że kiedy - przed wyjściem - upadnie mi kluczyk od pokoju, muszę się częściowo rozebrać, żeby go podnieść :D

Wspomniałam o wypasistych spodniach - oto one:

Ubolewam nad tym, że są w takim zachowawczym kolorze, ale nie miałam bladego pojęcia, jaka będzie kurtka i wybierając go działałam z dużą ostrożnością. Dodałam granatowy polar, jako podszewkę i beżowo-czerwone taśmy przy wzmocnieniach kolan i szlufkach.

Podczas pracy - korzystając z wykroju na zwykłe spodnie, rozm 44 -

maksymalnie uprościłam fason;

wpuszczane kieszenie,rozporek i pasek (w tyłuach gumka)

to jedyne szaleństwa, na które było mnie stać ;D zwłaszcza, że szyłam na trzy dni przed wyjazdem :O

Nie ma gumek w podszewce, odblasków, taśm, karabińczyków ani suwaków u dołu nogawek; te wszystkie fanaberie chińskiego przemysłu odzieżowego, w warunkach niewielkiej polanki przed hotelem są całkowicie zbędne! Wierzcie mi.

Kiedy w nich chodzę skrzypi śnieg pod butami i - łing! łing! - skrzypi ortalion. Odgłosy te łączą się, tworząc mój osobisty, turystyczny profil foniczny. Lekko poskrzypując i dając wyższe, ortalionowe tony - łiiing! łiiing! - drepcze obok Mała, postękując: "jus nie dam rady dalij, mamo!"

Ciepło nam na tych minus siedemnnastu stopniach.

Ja bez oporów rzucam się na świeży śnieg i kręcę orzełka (bo wychowałam się za komuny) Iga nieśmiało kładzie się obok i robi aniołka... konflikt pokoleń odciska się na śniegu wyraźnie. Orły i aniołki walczą o pierszeństwo polegiwania na polance. Te są większe, tamte z kolei liczniejsze (mała podnosi się jak bańka-wstańka, ja leżę dłuższą chwilę jak przewrócony żuk) po której stronie leży racja?...

Nawet nie zamarzły nam gluty w nosach, bo siąkając wracamy na najsmaczniejszą herbatkę świata!

Polar i ortalion ogłaszam najlepszym duetem wszechczasów!

PS. Iga od tygodni nęka nas pytaniem: "Kiedy jedziemy na te góly?"; wreszcie jesteśmy w samochodzie i od godziny prujemy w stornę Poronina. Teraz z kolei Mała stęka: "Jak długo będziemy tak jechać"; odpowiadamy jej cierpliwie, że cały dzień i takie inne dorosłe blablabla; na co Iga: "Boze! po co ja się nie mogłam na to doczekać!?" :D

Camouflage.

brummblogging

Jedni pragną być widoczni, inni woleliby nieszczególnie się wyróżniać i pozostać niezauważonymi. Dla tej drugiej grupy ( o dziwacznych preferencjach ) spodnie maskujące, czyli moro-we. Na ośnieżonym stoku niespecjalnie się sprawdzą, ale już w gąszczu karłowatej kosodrzewiny można się spokojnie zaszyć; prywatność gwarantowana. 

Przed zabraniem się do tej roboty, napisałam, że "będzie łatwiej"... oczywiście wystarczy COŚ TAKIEGO tylko pomyśleć, a już wiadomo, że będzie pod górę. Jeżeli TO wypowiesz, masz jak w banku pod górę, pod wiatr i po kamieniach. Noooooo! a gdy NAPISZESZ TO I OPUBLIKUJESZ - załamka - pod górę, pod wiatr, po kamieniach, na boso i minus trzynaście! 

Właśnie w takim trybie, przez dwa dni, przebiegały prace :O

Wykrój Burdowy, z numeru mocno archiwalnego, 12/2001r. Rozmiar spodni 134, który w dodatku jest przeznaczony do baraszkowania po śniegu. Ku mojemu zdziwieniu nie musiałam go powiększać ani na jotę, doskonale pasuje na Chłopca. 

Tylko kto by szył zwykłe, proste spodnie na gumie?

...trzeba trochę komplikacji i kombinacji. 

Dodałam:

  1. doszywany pasek;
  2. wzmocnienia na kolana i wzmocnienie tyłu (jak w różowych); 
  3. wymyśliłam trzy suwaki (w rozporku i w nogawkach) milion szlufek, pętelek i karabińczyków.
  4. naszyłam dodatkowe gumki na rzepy, regulujące pasek w przodach;
  5. jak poprzednio wszyłam śniegołazy w podszewkę z polaru.

No? oceńcie same, czy ja się czasem nie potknęłam o kabel zasilający i nie walnęłam łbem w blat roboczy?

Oczywiście pierwsze ciachnięcie ortalionu i pierwsza katastrofa!

zapomniałam wyrysować rozporek :O

Potem musiałam doszywać pliski i wywijać jakieś cudawianki :!@$!#%#%


Zastosowałam taśmy odblaskowe, powszechnie wiadomo: najpierw bezpieczeństwo, potem narciarz! 

Kontrasty to grafitowy ortalion; podszewka - brązowy polar.

Zbliżenie na kieszeń wpuszczaną w boczny szew, całkiem nietrudną do wykonania. 

Ulubiony motyw dekoracyjny Chłopca - czaszka -  jest obowiązkowy!

Poniżej wspomniane już suwaki w nogawkach! masakra :O

Nigdy jeszcze czegoś podobnego nie robiłam. Całkowity debiut. Suwak z pliską (pod spodem, zabezpiecza przed przycinaniem spodni) i do tego polarowa podszewka. Ciężko było i w zasadzie chciałam już to wszystko wypruć w cholerę, zaszyć... i zapomnieć. Powstrzymały mnie ewentualne dziury po igle w ortalionie i samo prucie. Oceniłam, że jestem już bliżej niż dalej, żyłka mi wystąpiła na czoło i pulsowała, ale dałam radę i mam...

I nigdy więcej!

Śniegołazy wyglądają tak:


Tym razem zupełnie inaczej łączyłam podszewkę z wierzchem; najpierw wszyłam polar przy wszystkich rozporkach, potem zwyczajnie doszyłam pasek do prawej strony i nastębnowałam po lewej; na koniec podwinęłam nogawki, nakładając ortalion na (nieco krótszy) polar. Jest ok.

Ostatni rzut oka na całość.

Nie mogę na nie patrzeć bez lekkiej telepki i skaczącego gula, więc obiecałam sobie, że trzecia (moja) para śniegowców, będzie łatwa, prosta i na gumie! 

Koszt: 1mb ortalionu 7,90 i 1mb polaru 13,90; czaszka 5,60  i suwaki (zaraz mnie krew zaleje) 2x 2,40  i 1x2,50; daje to łącznie 34,70

Bądź widoczna na Stoku!

brummblogging

Wreszcie przestałam szukać wymówek i zabrałam się za ortalionowe śniegowce. Termin naszego wyjazdu niebezpiecznie się zbliża, więc czuję już spoooorą prrrresję. Zwłaszcza, że na sobotnich zakupach szłam w zaparte (tak, tak!  spooooko zdążę, uszyyyyję, uszyyyyję!) przechodząc zupełnie obojętnie obok portek i poprzecenianych, dziecięcych kombinezonów.

Denerwowałam się krojąc :O i drżałam wykonując pierwszy szew. Nie miałam bladego pojęcia, jak zachowa się maszyna na takiej ślisko-lepko-gumowanej tkaninie! Szczęśliwie ja zachowywałam się gorzej od niej i dzięki temu wspólnie dałyśmy radę :D

Uprzedzam,

że jestem niemożliwie zadowolona ze spodni

i będę się samochwalić bez końca!

Wspaniałe nieprawdaż?

 Wykrój znalazłam w ubiegłorocznej, listopadowej "Burdzie" (przypominam, że mamy już 2012!). Wybrałam największy dostępny rozmiar, czyli 122 i porządnie dodałam na szwy, a także lekko poszerzyłam (po środku) część górną tyłu i przodu. Nic skomplikowanego nie zauważyłam; fason jest prosty i pozbawiony udziwnień. Wszystko do siebie pasuje i fajnie leży na Dziewczynce.

Wypasiście, nieprawdaż?

Dla mniej doświadczonych - skomplikowane może być połączenie wierzchu z podszewką; ja (po uszyciu ich obu) łaczę krawędź górną (wzdłuż podkrojów szyi i linii szelek) następnie (wywijając przez otwór na suwak) zszywam nogawki i na końcu wszywam zamek. I za każdym razem wydaje mi się to najlepszym ze sposobów, aż do momentu, kiedy należy wszyć zamek :O wtedy klnę i: łączę go z podszewką, *szpilkuję i stębnuję po prawej. Wygląda poprawnie. Może być!

Trochę jednakowoż - mimo wszystko - przy tym wykroju pogmerałam i, np. wszyłam gumkę w tyłachdodałam kieszeń na karczku, oraz zmieniłam kieszonki boczne (zapinane w oryginale na suwak) na zwykłe, wpuszczane; worki po prostu nastębnowałam na przody. Szelki zapinają się na białe klamry, co daje możliwość płynnej regulacji ich długości.

Jako kontrasty wykorzystałam lewą, srebrzystą stronę ortalionu,

przebiegle, prawda? 

Odszyłam z niej: kieszonkę, wzmocnienia na kolana i wzmocnienie tyłu.

Podszewką spodni jest fuksjowy polar.

Tył jest bombowy!

Zachowałam zabawną dupkę, zaproponowaną przez Burdę; rozbawił mnie instruktaż jej szycia: "Część wzmacniającą tył podwinąć i przyszyć do tyłów spodni." buhaha widzicie ten łuk w ortalionie?

Kto się podejmuje go podwinąć? ;D 

Do wykończenia okrągłości użyłam skóropodobnej wypustki w kolorze pistacjowym; dałam ją także na wzmocnienia kolan. W ten spodób wprowadziłam dodatkowy kolor, który w efekcie bardzo tu pasuje i ożywia całość.

Żeby juz była pełna profeska, odcięłam nogawki na wysokości kolan i łącząc je z powrotem (to trochę irracjonalne, wiem) wszyłam do nich podszewkowe śniegołazyczy wiatrołapy... czy jak zwał, tak zwał! Gumka idzie do buta, nogawka na zewnątrz, a stopy pozostają suche i ciepłe ;D

Sama konam z wrażenia... nie wiem jak Wy to wytrzymujecie???

Te dodatkowe taśmy na nogawkach i na karczku to odblaski!

Nie ma mowy, żeby Iga pozostała niezauważona w takich śniegowcach odblaskowcach.

I taka byłam zajarana, że nawet wszyłam swoja brummwszywkę na prawej stronie, co mi się nieczęsto przydarza chyba że, tak jak teraz, podskakuję z radochy i pękam z dumy :D

Oczywiście były też utrudnienia; w takiej tkaninie nie ma mowy o pruciu (ślady po wbiciu igły są wielkości leja po bombie!) ani nawet o *wpięciu szpilki :O na wszystko jest tylko jedna szansa i to na żywca :D Miałam oczywiście kilka wpadek (stębnując boczne szwy załapałam pod spodem przody) i kilka małych kryzysów :!$!#%#@ ale poza tym prace przebiegały bez zakłóceń.

Ciekawostka:

ku mojemu zaskoczeniu ortalion dość dobrze się prasował (lekko ciepłym żelazkiem) :O

W tej chwili jestem już myślami przy moro-śniegowcach dla Chłopca; będzie prościej, bo bez szelek!

PS. Kris oglądając bajkę: "Jak szczur  może być ojcem żółwia? czy ktoś mi to wytłumaczy?"; Iga spokojnie: "Ja, bardzo chętnie!" My: ???  Iga: "Po prostu go kocha." :O

Traktat o rzeźbieniu w gównie.

brummblogging

Od razu uprzedzę, że tym razem nic nie uszyłam... :O

...do ujawnienia mam tylko kilka smutnych myśli,

a do wypowiedzenia wiele cierpkich słów :D

Ostrzegam, żeby nie było rozczarowania! 

W zamierzchłych czasach braku wszelkiego dobra szyło się z byle czego, a w efekcie miało się i tak to, co najlepsze. To jeden z wielu paradoksów rzeczywistości komunistycznej. Kiedy się zdobyło jakikolwiek kawałek tkaniny i kilka obojętniejakich guzików, szyło się bluzkę i był szał! Z bawełnianych, koronkowych wstawek łączyło się spódnicę; jeżeli cudem zdobyło się barwnik - kilka godzin gotowania, mieszania w wielkim kotle i inhalowania się chemicznym smrodem - to już szczyt szczęścia!

Było minęło!

Hmmmm... doprawdy?? zależy komu. Mi jakoś nie minęło!

W dzisiejszych - jakże pięknych - czasach nieograniczonej dostępności dóbr szyję nadal z byle czego. Poluję na tkaniny. Kupuję te, które akurat znalazłam; nigdy nie dostaję tych, których aktualnie potrzebuję. Robię zapasy. Ściągam kurierami dziesiątki metrów, bo "mniej się nie opłaca"; w sklepie za rogiem też się nie opłaca :O tam ceny przyprawiają mnie o mdłości.

Najgorzej jednak sprawy mają się z dodatkami i akcesoriami.

Wybór jest zawsze - między czarnym, szarym i ewentualnie (wczoraj dowieźli) granatowym

W każdej z trzech pasmanterii w moim mieście będę obsłużona inaczej: 

"na lenia" , "na ignoranta" , oraz na "starającegosię ale nicniemogącego" 

...w żadnej nie dostanę tego, czego poszukuję. Towar jest zawsze ode mnie oddzielony szeroką ladą, za którą wstęp surowo wzbroniony! mam absolutny zakaz zbliżania się...  Ja, krawiec recydywista gapić się też za długo nie mogę, bo wyjdę na zboczeńca. 

 Jestem dżi-pi-esem:

Prosto! tam! za Panią... o tam! wyżej! niżej! w prawo! Pani prawo! takie białe! obok! za zielonym... koło niebieskiego... tak! taaakkkk! tuuuuu! dziękuję... trafiłeś do celu!

Jestem nauczycielem:

Igły do jedwabiu... są takie, na pewno! grubość 60, tak! taaakie cienkie, bo do jedwabiu; aaaa nie! do dzianiny to mają kulkę na końcu... dziękuję... Pała!

Jestem powiernikiem:

Nie mamy, może za tydzień będą... jak szef dowiezie... dziś nie mógł, bo ma chorą córkę i auto w warsztacie. Hurtownia nieczynna; nie mają w hurtowniach - wszędzie szukaliśmy! szefowa chce sprowadzić... dziękuję... współczuję...

Staję się aspołeczna -  wolę allegro. Otwieram zakładkę dla rękodzielniczek i niepotrzebnie się ekscytuję :O Dodatki krawieckie, jak w pracowni u mojej mamy: część sprzed 30 lat, pamiętam je dobrze z dzieciństwa. Niemal czuję zapach stęchlizny. Zdjęcia małe, poczerniałe - też trzydziestoletnie? trudno ocenić szczegóły. Nieważne i tak nie znajduję tego, czego szukam... ani niczego podobnego, zbliżonego, czy nawet lekko to przypominającego.

Oglądam obcojęzyczne blogi i mnie szlag trafia!

Od lat rzeźbię w gównie.

Jeśli znacie pasmanterie internetowe z dobrymi cenami i szerokim wyborem dodatków - umieszczajcie info w komentarzach, będziemy je reklamować. Podobnie ze sprzedawcami tkanin.

Powracając do szycia, zabieram się za spodnie śniegowe. Przyszła paczka z moimi ortalionami:

Wolałabym wzorzyste i weselsze, ale jestem przeszczęśliwa, że dostałam różowy (dla Małej) i moro (dla Chłopca)! Polary - na podszewki -  wybrałam ze skromnej oferty tego samego sprzedawcy i jakoś pokombinuję (nie cierpię tego słowa!) i połączę:

Może różowy dam do swoich - czarnych? a do różu - brąz? Miałam problem z klamerkami do szelek - kupiłam białe (przy okazji zamówiłam też: oczka ruchome do maskotek, taśmę parcianą w dwóch odcieniach, zielone klamerki, tasiemkę bawełnianą, zapięcia do torebek i kilka innych bzdur, żeby opłacało się płacić 13,50 za wysyłkę)  nie szukałam jeszcze suwaków do nogawek... :O

Będę działać spontanicznie, improwizować i jak zwykle wyrzeźbię

- z tego, co mam - coś ładnego.

...ale czasem mnie to męczy...


Sprzedawca z Allegro, u którego kupuję bardzo często AbcTekstyliaPL jakość tkanin nierówna, ale zazwyczaj dobra, lub przynajmniej zadawalająca; za to oferta bardzo interesująca i różnorodna. Reklamuję mimo, iż strzelono mi ignora, w odpowiedzi na moją propozycję wzajemnej promocji :D

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci