Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : siata

Elo Mordy!

brummblogging

Czas płynie nieubłaganie. Przybywa kilogramów, kilogramów, dioptrii, lat i niektórym również kilogramów. Dzieciaki rosną jak szalone, chodzą co chwilę do innej klasy i zaczynają pożyczać moje ubrania. M o j e!  Jednakowoż pewne rzeczy pozostają niezmienne, a natura zawsze zawiedzie wilka do lasu... chyba, że go uprzednio odstrzelą  miłośnicy przyrody lub zaszlachtują wielbiciele Hubertusa. Otóż krawcowa prędzej, czy później siędzie do maszyny i niewykluczone, że nawet coś uszyje. 

Raczej później, niż prędzej, siadłam również ja. Taka sytuacja. Oczywiście spadły na mnie w okamgnieniu wszystkie plagi rzemieślnicze. Nie ominęły mnie również, bo po co, dramaty krawieckie, w stylu uszycia dwóch par spodni, potrzebnych na c i t o, w dawno minionych i mocno nieadekwatnych rozmiarach, dające się naciągnąć, przez grube łydy, najwyżej do kolan. Płacz i zgrzytanie... nożyc. 

Torby nie pytają o rozmiar i nie zważają na kilogramy, więc z portek przestawiłam się szybko na plecakoworki i siaty. Zainspirowana miłością Igi do alpak i kaktusów uszyłam takie cuda.

torba, siatka, lama

Siata z długimi uchami, ze wzmocnionym, własnoręcznie pikowanym dnem z surówki bawełnianej, wykończona żółtą podszewką. Wewnątrz można spotkać całkiem sensowną kieszeń.

lama8a4

Worek w podobnym klimacie, bez kieszeni, nawet bezsensownej.

lama5

Siata z długimi uchami, ze wzmocnionym, własnoręcznie pikowanym dnem z surówki bawełnianej, wykończona gołębią podszewką. Wewnątrz można również spotkać całkiem sensowną kieszeń. Ktoś ma deja vu?

lama9Wspaniała jest ta mięta!

lama9a

I worek. Mówiłam już, że ta mięta jest wspaniała? chyba nie. Jamais vu... No to wspaniała jest. 

lama7

Przez te upały w maju, które mnie zaskoczyły sto razy bardziej niż zima tysiąclecia drogowców i odrazy do szycia spodni, zaczęłam m a l o w a ć. Namalowałam ananasa na bluzce Igi, prócz alpak i kaktusów ubóstwia również arbuzy i ananasy, a ponieważ poszło mi niezgorzej posunęłam się jeszcze dalej. Na torbę.

lama1

I na workoplecak.

lama3

 Tudzież plecakoworek. Oba/ obie, niepotrzebne skreślić, uszyte z masywnej surówki bawełnianej, z dnem z wodoodpornej codury i wykończone energetyczną (przez cały wpis czekałam, na użycie tego przymiotnika i miałam go na końcu palca) energetyczną, zieloną podszewką.

lama2

Od tego szycia toreb i worków, ani na jotę nie zmieniła się moja krytyczna sytuacja spodniowa, za to poprawił mi się humor i polepszyło samopoczucie. Gdyby ktoś z Was również chciał sobie poprawić humor, albo polepszyć samopoczucie, to torby wystawione są na sprzedaż, na znanym portalu aukcyjnym. Zapraszam! Bardzo polecam Wam to uczucie, gdy się wie kto, gdzie i w jakich warunkach uszył Waszą torbę oraz to obezwładniające poczucie niepowtarzalności i oryginalności. Mam to, to wiem to! Nie mam tylko spodni. Stare dresy na gumie się nie liczą!

 

PS 

Bardzo przepraszam tych czytelników, którym obiecałam poprawę stylu po kursie kreatywnego pisania. Obiecanki cacanki głuptasy! Jak widać po powyższym wpisie na brummBLOGu stara bida i przecinki przed oraz

 

Z metra cięte.

brummblogging

Zajączki moje uchate! jak to miło dla Was znowu pisać!

Otóż u mnie wszystko po staremu. Do świąt się szczęśliwie doczołgałam i zdążyłam z wegańskim, bezglutenowym mazurkiem akurat przed rezurekcją. Niestety okien nie zdążyłam pomyć, co się właściwie całkiem dobrze złożyło, gdyż nie widać przez nie tej całej pogodowej mizeroty i śniegu na forsycji. Mogę sobie spokojnie przeżuwać suszone ananasy i udawać, że mamy wiosnę.

Niefortunnie tak się ostatnio składa, że nic kompletnie nie szyję. To drobny kłopot w przypadku, gdy się prowadzi szyciowego bloga. Choćbym pisała lepiej, niż nobliwe noblistki,  to postu nie zagadam, ani nie zapiszam. Dlatego grzebiąc w odmętach zasobów na dyskach, odnalazłam marne, po ciemku robione, fotki torbiszcza. 

Tkaninę, w obłędnej ilości jednego metra bieżącego, kupiłam na allegro i od razu zaczęłam się odgrażać na instagramie co to ja z niego nie nawyczyniam. A, że wielką torbę, i listonoszkę, i jeszcze nerkę, i nic nie szkodzi, że to tylko metr, bo ja jestem taka zdolna! niesłychanie... Żeby było dziesięć razy trudniej zaczęłam od końca, czyli od nerki, a jak przyszło do krojenia wielkiej torby, to dysponowałam tylko niewielkim kawałkiem tkaniny. 

torba miejska

Wzięłam więc tę pozostałość tkaniny, zszyłam boki i powstała torba. 

 torba

 Piękny, beżowy skaj dodałam z konieczności na uchach, a potem już pooooszłooo! i na rożki, i troczek, i na frędzle! Pasuje idealnie i mam nadzieję, że jest dobrej jakości. Na razie skóra mu, na szczęście, nigdzie nie złazi.

torba diy

W środku kieszeń z krajką, kombinowana z resztek i druga, zapinana na suwaczek. Całość zapina się jeszcze na magnesik, którym za cholerę nie mogę trafić na miejsce, więc go z zemsty zaczęłam ignorować, a ten wariat z rozpaczy sam trafia na siebie! spontanicznie.

torba

Już po pierwszym spacerku wyszło, za przeproszeniem szydło z worka i okazało się, że z toreb na ramię to ja najbardziej lubię torby przez ramię. Taka funkcja bardzo się przydaje, kiedy się idzie z pieskiem, kartofelkami, dzieckiem, hulajnogą i nagle pojawi się problem sprzątania kupki... a po chwili niedługiej drugiej. Nie łatwo być dzielnicową elegantką z miejską torbą diy na ramieniu.

torba

Podsumowując praktyczne to to nie jest, ale efektowne, jak najbardziej i wrażenie robi. Największe chyba na mnie, przez wzgląd na to, że z metrowego kawałka taniej tkaniny wykroiłam nerkę, dużą listonoszkę i słuszne torbiszcze z chwostami. Aha! na śmierć zapomniałam. Guzik jest kompletnie od czapy, za to z aliexpress. Guzik polecam, robi robotę, za to ali... szkoda słów. Jest taka straszna klątwa rękodzielnika: ażebyś na aliexpress ugrzązł i guzików nakupił! tfu, trzy razy przez lewe ramię! to, na którym noszę torbiszcze. Oczywiście.

PS Ja: Marcel, dobrze ci radzę, zabieraj się za tę lekturę, bo jest gruba i męcząca. Marcel: "Sama jesteś gruba i męcząca!"

Karaluchy i jabłka.

brummblogging

W trosce o mój psychiczny dobrostan, nasze relacje partnerskie, pokój w regionie i polskie PKB, Kris postanowił pojechać ze mną do IKEA. Roztrwoniliśmy tam trochę pieniędzy i zmarnowaliśmy masę czasu. Nie pamiętam, co dokładnie kupiliśmy, ale jest nam to na pewno b a r d z o, b a r d z o   p o t r z e b n e. Bardzo...

Prócz tych rzeczy, co ich nie pamiętam, pamiętam jak dziś, że kupiłam dwa kupony bawełny w nadzwyczaj okazyjnej cenie. Przy okazji swawolenia na dziale tkanin, odkryłam także, że nic mnie tak silnie nie inspiruje jak oglądanie, miętoszenie i wąchanie tekstyliów. Perwersyjne, no nie?

Karaluchy od razu mi się spodobały. Po rozłożeniu ich na stole i dwóch głaskach doznałam iluminacji. Już wiedziałam, co z nich powstanie! Trochę nawet spociły mi się dłonie na myśl o tym, że z realizacją pomysłu trzeba poczekać do następnego dnia. Rano szybko wysłałam Krisa do roboty, a dzieciaki do szkoły i zwinnie nawinęłam zieloną nić. Trochę później okazało się, że maszyna przepuszcza jak jakaś nienormalna! i nic nie pomaga, ani brzydkie słowo, ani dobre słowo, ani zmiana igły na grubszą, cieńszą, nową, starą! Nic! Koniec końców zdecydowałam się na igłę do streczu, która waliła w gęsto tkaną bawełnę jak cep. 

W ten właśnie sposób praca, zaplanowana na godzinę, zajęła mi całe przedpołudnie. 

eko siatka

Uszyłam Krisowi eko-siatę na jabca. Musicie wiedzieć, że choć nie jesteśmy właścicielami 10 hektarowego sadu jabłoniowego, pochłaniamy nieprzeliczone ilości tych owoców, we wszystkich dostępnych gatunkach i kolorach. W związku z tym, razem z jabłkami* jednorazowo znosimy do domu ze dwadzieścia jednorazowych siateczek, które doprowadzają mnie do szaleństwa... każdorazowo!

*Mój edytor wiadomości SMS po wpisaniu słowa: kup podpowiada mi natychmiast trzy możliwości:  jabca,  jabłka, cortlandy.

siatka ekologiczna

Siata jest wielka, to przez te jabłka, 45 x 50 cm i ma długie ucha. Można ją nosić w dłoni, jeśli się dysponuje 198 centymetrami wzrostu, jak Kris lub na ramieniu, bez ograniczeń. Wewnątrz ma tylko zieloną podszewkę i brummwszywkę. 

siatka na ramię

Lubię, jak facet nosi szmacianą torbę na ramieniu mimo, że nigdy nie kochałam się w żadnym listonoszu. Jeśli na dodatek torba jest taka oryginalna i taka w karaluchy, to po prostu omdlewam. Szczytem marzeń jest sytuacja, kiedy wewnątrz, między jabłkami, facet nosi książki. Lubicie to?

 siata na zakupy

Siata gówniano się szyła, ale wygląda znakomicie i wszystko jej wybaczam. A ponieważ prócz jabłek jadamy jeszcze czasami inne owoce, konieczne było uszycie drugiej torby, tym razem dla mnie. Wykorzystałam na nią kawałeczek drugiego kuponu i nauczona doświadczeniem przygotowałam się na najgorsze...

eko siatka

Tym razem praca zaplanowana na całe przedpołudnie zajęła mi... godzinę! Maszyna się opamiętała i zaczęła normalnie szyć zwykłą, cienką igłą. Siatka japońska wykończona jest beżową podszewką, ma identyczne gabaryty jak ta z karaluchem, ale bardzo krótkie ucha. Nie, żeby mnie matka pod szafą chowała, ale jednak nie wyrosłam jako ta brzoza. Z resztą najczęściej noszę torbę z zakupami właśnie w dłoni.

siatka bawełniana

Najczęściej... jednakowoż, gdyby dajmy na to zachciało mi się, z nagla, zarzucić siatę na ramię? to co? Ha! na taką okazję dysponuję tajną bronią: alternatywnymi uchami o stosownej długości. Ucha te ukryte są wewnątrz siatki i w każdej chwili gotowe są do użycia. Proszę:

torba

Lubię, jak dziewczyny noszą szmaciane siaty na ramieniu. 

siatka na zakupy

Tak mnie inspiruje bawełna z IKEA, Kris, jabłka i karaluchy. Nie narzekam i mam nadzieję, że znacząco zmniejszy się ilość foliowych reklamówek przynoszonych do domu, a zarazem zwiększy się ilość zjedzonych przez nas jabłek. 

Bardzo zaskoczyły mnie wczoraj dzieciaki, które oznajmiły, że też chcą mieć takie szmaciane siaty. Wymyśliłam dla nich zapinane torby przerzucane przez ramię i znowu lekko spociły mi się dłonie... głaskam karaluchy niecierpliwie... Chyba na uspokojenie zjem cortlanda! 

 

PS Rozmowy damsko-męskie. Ja: Tak sobie czytam swojego bloga i rżę. Kris: "Zawsze lubiłaś swoje wpisy." Ja: No! trzeba kochać to, co się robi! 

Na straganie w dzień targowy.

brummblogging

Tak się zdarzyło, że jestem w posiadaniu trzech bardzo fajnych, nic a nic nieśmiganych toreb. Niestety ręce mam tylko dwie i w dodatku zawsze pełne... roboty. Nie ma więc najmniejszej szansy, że jeszcze w tym stuleciu zużyję trzy, dodatkowe siaty zwłaszcza, że byle jak używam nawet tych dwu, których od dawna czasem używam. Wolę kieszenie.

Tak się także zdarzyło, że jestem w posiadaniu lekko wyświechtanego i troszkę sfatygowanego bloga. I niestety brummBLOG ten pochłania nie tylko mój cały wolny czas, który mogłabym przeznaczyć na leżenie na wznak, ale także pożera moje zapasy tkanin, nici i dodatków! Trudno wprost nastarczyć z uzupełnianiem pustych szuflad i półek. 

Może tytuł wpisu i te dwa akapity jakoś się Wam łączą w logiczną całość? Widzicie światełko w tunelu? wyjście z impasu? Może nawet już macie na końcu języka to słowo... no to... wysprzedaż? Otóż to! chętnie odsprzedam moje torby, aby pozyskaną w ten sposób kasę przepuścić natychmiast w dziale szycie i dziewiarstwo

 Na początek premierowo, jeszcze nie pokazywana publicznie Torba z Motylem

torba

Czarna, dość miękka tkanina z brokatowym nadrukiem. Motyle nadzwyczajnie odbijają światło! Niektórym, przepraszam za wyrażenie, starym bywalczyniom, widok może wydawać się znajomy, gdyż pokazywałam już siaty z motylami. Dawno, dawno temu i za górami, za lasami. Tam Boję się Ciem

siatka

Torba ma wymiary 44 x 47 cm i długie,  58 cm, różowo-landrynkowe ucha. Wykończona jest wrzosową, opalizującą podszewką i zapina się na suwak. Wewnątrz znajdują się dwie kieszenie, jedna zapinana na zameczek.

torba

W tym miejscu zazwyczaj wpisuje się, że torba jest nadzwyczajna, choć tego zupełnie nie widać, bo zdjęcia nie oddają jej całego uroku i kolory są w realu cudowne, ale tutaj nie bardzo, bo światło... itd... bla, bla bla. Więc powiem Wam tylko w skrócie, że zdjęcia zupełnie nie oddają, nie wiem dlaczego, bo światło było idealne!

torba z motylem

Chętnie bym ją sobie przygarnęła, gdyby nie te ręce, co je mam tylko dwie i w dodatku obie zawsze w kieszeniach.

Kolejne dwie torby znacie i lubicie. To lniana siata w kwiaty, absolutnie vintage.

siata

Ta siatka jest bardzo duża 45 x 50 cm i ma krótkie ucha. Wykończona jest beżową podszewką, wewnątrz ma kieszonkę. Siata nie ma zapięcia, ale można z nią iść po książki do biblioteki, albo po 9 kg kartofelków, jeśli ktoś niechętnie korzysta z dóbr kultury, a woli na przykład dary ziemi. Wcale mnie to nie dziwi, też lubię kartofelki. Więcej o niej można poczytać tam Vintage.

lniana siatka

Dwa powyższe zdjęcia zrobiłam wczoraj, więc są bardziej, niż aktualne!

Chciałabym też odsprzedać Torebkę, o której warto poczytać tu Torba Druga. Jej siostrzany egzemplarz noszę chętnie, oczywiście wówczas, gdy nie mam przy sobie kieszeni. Obie są absolutnie unikatowe i niepowtarzalne.

torebka

Wszystkie niezbędne informacje, warunki sprzedaży i koszty wysyłki, zawarte są w mojej zakładce o sprzedaży, o tej: Allegro. Zapraszam do udziału w aukcjach, bo wiecie, brummBLOG mi siorbie szafę bez litości, a szafa nie studnia i nie jest bez dna... cierpliwość Krisa dla mojego hobby też ma swoje granice, w dodatku już dawno je przekroczyłam. 

PS Widmo nudy. Iga: "Ale co ja tam będę robić? Będę się nudzić, jak koza we mgle!"

Vintage.

brummblogging

Len od ciotki. Dziesięć lat przeleżał w mojej szafie... bóg raczy wiedzieć ile lat leżakował w innych szafach. Czym i gdzie bywał? W każdym razie nie puszcza pary z gęby i nie uchyla ani rąbka... tajemnicy. Taki sobie len. Absolutnie vintage. Nie wzbudził mojego zachwytu, kiedy go dostałam. Dekadę kwitł w szafie, aż rozkwitł.

Uszyłam z niego siaty. Nie wyobrażam sobie innego zastosowania dla lnu nie do zdarcia. Niebielonego. Zwykłe, proste siaty na pięć kilo kartofli, głowę kapusty, bochen chleba... albo dwa. Zakupy vintage pasują jak ulał do lnianej siaty. 

Ucha z taśmy parcianej. Dobrze leżą w ręce, kiedy trzeba jakoś donieść te kartofle i kapustę. Nie piją w rękę, nie urywają palców. Wrażenia z poprzedniej epoki.

Boczne szwy ozdobiłam beżową wypustką. Dno lekko usztywniłam. Jakoś tak... niechcący, wszyłam beżową podszewkę. Dyscyplinuje trochę len. Nie pozwala mu się miąć zanadto.

Przypominają mi wakacje na wsi. Lipiec. Dziadka na motorze, obcego mi człowieka, wracającego ze sklepu w upale i kurzu, z dziesięcioma bochenkami chleba. Do ostatniej kromki był wyśmienity! Mleko zsiadłe i masło. Wędzony boczek wiszący pod sufitem. Najsłodsze czereśnie świata. Żniwa.

Nie ma już tamtego miejsca. Babci od zsiadłego mleka z cukrem i tamtej dziewczyny, która nie lubiła dziadka. A len jest. I siata uszyta jest. Będą kartofle! :D

Jedna siata dla mnie. Druga szuka domu, gdzie lubią kartofle i kapustę :D



Zachęcam Was bardzo do wsparcia akcji:

tekst alternatywny

Chcemy mieć wpływ na zawartość pisma, które kupujemy!


PS "A niech to szlag kopnie w jasny dzbanek!"  zaklęła siarczyście Iga :O

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci