Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : spodnie-dzieciece

Wielkie Piramidy.

brummblogging

Kto liczył na piasek zgrzytający w zębach, ten się srogo rozczaruje. Nie będę dziś wcale opowiadać o grobowcach, Cheopsach, Gizach i Sfinksie. Nie wiem, nie widziałam, nie byłam i się nie wybieram! Uważam, że są prostsze sposoby na zafundowanie sobie gorączki, bólu brzucha, ostrej biegunki i wymiotów. Mam dzieci w wieku szkolnym, co gwarantuje mi podobne atrakcje przynajmniej raz w roku. Egipt mnie nie nęci. Za to wspaniałe, malinowe piramidy udało mi się sfabrykować we własnej jadalni, domowym sposobem. Prawie handmade.  

spodnie

Wyjaśnię od razu, że to nie są moje spodnie! O piramidach marzyłam w latach '80, a moich rodziców nie było na nie stać i cierpiałam bardzo, bardzo... boże, jak ja bardzo cierpiałam, ale koniec końców uważam, że w ten sposób oszczędzono mi kompletnej kompromitacji, towarzyskiego blamażu i kilku upokarzających zdjęć w rodzinnym albumie. Te są dla Igi i nie będziemy jej oszczędzać!

Dżins, który wydawał mi się zwyczajnym dżinsem poza tym, że jest nadzwyczajnie malinowy, ujawnił, podczas prasowania, swoją wyjątkowość: jest mechaty! Mieni się i czochra pod żelazkiem. Na wszelki wypadek skroiłam wszystkie części w jednym kierunku. Jakkolwiek to zabrzmi, skroiłam dżinsy pod włos!

spodnie

W stworzeniu spodni pomógł mi burdowy model nr 155, z numeru 11/2012. Bardzo obfitą góra, głębokie zakładki i wielkie kieszenie ściągnęłam gumką. Nogawki mocno zwężają się do dołu, a kiedy je podwinąć na dwa razy, do kostki otrzymujemy tę idealną linię "Powrót do przyszłości I" i powrót do przeszłości w jednym!

malinowe spodnie

Ponieważ wybrałam rozmiar 140, usunęłam dziwną klapę przodu i zaszyłam rozporek na amen. Muszę jednak przyznać, że bardzo nam go brakuje i musimy się z Igą mocno nasapać podczas naciągania spodni. I nie ma teraz, że to tamto, po prostu następnym razem trzeba odszyć wszyć suwak. Nasapię się tylko raz, przy robocie, a zakładanie będzie szło gładko!

spodnie

Podobno ten fason ma podkrój kroku pogłębiony o 4cm... nie zauważyłam, a przecież dodałam jeszcze szeroki pasek. No, ale kłócić się nie będę, bo może Iga ma anatomicznie obniżony krok, o jakieś 4cm i dlatego leżą na niej tak idealnie?

 spodnie

Ostatnio bardzo dużo szyję i mój zapał nie słabnie nawet podczas pracy z wymagającymi tkaninami i gównianym wykrojami. Pracuję bez wytchnienia i nic mnie nie zatrzyma, nawet klątwa faraona! Nadrabiam zaległości i realizuję ubiegłoroczne plany. Spodnie dla Igi były bardzo potrzebne, tamte z sercami nie przysłaniają już skarpetek, a wszystkie getry sięgają jej do kostek! Na dobitkę Marcel właśnie wyrasta ze swojego dyżurnego stroju galowego. Będzie co robić i będzie o czym pisać!

 

PS Iga: "W zdrowym ciele... zdrowy rozsundek!" 

Z dziury... w dziurę.

brummblogging

Moje dzieci są niezwykłe! Kiedy się urodziły, miały bujne, czarne czupryny i ważyły po 4200 każde. Oczywiście wiązały się z tym pewne utrudnienia i przeszkody... nie mówię tutaj wcale o kondycji naszych rodzicielskich kręgosłupów, ani o ilościach kaszki, ani nawet o obfitości stolców, bo to temat na oddzielny wpis... Chodzi o to, że od razu, w pierwszej dobie życia, za jednym zamachem, pominęły całą noworodkową rozmiarówkę bodziaków, kaftaniczków czapeczek i pieluszek. 

Potem było już tylko gorzej. Foteliki, buciki, pajacyki wszystko jakieś takie minimini. Moje dzieci, jak dwa Guliwery w krainie lilipucich rozmiarów, siłą wciśnięte do zbyt niskich krzesełeczek i przytrzaśnięte ciasno blacikami. Uch! Ych! Och!

Na dodatek rozmiarówka ubranek dziecięcych nie stanowi ciągłości. Pełno jest w niej dziur, pułapek zastawionych przez producentów konfekcji, na matki niewymiarowych dzieci. Wyrasta dziecko ze 128? O! nie myśl, że płynnie przejdziesz do kupowania, czy szycia w rozmiarze 134. Pomiędzy nimi zieje przepaść. Luka przewidziana być może na skok rozwojowy. Trrrach! i masz dziecko o 20cm wyższe. Baaaach i waży 5kg więcej, a ręce ma już do kolan. No! teraz możesz spokojnie kupić wdzianko w rozmiarze młodzieżowym. 

Niestety ja wpadam z dziury wprost w dziurę. Jeszcze w ubiegłym roku byłam szczęśliwą mamą i kupowałam Idze, lat 5, ubranka na lat 7/8 na regale duże dziecko. Pasowały znakomicie!. Ach! W tym roku nie okrywają jej ani pępka, ani kostek i trudno jej w nich usiąść, a to wiadomo wymagane jest w szkole. Poszłam więc we wrześniu na sąsiednią sekcję: mała młodzież i kupiłam kilka bluzek na 9/10 lat... niestety klapa. I klops. Mniejsza o to, że Iga wygląda w nich jak 7 czy 8 dziecko stróża, mogłabym to jakoś zdzierżyć, ale te dekolty! dekolty sięgają jej do połowy klaty i zsuwają się z ramion, no tak przecież być nie może! 

Dlatego Iga jest jest w tym roku tekstylnie poszkodowana, a zawartość jej komody jest więcej, niż skromna. Nie ma rady, trzeba znowu zająć się szyciem zwłaszcza, że nie ona jedna cierpi na rozmiarówkowej zmowie producentów. Marcel ze swoim wzrostem 160cm jest już na końcu regału młodzieżowego, a w spodnie na 158 mógłby wejść swobodnie wraz z Matim i Oskim. 

Zaczynam prace od tego, co mam pod ręką, czyli od reszty szarej dresówki. Wystarcza jej na spodnie i na jesienną czapkę. 

spodnie z dzianiny

Wykrój z Burdy nr 10/2013 w rozmiarze 134. Kieszenie, łaty i kieszonka z tyłu z granatowej dzianiny typu polo. Góra ujęta gumką. 

spodnie

Wszystkie kieszenie po prostu obrzuciłam owerlokiem i nastębnowałam na spodnie. Łaty poprzeszywałam spiralnie dla wzmocnienia efektu ochrony przed dziurą. 

spodnie dresowe

Na razie Iga mieści się w burdowej rozmiarówce dziecięcej, ale drżę jak pożółkły liść na klonie, na samą myśl o przejściu do tabeli wzrostów młodzieżowych. Wówczas tamto 134 nie będzie wcale podobne do tego 134 i będę znowu w... dziurze.

czapka

Na koniec szara czapa. Wykrój to inwencja własna inspirowana podobnym modelem, zakupionym za 19,90 pod wpływem niewytłumaczalnego impulsu, albo chłodu. Na środku czoła niedbale naszyłam wspaniale błyszczący diadem. Wygląda znakomicie na małej księżniczce. 

 Teraz muszę się pilnie zaopatrzyć w dzianiny tralalala! dużo dzianin tralala! i poszyć trochę prostych bluzeczek, które będą pasowały do tych portasków. W między czasie zaś uszyję może wrzosowe dżinsy, na chłodne dni. Potem pomyślę o spodniach śniegowych i tak dalej i tym podobne. Nie wiem doprawdy jak z dziurami w rozmiarówkach radzą sobie mamy, które nie potrafią szyć? może na ten czas trzymają swoje dzieci w domu, karmią je obficie i wymawiają się ospa wietrzną? aż do chwili, kiedy dziecko będzie gotowe przeskoczyć na następny regał?

 

PS Ja: Igo, dlaczego zawsze idziesz w parze w panią? ; Iga: "Pani jest fajna!" ; Ja: A dziewczynki nie są fajne? ; Iga: "Są, ale mają lepkie rączki." :D

Sztafeta rodzinna.

brummblogging

Od lutego uprawiamy we czwórkę nową dyscyplinę sportu - rodzinną sztafetę. Przypuszczam, że nie jesteśmy w tej dziedzinie pionierami, ale z pewnością zdobędziemy wielki, zapyziały puchar, choćby przez wzgląd na dystans... Zabawa wygląda następująco: przynajmniej jeden z domowników musi być w danej chwili chory. Jeśli mu się polepsza i podnosi się z łóżka, w blokach startowych, jest już kolejny domownik, zaczyna pokasływać i posmarkiwać w kącie, ma co najmniej 37.4 i szkliste, rybie oczy. Kaszel Igi się nie liczy, bo poza trzema dniami, kaszle od lutego nieustająco.

Bardzo ważnym warunkiem zabawy jest nie przerywanie łańcuszka. Kto nie przekaże wirusa dalej, przynajmniej pięciu obcym osobom i co najmniej jednemu domownikowi, ten syf. I czeka go 7 tygodni zdrowia. Wiadomo, że w sztafecie oznacza to absolutną dyskwalifikację na cały sezon grypowy. Na szczęście to nie zdarza się u nas! Zapadamy na rozmaite choroby, o których nie śniło się tutejszym pediatrom i nie pozwalamy sobie na choćby odrobinkę krzepy. Wątlimy się i mazgaimy, na zmianę lub równocześnie. Mamy już obsmarkaną kartę stałego klienta w aptece. Idziemy na rekord!

Nie będę Was zanudzać naszymi osiągnięciami, przywołam tylko kilka ostatnich przekazań, nomen omen, pałeczki. Marcel - niezidentyfikowany wirus; Iga już gotowa - zapalenie płuc; Marcel - infekcja i 10 dni leżenia plackiem; Iga kaszel i inhalacje... Marcel się podnosi, a Iga wraca do domu ze szkoły i puszcza spektakularnego, wielobarwnego pawia do żółtej miski! Jeszcze tego samego dnia zatyka mi się nos, rozsadza mi głowę, mam wymagany próg 37.4 i zapalenie spojówek, które jest jeszcze wyżej punktowane, w klasyfikacji końcowej, niż rybie oczy. Taaaadaaam! O drobnych problemach typu bóle brzucha, biegunki, brak apetytu, wągry, opryszczki, swędzące wysypki czy inne nieżyty wspominać nie warto.

A drwal już się zbliża... słyszycie? Dąb pada, świerki jak zimowe kwiaty, jak maszty upadają sosny; modrzew, klon i buk się korzeniem nakrywa...* to wszystko dla celulozy, na nasze chusteczki higieniczne, których zużywamy tonę na tydzień. 

* "Dzień świra" 

 Trudno się dziwić, że w takich warunkach nie tryskam energią twórczą i jeśli bywam gejzerem, to bynajmniej nie kreatywności, a co najwyżej zielonkawych glutów... Co się wówczas szyje? coś przytulnego i komfortowego; bawełnianego i miękkiego. Coś w czym można wbić pod kołderkę, wstać i odgrzać przedwczorajszy obiad, bez obciachu odebrać przesyłkę od listonosza. Z czego się szyje? z puchatej, szarej dresówki! a jakże! Najlepszy strój do uprawiania rodzinnej sztafety - szary dresik.

spodnie dresowe

Dla Igi, bo jest jakaś taka... niewyraźna i kaszle, kaszle już od... hmmm... niech sobie przypomnę, od lutego jest ciągle mniej lub bardziej niewyraźna na zmianę z zapaleniem płuc i świstami w oskrzelach. Oraz kaszle. Wygodne portasy na luźnej gumie. Do biegania i do polegiwania.

spodnie dresowe

Dla siebie, bo też jakoś nie najlepiej się czuję i źle wyglądam. Oczy mam podkrążone. Może się zaraz położę, tak mi się kręci w głowie... Spodnie o długości 3/4 do chorowania w te ciepłe, wiosenne dni. Do snucia się po domu, otwierania drzwi listonoszom i domokrążcom.

Oba wykroje na spodnie pochodzą z tej samej "Burdy" nr 5/2011; są to modele 118 i 142. Prawie nic w nich nie zmieniałam, bo nie czułam się na siłach. Naszyłam tylko bardzo proste, okrągłe kieszenie zamiast wygibasów proponowanych w żurnalu. Swoje spodnie skróciłam do pół łydki.

spodnie dresowe

Mam sporo problemów z ustawieniem owerloka i dużo zdrowia hehehe kosztowało mnie znalezienie odpowiedniego naprężenia nici. Kiedy o tym myślę trochę mnie mdli, na szczęście gdzieś tu, pod nogami plącze się żółta micha. Maszynie chyba należy się solidne czyszczenie i oliwienie. Dla mnie syropek i dwa dni leżenia na boczku.

szara dresówka

Pięknie się prezentują i tak przytulnie. Leżą znakomicie zwłaszcza, kiedy kiedy my z Igą także leżymy. Powiem Wam szczerze, że jestem już mocno znużona tą sztafetą i wypatruję końca. Tymczasem brzoza pyli jak wariatka! a topola już się szykuje do ataku. Wirusy latają po szkole jak meserszmity, a dzieci z zielonymi fajami pod nosem puszczają w szatni kolorowe pawie. Och! te rodzinne sporty są takie wyczerpujące!

Serduszka.

brummblogging

Macierzyństwo niejedno ma imię. Moje na przykład ma dwa, a każde inne. Kiedy ma na imię Iga, jest jak stąpanie po płatkach róż i opychanie się czekoladkami. Jak szampan i truskawki. I jak kąpiel z dużą ilością piany. Za to, kiedy ma na imię Marcel jest jak głęboka, ciemna sztolnia, w głąb której zapuszczam się codziennie nie wiadomo po co. I jak walka w zwarciu. To niczyja wina. Po prostu tak jest.

Iga uwielbia mnie bezgranicznie. Nie ma końca przytulaskom i buziaczkom. Sto razy na godzinę wyznaje mi miłość i zawsze się upewnia, czy odwzajemniam: i jak bardzo? i czy nad życie? Marcel kocha mnie warunkowo, to znaczy pod warunkiem, że się zgadzam, zezwalam i nie zawadzam. Każde najdrobniejsze odstępstwo jest okazją do spięcia. Permanentny stan buntu. To niczyja wina. 

Po prostu tak jest, więc dla Marcela szyję powściągliwie i z powagą. Po chłopacku. Dla Małej dziergam dwa czekoladowe serca na spodniach, które miały być zupełnie zwyczajne i jeszcze dodaję koraliki w kolorze miedzi i łaty na kolana. Wzbudzam zachwyt i uwielbienie!

aplikacje

Na spodnie dla Igi wykorzystałam resztkę ciemnego dżinsu, która pozostała po uszyciu portek marki Brumm Star i wykrój ten, co zawsze. Ostatnio zawsze, czyli z "Burdy" 11.2013 i choć miało być zupełnie inaczej, wyszło jak zawsze, czyli jak ostatnio. O tak:

spodnie

U dołu nogawek miały być tym razem gumki! i mogło być tak wspaniale... Niestety niewystarczająco poszerzyłam wykrój i gumka została w pudle, a nogawki luzem. Za to łaty ze sztucznego zamszu i serca z koralikami udały mi się nad podziw!

 spodnie dżinsowe

 Szwy ostębnowałam podwójnie grubymi, brązowymi nićmi do dżinsu. Tymi samymi nićmi naszywałam aplikacje. Wypróbowałam 24 różne skomplikowane ściegi ozdobne i wybrałam bardzo finezyjny i niezwykle wyszukany gęsty zygzak

spodnie dziecięce

Tkanina miała błąd biegnący przez całą jej szerokość (na zdjęciu widoczny tuż pod paskiem), którego nijak nie mogłam ominąć, więc postanowiłam go zignorować. Pomyślałam sobie, że jakoś to będzie! I będzie, a jakże! będzie szedł przez cały przód i przez obie nogawki tyłu. Nie udało mi się go w żaden sposób ukryć.

dżinsy

Macierzyństwo i krawiectwo niejedno mają imię. Tak po prostu jest. Obie wersje spodni (i chłopięca i dziewczyńska) bardzo mi się podobają, choć są do siebie całkiem niepodobne. Jak Iga i Marcel. Tak po prostu jest! To niczyja wina!


PS Iga zbudowała kościół w kwadratowym świecie Minecrafta. Nad drzwiami umieściła napis: "Won albo modlij się!" 

Kto pierwszy rzuci kamieniem?

brummblogging

No... to może ja? ŁUP!

spodnie

Otoczakiem rzucę. Srebrzystoszarym. ŁUP! BUM! BĘC!

Interesujący i obiecujący, szary dżins kupiłam na allegro. Srebrzyste kamienie były w pakiecie. Tkanina jest niezbyt gruba, lekko rozciąga się w poprzek i zasadniczo wszystko jest z nią w porządku. Oj! że tam trochę była przykurzona od lewej strony, jakby po niej przeszedł mały nosorożec i że miała jedną, małą dziurkę to wspominać nawet nie warto! bo czy się od tego dziurka zaceruje, albo brud się spierze? wątpię... no to po co? 

Wzór podoba mi się szalenie! och! gdybym ci ja miała ze dwadzieścia lat i tyleż kilo mniej... oj! udziergałabym dla siebie... ale czy mi od tego stękania ubędzie? wątpię... więc szyję odjechane spodnie dla dziewczynki. Sięgam do koperty po wykrój, z którego korzystałam tutaj jesienny outfit Igi i który wciąż działa znakomicie. Dodaję porządnie na szwy i jeszcze porządniej na podwinięcia, bo ta mała co dzień mi się powiększa i powiększa!

spodnie

 Szyło się szybko, łatwo i przyjemnie, jak to zwykle bywa, kiedy pracuje się z takim oldskulowym włóknem jak bawełna oraz fasonem, który się już zna i lubi. Rachu ciachu i po strachu. Rozporek jest ściemą i odszyłam go tylko po to, żeby umieścić na pasku ten przefantastyczny guzik! Guzik dziwaczny, srebrny i nigdy, do niczego mi niepasujacy! Za to do otoczaków jest wprost stworzony! Ten guzik.

spodnie

Iga wygląda w spodniach świetnie, choć ona sama twierdzi, że trochę chłopacko

Cisnęłam już kamieniem, to rąbnę jeszcze bombką. W sam środek. ŁUUUP!

spódniczka

Trudno jest, coraz trudniej wycisnąć spodnie i spódniczkę z 1mb. Bo ta mała co dzień mi się powiększa i powiększa, a 1mb wciąż tak samo kusy. Trzeba oszukiwać i kantować, gdzie się tylko da. Ciachać otoczaki wbrew sztuce krawieckiej, aż się wszyscy wielcy krawcy z łoskotem w grobach przewracają. ŁUP! BUM! BĘC!

spódniczka

Z resztą to wcale nie miała być bombka, tylko zwykła spódniczka, identyczna jak ta: zwykła spódniczka Tym razem nie zaszyłam zakładek i przyoszczędziłam tkaniny na kieszeniach, żeby nie zabrakło na pasek. Dopiero pod koniec mnie tknęło, że mogłabym... coś ulepszyć, więc wciągnęłam gumkę w podwinięcie dołu. Bomba! W każdej chwili można ją przeciąć i odzyskać linię litery A, utraconą na rzecz litery B.

spódniczka

Zbliżenie na guziki. Tu udało mi się wykorzystać aż dwa. Zostało mi ich tylko 37. Oj! 

Iga nie jest przekonana do mojego bombowego pomysłu. Skubie gumkę i okręca się przed lustrem niepewnie. "Raczej... raczej nie poszłamby w tym do szkoły..." Podnosi nogi jak bocian. Za to ja jestem wniebowzięta! Otoczakami, swoją wydajnością z 1mb, kompatybilnością dziwacznych guzików, srebrzystością i szarością, spodniami, spódniczką i tym, że na owerloku zastałam szare nici! wszystkie cztery! 

PS Oj! jak mi się dzisiaj ciężko pisało. Mam nadzieję, że Wam będzie się równie ciężko czytało i poczujecie przez chwilę mój ból twórczy, wszechogarniający. I przeszywający na wskroś, o tak: ŁUP... BUM... TRACH! No ja na przykład cierpię, gdy to czytam.

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci