Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : futro

Gdyby...

brummblogging

Gdyby futro było sztywniejsze choć trochę, albo podszewka stabilniejsza odrobinę, lub chociaż krawcowa roztropniejsza cokolwiek... krzynę, krztynę, ociupinę. Gdyby... Jednak życie jest brutalne, futro flakowate, podszewka ciągnąca, a krawcowa, cóż... krawcowa to ja! Ale od początku.

Na początku była "Burda". Nie byle jaka, bo klasyczna. O! To, co sugeruje tytuł, w całej rozciągłości potwierdza okładka. Zawartość zaś jest taka, jak zwykle, co w zasadzie też jest w pewnym sensie klasyczne i charakterystyczne dla tego miesięcznika. Być może niektóre z tych fasonów są lub będą wkrótce, w pewnych wąskich kręgach, luźno związanych z modą, uznawane za klasyczne. Być może! jednak twierdzenie, że ich wspólną cechą jest "elegancja i ponadczasowe piękno" jest dużym nadużyciem.

Zeszyt ten jest "specjalny" pod wieloma względami, nadzwyczajna jest w nim na przykład wkładka. Zawiera 14 modeli plus szal i kołnierz. Dla porównania i dla mniej przenikliwego czytelnika dodam, że w numerze październikowym naliczyłam około 36 modeli i każdy z wariacjami, permutacjami i perturbacjami! Ha! To się nazywa "numer specjalny". Cena jest mało specjalna, tzn. regularna, dwanaście dziewięćdziesiąt...

Jak już wcześniej napomknęłam, w numerze jest wykrój na kołnierz futrzany. Jak każda kobieta w wieku... w pewnym wieku, chciałabym mieć w szafie coś "eleganckiego i rodem z Paryża". Buhaha! a gdyby futro było sztywniejsze, podszewka bardziej stabilna, krawcowa roztropniejsza, a "Burda Klasyka" spełniła swoje obietnice... no i gdyby babka miała wąsy... Tymczasem nic z tych rzeczy! Jest tylko kołnierz.

etola

Szyk miał być i szarm. I tytuł miał być zupełnie inny, a w  nim coś o elegancji, klasie i o wytworności coś. Chyba wszystkie powyższe najbardziej oddaje satynowa wstążka... Zaczęłam krojenie od innowacji i po swojemu ułożyłam szablon. Nie brzmi najlepiej? w sumie to jeszcze mały pikuś! bo później, przy podszewce zaniechałam ulepszania i ułożyłam wykrój normalnie. I gdyby futro... podszewka lub krawcowa, ale nie! bo po co! więc wszystko mi się pokręciło.

etola

Ciężko mi było tę innowację z zaniechaniem połączyć, gdyż do siebie (kto jest zaskoczony ręka w górę) nie pasowały! Tam, gdzie futro było uparte i stabilne, tam mi podszewka hulała na boki i była nieujarzmiona. Dziesięć centymetrów dalej - na odwrót... gdzie jednego brakowało, tam drugiego miałam pod dostatkiem... Tylko  satynowa wstążka była grzeczna.

kołnierz

Wywaliłam to wszystko na prawą stronę i oceniłam, że mi się wije, jako te wianki wrzucane do falującej wody. Postanowiłam podtrzymać wątłą podszewkę szwem ręcznym, byle jakim i okazało się... hehehe, że byle jaki ścieg, działa byle jak. Niczego nie podtrzymuje, tylko uwypukla moje wszystkie błędy stwarzając kolejne problemy... i już, już chciałam go popruć, ale spostrzegłam w porę, że się pogrążam z każdym kolejnym szwem. W odmętach.

Ostatecznie pojęłam, że być może dziś nie jest mój dzień. Ciśnienie jest zbyt niskie, a opady, osady i stężenie alergenów w powietrzu zbyt wysokie? Złe feng shui, czy cholera wie co... zaszyłam otwór, odprasowałam letnim żelazkiem i zarzuciłam na plecy.

etola

 Wygląda trochę jak latawiec. Etola jest duża. Naprawdę duża, choć nie jak latawiec i nie aż tak, jak na modelce w "Burdzie". Być może dlatego, że wybrałam niewielki rozmiar - czterdziestkę? (taaak! kołnierz ma identyczną rozmiarówkę jak żakiet) Wystaje mi tylko lekko poza linię ramion (czy ja może jestem taka barczysta?) może to i lepiej? tzn, że lekko, a nie, że jestem barczysta.

Etola uszyta jest z biszkoptowej norki, którą już wykorzystałam na kilka sposobów, tu Torba Druga i tam Kamizelka a także w mojej wiernej torbie z futrem, tej pierwszej, co to była przed tą drugą. Przy okazji wspomnę, choć wolałabym zapomnieć, że kamizelkę znowu zmniejszałam, tym razem o dwa rozmiary i zupełnie zmieniałam linię dekoltu. Co za mozół i mordęga nie do opisania! Dopiero przedwczoraj ostatecznie i nieodwołalnie zamknęłam podszewkę. I żeby mi to było ostatni raz! to prucie futra biszkoptowego, sztruksu śmietanowego, ściegów ręcznych, wypustek, podkrojów, podszewek i wierzchów. Ostatniusi!

Dryfując swobodnie w kierunku pointy. "Burda" nie robi na mnie ostatnio wielkiego wrażenia. Z numeru klasycznego, 2/2013 podoba mi się jeszcze jeden model "wśród brzóz", czyli obszerna kurtka z szerokim, wykładanym kołnierzem. Mam na nią trochę inny pomysł, niż błąkanie się w brzezinie i planuję wykorzystać dwie tkaniny... ale o tym kiedy indziej. Tymczasem:


Kim jesteśmy? - Amatorkami szycia!

Czy "Burda" nas zachwyca? - Nie, wcale!!!

Czego chcemy? - Grudniowego numeru!!!!!

 

PS. Korzystając z sugestii doświadczonych kolegów blogerów, eksperymentalnie zmieniam czcionkę, na Georgię. To podobno font o znakomitym kroju, więc pasuje tutaj, jak ta lala!  ;)

Nic dwa razy się nie zdarza...

brummblogging

Oj tam, zaraz NIC!

Dziś rano, na przykład DWA RAZY spadła mi szpilka na podłogę tak, że nijak jej nie mogłam odszukać. Dwa razy spadła i dwa razy nie mogłam znaleźć. Przypuszczam, że mam w podłodze jakąś dziurę czasoprzestrzenną. DWA RAZY zaginął mi centymetr. Raz zielony, czym się przesadnie nie przejęłam mając inny w zanadrzu, drugim razem biały. Półtora metra centymetra przecież nie może zniknąć, ot tak sobie? chyba, że jednak ta dziura...

Wspominać nie potrzeba, że się DWA RAZY miary naszukałam jak jakiś pan Hilary!

Poeci... nic dwa razy! oj tam, zaraz się nie zdarza!

Jeśli powyższe argumenty do Was nie przemawiają, to proszę bardzo: a mnie to się zdarzyło dwa razy uszyć taką samą torbę! DWA RAZY torbę z miękkiej eko-skóry, dwa razy z klapą z puszystej norki krótkowłosej, w kolorze biszkoptowym! HA! DWA! TRA LA, LA!

Dla podkreślenie wtórności, nadałam jej roboczą nazwę TORBA DRUGA. 

Teraz Wy, na przekór poetce, DRUGI RAZ wpadniecie w zachwyt! już możecie! :D

Tę bordową eko-skórę szyło mi się doskonale. Napiszę to DWA RAZY, bo to nieczęsto się zdarza: szyło się doskonale! Nawet futro nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, chociaż próbowało... DWA RAZY.

Krój torby jest bardzo prosty. Żadnych tam wygibasów, nie potrzebuję się przecież przed Wami popisywać. Boczne szwy podkreśliłam czarną wypustką, na pasku zamocowałam czarną klamrę regulującą. Wielka klapa zapina się na mały magnesik. 

Wewnątrz wykończyłam ją białą pikówką.

Dwie kieszenie na drobiazgi i suwak, żeby drobiazgi były bezpieczne.

Zdjęcie suwaka jest poglądowe. Nie potrzebuję się chyba przed Wami popisywać! :D

Torba jest bardzo miękka mimo, że wzmocniłam ją fizeliną i sztywnikiem. Klapa jest niezmiernie puchata i prowokuje do nieustannego miąchania. Nie sposób się oprzeć, przed mierzwieniem tego włosa, dlatego nie polecam jej podczas podróżowania komunikacją miejską :D

Wymiary torby to: 26cm x 35cm, głębokość 7cm;

 I co najważniejsze - całkiem swobodnie mieści się w niej "Burda" :D

Torba druga ma w sobie coś zwierzęcego, ale na szczęście mokrą sierścią, po deszczu, nie zapodaje!

Podobają mi się obie, PIERWSZA i DRUGA, po równo. 

Nie ufajcie poetom!

Zwłaszcza, kiedy zginie Wam metr krawiecki pamiętajcie - TO może się zdarzyć DRUGI RAZ.

A NAWET TRZECI!

PA! PA!

PS: Kris z teatralną rezygnacją sięga po kieliszek wina: "Muszę się napić!" ; Marcel: "Ale wiesz, że alkohol nie rozwiąże Twoich problemów?"  :O

Fu! Fu! Fu... tro.

brummblogging

Dziś mam dla Was kudłaty, puchaty, przytulny...

i KRÓTKI WPIS.

Przynajmniej TAKIE SĄ INTENCJE wpisywacza.

Wiem skądinąd, że poprzednia objętość notki była dla niektórych traumatyczna ;D

Startujemy!

Prawdziego FUTRO-FISIA miałam, gdzieś jakośtakoś (powiedzonko Iguli) w październiku. Październiku 2011. Po tamtym natręctwie pozostało mi w szafie trochę tkanin z włosem i torba z kosmatą klapą. Kamizelkę też wymyśliłam rok temu (nie ściemniam, MAM DOWODY) wykombinowałam ją od początku do końca: BEŻOWE FUTERKO, śmietanowy SZTRUKS w gruby prążek, podszewka; maksymalnie UPROSZCZONY KRÓJ. Nie pozostało zbyt dużo do zrobienia, tylko SKROIĆ i ZSZYĆ tych KILKA SZWÓW. 

Taaa jassssne...

Najpierw przekopałam 24 kilo "Burd" w poszukiwaniu TEGO prostegojakdrut KROJU. Lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte i dwatysiąte. NIC! Przekopałam się raz jeszcze i okazało się, że mam gen Koziołka Matołka, gdyż wymarzony fason zaprezentowano w żurnalu nr 10/2012 :O Mogłabym iść w zaparte, że: a skądże.. ależ nigdy w życiu! i - cóż znowu!  mogłabym, ale nie dziś. Dziś przyznaję wprost, że jak się patrzy na burdowe foty, to można mieć pewne podejrzenia, MOŻNA MIEĆ, że to jest fason typu OVERSIZE. 

 Wówczas niczego nie zwąchałam i skroiłam rozm 42.

Kamizelka, w oryginale, ma na przodzie KLAPĘ, której się pozbyłam, a części boczne tyłu i przodu krojone są razem - nie ma szwu bocznego, co BARDZO MI ODPOWIADAŁO, ponieważ sztruks gruboprążkowy to nie jest najfajniejsza tkanina do zszywania.

*Jest jeszcze jedna DZIWNOSTKA. Nigdzie na rysunkach technicznych NIE MA ZASZEWKI GORSOWEJ,  co także mi się spodobało (nie miałam chęci odszywać jej w futrze) a na wykroju JEST zaszewka, z uwagą, że należy ją odszyć w rozmiarach 40-44 taaadaaam! surprise! :O w innych rozmiarach należy część przodu na tym odcinku po prostu WDAĆ :D ja oczywiście swoją zaszewkę-widmo wdałam.

Zeszyłam więc te cztery szwy, załozyłam kamizelkę i...

boszszsz...

...i przeleciała przeze mnie...

Prze le cia ła!

PRZELECIAŁA chociaż to moje 42, to takie jest czterdzieści dwa, co się chyli ku 44;

WYRAŹNIE się chyli... CORAZ WYRAŹNIEJ :D

W plecach do zebrania GARŚĆ (nie było tam szwu, bo jak wiecie sztruks gruboprążkowy... itd) w przodach miejsce na CYC HaHa albo przynajmniej potrójne G, podkroje pach sterczą przeogromne, ZIEJĄ po prostu.

Padaczka...  kolejny WzórWór.

Każdy szew do PRUCIA I POPRAWEK. 

Wiecie może, jak komfortowo pruje się futro i gruboprążkowy sztruks?

Po takiej akcji jeszcze przez tydzień znajduje się kłaczki w uszach i pępku... u każdego domownika!

Po kilku godzinach harówy, kiedy przemodelowałam WSZYSTKIE fragmenty wyroju i kiedy kamizelka zaczęła wreszcie przypominać człowieka, zajęłam się kombinowaniem, JAK WYKOŃCZYĆ FOTRO. Obłożenie przodów ze sztruksu nie wchodziło w grę; gdybym dała samą podszewkę, najprawdopodobniej szew (z twardego futra) nie chciałby się schować i wywłóczyłby ja na zewnątrz... prasowanie to niezbyt dobry pomysł (spróbowałam... w kwestii prasowania nigdy się nie poddaję)

...cóż począć?

Ostatecznie, wszędzie tam, gdzie jest footerko, wszyłam bawełnianą WYPUSTKĘ. Dobrze się sprawdziła na tych TRUDNYCH ODCINKACH. Fantastycznie wyprofilowała wszystkie ŁUKI. Ponieważ podszewka I TAK podejmowała próby WYWŁÓCZENIA SIĘ,  pohamowałam ją szwem ręcznym. Celowo jest on widoczny, a nawet ostentacyjny :D


 Całkiem fajnie to wygląda.

Mimo wszystkich moich zabiegów, rozmiar kamizelki pozostał i tak rozmiarem:

Duże CzterdzieściDwaNaGrubySweter.

*szczęśliwie mamy listopad, w marcu może ją spruję (wrrrrr!) i jeszcze zmniejszę?

Nie udało mi się zrobic jej zdjęć inaczej, niż na czarnym tle (wspominałam już, że mamy listopad?) KONTRAST JEST ZBYT WIELKI i średnio mi się to podoba. Trudno. Przynajmniej widać cośkolwiek. Na zakończenie tak kudłatego, puchatego, przytulnego i - same przyznacie - dość krótkiego wpisu fotka wystylizowana:


I jak?

Puchato Wam? i przytulnie oraz kudłato?

PS. Iga: "Nie odzywam się do Ciebie!"; Ja, udając zdziwienie: Dooo mnieeee? a ja ci ugotowałam takie pyszne kulki z mięsa mielonego! (I nie cierpi mielonego w żadnej postaci); Iga: "Ja nie cierpię mielonego... nie smakowało mi to wcale... to było mielone? TEGO SIĘ NIE DAJE DZIECIOM! MIĘSO MIELONE TO ZŁO WCIELONE!" :O

Mam wszędzie futro.

brummblogging

Moje miłe! tytuł nie oznacza bynajmniej, że dziś porozmawiamy o depilacji! Pozostaniemy - jak zwykle - w temacie krawiectwa, lecz zgłębimy dziś jego mroczną i straszną stronę :D Ciemno i mglisto jest od rana, więc sceneria tego listpadowego dnia odpowiednio podkreśla grozę sytuacji...

Pomysł był, jak zwykle, niewinny - torebka z dodatkiem futerka. Bardzo chciałam, żeby była kwadratowa (obrys torby i krój klapy) prosta i szybka do wykonania. W swej nieskończonej krawieckiej naiwności, wybrałam skóropodobną, czekoladową pikówkę i biszkoptowe futerko, jako materiały wróżące przedsięwzięciu spektakularny sukcesKiedy poróbowałam podłożyć pod stopkę maszyny złożone ze sobą: pikówkę i futro, zrozumiałam, że sukcesem to będzie, jeśli mnie dziś nie odwiozą... wiecie dokąd :O

Ciemne, ponure i mgliste zdjęcie straszniefutrzanej torebki:

Na pierwszym planie futerko w pięknym, beżowym kolorze; włos ma nieco przerzedzony (może norka wyliniała) ale, jeśli się  nie czepiać, to jest całkiem, całkiem milusie (oczami wyobraźni widzę już, jak brykam radośnie w kamizelce z tegoż, potrząsając przy tym futrzatą torebką) :D

Na drugim planie pikówka skóropodobna całkowicie niemożliwa do szycia, jeśli się jej jedną ręką silnie nie pociąga, drugą namiętnie nie popycha, a przy tym nie ryczy się jak nosorożec... a kiedy się to wszystko robi - mając wrażenie, że brakuje ze trzech dodatkowych rąk - to owszem, otrzymuje się ŚCIEG!

W tle (niewidoczna dla oczu) leży, nerwowo wykończona, krawcowa...

W roli podszewki zaplanowałam pikówkę bawełnianą, która zapewniać miała usztywnienie, puchatość, a przy tym pewną miękkość formy. Prędko jednak zrozumiałam, że to mission: impossible, bo nawet nie wepcham ich pod maszynę :D a cóż dopiero mówić o zszyciu... 

Trudności, komplikacje i gula skakanie...

Oczywiście okazało się także, że uszycie paska do torby (z pikówki hehehe) no? domyślacie się? taaak! nie jest możliwe :D byłam więc zmuszona podszyć go (od spodu) czarną taśmą parcianą. Wydawało się też - na pewnym etapie pracy - że nie dam rady zamknąć wierzchu i podszewki (pękła mi nawet plastykowa stopka)... dosłownie każda, kolejna operacja dostarczała mi masy wrażeń i była testem na moją pomysłowość, cierpliwość, determinację i opanowanie :D  z tym ostatnim to było najgorzej :D

O zapięciu nawet nie chciało mi się myśleć. Pamiętałam jednak, że kupiłam dawno temu jakieś akcesoria do torebek, a ponieważ w kwestii Futrzaka nie miałam już nic do stracenia, wykorzystałam: złote dodatki, kombinerki, młotek, nożyczki, podłogę w kuchni oraz resztę swojej cierpliwości i determinacji (czujne czytelniczki zauważają, że w tym momencie wystąpił już deficyt pomysłowości i opanowania ). Udało się jakoś :D

Torba jest większa niż planowałam - ma wymiary: 35cm x 28cm x 6cm głębokości, pasek dł 120cm - i mam dla niej dużo negatywnych uczuć a także kilka gorzkich słów. Muszę ją schować i spróbować się do niej jakoś zdystansować. Tymczasem jestem ciekawa Waszych opinii. 

Możecie jej ode mnie dołożyć - proszę bardzo, nie krępujcie się!

Czapka ze mnie, ponieważ zapomniałam o mrożącej krew w żyłach puencie!

Mianowicie: zachciało mi się przeprasować, w takim trudzie połączoną z wierzchem podszewkę; położyłam sobie szmatkę, popsikałam wodą i przyłożyłam lekko ciepłe żelazko. I gdy je tak trzymałam, zaledwie lekko ciepłe, a gul  mi skakał, przebiegła mi przez głowę myśl, że byłoby wprost IDEALNIE gdyby mi się na koniec przysmażyła klapa... natychmiast odpędziłam te nieuzasadnione lęki, uniosłam żelazko i chwyciłam za szmatkę. której niestety nie uniosłam, tylko oderwałam :O 

No i przygrzała mi się klapa od spodu! :!#@$#%@

(jest tam ta nieszczęsna pikówka!)

i stała się w tym obszarze... błyszcząca :D mogło byc gorzej, no nie? ;D

 

PS. Dla licznych wielbicieli ;D mojego pisania i mojego szycia mam niezwykłą gratkę: zdecydowałam się stworzyć cykl artykułów tematycznych na znanym portalu modowym! Zapraszam do lektury na: Bobyy się ubiera

Nafutrowana.

brummblogging

Szyję dalej dodatki z futerka.

Ten kawałek, który dziś kroję, jest chyba rudym lisem: włos ma brązowy z czekoladowymi pręgami, długi, lśniący i bardzo miękki. Modeluję kołnierz jak poprzednio - w oparciu o wykrój z "Burdy" - zgodnie ze swoimi potrzebami; wycinam próbną formę z obojętnej tkaniny i nanoszę ostatnie poprawki. Włosy są wszędzie :D mimo iż staram się kroić zgodnie ze sztuką, czyli płytko, łapiąc nożyczkami tylko tkaninę i rozgarniając sierść.

Na podszewkę wybieram beżową bawełnę (lekko rozciągliwą) i tym razem układa się bez zarzutu. Etolka pasuje jak ulał do żakietu - marki Carry - który kupiłam kilka sezonów temu; teraz zyskuje on zupełnie nowy, intrygujacy look ;D

Żakiet jest krótki, ma pudełkowy fason i dwurzędowe zapięcie. Nie cierpię dwurzędówek - uważam, że pozbawiają kobiety kształtu i biustu :O - jednak, w momencie zakupu byłam okrąglejsza i przerobiłam zapięcie na zwykłe. Teraz wróciłam do oryginalnego - dwurzędowego - rozmieszczenia guzików ;D

Kołnierz nie ma zapięcia; podszyję go ręcznie w kilku miejscach; myślę, że to wystarczy.

Do kołnierza dołączają skarpety:

O! już dołączyły :D

Skarpety mają obwód cholewki moich nowiutkich botków i podszyte są ściągaczami, które mają obwód moich łydek. Poniżej foto, które uwidacznia czarne ściągacze.


Dół wolny - niewykończony - sprawia, że bardzo ładnie spływa tam włos.

I teraz uwaga!  Moje wypasiste buciki, które nabyłam wczoraj, prezentują się tak:

Tutaj wszystkie panie mdleją :D

Moje wypasiste buciki, jesli włożyć na nie futrzane, lisie skarpety, prezentują się tak:

Tu wszystkie panie wymagają defibrylacji ;D

Powoli zapycham się tym futrem (futer to po kaszubsku karma dla zwierząt) i staję się coraz bardziej nafutrowana (w powyższej gwarze: napasiona, nakarmiona); tymczasem dziś Kris odebrał z poczty moją norkę z allegro :D

 Moje drogie! Kris doinwestował Brummbloga i sfinansował wyposażenie mojego foto/labu ;D Kupiłam sobie statyw z oprawką, ogronmą żarówę i białą parasolkę dyfuzyjną. Jestem bardzo zadowolona, a zdjęcia (jak widać) są ciekawie naświetlone. Nie straszny mi listopad, ani nawet grudzień i - być może - dalsza część kalendarza również :D

PS. Niedziela wieczór;

Marcel, tonem karcąco/napominającym: "Mamo  nie odrobiliśmy lekcji!!"; Ja: Chyba TY nie odrobiłeś??; Marcel: "Mama! Liczyłem na ciebie... że, że jakoś to zorganizujesz. Miałaś przecież aż TRZY DNI!!!" :O

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci