Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : swiateczne-ozdoby

Świąteczny Mazurek.

brummblogging

Wiem, wiem! pomyślałyście, że pomyliłam święta. Figę z makiem. "Taka głupia, to ja już nie jestem. Może głupia, ale taka to już nie." Przecież każde dziecko wie, że kiedy za oknem 12 stopni, deszczem w oczy zacina, a na krzakach wiszą pączki, to zbliża się Boże Narodzenie i czas mielenia maku! O pomyłce mowy być nie może. Stąd właśnie na moim przykurzonym stole świąteczne mazurki.

filcowe ptaszki

Zagadka ornitologiczna: po czym poznać, że to mazurek, a nie wróbelek? Oczywiście po plamce na policzku. Świąteczność zaś, w postaci zielonej czapki mikołajowej, od razu rzuca się w oczy. 

ptaszki filcowe

Te urocze ptaszęta odszyłam starannie z kolorowego filcu. Najpierw naszyłam wszystkie detale na pojedynczą warstwę, a potem połączyłam ją z drugą warstwą. Szyjąc po obrysie zamocowałam dzióbki i nóżęta. Mazurki występują parami i łypią na siebie cekinowymi oczkami. 

filcowe ptaszki

Nie wiem, czy łatwo odgadnąć ich przeznaczenie? Można oczywiście wykorzystać je na 100 tysięcy sposobów, ale szyłam je z postanowieniem, że będą świątecznymi podkładkami pod kubki z gorącą czekoladą, albo pod szklaneczki z pienistym latte, tudzież pod filiżankę earl greya. 

filcowe ptaszki

Oczywiście, jak wszystko w dzisiejszych czasach, mazurki są zerżnięte z Pinteresta. Tak trochę zerżnięte, co ładnie opisuje słowo: inspirowane. Na koniec rarytas. Za przeproszeniem Ptak Szefa, czyli mój. Występuje pojedynczo i jest fantastycznie szary. Do tego ma czerwoną kokardę pod szyją. W sumie, mając taką podkładkę, mogłabym natychmiast zacząć coś świętować.

ptaszek z filcu

No, to teraz wszyscy pomdleli z oczarowania i zachwycenia się. 

Nawiązując do świątecznych przygotowań, to byłam dziś bardzo nieroztropna i umyłam drzwi balkonowe. I teraz, nie zgadniecie! teraz widać przez nie balkon, co dotychczas nie miało w ogóle miejsca, no chyba, żeby się ktoś bardzo wgapiał i na dodatek przetarł sobie szybę rękawem. Niestety balkon, to nie jest imponujący widok, gdyż w listopadzie, z miłości do mazurków i sikorek umieściłam tam karmnik... gówniana sprawa. Czy mogę liczyć na to, że do świąt drzwi się upaskudzą? czy, nie daj boże, umyć jeszcze i balkon???

 

PS Wracamy ze spaceru. Iga: "Siiiikuuu!"; po chwili Iga: "Kuuuupęęę!" ; Ja (zdezorientowana) Mówiłaś przed chwilą, że siku??? ; Iga wpada do mieszkania i siada na muszlę: "No! Zaraz się przekonamy, co tak naprawdę chciałam!"

Reny.

brummblogging

Przedświąteczne przygotowania w pełni i praca wre... u sąsiadów. Z dołu i z góry. U mnie spokojnie kurz zalega i pudła się piętrzą. Przyniosłam z piwnicy karton z ozdobami, ale nie znalazłam, w całym mieszkaniu, jednego czystego kąta, gdzie mogłabym je umieścić. To leżą na podłodze. Domownicy, po kolei, potykają się o girlandę, która radośnie podzwania, przy akompaniamencie szpetnych słów się potykających i rechocie gawiedzi. Same widzicie - praca wre! I przygotowania w pełni.

Okna umyłam w ubiegłym tygodniu, to wpadła Aleksandra, napadała mi deszczem, nawiała syfu, nachlastała paprochów i przywróciła zachwianą równowagę we wszechświecie. Bo musicie wiedzieć, że kiedy u mnie są czyste okna, to w kosmosie zmieniają się trajektorie i zagina czasoprzestrzeń... ale nie martwcie się, zima przybędzie punktualnie, bo okna zapyziałe, jak należy i planety spokojnie wirują po orbitach.

Żadnej presji w tym roku nie odczuwam. Niczego nie planuję. Niespiesznie sunę wzdłuż rozświetlonych lampkami witryn. Trzymam Krisa za rękę. Stoję spokojnie w zbyt długim ogonku i kupuję przeceniony, plastykowy portfelik w lamparcie cętki. Dla Igi. Cieszę się jak dziecko. Wczoraj wybrałam się do hipermarketu po dużą flaszkę ciemnego rumu. Colę i limonkę kupię tuż przed świętami. Lodu też nie zabraknie. Przygotowania w pełni...

Szyję reny z filcu. Zawieszki na tegoroczne upominki. 

zawieszki filcowe

Dużo radości miałam z tego szycia chyba dlatego, że udało mi się kupić bardzo fajny, 2mm filc. Łatwo się go wycina i przyjemnie stębnuje. Niczym nie trzeba go podklejać. Praca przebiega szybko i sprawnie.

zawieszki z filcu

Kształt reniferów, zainspirowany Pinterestem, naszkicowałam zupełnie samodzielnie. ołówkiem na kartce. Najbardziej dumna jestem z zarysu uszek, chociaż z linii poroża też jestem bardzo zadowolona. Bystre oczka wykonałam z maleńkich koralików. 

filcowe zawieszki

Najbardziej jaram się tymi szarymi z melanżem! Zakochałam się w tym filcu! jest bombowy. Tym dwóm dałam czarne rożyska i różowiutkie noski. Uszy i bystre oczy, jak wyżej. Prezenty z tymi odmieńcami będą zapakowane w gazetę i zawiązane sznurkiem. 

zawieszki renifery

Cały wesoły zaprzęg. Zawieszki są niewielkie: 10cm paszczy, 7cm poroża i 1cm języka, a szczęście niepomierne! Uważam, że to uroczy dodatek do skarpetek, krawata, kapci góralskich, szalika, pędzla z borsuka, obrusa z poliestru, swetra z bałwanem, czy innego klasycznego prezentu gwiazdkowego. 

Jutro chyba na poważnie zabiorę się za porządki. Pozmywam statki, które zalegają na całym blacie, odkurzę i przyniosę jakieś kolejne pudła z piwnicy. Wieczorem odpalę adwentową świecę, a jak Kris zaparzy herbaty, to już naprawdę zwariujemy od tej atmosfery! czego i Wam życzę! Buziaki!

 

PS Poligon. Gdzieś tak 5 kilometr. Marcel: "Pieprzone sznurowadła!!!" ; Ja: No wiesz! jestem Twoją matką! powinieneś się wstydzić! ; Marcel: "No... wstydzę się..."  :D

Rozejrzyjcie się!

brummblogging

Rozejrzyjcie się wokół siebie... nieumyte okno, stół, kubek z łosiem, przykurzona klawiatura... hmmm! spójrzcie dalej. Szerzej! W grudniu wypada patrzeć bardziej. Czujniej się przyglądać i dostrzegać. Bardzo Was do tego zachęcam. Grudzień jest miesiącem dzielenia. Bez reszty. I mnożenia przez liczby co najmniej dwucyfrowe! Rozejrzyjcie się. Obudźcie w sobie filantropa. 

Bądźmy grudniowo wspaniałomyślni i działajmy bezinteresownie! To mogą być małe gesty, pozornie niewiele znaczące i błahe. Zwyczajne. Przeprowadźcie staruszkę przez jezdnię. Nakarmcie zmarzniętego kotka. Wytrzepcie dywan sąsiadowi z trzeciego. Zróbcie w 5 min przelew na niewielką kwotę i na rzecz. Okażcie szczodrobliwość.

Grudniowy, marketowy maraton prezentowy i zakręcona kolejka po karpia słabo sprzyjają ofiarności. Pośpiech i gula skakanie są antonimami hojności. Dlatego, wspólnie z  Mocną Grupą Blogerów zapraszam Was do  zabawy, której celem jest wyzwolenie PEP, czyli pozytywnej energii pomocowej oraz aktywacja filantropa w każdym z nas! 

Uaktywniamy Go już dziś!

Zaczynamy od odgadnięcia liter, które stworzą (tak! tak!) które razem stworzą 17 literowe hasło! Rozejrzyjcie się! Poszukujemy zagadek i kolejnych literek na blogach, których autorzy włączyli się do akcji; ostatnie 4 znajdziecie na stronie grupy, czyli tam i tam także odnajdziecie wszystkie szczegóły konkursu wraz z regulaminem. Oczywiście przewidziano upominki dla wytrwałych i mocno zaangażowanych!

Nagrodą główną będzie niezwykła bransoletka Ence Pence 

Moja zagadka: jak sądzicie, jaka literka alfabetu sponsoruje znaną wyliczankę:

Ence Pence na której rence

Poprzedniej literki hasła należy szukać tam Świt przy herbacie

a następne można wyszperać stąd Idąc alejami 

 Chciałabym Was także poprosić o kilka słów o tym, czy się już rozejrzałyście wokół siebie, co zobaczyłyście i w jaki sposób Wy pomagacie. Macie w sobie filantropa permanentnie, czy tylko napadowo? Proszę umieszczać swoje spostrzeżenia w komentarzach pod wpisem. Można zalinkować aukcje charytatywne i podobne, szlachetne inicjatywy. 20 grudnia, spośród komentarzy pod wpisem wylosuję jeden, którego autor otrzyma ode mnie UPOMINEK! 

 UWAGA!

Dziś w godzinach szaroporannych maszyna losująca została puszczona w ruch! Z bębna wypadł jeden los i uśmiechnął się do Agi! Aga działa w radzie szkoły, jako ostatnia umieściła komentarz pod wpisem i dostanie ode mnie świąteczny upominek! Ago proszę Cię o dane do wysyłki.


Pokażę Wam jeszcze, przy okazji, mój drugi świąteczny wianek. Oczywiście wzór mało oryginalny, a nawet jeszcze mniej niż mało. Nie szkodzi. Zachwycił mnie na blogu Kreatywne życie tak niemożliwie, że musiałam... No, nie było rady na ten mus...

wianek świąteczny

Trochę szperałam w tych wiankach szukając szczegółowej instrukcji, lecz się nie natknęłam. Do wszystkiego musiałam jakoś dojść sama, kulawą krawiecką dedukcją, więc bardzo proszę mi teraz nie pisać, że jest tutorial tam i tam... i tutaj.  Bardzo proszę!

wianek świąteczny

Przez chwilę mi się nawet wydawało, że wystarczą dwa węże, żeby taki wianek uwić. Dwa. Przez chwilę! Następnie jednak uznałam, że wykorzystam starą jak świat metodę wyplatania warkocza z trzech węży i zrezygnuję ze swoich nowatorskich rozwiązań. Dobra, tylko jakie długie powinny być te trzy węże? jak stąd do Toskanii, czy jak anakonda zielona... a jakie grube? jak ramię kulturysty, czy jak talia znanej modelki? hmmm... i jak to wszystko skroić, żeby nie zużyć zbyt wiele tej pięknej, zbyt drogiej bawełny? 

wianek świąteczny

 Końskim targiem wycięłam pasy na 1 metr długie i na 10 cm szerokie. Gotowy wianek ma średnicę około 26 cm  i dobre proporcje. Oczywiście wyobrażacie sobie, że wypchanie trzech metrowych węży to półtorej godziny znakomitej zabawy. Wyobrażacie sobie? Popychanie tych mini porcyjek w tym wąskim tunelu... paluszkiem... oczywiście... półtorej godziny...

pleciony wianek świateczny

Zaplotłam go zwyczajnie. Zwinęłam w koło i ułożył mi się bezczelnie krawędzią do widoku, a plecionką do boku. Zbój. W mig zrozumiałam, że należy go przeplatać na płasko, od razu formując łuk, czyli naddając zewnętrznego węża, a naciągając środkowego. Inaczej robota na nic i zobaczycie tylko kant.

I jeszcze raz bardzo proszę mi nie pisać, że przecież jest szczegółowa instrukcja na takim to a takim blogu. Proszę. A gdyby ktoś tak jak ja, nie znalazł nigdzie tutka, to będzie miał jak znalazł kilka wymiarów i garść pomocnych informacji na brummBLOGu. A wianek, w otoczeniu zawieszek i bez otoczenia, do wglądu. 

wianek bożonarodzeniowy

Przypominam raz jeszcze, nachalnie o naszej akcji grudniowej: i Ty możesz zostać Wokulskim, czyli o wzbudzaniu ducha filantropii i rozsiewaniu PEP! zachęcam do udziału w zabawie i oczywiście do dzielenia się! bez reszty. CDN.

Pod górkę i po bąbelkach!

brummblogging

Czym ja się zajmuję w te grudniowe, wietrzne i śnieżne dni? Sama nie wiem... czasem trochę szyję, niekiedy odrobinę sprzątam, z rzadka pogrywam na keybordzie. Sama nie wiem... repetuję czwartą klasę podstawówki, przypominam sobie odejmowanie w słupkach i ćwiczę różne przypadki. Inhaluje Igę sterydami, żeby rosła wysoko, podaję po nocach syropki, a po rankach sporządzam zawiesiny. Jakoś leci! ale łatwo nie jest.

Pod górkę  mi ten grudzień robi  już od 28 listopada. Pod górkę i pod Ksawerego. Wszystkie czynności ciągną się jak guma od majtek. Wydłużają się niemożliwie i trwają aż do zmierzchu. Nordic po śniegu idzie mi jak po grudzie... stopy się ślizgają a kijki grzęzną w cholernym śniegu... to znaczy w grubej warstwie białego puchu! grzęzną mi kijki i myśli. S p o w a l n i a m. Naciągam czasoprzestrzeń jak kosmiczną gumę nadnaturalnej wielkości gaci. Ś l i m a c z ę  s i ę. 

Nie chcę być osamotniona w tym swoim brnięciu przez dni, grudy grudnia. Mamo! jakie to poetyckie! Do towarzystwa mam Łosia z "Burdy". Łoś współdzieli mój znój (znowu poezja!) wie dobrze, że nie ma lekko i że życie to nie bajka. Tylko kleszcze, wiatr, śnieg, pod górkę i na dodatek po bąbelkach!

poduszka z aplikacją

 Tak sobie brniemy, ja i Łoś razem, wespół w zespół, po tych grudniowych bąbelkach. Trochę mi raźniej zwłaszcza, że Łoś taki duży, czerwony i ze skaju. Zawsze to weselej. We dwójkę pod górkę. 

poduszka świąteczna

Bardzo się cieszę z tej poduszki, bo wykorzystałam na nią sporo resztek: skrawki grubo tkanej bawełny poprzetykanej okruchami złota, pozostałości pistacjowej wypustki, okrawek taśmy bąbelkowej i ostatni kawałeczek górki. Innych materiałów mam jeszcze po dostatkiem: suwaków kilka kartonów, skaju czerwonego* i grubego (jak warstwa śniegu na poligonie) tłustą rolkę, nici białych i beżowych całe nawoje, oraz wsadu silikonowego o dużej sprężystości wielki wór!

* Z tego samego skaju szyłam w ubiegłym roku aplikacje na girlandę, którą można obejrzeć tam:  świąteczna girlanda

 aplikacja łoś

Kształt dostojny, czyli obrys, zarys, kontur mojego Łosia Syzyfa (całe życie pod górkę) zaczerpnęłam z "Burdy" nr 11/97  i zmieniłam mu tylko rożyska, w oryginale łopatowate i obficie łukowate. Wiadomo jednak, że łatwiej wystębnować 33 szpice niż jeden łuk,  to wystębnowałam... nicią niemocno naprężoną za to z żyłką pulsującą dość mocno na czole, co i tak było lepsze od łuków, na których trudno się wyrobić.

 Na tym nie koniec! uszyłam jeszcze jedną poduszkę z Łosiem. Tym razem z białej, lekko satynowej i masywnej, bawełny. Dużo mniejszą od bąbelkowej i bezgórkową, za to ze świąteczną kokardą.

poduszka świąteczna

Tamta poduszka zapina się na suwak i ma wewnątrz prawdziwy wymienny wsad. Ta jest zaszyta na głucho, a silikon upchnięty jest w niej zupełnie luzem. Ma wymiar 30x30cm i jest raczej świątecznym gadżetem, niż przedmiotem użytkowym. Zupełnie apolityczny i szalenie elegancki Łoś jest na niej zwrócony pyskiem na wschód.

poduszka z aplikacją

Trudniej się naszywało te okropnie długaśnie nogi na tę przeraźliwie śliską bawełnę. Wyciągały mi się i wyciągały mu się te nogi w nieskończoność. Istniało niebezpieczeństwo... ale zostało zażegnane. W efekcie wszystko leży jak należy i do tego jeszcze ta szykowna kokarda!

poduszka świateczna

Czym ja się zajmuję w te grudniowe chmurne dni? sama nie wiem... czasem ćwiczę pilates, raz jeden posprzątałam balkon (bezsensownie, bo cały bajzel i tak malowniczo przykrył śnieg) kiedy niekiedy szyję Łosie. Jednak jakoś mi ten grudzień idzie... jak krew z nosa. Powoli, po lodzie, pod górkę... i po bąbelkach! 


PS

Kris: "Co tam była na angolu?" ; Marcel: "Te tam wszystkie bichańdy." 

Jak sznurek w kieszeni.

brummblogging

Trochę mi niezręcznie prezentować to zielone w groszki na blogu bądź, co bądź krawieckim, gdyż koło krawiectwa to zielone nawet przez chwilę nie leżało. Będzie więc dziś trochę żenująco, zielono i w groszki. Opisanie procesu twórczego również nastręcza trudności, bo ani proces nie miał miejsca, ani (tym bardziej) twórczy. Ot jeden mały ścieg na maszynie i trochę szycia ręką uzbrojoną w igłę. Na igle nić, a na nici supełek niezbyt zgrabny. Ot tyle.

wianek świąteczny

Nie o to przecież idzie, że wianek paskudny. Przeciwnie! jestem oszołomiona jego wdziękiem zielonym i w groszki. Rzecz raczej w tym, że zrobienie czegoś takiego jest proste jak... wypas owiec. Proste jak... sznurek w kieszeni. Co tu pisać? że zielony i w groszki? mamo, jakie to krępujące.

wianek rękodzieło

Pamiętacie moje niebieskie i tanie jak wigilijny barszcz wianki z IKEA? z tego wpisu wianki niebieskie Jeden z nich został wykorzystany, a drugi tylko ogołocony i porzucony. Stanowił fajną bazę nie wiadomo do czego i dawał liczne możliwości, choć też nie do końca wiadomo jakie. Na początek pozbyłam się niebieskości, owijając wianek kremową, dzianinową taśmą ze skosu. Po tej operacji wyglądał jak ranny jeniec... cały w bandażach. Niemożliwością było tak go zostawić bez pomocy, więc skroiłam 150 cm pas tkaniny w groszki i zielonej, szeroki na 22 cm i otuliłam nim wianek, szyjąc ręcznie dookoła.

wianek

Żeby nie było wstydu po całości (i żebyście sobie nie pomyślały, że jestem jakaś Leniwa Lutka) wykonałam naprędce cztery ozdoby w klimacie świątecznym, zielonym i w groszki. Kształty wyszperałam w starej, pożółkłej "Burdzie" listopadowej z roku pańskiego 1997. Szczególnie spodobała mi się mała gwiazdka z wyokrąglonymi krawędziami i podobnie postąpiłam z dużą gwiazdą. Takie łuki bardzo łatwo się szyje i nicuje, czyli wywraca.

ozdoby świąteczne

Środki ozdobiłam filcowymi wycinankami, a środki środków miedzianymi koralikami. Wyglądają znakomicie! Umiem je sobie wyobrazić w pięknym naczyniu, pomiędzy orzechami i mandarynkami, a Wy? Umiecie? i gałązkę pachnącej jedliny jeszcze... umiecie?

zawieszki świąteczne

Uff! jakoś poszło z tym troszkę zawstydzającym i prostym jak drut wiankiem. Komplecik upominkowy, zielony i w groszki prezentuje się bardzo klasycznie i grudniowo. Całość ometkowana i zapakowana ląduje w szafie świętego brummMikołaja. Byłyście grzeczne w tym roku?

 HO! HO! HO!

 

PS Anegdotka z pracowni: na początku wykombinowałam sobie, że najszybciej będzie gdy uszyję dłuuugi tunel z tkaniny, przenicuję go na prawą stronę i naciągnę na wianek... buhahaha! 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci