Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : pizama

Wygrzebki.

brummblogging

Dziś, przy niedzieli, będziemy grzebać w zasobach i nurzać się w odmętach brummszafy. Nie jest to bynajmniej zajęcie ekscytujące, w dodatku bywa niebezpieczne, szczególnie dla alergików. Od samej zapowiedzi, już mnie trochę wierci w nosie i  łzawią mi oczy. 

Zaczniemy ostrożnie od granatowych szortów, które powstały z niewielkiego kawałeczka dzianiny. Uszyłam je tuż przed wyjazdem do Białowieży, więc nie trącą jeszcze myszką. Skroiłam je najprościej jak można, bez szwu bocznego i z zapasem na gumkę. Kto zna się odrobinę na sztuce krawieckiej i jest nie w ciemię bity już wie, że wykonałam pięć szwów. Tył, przód, krok, doły i gumka. Trwało to mniej więcej tyle, ile zajęło mi napisanie tego akapitu.

szorty

Dzianina typu polo jest bardzo wdzięczną materią, dobrze się szyje i przyjemnie nosi. Na dodatek prezentuje się niezgorzej. Spodenki przydały się Marcelowi w lipcu i do ubiegłego piątku sądziłam, że przydadzą się we wrześniu... jednakże z powodu złamania przynasad dalszych kości przedramienia prawego WF mamy chwilowo z głowy. Teraz bardziej na propsie byłoby uszycie temblaka.

szorty

Dla porządku tylko nadmienię, że jeśli ułoży się części wykroju tak, aby uniknąć cięcia i szwów bocznych, otrzymamy nogawki o prostej linii i szorty będą dość swobodne. I przewiewne... jeśli nie wiecie, co mam na myśli wystarczy obejrzeć skrót jakiegokolwiek meczu z MŚ w piłce nożnej RFN'74

szorty

W tym samym czasie szyłam kolejne spodnie do spania i naprawdę nie wiem, co mogłabym o nich napisać prócz tego, że są wykonane z cienkiej, granatowej flaneli. Okazały się niezastąpione podczas spania, śniadania i porannego leniuchowania, a także w czasie przedpołudniowego biegania po ogrodzie.

spodnie

Lubię je bardzo, choć to zwykłe spodnie z flanelki. Marcel też je chyba lubi, bo czasem koło południa muszę użyć całego swojego matczynego autorytetu i podniesionego głosu, żeby je porzucił na rzecz stroju dziennego.

spodnie

Teraz zagłębimy się bardziej. Rok temu, przed urlopem, uszyłam sobie piękną narzutkę. Trochę nie nabiedziłam przy krojeniu, gdyż kompilowałam dwa różne wykroje Burdowe uzupełniając je inwencją własną. Kiedy już dokonałam tych wszystkich intelektualnych akrobacji, spakowałam walizę i wyjechałam w sina dal, redakcja żurnala wypuściła numer sierpniowy, w którym zamieszczono, tylko troszkę spóźniony, wykrój idealny na Kardigan...

narzutka

Zdjęcia są fatalne, co z całą pewnością jest winą fotografa i głównie z tego powodu narzutka nigdy nie została zaprezentowana na blogu. Jednak otulam się nią chętnie, jest ciepła, komfortowa i bardzo ją lubię, więc zasługuje na krótką wzmiankę.

kardigan

  Fason oversize. Można się nią okręcić dwukrotnie i otulić należycie lub zwisnąć ją swobodnie. Szalowy kołnierz dobrze się układa, kimonowe rękawy gwarantują swobodę. Jednak najlepsze jest to, czego nijak nie zobaczycie na zdjęciu, dzianina jest szczodrze obszyta przejrzystymi cekinami, które skrzą się przy najmniejszym ruchu. Uwielbiam to!

narzutka oversize

Uwaga nurkujemy, a dno muliste! Ostatnim wygrzebkiem jest lniana spódnica. Uszyłam ją w średniowieczu mojego krawieckiego życia, czyli w czasach głęboko przedblogowych. Wówczas, kiedy moje ubrania trafiały po uszyciu zwyczajnie... groza! do szafy. Wykrój pochodzi z "Burdy" nr 7/2005 i jest bardzo udany.

spódnica folkowa

Tkaninę już znacie, bo jej okrawki wykorzystałam na świąteczne podkładki. Kupiłam jej bardzo dużo, a zapłaciłam za nią śmiesznie mało, dlatego fason wybrałam z rozmachem, nie szczędząc klinów i godetów. Spódnica świetnie się układa i mimo, że 10 razy ją zwężałam, 2 razy zmieniałam suwak i raz prułam wszystkie stębnowania (były wykonane czarną nicią, nie wiem, co mi na mózg padło...) mimo tego wszystkiego wciąż leży bez zarzutu i prezentuje się szykownie.

spódnica lniana

Na zdjęciu widać system skomplikowanych cięć karczków. Po tylu przeróbkach nic już się ze sobą nie zgadza i nic na siebie nie trafia, ale kiedy spódnica trafia na moje biodra, hula jak ta lala! Może w końcu kupię sobie do niej czeeerwoneeee kooooraaale?

Myślę, że po tak długim zanurzeniu wszystkim brakuje w płucach powietrza. Ja mam już lekko wytrzeszczone oczy i zaczerwienioną twarz, dlatego wybieram się na krótki spacer. Postaram się także dodać jak najszybciej nowy wpis, żeby zepchnąć te słabe zdjęcia i zatrzeć wszystkie złe wrażenia. Pa!


Przyćmione przez fartuszek.

brummblogging

Tak właściwie, to ten niebieski kawałek miękkiej, błękitnej flaneli przeznaczony był na męskie spodnie do spania. Nie szyję kompletów, bo z górną częścią piżamy zawsze jest mniejszy kłopot, za to dolnych części w kółko brak. Choćbym nie wiem ile naszyła, nakupiła na wyprzedażach i załatwiła u świętego Mikołaja. Za mało! Niedobór objawia się zawsze tak samo: nie mam w czym spać! uszyj mi spodnie kobieto! albo będę spał na golasa! 

piżama męska

No to w trymiga kupuję tkaninę, kroję i szyję. Szyję dokładnie tak samo, jak tamte spodnie z trokami, bo się sprawdzają. Troki tez dodaję, a co! chociaż utrudniają. Części przodu i tyłu tnę wraz z dodatkiem tak, że nie muszę już wszywać paska, tylko zawijam górną krawędź i wciągam gumkę. 

piżama

Z tyłu umieszczam kieszonki i firmową brumm wszywkę. W boczne szwy wsuwam chabrową, bawełnianą tasiemkę ze skosu i powstaje elegancka wypustka. Pracuję szybko  wciąż mając w pamięci groźbę Krisa: na golasa... na golasa! uszyj, bo będę spał na goooolasaaaa.

spodnie

Robota jest banalnie prosta, a tkanina kosztowała 16,50 i nie dość, że oddaliła groźbę golasa, to jeszcze wystarczyło jej na pół fartuszka, opłaca się! Fartuszek zaś może i jest uroczy, ale spodnie za to są praktyczne, komfortowe i bardzo fajnie leżą nawet wówczas, kiedy ich użytkownik siedzi, albo się przechadza.

spodnie męskie

Nie powiem, trochę mi się mydełko z rąk wyślizgiwało i drżały mi nożyce... bo sama bym chciała, dla siebie, takie portaski miękkie i flanelowe. Dobrze bym je wykorzystała. Mam już podobne, czerwone w kratę i potrafię w nich spędzić pół soboty i dwie trzecie niedzieli! Ha! kto da więcej?

spodnie

No, ale trudno! już po ptakach. Są męskie spodnie dla Krisa, a ja w końcu zawsze mogę przespać się... na golasa, no nie?

„Vada a bordo, Cazzo!”

brummblogging

Zachorowałam na anginę. Zapadłam nawet. Ciężko. Wiem, wiem... na to chorują dzieci i starcy! nic nie poradzę. Przestałam blogować,  przestałam trenować, przestałam gotować... cierpiałam :D Leczyłam migdałki lodami o smaku białej czekolady i wtedy cierpiałam jakby trochę mniej :D ale tylko przez chwilę.

Kiedy gorączka trochę spadła do mojej świadomości, z mediów, przedarło się zdanie: 

"Wracaj na pokład, k...wa"

i pomyślałam, że to chyba do mnie :O

Wczoraj się zmobilizowałam (za opuszczenie tonącego brummBLOGGa podobno grozi 15 lat ciężkiego krawiectwa) i jestem... i nawet mam do pokazania coś więcej, niż tylko dobowy wykres temperatur i obłożony język! Pozostając w gorącym i aktualnym temacie uszyłam piżamę :D

Piżama dla chłopca ( lat osiem ) o wybujałym wzroście i słusznych rozmiarach. Wycięłam ją z dość opornej i nad wyraz nierozciągliwej dzianiny bawełnianej w kolorze grafitowym. Ściągacze są pozyskane z bluzki, którą właśnie zmniejszałam; niebieska wypustka pozyskana jest od mamy; a przerażający pająk pozyskany jest zza szafy ;D

Nie, no dobra, pająka namalowałam samodzielnie - liczne inspiracje znalazłam w sieci - za pomocą szablonu i farb do tkanin. Ponieważ całybiały  mnie nie zadawalał, troszeczkę go podkręciłam niebieską i szarą farbką. Wyszło bombowo! Niepotrzebnie się obawiałam malowania, jest naprawdę przyjemne! Nawet wówczas, gdy się dysponuje mikrotalentem oraz kradzionym, wyliniałym pędzelkiem :O

Spodnie także - jak górę - ozdobiłam niebieska wypustką.

Krojąc piżamę wykorzystałam wykroje na spodnie (niestety rurki) i polo,  wzrost 134 (wolałabym większe), z "Burdy" sierpniowej 2011; ale także gotową bluzę i portaski pasujące na Chłopca. Kroiłam będąc jeszcze w anginowej malignie, ale poszło nadspodziewanie gładko! 

Szkoda, że dzianinka taka cienka... mimo tego piżama jest elegancka, fajnie leży i doskonale wygląda!

I wcale, a wcale nie gryzie! ;D

Wracam powoli "na pokład" - dzięki dobrodziejstwom współczesnej medycyny, a także dzięki naszej słynnej Doktor G  z pobliskiej przychodni ;D -  terapię migdałkowo-lodową kontynuuję dzielnie. Tym razem ma smak MALAGA

Może zauważyłyście, że ostatnio stękałam na temat ściegu owerloka? a że beznadziejny, zwinięty, ściagnięty, itp? Otóż -  moje drogie - latem podwijałam szal jedwabny ściegiem rolującym i dziś (mamy styczeń!) doszłam, że (po robocie) nie wszystkie ustawienia przywróciłam :O co oznacza, że pół roku rolowałam, zamiast szyć! taka ze mnie światowa gwiazda krawiectwaDziś poprzekręcałam maszynę nazad i - cudownie! - szyje pięknym, płaściutkim, szerokim i ślicznym ściegiem.

Czapa ze mnie, że Heeej!

PS. Marcel: "Chcę moje zaległe śniadanie!"; Iga: "Ja tez chcę moje za..lezaległe!!!"; Ja (przytomnie): Ty nie masz zaległego śniadania!; Iga: "...ale CHCĘ MIEĆ!!!" :D

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci