Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : kosmetyczka

Kosmetyczka i Walizka.

brummblogging

Czsami. Z RZADKA i SPORADYCZNIE. Incydentalnie, ale jednak... niekiedy staję przed problemem NiechceniaMiSięSzycia. Zdarza się najlepszym. To znaczy najgorszym... zapaleńcom się nawet zdarza. A brummBLOGsłużba nie drużba. TERMINY CISNĄ. Deadline straszy.

Nie zbliżam się wówczas nawet do mojej szafy z poważnymi tkaninami, w okazałych kuponach, tylko CHYŁKIEM PRZEMYKAM DO PUDEŁ, gdzie gromadzę resztki, ścinki i obrzynki. Tam odnajduję spokój mojego krawieckiego ducha i OCHRONĘ PRZED STRASZNYM ZAKLĘCIEM:  twórczą drętwotą.

POZWALAM SIĘ PROWADZIĆ SKRAWKOM. Akurat nic lepszego mnie nie wiedzie.

Weny brak. Chęci niet. 

Wykorzystujemy się symbiotycznie. Ja Je, One Mnie. Z korzyścią dla nas, nich, mnie, Was, Bloga i Świata.

W takich okolicznościach, z takich przesłanek wyniknęła kosmetyczka.

Jak widać na obrazku, jest to DRUGIE WCIELENIE KUFRA. Wziąwszy pod uwagę wymiar resztki i ogrom kufra ustaliłm, że 50x30cm będzie GIT! a żeby było GIT na 100% dodałam jeszcze po 2cm na szwy.

Teraz można nazwać to KOSMETYCZKĄ. Ma 18x15x10cm i mieści wszystkie spinki i gumki Igi. I opaski. I broszki. I pierścionki też, jakby się kto pytał, są w środku. Teraz jest AKURAT!

Jak poprzednio szwy wykończyłam tasiemką, tym razem poliestrową. Przysmażyłam jej końcówki nad płomieniem i nie wymagały podwijania. Otulałam nią szwy, jak lamówką i przeszywałam ujmując wierzch i spód ZARAZEM. Wygląda bardzo poprawnie.

"Mama co syjes?" ; Zgadnij! zgadnij! prowokuję Igę; "Poznaję to WALIZKA!"  :O

Kto - podobnie jak Iga - dał się zmylić ten TRĄBA! To nie jest żadna walizka, tylko Poduszka do Siedzenia na Ziemi. Od zwykłej poduszki różni się tym, że kładzie się ją na ziemi  ;D ma wygodną rączkę do przenoszenia w różne miejsca i rant. Ma RANT, znaczy NIE JEST PŁASKA.


Zbliżenie.

Efekt ten bardzo łatwo osiągnąć. Wystarczy w zwykłej Poduszce Kanapowej zastębnować rogi prostopadle, na głębokość OCZEKIWANEGO RANTU. Podobnie przeszywamy pokrycie wypełnienia, to gwarantuje (zauważcie gwaRANTUJE) piękne uformowanie się brzegu.

Na środku PODUSZKĘ PRZESZYŁAM ręcznie (ustaliłam w ten sposób, raz na zawsze położenie wsadu) pokłułam się cała jak ta waryjatka i na koniec dałam tam DUŻY GUZIK mimo, że Mała obawiała się dyskomfortu w wiadomym obszarze :D Oczywiście bezzasadnie. 

Poduszka JEST UŻYWANA i to w dodatku zgodnie z jej przeznaczeniem.

Kto ma dzieci wie, że to nie jest aż TAKIE OCZYWISTE :D

Wykorzystując niechceniemisięszycia wykorzystałam dwie resztki bawełny. Uszyte z nich przedmioty wykorzystałam do sklecenia wpisu na blogu. Teraz wykorzystam Waszą ciekawość do napędzania licznika odwiedzin, a Wy wykorzystajcie swój zachwyt do formułowania komentarzy.

Kto nie został dziś WYKORZYSTANY ręka w górę! O! tylko... Kris :D

PS Iga! wzięłaś sobie aż TRZY kabanosy??!!! Iga: "Taaak. TO jest zapasowy zapas. TAMTEN jest na zapas. A TEN jest... po prostu do zjedzenia!" :D

Miłość, Szmaragd i Krokodyl.

brummblogging

Miłość.

Uwielbiam swoje stare szwedy. Uważam, że doskonale w nich wyglądam, a na pewno fantastycznie się w nich czuję. Kilka razy mnie zawiodły (kiedy zaczepiłam stopą sąsiednią o nogawkę drugą i pikowałam nosem w dół) ale im to wybaczam wspaniałomyślnie, nikt nie jest doskonały. Niefortunnie kluczowym słowem w nazwie StareSzwedy, jest ów przymiotnik... Noszę je od wieków i w tym czasie wielokrotnie poszerzałam i zwężałam, skracałam i wzdłużałam; wkładałam ręce do kieszeni i wyciągałam, chadzałam, siadywałam, wstawałam i znowu siadałam... wszystkie te czynności plus warunki atmosferyczne sprawiły, że szwedy są kochane, ale styrane...

Szmaragd.

Ciemno-zielona bawełna leżała spokojnie pomiędzy ciemno-granatowym dżinsem i szarą pikówką. Wydawała się zdatna i stosowna. Na czasie się wydawała być i wykazywała chęć do współpracy na całej swojej stopięćdziesięciocentymetrowej szerokości. Wycięłam z niej szerokie spodnie, wg wykroju z "Burdy" nr 4/2010, po czym odkryłam, że MA BŁĄD WZDŁUŻ KRAWĘDZI, na całej długości :O tam gdzie jest teraz mój TYŁ.

Krokodyl.

Dwa słowa o wykroju: jest gówniany! w sumie na tym mogłabym poprzestać ale, żeby go pogrążyć dodam, że nogawki (z mankietami!) nie mieszczą się na arkuszu i należy je sobie samodzielnie przedłużyć odpowiednio o 29 i 50cm. PIĘĆDZIESIĄT! :O

Model jest bardzo wysoki w stanie. Burda: "Wskazówka: model skrojony jest luźniej w pasku tak, aby osuwał się w dół..." Brumm pytanie: gdzie wówczas znajdzie się KROK? Burda:"Wskazówka: można uniknąć opadania, jesli zwęzimy pasek." Brumm pytanie: gdzie wówczas przypadnie górna krawędź paska?

oczywista odpowiedź: tam, gdzie kończą się spodnie Juranda...


Już podczas odszywania kieszeni (ciężko było mi przestębnować trzy warstwy) nabrałam podejrzeń, że ta bawełna jest chyba DOŚĆ GRUBA. Upewniłam się o tym w momencie, kiedy łączyłam przody w tyłem i zauważyłam, że poruszam się w o l n i e j  i  w o l n i e j, materia zsuwa się z blatu, pociąga za sobą maszynę i ja ( uczepiona mojej Husqwarny ) też jakoś się przeeee suuu waaaam. 

Miałam już kiedyś takie pancerne spodnie!

...świetnie nosiły się w styczniu, a jeszcze lepiej w lutym :D

Nogawki (obwód u dołu ok 59cm) nie leżały najlepiej i musiałam je trochę zwężać na wysokości kolan, a nie o to wszak chodzi, jeśli się chce w szwedach chodzić! 

Można podziwiać... cóż by tu... może: podziwiać, jak krawcowa wspaniale dobrała odcień nici?

Oczywiście jak tylko skończyłam robotę, padłam na łózko i SPAŁAM DWIE GODZINY mimo, że padłam o 15... ale zupełnie nie o tym chciałam... JAK SKOŃCZYŁAM ogarnęła mnie zgroza, bo dotarło do mnie, że przecież ja TEGO KROKODYLA nie mogę pokazać światu! i CO ja teraz zademonstruję moim Tysiącom Wielbicielek i Tobie Bartas? 

Śmierdząca Sprawa.

Na szczęście nie czujecie tego swądu :O Skóropodobną, mocno swędzącą tkaninę, WIETRZYŁAM CAŁE LATO na balkonie. Niach, niach, niach... bez rezultatu. Śmierdzi nadal. Może, jeśli się w niej rozleją perfumy Krisa, to zduszą ten fetorek?

Kształt chciałam wypróbować już dawno. Miałam wrażenie, że jest prosty. Policzmy raz, dwa... pięć... no OSIEM SZWÓW w tym cztery naprawdę malutkie. Tworzywo jest grube i od razu założyłam, że nie będę taka perfekcyjna, jak PerfekcyjnaPaniDomu, ani jak autorka tutorialu:

Jak uszyć kosmetyczkę

i po prostu ją zeszyję razem z podszewką i wykończę szwy lamówką :D

...jakoś poszło...

Skroiłam wymiar 60x40cm jak stało napisane w tutorialu i... wyszła mi nie kosmetyczka, tylko kufer! Dla zobrazowania skali powyżej zdjęcie z dość sporą broszką... Na przodzie zielona broszka (zakupiona na outlecie za 9.90 tralala! tralala!) a w tyle KUFER :O

Zowu ogarnęła mnie zrgoza, bo ani kurfa (niach, niach...) ani krokodyla nie chciałam światu ujawniać.

Kufra zwłaszcza NIE ujawniać, bo na koniec, chciałam ŁADNIE UPRASOWAĆ wszycie suwaka... tak, tak... to nie pomyłka, chciałam UPRASOWAĆ SKAJ :O i co? I PRZYPIEKŁAM :O Kris wrócił z roboty i od razu zauważył Kufer, ciekawe dlaczego, czyżby z powodu rozmiaru? i powiedział: "A coo tooo?"  a Iga mu na to: "To mama usyła!" Kris z kurtuazją: "Myślałem, że louis vuitton." No? czy on nie jest PRZESŁODKI? :D

Tylko zgroza wciąż mnie nie opuszczała...

Gapiąc się na allegro - wciąż tą zgrozą zdjęta - zauważyłam kołnierzyki bebe po nieludzkich cenach. Trzy perełki, cztery koraliki i jedyne 59 złociszy :O Wymodelowałam sobie taki SAMA, trochę było BRANDZLOWANIA, nie powiem, żeby nigdzie nie odstawał i LEŻAŁ JAK NALEŻY; skroiłam z czekoladowej tafty i zszyłam.

Ozdobiłam tym, co miałam w szufladzie. Trochę nierówno naszyłam szyfonową wstążeczkę, ale mnie to nie martwi NIC A NIC! ręcznie doszyłam cekiny i kolorowe, metaliczne koraliki.

Brak mu jeszcze zatrzaska, lub haftki, z przodu. Może dołożę mu jeszcze zielonych koralików i

z pewnością uszyję sobie jeszcze jeden,

złoty

bo jestem straszniasto zadowolona! O!

Na moim szarym, wełnianym, nienowym już sweterku leży przecudnie! w ogóle wymodelowałam go tak... TAK GO WYMODELOWAŁAM, że od razy widać, że jest na mnie szyty! szyję mi łagodnie okrąża, nie za luźno, nie za ciasno, do linii ramion pięknie przylega i z tyłu nie odstaje! To jest właśnie to, co chciałabym Wam,  moje Drogie Wielbicielki i Tobie Bartasie,  pokazać z dumą!

* Gdyby ktoś zapałał niepohamowaną chęcią uszycia sobie podobnego, to mogę się jakoś spiąć i załatwić szablon do ściągnięcia.

Słowo się rzekło.

Moje drogie kołnierzykomaniaczki! Należy dodać pół centymetra na szwy, za wyjątkiem krawędzi, gdzie przypada złożenie tkaniny. Zszyć dwie części (wierzchnią i spodnią, prawą stroną do prawej) i wywinąć przez pozostawiony uprzednio otwór. Mój otwór wypadł z tyłu kołnierzyka po zewnętrznym obrysie, tam jest łagodniejszy łuk i łatwiej go było zamknąć.

Proponuję - przed krojeniem z wypasionej, ulubionej tkaniny -  wyciąć pojedynczy kołnierzyk z tkaniny emocjonalnie obojętnej i przymierzyć go, żeby zorientowć się co on za jeden i jak leży. Powodzenia!

bebe szablon

PS  Iga: "Tejś tetyś tajs zajsteś tajś toś oj. Toś tajtoś taś tośtej. Warto się uczyć języków!";  Ja: :O a w jakim to języku? ; Iga nie speszona: "Po francusku!";  Ja: skąd ty znasz francuski?;  Iga wychodząc: "Skąt towni!". 

Pod-różne Przydasie.

brummblogging

Podobno najlepszym przyjacielem kobiety są diamenty. Nie wiem, nie znam się... podobno. Wiem za to na pewno, że najlepszym przyjacielem krawcowej w podróży są kosmetyczki. Jeżeli w dodatku są własnoręcznie przez nią uszyte, to są - ona i one - po prostu nierozłączne... przynajmniej do końca trwania turnusu.

Kosmetyczki doskonałej poszukuję od dawna. Doskonała to - według mnie - taka, która wygląda przewspaniale i szyje się w 20min. Znacie? Macie? Szyjecie? :O Mnie wszystko zawsze idzie gładko, aż do chwili w której zabieram się za łączenie wierzchu z podszewką, lub - opcja druga - wykończenie (oblamowanie) sterczących wewnątrz szwów... Na tym etapie szycia każda kosmetyczka doskonała okazuje się być  tylko doskonałym knotem. Zniechęcam się i rzucam w kąt.

Ha! ale nie tę, a nawet nie te... dwie - o których dziś mowa! 

Nie są może doskonałe, ale są bardzo bliskie doskonałości.

Spójrzcie, jeśli macie wolną chwilkę ;D

Ha! no i co Wy na to?

Ja tam nie narzekam :D

Kosmetyczki uszyłam z masywnej i bardzo sztywnej bawełny IKEA; kolor mają grafitowy. Ponieważ wzór był duży, działałam spontancznie i rozmieściłam go zupełnie przypadkowo. Efekt jest świetny; rok bym kombinowała, a nie wyszłoby tak fajosko!

Pomysł na kosmetyczki - wraz z opisem wykonania znalazłam tutaj:

Timotei

Bardzo fajny blogasek (kopalnia kosmetyczek!) i z pewnością jeszcze tam powrócę!


Wybrałam - do smutnej i szarej tkaniny - czerwone, wesołe dodatki:

suwaki do rozpinania, tasiemkę do trzymania i chwościki do szarpania;

te ostatnie ukręciłam samodzielnie, na poczekaniu - to proste! :D

Za szablon kosmetyczek posłużył mi duży talerz i talerzyk śniadaniowy. Położyłam je na podwójnie złożonej tkaninie i wykorzystałam ich idealnie okrągłe kształty :O Wymiary kosmetyczek odpowiadają więc - z grubsza - wielkości zastawy stołowej: duża 20cm szerokości u podstawy i 20 wys; mała (odpowiednio) 17x15cm. Każda z nich ma wewnątrz kieszonkę.

 Podszewką jest pikówka na bawełnie. (to znaczy pianka/ocieplina fabrycznie naszyta na tkaninę bawełnianą) Sprawdza się doskonale! jest masywna - ale nie bardzo, sztywna - ale niezbyt mocno i gruba - ale nie dramatycznie.

Całość oblamowałam po obrysie ciemną lamówką za skosu i nie jest to trudne. Podszycie zamka także nie stanowi żadnego problemu! 

Wewnątrz wszystko wygląda jak należy. Na zewnątrz, no cóż, są po prostu fantastyczne! Praca przy nich była bardzo przyjemna, szybka i niskomplikowana.

Dlaczego więc nie jest to kosmetyczka idealna, zapytacie?

Ano dlatego, że:

  • aby nie rozpinała się do samego dołu, trzeba ją podszyć ręcznie (a ja jestem trochę leniwa i chyba zgubiłam igłę ;D w dodatku);
  • lekko upierdliwe jest mocowanie tych rożków, które formują denko kosmetyczki;
  • jest stosunkowo płytka;

 Poza tymi drobnymi niedogodnościami jest to naprawdę świetny patent!

 

Zdjęcie z lotu niewielkiego ptaka ;D

Pocieszcie oko!

Ja z niepokojem przebieram nóżętami w oczekiwaniu na moment, w którym się do nich "spakuję". 

Nie zazdroście! uszyjcie se!

PS. Trochę się obawiam, czy na mocy, podpisanego przez Pana Premiera, porozumienia ACTA nie pójdę siedzieć na 10 lat za obrót towarami podrabianymi i naruszenie kosmetyczkowej własności intelektualnej :O 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci