Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : kosmetyczka

Skąd masz te bąble?

brummblogging

Powszechnie wiadomo, że z Toskanii wraca się ze zrujnowanym budżetem, z nad morza z piaskiem w każdym bucie, a z Białowieży... z 14 bąblami na każdej kończynie i 20 na tułowiu. Puszcza Białowieska wprost roi się od bezwzględnych, krwiożerczych, dzikich i napastliwych... owadów. Podobno mają ich tam 9000 gatunków i liczba ta stale wzrasta, co mnie akurat nie dziwi nic a nic! Wyobraźcie sobie, że niektóre z nich nie żyją nigdzie indziej na świecie, więc kto chce mieć wielkiego, unikatowego i wściekle swędzącego bąbla, niech wali prosto na wschód. 

Czy ja wiem, kto mnie tak ochoczo nadgryzał... może bagiennik nieparek, goleńczyk szczupły, albo kowalina łuskoskrzydła? czy ja się wydawałam tak niewyobrażalnie ponętna barczatce borówczance, albo zgłodniałemu szlaczkoniowi torfowcowi? nakarmiłam wstęgówka, przylepka brodacznika, czy żarłocznego grzebacza wielkiego? nie wiem, nie znam się... Dość, że jestem upstrzona bąblami i świerzbi mnie niemożliwie całe ciało.

Dobrze, że byłam taka zapobiegliwa i jeszcze przed wyjazdem uszyłam sobie dwie kosmetyczki. W jednej przechowywałam normalne kosmetyki, niezbędne niezależnie od lokalizacji, a w drugiej te, nieodzowne w puszczy, czyli rozmaite OFFy, spraje na owady, odstraszacze, zniechęcacze i killery. Oczywiście wszystko to psu na budę, więc w bocznych przegródkach ukryłam żele łagodzące, maści kojące, psiki chłodzące i przeciwświądowe, roll-0ny, antymeszki, antyhistaminy i witaminy z grupy B... tak samo nadaremnie. Ostatecznie próbowałam nawet ucieczki truchtem, a ja prawie nigdy nie biegam! oraz ucieczki na rowerze i z krzykiem... z przekleństwem na ustach, ze szlochem donośnym... okazało się jednak, że przed kąsaniem, żądleniem, gryzieniem i cięciem nie ma ucieczki! bzzzzzyyy!

kosmetyczka

Obie kosmetyczki uszyłam z podobnej tkaniny. Dysponowałam niewielkimi panelami tej ślicznej materii, która imituje dżins i udaje bawełnę. Skorzystałam z pomysłu już znanego na blogu, o tego: pod-różne przydasie  ten kształt świetnie się sprawdza, łatwo szyje i mieści pół apteki. 

kosmetyczka

Jak zwykle podkleiłam tkaninę fizeliną; na podszewkę wybrałam białą pikówkę, na zapięcie różowy, czy to nie urocze? różowy suwak, okrągłe krawędzie wykończyłam grubą, dżinsową lamówką ze skosu. Jako ciekawostkę dodam, że sprzedawca z Allegro polecał ją do podwiązywania drzewek i roślin, a chciał za nią 3zł za nawój. 

przybornik na kosmetyki

A to już druga kosmetyczka. Niestety nie znalazłam błękitnego zamka, żal... i dałam blado-różowy. Reszta całkiem identyczna i podszewka, i wykończenia, a nawet całkiem podobnie mi się zwichrowała... to znaczy skrzywiła się, dokładnie tak, jak tamta i miałam problemy z odszyciem denka i tu i tam. 

przybornik

We dwie. Tej niebieskiej, z tuszami i różami, to używałam sporadycznie, za to w tamtej czarnej z OFFami to aż suwak trzeszczał, blado różowy. Ciągle była w ruchu bzzzzy, bzzzzy, brrrrum, brrrum, klik, klik, psik, psik, psiiiik! i tak w kółko.

przybornik

Przytrzymywacze widoczne na zdjęciu, wykonane z różowej, czy to nie słodkie? z różowej taśmy parcianej są niezwykle praktyczne, być może powinny być wszyte po obu końcach zapięcia? W poprzednich wcieleniach kosmetyczek brakowało mi bardzo zapinanej kieszonki, dlatego obie kosmetyczki z papugami mają wewnątrz po jednej kieszeni na zameczek. Z żadnej nie skorzystałam ani razu!

kosmetyczka

Bardzo proszę mnie już nie pytać, skąd mam te bąble, bo przecież powszechnie wiadomo, że puste konto to z Pizy, piasek z Helu, a TAKIE bąble to tylko z Białowieży! Czy mi się podobała puszcza prastara? a i owszem, nawet bardzo. Robi wrażenie. Czy tam jeszcze kiedyś pojadę? Oczywiście! zaraz po tym, jak odkryją tani i skuteczny odstraszacz na insekty!


PS Iga wraca z ogrodu: "Mamo! mamo! widziałam dziś tyle cudów natury! martwego kreta, wielką, różową dżdżownicę i takie robaki, co niszczą ziemniaki!"  

Przyborniczka.

brummblogging

Nareszcie wakacje! Chyba nigdy, ani w szóstej, ani w ósmej, ani przed maturą, ani w czasie sesji, nie czekałam tak bardzo na wakacje. Tak bardzo... bardzo, jak w tym roku. Nareszcie! Osiągnięcia mam bardzo dobre i celujące, ale tylko w czwartej. Zerówka poszła mi gorzej, ledwie dostatecznie. Pani była wymagająca i codziennie rano, w szatni częstowała mnie wyrzutami. Że Iga nie głoskuje, że słabo głoskuje, że powinna więcej głoskować... że w dalszym ciągu nie głoskuje, że marnie, byle jak, niedostatecznie, niewystarczająco głoskuje i że gała, pała, bańka! w szatni. Przy ludziach. Na goły tyłek!

W końcu jednak wakacje! Mogę choć na chwilę zapomnieć o pani, bo głoskujemy rzecz jasna nieustająco, bez względu na pogodę i porę roku. G ł o s k u j e m y   w y t r w a l e  mimo tego mam jakby więcej czasu na inne aktywności. Poboczne i marginalne. Na ten przykład z okazji ostatnich dni czerwca załapałam ostatniego, wiosennego, zjadliwego, jak krytyk literacki, wirusa. Dwa dni cierpiałam na leżąco i dwa w umiarkowanym ruchu, a jeszcze podlec jeden nie powiedział ostatniego słowa.

Z okazji mundialu zostałam kibicem. Kibicką. Miłośniczką i znawczynią futbolu. Bardzo przyjemna pasja. Leżę sobie półtorej godziny* bez ruchu, z 15 min przerwą na siusiu i grzane piwo oczywiście, w spokoju leżę, w komforcie, gapię się w ekran, nikt mi nie przeszkadza i spotykam się z pełnym zrozumieniem Krisa. O! gdybym to wcześniej odkryła! jak sobie pomyślę, ile godzin leżenia, na różnych turniejach przeszło mi koło nosa, ech!

* Nie uwierzycie, ale w 1/8 imprezy leżenie wydłuża się często o dodatkowe pół godziny dogrywki, a później jeszcze o rzuty karne. Serio! i dają dodatkowe 5 min przerwy na nawodnienie! no wiem, że to się w pale nie mieści, ale taka jest prawda... kibica! 

Z okazji posiadania roweru zostałam zapalonym cyklistą. Cyklistką. Miłośniczką jazdy jednośladem. Kask sobie kupiłam i wyglądam w nim jak jakiś Armstrong bez dopingu... kosmicznie po prostu. Jeżdżę. Pod górkę i po wertepach też, choć nie ukrywam, że wolę po płaskim i z góry. Siodełko mam wygodne, szerokie i miękkie jak kanapa, toteż ta moja pasja jest jakby przedłużeniem poprzedniej, a tamta z kolei łączy się z pierwszą... generalnie można powiedzieć, że znalazłam się w czymś na kształt nieba tylko, że trzeba  g ł o s k o w a ć.

Niestety mundial nie Klan i wkrótce się skończy. Co prawda Kris zasugerował mi kupno dodatkowych kanałów TV i śledzenie rozgrywek ligowych, ale to już chyba lekka przesada. Musiałabym wówczas udoskonalić swoje inne, nowe pasje. Sprawić sobie kosztowny rower szosowy i portki z wkładką w kroku, oraz złapać czy ja wiem... przynajmniej prątka gruźlicy! Nie, nie. Dziękuję.

Mundial  przeminie i będzie można oddalić się nieco od telewizora. Dalej niż na długość kabla zasilającego. Na taką wyprawę warto zabrać kilka przedmiotów i nieodzowna będzie tytułowa przyborniczka. Hybryda przybornika i kosmetyczki. 

kosmetyczka

Pomysł na nią znalazłam tam: noodlehead i od razu zwariowałam. Taka niewielka przyborniczka, a stwarza takie wielkie możliwości! Tyle przydasi można tam zapakować i bezpiecznie wywieźć do lasu. Tyle! 

kosmetyczka

Przyborniczka powstała z czterech niewielkich, bliźniaczych paneli tkanin. Ma wymiary 14 x 23 cm kiedy jest zapięta i 36 x 23 cm kiedy ją rozłożyć na płasko. Zamyka się na magnes. Krawędzie ma wykończone lamówką ze skosu, a wewnątrz znajdują się rozmaite kieszonki. Osobiście uważam, że schowków mogłoby być więcej i podczas szycia następnej dodam przynajmniej dwa. Sekretne.

przybornik

Wierzchnią warstwę podkleiłam sztywnikiem. Do środka wsunęłam też warstwę podszewki, która jest widoczna wewnątrz kieszeni z suwakiem.  Tak, jak autorka oryginalnego pomysłu, jedną kieszonkę wykończyłam gumką. Przyborniczka posłuży mi do spakowania wakacyjnej biżuterii. Znajdzie się w niej odpowiednie miejsce na naszyjnik, kolczyki, bransoletki i broszki.

przybornik

Szycie było bardzo łatwe, same proste szwy. Lamowania zewnętrznej krawędzi nie można porównać ze spacerkiem brzegiem morza, ale przy odrobinie wprawy i to nie powinno stwarzać większych kłopotów. Ostatecznie można się zdecydować na połączenie obu warstw prawą do prawej, wywinięcie i przestębnowanie, jak w oryginale. Ja tam wolę lamówkę. Wprawne oko dostrzeże, że niezbyt profesjonalnie ją połączyłam. E tam!

kosmetyczka

Moja mundialowa aplikacja zawiadamia, że dziś meczu nie ma. Szlag! będę musiała wyjść na rower, albo jeśli będzie padało, co jest więcej niż prawdopodobne, pofolguję jeszcze trochę zjadliwemu wirusowi. Niech sobie ostatni dzień pobryka, a ja poleżę. Wypiję grzane piwo z miodem, kardamonem, cynamonem, imbirem i goździkiem... zadumam się nad przebiegiem fazy pucharowej. Wyłonię faworytów i nie będą to Niemcy!


PS Iga: "Mama oko mi skacze" ; Ja: "Powinnaś dostać na to kawałek czekolady" ; Iga: "Czekolady? i teraz mi to mówisz??? cały czas mi się to robi!" 

Apka dla każdego.

brummblogging

Mój, płaski jak karteczka, zetafonik jest zawsze blisko. Wypełniają go po brzegi niezbędne do życia aplikacje, zarządzające moim zarządzaniem. I organizujące moją organizację. Przylepiam kciuk do ekranu, MoodScanner informuje mnie, jak się dzisiaj czuję... pessimistic... Oj! nie szkodzi - try again... scanning . . . . . scanning . . . . festive!  Tak, tak! dużo lepiej. 

Świątecznie nastrojona truchtam do kuchni, przy akompaniamencie gulgotu przelewającej się wody. Mama! czas zatankować!  WaterYourBody i dzieciaki przypominają mi uprzejmie, że powinnam wypić kolejną szklaneczkę... Mruga do mnie motywująco 20% mojego dzisiejszego nawodnienia i dyscyplinuje mnie kolorowy wykres, na którym jestem zawsze pod kreską. Truchtam na siusiu.

WomanLog zawiaduje moim i Krisa życiem intymnym. Skomplikowana mapa naszych relacji. Menstruacja. Owulacja. Precyzyjne, comiesięczne prognozowanie PSM. Dzienniczek osobistych skarg i wniosków... ból, popęd, bezsenność, niepokój, apetyt, świąd, wzdęcie... Zmęczenie. Katalog emotikonek na każdą okazję. Weź tabletkę. Nie bierz tabletki.  

Zanim wyjdę na spacer sprawdzam jeszcze pogodę. PalmaryWeather jest sto razy bardziej wiarygodna niż kłamliwy termometr i podstępna chmura. Studiuję prognozę... Gdańsk, Poland... dziesięciodniową i smucę się gradem, który spadnie za trzy dni. Ubieram się nieodpowiednio... stosownie do prognozy.

Nakarmię jeszcze mojego BrummPou owocami... uważając, żeby nie przytył: banan, gruszka, mango, arbuz... porzucam do niego piłeczkę, bo jest niewybawiony. Umyję różowym mydłem. Zgaszę lampę i położę go spać. Wypiję szklaneczkę, bo zetafon mi gulgota. Pobiegnę na siusiu sprawdzając pogodę. W międzyczasie trochę zmieniły się warunki... atmosferyczne. Skanuję kciuk: thankful  i rogal po siódemki. To z pewnością z powodu nadchodzącej owulacji... Łyknę 17 reklam. Pogram jeszcze chwilkę z Pou... Odwiedzę Pou Krisa i się wirtualnie zaprzyjaźnimy: Lubię cię! masz ładny dom!

Dla relaksu, z zaciśniętymi pośladkami, wykręcę niemożliwy do pokonania :D rekord w TinyWings

 dostanę w nagrodę całkiem nowe gniazdo i score x24

Zorganizowana wyśmienicie, wybawiona po pachy  i zaopiekowana nadzwyczajnie,

wpadnę jeszcze do Sklepu Play przeczesać najpopularniejsze bezpłatne apki. 

Potem wypiję szklankę wody i coś uszyję, jeśli mi wystarczy czasu :D

Z niepraktycznej torby typu chlebak, odcinam wielką i nieporęczną klapę. Odpruwam długi pasek i rzepy. Podszywam górną krawędź. Doszywam szare, parciane ucha. Powstaje nieduża, wodoodporna i całkiem praktyczna siata. 

Z klapy wykrawam kosmetyczkę:

W ten prosty sposób staję się posiadaczką całkiem sensownego kompletu zakupowego, lub nawet plażowego. Do bezpiecznej i wodoodpornej kosmetyczki można schować portfelik i zetafonik. Do siatki bidon i niewielki kocyk.


Wyposażona w siatę wyruszam na zakupy. Wpadam do Camaieu i wybieram dwie zwykłe bluzki w bardzo zwykłych, niskich cenach i zwyczajnych kolorach. Jestem zachwycona tylko przez chwilę... przymierzam je w domu i okazuje się, że wyglądam w nich... hmmm zbyt zwyczajnie. Wypijam szkalnkę wody i kombinuję co z tym zrobić.

Znajduję w sieci pancernika i nieoczekiwanie wpadam na pomysł aplikacji!

Szkicuję szablon; bawełniany, biały podkoszulek rozcinam i część tyłu podklejam fizeliną; wycinam poszczególne elementy zwierza i układam na klacie szarej bluzki. Z pomocą kleju do tkanin przyprasowuję je w miejscu przeznaczenia i bez żadnego szpilkowania, zaczynam kręcenie materiałem i stębnowanie. Żeby uniknąć ryglowania na dzianinach wykonuję całą robotę jedną nicią. Nie odrywając stopki. Kręcąc się w kółko po całym pancerzu. Od noska, do ogonka.

Z góry zakładam, że nie uda się tego zrobić precyzyjnie, więc trzeba to zrobić celowo krzywo...

Celowo! krzywo!


Bluzka jest bombowa! Pancernik jest krzywy i wystrzałowy! Nie rzuca się mocno w oczy, ale jest gdzie trzeba i jak należy czyni bluzkę niezwykłą. Jestem zachwycona i nie jest to moje ostatnie słowo w temacie pancerników... i aplikacji. 

Przód ww. białej koszulki, konkretnie bardzo fajny print, także podklejam fizeliną, wycinam i naszywam na drugą zwykłą, beżową bluzkę. Szyję czarną nicią, igłą do dzianin i jak zwykle celowo krzywo! :D

Nie martwię się niewykończonymi krawędziami aplikacji. Po praniu, gdy się lekko zmacerują, będą wyglądały niedbale i bezpretensjonalnie. Jak ja :D 

Zadowolona z siebie

wypijam szóstą szklankę wody...

i, wciąż niedostatecznie nawodniona, kładę zetafon bardzo blisko łóżka.

 


Kosmetyczka i Walizka.

brummblogging

Czsami. Z RZADKA i SPORADYCZNIE. Incydentalnie, ale jednak... niekiedy staję przed problemem NiechceniaMiSięSzycia. Zdarza się najlepszym. To znaczy najgorszym... zapaleńcom się nawet zdarza. A brummBLOGsłużba nie drużba. TERMINY CISNĄ. Deadline straszy.

Nie zbliżam się wówczas nawet do mojej szafy z poważnymi tkaninami, w okazałych kuponach, tylko CHYŁKIEM PRZEMYKAM DO PUDEŁ, gdzie gromadzę resztki, ścinki i obrzynki. Tam odnajduję spokój mojego krawieckiego ducha i OCHRONĘ PRZED STRASZNYM ZAKLĘCIEM:  twórczą drętwotą.

POZWALAM SIĘ PROWADZIĆ SKRAWKOM. Akurat nic lepszego mnie nie wiedzie.

Weny brak. Chęci niet. 

Wykorzystujemy się symbiotycznie. Ja Je, One Mnie. Z korzyścią dla nas, nich, mnie, Was, Bloga i Świata.

W takich okolicznościach, z takich przesłanek wyniknęła kosmetyczka.

Jak widać na obrazku, jest to DRUGIE WCIELENIE KUFRA. Wziąwszy pod uwagę wymiar resztki i ogrom kufra ustaliłm, że 50x30cm będzie GIT! a żeby było GIT na 100% dodałam jeszcze po 2cm na szwy.

Teraz można nazwać to KOSMETYCZKĄ. Ma 18x15x10cm i mieści wszystkie spinki i gumki Igi. I opaski. I broszki. I pierścionki też, jakby się kto pytał, są w środku. Teraz jest AKURAT!

Jak poprzednio szwy wykończyłam tasiemką, tym razem poliestrową. Przysmażyłam jej końcówki nad płomieniem i nie wymagały podwijania. Otulałam nią szwy, jak lamówką i przeszywałam ujmując wierzch i spód ZARAZEM. Wygląda bardzo poprawnie.

"Mama co syjes?" ; Zgadnij! zgadnij! prowokuję Igę; "Poznaję to WALIZKA!"  :O

Kto - podobnie jak Iga - dał się zmylić ten TRĄBA! To nie jest żadna walizka, tylko Poduszka do Siedzenia na Ziemi. Od zwykłej poduszki różni się tym, że kładzie się ją na ziemi  ;D ma wygodną rączkę do przenoszenia w różne miejsca i rant. Ma RANT, znaczy NIE JEST PŁASKA.


Zbliżenie.

Efekt ten bardzo łatwo osiągnąć. Wystarczy w zwykłej Poduszce Kanapowej zastębnować rogi prostopadle, na głębokość OCZEKIWANEGO RANTU. Podobnie przeszywamy pokrycie wypełnienia, to gwarantuje (zauważcie gwaRANTUJE) piękne uformowanie się brzegu.

Na środku PODUSZKĘ PRZESZYŁAM ręcznie (ustaliłam w ten sposób, raz na zawsze położenie wsadu) pokłułam się cała jak ta waryjatka i na koniec dałam tam DUŻY GUZIK mimo, że Mała obawiała się dyskomfortu w wiadomym obszarze :D Oczywiście bezzasadnie. 

Poduszka JEST UŻYWANA i to w dodatku zgodnie z jej przeznaczeniem.

Kto ma dzieci wie, że to nie jest aż TAKIE OCZYWISTE :D

Wykorzystując niechceniemisięszycia wykorzystałam dwie resztki bawełny. Uszyte z nich przedmioty wykorzystałam do sklecenia wpisu na blogu. Teraz wykorzystam Waszą ciekawość do napędzania licznika odwiedzin, a Wy wykorzystajcie swój zachwyt do formułowania komentarzy.

Kto nie został dziś WYKORZYSTANY ręka w górę! O! tylko... Kris :D

PS Iga! wzięłaś sobie aż TRZY kabanosy??!!! Iga: "Taaak. TO jest zapasowy zapas. TAMTEN jest na zapas. A TEN jest... po prostu do zjedzenia!" :D

Miłość, Szmaragd i Krokodyl.

brummblogging

Miłość.

Uwielbiam swoje stare szwedy. Uważam, że doskonale w nich wyglądam, a na pewno fantastycznie się w nich czuję. Kilka razy mnie zawiodły (kiedy zaczepiłam stopą sąsiednią o nogawkę drugą i pikowałam nosem w dół) ale im to wybaczam wspaniałomyślnie, nikt nie jest doskonały. Niefortunnie kluczowym słowem w nazwie StareSzwedy, jest ów przymiotnik... Noszę je od wieków i w tym czasie wielokrotnie poszerzałam i zwężałam, skracałam i wzdłużałam; wkładałam ręce do kieszeni i wyciągałam, chadzałam, siadywałam, wstawałam i znowu siadałam... wszystkie te czynności plus warunki atmosferyczne sprawiły, że szwedy są kochane, ale styrane...

Szmaragd.

Ciemno-zielona bawełna leżała spokojnie pomiędzy ciemno-granatowym dżinsem i szarą pikówką. Wydawała się zdatna i stosowna. Na czasie się wydawała być i wykazywała chęć do współpracy na całej swojej stopięćdziesięciocentymetrowej szerokości. Wycięłam z niej szerokie spodnie, wg wykroju z "Burdy" nr 4/2010, po czym odkryłam, że MA BŁĄD WZDŁUŻ KRAWĘDZI, na całej długości :O tam gdzie jest teraz mój TYŁ.

Krokodyl.

Dwa słowa o wykroju: jest gówniany! w sumie na tym mogłabym poprzestać ale, żeby go pogrążyć dodam, że nogawki (z mankietami!) nie mieszczą się na arkuszu i należy je sobie samodzielnie przedłużyć odpowiednio o 29 i 50cm. PIĘĆDZIESIĄT! :O

Model jest bardzo wysoki w stanie. Burda: "Wskazówka: model skrojony jest luźniej w pasku tak, aby osuwał się w dół..." Brumm pytanie: gdzie wówczas znajdzie się KROK? Burda:"Wskazówka: można uniknąć opadania, jesli zwęzimy pasek." Brumm pytanie: gdzie wówczas przypadnie górna krawędź paska?

oczywista odpowiedź: tam, gdzie kończą się spodnie Juranda...


Już podczas odszywania kieszeni (ciężko było mi przestębnować trzy warstwy) nabrałam podejrzeń, że ta bawełna jest chyba DOŚĆ GRUBA. Upewniłam się o tym w momencie, kiedy łączyłam przody w tyłem i zauważyłam, że poruszam się w o l n i e j  i  w o l n i e j, materia zsuwa się z blatu, pociąga za sobą maszynę i ja ( uczepiona mojej Husqwarny ) też jakoś się przeeee suuu waaaam. 

Miałam już kiedyś takie pancerne spodnie!

...świetnie nosiły się w styczniu, a jeszcze lepiej w lutym :D

Nogawki (obwód u dołu ok 59cm) nie leżały najlepiej i musiałam je trochę zwężać na wysokości kolan, a nie o to wszak chodzi, jeśli się chce w szwedach chodzić! 

Można podziwiać... cóż by tu... może: podziwiać, jak krawcowa wspaniale dobrała odcień nici?

Oczywiście jak tylko skończyłam robotę, padłam na łózko i SPAŁAM DWIE GODZINY mimo, że padłam o 15... ale zupełnie nie o tym chciałam... JAK SKOŃCZYŁAM ogarnęła mnie zgroza, bo dotarło do mnie, że przecież ja TEGO KROKODYLA nie mogę pokazać światu! i CO ja teraz zademonstruję moim Tysiącom Wielbicielek i Tobie Bartas? 

Śmierdząca Sprawa.

Na szczęście nie czujecie tego swądu :O Skóropodobną, mocno swędzącą tkaninę, WIETRZYŁAM CAŁE LATO na balkonie. Niach, niach, niach... bez rezultatu. Śmierdzi nadal. Może, jeśli się w niej rozleją perfumy Krisa, to zduszą ten fetorek?

Kształt chciałam wypróbować już dawno. Miałam wrażenie, że jest prosty. Policzmy raz, dwa... pięć... no OSIEM SZWÓW w tym cztery naprawdę malutkie. Tworzywo jest grube i od razu założyłam, że nie będę taka perfekcyjna, jak PerfekcyjnaPaniDomu, ani jak autorka tutorialu:

Jak uszyć kosmetyczkę

i po prostu ją zeszyję razem z podszewką i wykończę szwy lamówką :D

...jakoś poszło...

Skroiłam wymiar 60x40cm jak stało napisane w tutorialu i... wyszła mi nie kosmetyczka, tylko kufer! Dla zobrazowania skali powyżej zdjęcie z dość sporą broszką... Na przodzie zielona broszka (zakupiona na outlecie za 9.90 tralala! tralala!) a w tyle KUFER :O

Zowu ogarnęła mnie zrgoza, bo ani kurfa (niach, niach...) ani krokodyla nie chciałam światu ujawniać.

Kufra zwłaszcza NIE ujawniać, bo na koniec, chciałam ŁADNIE UPRASOWAĆ wszycie suwaka... tak, tak... to nie pomyłka, chciałam UPRASOWAĆ SKAJ :O i co? I PRZYPIEKŁAM :O Kris wrócił z roboty i od razu zauważył Kufer, ciekawe dlaczego, czyżby z powodu rozmiaru? i powiedział: "A coo tooo?"  a Iga mu na to: "To mama usyła!" Kris z kurtuazją: "Myślałem, że louis vuitton." No? czy on nie jest PRZESŁODKI? :D

Tylko zgroza wciąż mnie nie opuszczała...

Gapiąc się na allegro - wciąż tą zgrozą zdjęta - zauważyłam kołnierzyki bebe po nieludzkich cenach. Trzy perełki, cztery koraliki i jedyne 59 złociszy :O Wymodelowałam sobie taki SAMA, trochę było BRANDZLOWANIA, nie powiem, żeby nigdzie nie odstawał i LEŻAŁ JAK NALEŻY; skroiłam z czekoladowej tafty i zszyłam.

Ozdobiłam tym, co miałam w szufladzie. Trochę nierówno naszyłam szyfonową wstążeczkę, ale mnie to nie martwi NIC A NIC! ręcznie doszyłam cekiny i kolorowe, metaliczne koraliki.

Brak mu jeszcze zatrzaska, lub haftki, z przodu. Może dołożę mu jeszcze zielonych koralików i

z pewnością uszyję sobie jeszcze jeden,

złoty

bo jestem straszniasto zadowolona! O!

Na moim szarym, wełnianym, nienowym już sweterku leży przecudnie! w ogóle wymodelowałam go tak... TAK GO WYMODELOWAŁAM, że od razy widać, że jest na mnie szyty! szyję mi łagodnie okrąża, nie za luźno, nie za ciasno, do linii ramion pięknie przylega i z tyłu nie odstaje! To jest właśnie to, co chciałabym Wam,  moje Drogie Wielbicielki i Tobie Bartasie,  pokazać z dumą!

* Gdyby ktoś zapałał niepohamowaną chęcią uszycia sobie podobnego, to mogę się jakoś spiąć i załatwić szablon do ściągnięcia.

Słowo się rzekło.

Moje drogie kołnierzykomaniaczki! Należy dodać pół centymetra na szwy, za wyjątkiem krawędzi, gdzie przypada złożenie tkaniny. Zszyć dwie części (wierzchnią i spodnią, prawą stroną do prawej) i wywinąć przez pozostawiony uprzednio otwór. Mój otwór wypadł z tyłu kołnierzyka po zewnętrznym obrysie, tam jest łagodniejszy łuk i łatwiej go było zamknąć.

Proponuję - przed krojeniem z wypasionej, ulubionej tkaniny -  wyciąć pojedynczy kołnierzyk z tkaniny emocjonalnie obojętnej i przymierzyć go, żeby zorientowć się co on za jeden i jak leży. Powodzenia!

bebe szablon

PS  Iga: "Tejś tetyś tajs zajsteś tajś toś oj. Toś tajtoś taś tośtej. Warto się uczyć języków!";  Ja: :O a w jakim to języku? ; Iga nie speszona: "Po francusku!";  Ja: skąd ty znasz francuski?;  Iga wychodząc: "Skąt towni!". 

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci