Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : kosmetyczka

Torby plażowe

brummblogging

Wakacje za pasem. Osobiście mieszkam nad morzem, więc piasek, bakterie coli, brunatnice, gofry oraz smażoną flądrę mam na wyciągnięcie ręki i niemal o każdej porze roku. Życie mnie rozpieszcza, wiem! Jednak przypominam tym, których los rzucił w mniej urokliwe miejsca, że szykują się podróże i wojaże! O upałach nie muszę przypominać, bo skwarzy od dwóch miesięcy. Wszyscy się spocili i zauważyli.

 W takich sytuacjach przydają się duże torby, ponieważ ilość bardzo, bardzo potrzebnych rzeczy, które zabiera przeciętna rodzina na dwugodzinne polegiwanko w piachu, czy na trawie, jest nie do ogarnięcia. Zawsze, ale to zawsze, brakuje trzeciej i czwartej ręki, a cała familia wygląda, jak jakieś juczne zwierzęta. Nie, wcale ale to wcale nie mam na myśli osłów.

Pół królestwa i kulawego konia ze stadniny w Janowie Podlaskim za t o r b ę! A jeśli jest duża, kolorowa, wodoodporna, w arbuzy, i limonki to dodam nawet rękę księżniczki. W królestwie tym, co prawda, ścieki miejskie spuszcza się wprost do rzeki w centrum i patrzy, czy równo spływają do zatoki, a królewna jest stara, szpetna i zezowata, ale podobno darowanemu koniowi się nie zagląda.

Torba.
torba, torba plazowa

Trochę się bałam tego powlekanego poliestru, ale szył się nienajgorzej. Prasował się za to bardzo słabo i chętnie przyklejał się do żelazka. Najgorzej. Dno wykonane jest z masywnej codury w pięknym foksjowym kolorze, z którą także, mimo iż jest powlekana pracuje się nieźle.
arbuzy21Wewnątrz torby słoneczna podszewka, dwie duże kieszenie i troczek z karabińczykiem do zabezpieczenia przedmiotów wrażliwych, czyli ważnych kluczy, których szukać można długo i często na próżno.

Na plecy warto zarzucić worek, w ten sposób wciąż obie ręce są wolne, jedna dajmy na to na parasol, druga na parawan, a pod pachę leżak. Zestaw tkanin identyczny jak wyżej. Wewnątrz również żółta podszewka. 

arbuzy4Żeby zapanować nad drobnicą kosmetyczki-przyborniczki, które mogą stać się piórniczkami, jeśli ktoś zabiera kredki na plażę. Osobiście znam takich, którzy nigdzie nie ruszają się bez kredek... no nie Iga? 

arbuzy5

 Każdy konik suwaka zaopatrzony jest w urocze i praktyczne ciągadełko, które ułatwia otwieranie przyborniczek w trudnych warunkach rodzinnego wypoczynku.

Bliźniaczy zestaw, czyli torba, worek i kosmetyczko-piórniczki, powstał dla tych, którzy gustują w chłodnych klimatach i wybierają się, na przykład w okolice Suwałk lub na szarżującego lodowca. Oto torba stukanem!

tukany1Ucha są długie, szerokie i komfortowe.Wzmocnione taśmą nośną w kolorze morskim, nie mylić z bałtyckim. Poniżej widoczna jest podszewka, zaś powyżej troczek z karabińczykiem.

tukany2

Plecakoworek, także wewnątrz wykończony jest lazurową podszewką, a na zewnątrz miętowym sznurkiem. U góry umieściłam praktyczną pętelkę, która umożliwia powieszenie worka na gałęzi, gwoździu czy kołku. 

tukany4Kosmetyczki, piórniczki.

tukany51

 Kto wyjeżdża, niech nie rusza się bez dużej, wakacyjnej torby, plecakoworka i kosmetyczki-przyborniczki. Kto się nigdzie nie wybiera, niech nie traci ducha, sprawi sobie energetyczną, plenerową torbę z arbuzem lub stukanem i zabierze ją do biura. Natychmiast poczuje się jak w jakimś Honolulu!

Torby są dostępne i można sobie kupić jedną, albo więcej. Zapraszam!

Na koniec kilka słów o platformie Bloxa, na której dla Was piszę. Otóż płacz i zgrzytanie zębów... Wygląda to mniej więcej tak, jakbyśmy stali pod ścianą, w podrzędnym, pustawym klubie, pijąc jakiegoś sikacza i gapiąc się na reklamę środków na potencję podczas, gdy całe miasto szampańsko bawi się na pobliskim molo. W związku z tym, że nie chcemy być ostatnimi lamami, nadszedł czas, aby odejść w jakieś inne, lepsze miejsce, gdzie serwują w promocji drinki z parasolką i gra nasza ulu muza. Nad tym będę pracować, kiedy Wy będziecie się pakować w energetyczne torby i egzotyczne podróże.

...ja bez żadnego trybu.

brummblogging

Witajcie dziewczęta i chłopięta! 

Dzieją się rzeczy ważne i ważniejsze. Z tych ważniejszych najważniejszą jest ta, że uszyłam sobie kosmetyczkę, a nawet trzy kosmetyczki. Nie wykluczam, że się podczas ich szycia odkorkowałam krawiecko i odblokowałam twórczo, co jest nad wyraz obiecujące dla moich wiernych śledzi, śledzących brummBLOGa. 

Co do innych ważnych wydarzeń, to chcą mi zaorać demokrację, na co ja się osobiście stanowczo nie godzę, bo się do niej bardzo przywiązałam. Coś jak do starego fotela, który stoi pod oknem w sypialni i chociaż nikt od dawna na nim nie siadał i tylko służy do porzucania na nim nie całkiem brudnych gaci, to gdyby mi go ktoś nagle zakorbił, odczułabym jego brak dotkliwie i domagałabym się zwrotu fotela w trybie natychmiastowym. 

W związku z tym, jak przystało na ubecką wdowę, szwędam się po mieście i ćwiczę się w śpiewaniu wszystkich zwrotek Hymnu. Szczerze mówiąc wolałabym się zajmować bardziej przyziemnymi sprawami jak gotowanie, sprzątanie, czy weźmy na to pisanie bloga. Niestety muszę się najpierw zająć zwrotem tego sponiewieranego i zużytego fotela, a jak już powróci na swoją dawną miejscówkę to i stare upiory bolszewickie wrócą do swoich zajęć. Może nawet coś uszyją, kto wie?

Jak wygląda demokracja, to każdy mniej więcej w telewizji widział*, wie i sobie teraz wizualizuje, a ja pokażę od razu kosmetyczki. Pierwsza, w kształcie kuferka, jest duża i bardzo pojemna. 

* chyba, że ktoś gustuje w telewizji narodowej, to łatwo mógł przeoczyć...

kosmetyczka

Druga jest mniejsza, płaska i ma granatowy suwak, ale za to czerwone ciągadełko.

 kosmetyczka

Trzecia jest kosmetyczkową gwiazdą i cokolwiek by o niej napisać i tak będzie za mało.

kosmetyczka32

Sami widzicie... 

Tkanina, przyznam się bez bicia, nieszczególnie mi się podobała i wydawało mi się, że nie rokuje. Tymczasem już kuferek mnie zaskoczył, a okrągła kosmetyczka po prostu mnie zmiażdzyła. Wszystkie trzy usztywniłam grubą fizeliną i wykończyłam sztywną podszewką, akurat na tyle, aby jakoś przedziubać na najwolniejszych obrotach ostatni, łączący szew idący w poprzek trzydziestu warstw i lamówki. 

kosmetyczka

Wszystkie trzy w kupie. Na potrzeby dzisiejszej sytuacji geopolitycznej nazwijmy je Wolność, Równość i tę okrągłą Demokracja. To pisałam do Was ja, morda zdradziecka, która co prawda porzuciła brummBLOGa w kwietniu, ale nie zapomniała!

PS Matematyka kreatywna Ja: Igo, co ty tu robisz???; Iga: "No, przecież mogę być w tych trzech miejscach!"; Ja: Iga, a jakie to miejsca? Iga"Nooo... jedno podwórko, drugie podwórko, boisko, sano, beza krówka i dolinka!!!".

Skąd masz te bąble?

brummblogging

Powszechnie wiadomo, że z Toskanii wraca się ze zrujnowanym budżetem, z nad morza z piaskiem w każdym bucie, a z Białowieży... z 14 bąblami na każdej kończynie i 20 na tułowiu. Puszcza Białowieska wprost roi się od bezwzględnych, krwiożerczych, dzikich i napastliwych... owadów. Podobno mają ich tam 9000 gatunków i liczba ta stale wzrasta, co mnie akurat nie dziwi nic a nic! Wyobraźcie sobie, że niektóre z nich nie żyją nigdzie indziej na świecie, więc kto chce mieć wielkiego, unikatowego i wściekle swędzącego bąbla, niech wali prosto na wschód. 

Czy ja wiem, kto mnie tak ochoczo nadgryzał... może bagiennik nieparek, goleńczyk szczupły, albo kowalina łuskoskrzydła? czy ja się wydawałam tak niewyobrażalnie ponętna barczatce borówczance, albo zgłodniałemu szlaczkoniowi torfowcowi? nakarmiłam wstęgówka, przylepka brodacznika, czy żarłocznego grzebacza wielkiego? nie wiem, nie znam się... Dość, że jestem upstrzona bąblami i świerzbi mnie niemożliwie całe ciało.

Dobrze, że byłam taka zapobiegliwa i jeszcze przed wyjazdem uszyłam sobie dwie kosmetyczki. W jednej przechowywałam normalne kosmetyki, niezbędne niezależnie od lokalizacji, a w drugiej te, nieodzowne w puszczy, czyli rozmaite OFFy, spraje na owady, odstraszacze, zniechęcacze i killery. Oczywiście wszystko to psu na budę, więc w bocznych przegródkach ukryłam żele łagodzące, maści kojące, psiki chłodzące i przeciwświądowe, roll-0ny, antymeszki, antyhistaminy i witaminy z grupy B... tak samo nadaremnie. Ostatecznie próbowałam nawet ucieczki truchtem, a ja prawie nigdy nie biegam! oraz ucieczki na rowerze i z krzykiem... z przekleństwem na ustach, ze szlochem donośnym... okazało się jednak, że przed kąsaniem, żądleniem, gryzieniem i cięciem nie ma ucieczki! bzzzzzyyy!

kosmetyczka

Obie kosmetyczki uszyłam z podobnej tkaniny. Dysponowałam niewielkimi panelami tej ślicznej materii, która imituje dżins i udaje bawełnę. Skorzystałam z pomysłu już znanego na blogu, o tego: pod-różne przydasie  ten kształt świetnie się sprawdza, łatwo szyje i mieści pół apteki. 

kosmetyczka

Jak zwykle podkleiłam tkaninę fizeliną; na podszewkę wybrałam białą pikówkę, na zapięcie różowy, czy to nie urocze? różowy suwak, okrągłe krawędzie wykończyłam grubą, dżinsową lamówką ze skosu. Jako ciekawostkę dodam, że sprzedawca z Allegro polecał ją do podwiązywania drzewek i roślin, a chciał za nią 3zł za nawój. 

przybornik na kosmetyki

A to już druga kosmetyczka. Niestety nie znalazłam błękitnego zamka, żal... i dałam blado-różowy. Reszta całkiem identyczna i podszewka, i wykończenia, a nawet całkiem podobnie mi się zwichrowała... to znaczy skrzywiła się, dokładnie tak, jak tamta i miałam problemy z odszyciem denka i tu i tam. 

przybornik

We dwie. Tej niebieskiej, z tuszami i różami, to używałam sporadycznie, za to w tamtej czarnej z OFFami to aż suwak trzeszczał, blado różowy. Ciągle była w ruchu bzzzzy, bzzzzy, brrrrum, brrrum, klik, klik, psik, psik, psiiiik! i tak w kółko.

przybornik

Przytrzymywacze widoczne na zdjęciu, wykonane z różowej, czy to nie słodkie? z różowej taśmy parcianej są niezwykle praktyczne, być może powinny być wszyte po obu końcach zapięcia? W poprzednich wcieleniach kosmetyczek brakowało mi bardzo zapinanej kieszonki, dlatego obie kosmetyczki z papugami mają wewnątrz po jednej kieszeni na zameczek. Z żadnej nie skorzystałam ani razu!

kosmetyczka

Bardzo proszę mnie już nie pytać, skąd mam te bąble, bo przecież powszechnie wiadomo, że puste konto to z Pizy, piasek z Helu, a TAKIE bąble to tylko z Białowieży! Czy mi się podobała puszcza prastara? a i owszem, nawet bardzo. Robi wrażenie. Czy tam jeszcze kiedyś pojadę? Oczywiście! zaraz po tym, jak odkryją tani i skuteczny odstraszacz na insekty!


PS Iga wraca z ogrodu: "Mamo! mamo! widziałam dziś tyle cudów natury! martwego kreta, wielką, różową dżdżownicę i takie robaki, co niszczą ziemniaki!"  

Przyborniczka.

brummblogging

Nareszcie wakacje! Chyba nigdy, ani w szóstej, ani w ósmej, ani przed maturą, ani w czasie sesji, nie czekałam tak bardzo na wakacje. Tak bardzo... bardzo, jak w tym roku. Nareszcie! Osiągnięcia mam bardzo dobre i celujące, ale tylko w czwartej. Zerówka poszła mi gorzej, ledwie dostatecznie. Pani była wymagająca i codziennie rano, w szatni częstowała mnie wyrzutami. Że Iga nie głoskuje, że słabo głoskuje, że powinna więcej głoskować... że w dalszym ciągu nie głoskuje, że marnie, byle jak, niedostatecznie, niewystarczająco głoskuje i że gała, pała, bańka! w szatni. Przy ludziach. Na goły tyłek!

W końcu jednak wakacje! Mogę choć na chwilę zapomnieć o pani, bo głoskujemy rzecz jasna nieustająco, bez względu na pogodę i porę roku. G ł o s k u j e m y   w y t r w a l e  mimo tego mam jakby więcej czasu na inne aktywności. Poboczne i marginalne. Na ten przykład z okazji ostatnich dni czerwca załapałam ostatniego, wiosennego, zjadliwego, jak krytyk literacki, wirusa. Dwa dni cierpiałam na leżąco i dwa w umiarkowanym ruchu, a jeszcze podlec jeden nie powiedział ostatniego słowa.

Z okazji mundialu zostałam kibicem. Kibicką. Miłośniczką i znawczynią futbolu. Bardzo przyjemna pasja. Leżę sobie półtorej godziny* bez ruchu, z 15 min przerwą na siusiu i grzane piwo oczywiście, w spokoju leżę, w komforcie, gapię się w ekran, nikt mi nie przeszkadza i spotykam się z pełnym zrozumieniem Krisa. O! gdybym to wcześniej odkryła! jak sobie pomyślę, ile godzin leżenia, na różnych turniejach przeszło mi koło nosa, ech!

* Nie uwierzycie, ale w 1/8 imprezy leżenie wydłuża się często o dodatkowe pół godziny dogrywki, a później jeszcze o rzuty karne. Serio! i dają dodatkowe 5 min przerwy na nawodnienie! no wiem, że to się w pale nie mieści, ale taka jest prawda... kibica! 

Z okazji posiadania roweru zostałam zapalonym cyklistą. Cyklistką. Miłośniczką jazdy jednośladem. Kask sobie kupiłam i wyglądam w nim jak jakiś Armstrong bez dopingu... kosmicznie po prostu. Jeżdżę. Pod górkę i po wertepach też, choć nie ukrywam, że wolę po płaskim i z góry. Siodełko mam wygodne, szerokie i miękkie jak kanapa, toteż ta moja pasja jest jakby przedłużeniem poprzedniej, a tamta z kolei łączy się z pierwszą... generalnie można powiedzieć, że znalazłam się w czymś na kształt nieba tylko, że trzeba  g ł o s k o w a ć.

Niestety mundial nie Klan i wkrótce się skończy. Co prawda Kris zasugerował mi kupno dodatkowych kanałów TV i śledzenie rozgrywek ligowych, ale to już chyba lekka przesada. Musiałabym wówczas udoskonalić swoje inne, nowe pasje. Sprawić sobie kosztowny rower szosowy i portki z wkładką w kroku, oraz złapać czy ja wiem... przynajmniej prątka gruźlicy! Nie, nie. Dziękuję.

Mundial  przeminie i będzie można oddalić się nieco od telewizora. Dalej niż na długość kabla zasilającego. Na taką wyprawę warto zabrać kilka przedmiotów i nieodzowna będzie tytułowa przyborniczka. Hybryda przybornika i kosmetyczki. 

kosmetyczka

Pomysł na nią znalazłam tam: noodlehead i od razu zwariowałam. Taka niewielka przyborniczka, a stwarza takie wielkie możliwości! Tyle przydasi można tam zapakować i bezpiecznie wywieźć do lasu. Tyle! 

kosmetyczka

Przyborniczka powstała z czterech niewielkich, bliźniaczych paneli tkanin. Ma wymiary 14 x 23 cm kiedy jest zapięta i 36 x 23 cm kiedy ją rozłożyć na płasko. Zamyka się na magnes. Krawędzie ma wykończone lamówką ze skosu, a wewnątrz znajdują się rozmaite kieszonki. Osobiście uważam, że schowków mogłoby być więcej i podczas szycia następnej dodam przynajmniej dwa. Sekretne.

przybornik

Wierzchnią warstwę podkleiłam sztywnikiem. Do środka wsunęłam też warstwę podszewki, która jest widoczna wewnątrz kieszeni z suwakiem.  Tak, jak autorka oryginalnego pomysłu, jedną kieszonkę wykończyłam gumką. Przyborniczka posłuży mi do spakowania wakacyjnej biżuterii. Znajdzie się w niej odpowiednie miejsce na naszyjnik, kolczyki, bransoletki i broszki.

przybornik

Szycie było bardzo łatwe, same proste szwy. Lamowania zewnętrznej krawędzi nie można porównać ze spacerkiem brzegiem morza, ale przy odrobinie wprawy i to nie powinno stwarzać większych kłopotów. Ostatecznie można się zdecydować na połączenie obu warstw prawą do prawej, wywinięcie i przestębnowanie, jak w oryginale. Ja tam wolę lamówkę. Wprawne oko dostrzeże, że niezbyt profesjonalnie ją połączyłam. E tam!

kosmetyczka

Moja mundialowa aplikacja zawiadamia, że dziś meczu nie ma. Szlag! będę musiała wyjść na rower, albo jeśli będzie padało, co jest więcej niż prawdopodobne, pofolguję jeszcze trochę zjadliwemu wirusowi. Niech sobie ostatni dzień pobryka, a ja poleżę. Wypiję grzane piwo z miodem, kardamonem, cynamonem, imbirem i goździkiem... zadumam się nad przebiegiem fazy pucharowej. Wyłonię faworytów i nie będą to Niemcy!


PS Iga: "Mama oko mi skacze" ; Ja: "Powinnaś dostać na to kawałek czekolady" ; Iga: "Czekolady? i teraz mi to mówisz??? cały czas mi się to robi!" 

Apka dla każdego.

brummblogging

Mój, płaski jak karteczka, zetafonik jest zawsze blisko. Wypełniają go po brzegi niezbędne do życia aplikacje, zarządzające moim zarządzaniem. I organizujące moją organizację. Przylepiam kciuk do ekranu, MoodScanner informuje mnie, jak się dzisiaj czuję... pessimistic... Oj! nie szkodzi - try again... scanning . . . . . scanning . . . . festive!  Tak, tak! dużo lepiej. 

Świątecznie nastrojona truchtam do kuchni, przy akompaniamencie gulgotu przelewającej się wody. Mama! czas zatankować!  WaterYourBody i dzieciaki przypominają mi uprzejmie, że powinnam wypić kolejną szklaneczkę... Mruga do mnie motywująco 20% mojego dzisiejszego nawodnienia i dyscyplinuje mnie kolorowy wykres, na którym jestem zawsze pod kreską. Truchtam na siusiu.

WomanLog zawiaduje moim i Krisa życiem intymnym. Skomplikowana mapa naszych relacji. Menstruacja. Owulacja. Precyzyjne, comiesięczne prognozowanie PSM. Dzienniczek osobistych skarg i wniosków... ból, popęd, bezsenność, niepokój, apetyt, świąd, wzdęcie... Zmęczenie. Katalog emotikonek na każdą okazję. Weź tabletkę. Nie bierz tabletki.  

Zanim wyjdę na spacer sprawdzam jeszcze pogodę. PalmaryWeather jest sto razy bardziej wiarygodna niż kłamliwy termometr i podstępna chmura. Studiuję prognozę... Gdańsk, Poland... dziesięciodniową i smucę się gradem, który spadnie za trzy dni. Ubieram się nieodpowiednio... stosownie do prognozy.

Nakarmię jeszcze mojego BrummPou owocami... uważając, żeby nie przytył: banan, gruszka, mango, arbuz... porzucam do niego piłeczkę, bo jest niewybawiony. Umyję różowym mydłem. Zgaszę lampę i położę go spać. Wypiję szklaneczkę, bo zetafon mi gulgota. Pobiegnę na siusiu sprawdzając pogodę. W międzyczasie trochę zmieniły się warunki... atmosferyczne. Skanuję kciuk: thankful  i rogal po siódemki. To z pewnością z powodu nadchodzącej owulacji... Łyknę 17 reklam. Pogram jeszcze chwilkę z Pou... Odwiedzę Pou Krisa i się wirtualnie zaprzyjaźnimy: Lubię cię! masz ładny dom!

Dla relaksu, z zaciśniętymi pośladkami, wykręcę niemożliwy do pokonania :D rekord w TinyWings

 dostanę w nagrodę całkiem nowe gniazdo i score x24

Zorganizowana wyśmienicie, wybawiona po pachy  i zaopiekowana nadzwyczajnie,

wpadnę jeszcze do Sklepu Play przeczesać najpopularniejsze bezpłatne apki. 

Potem wypiję szklankę wody i coś uszyję, jeśli mi wystarczy czasu :D

Z niepraktycznej torby typu chlebak, odcinam wielką i nieporęczną klapę. Odpruwam długi pasek i rzepy. Podszywam górną krawędź. Doszywam szare, parciane ucha. Powstaje nieduża, wodoodporna i całkiem praktyczna siata. 

Z klapy wykrawam kosmetyczkę:

W ten prosty sposób staję się posiadaczką całkiem sensownego kompletu zakupowego, lub nawet plażowego. Do bezpiecznej i wodoodpornej kosmetyczki można schować portfelik i zetafonik. Do siatki bidon i niewielki kocyk.


Wyposażona w siatę wyruszam na zakupy. Wpadam do Camaieu i wybieram dwie zwykłe bluzki w bardzo zwykłych, niskich cenach i zwyczajnych kolorach. Jestem zachwycona tylko przez chwilę... przymierzam je w domu i okazuje się, że wyglądam w nich... hmmm zbyt zwyczajnie. Wypijam szkalnkę wody i kombinuję co z tym zrobić.

Znajduję w sieci pancernika i nieoczekiwanie wpadam na pomysł aplikacji!

Szkicuję szablon; bawełniany, biały podkoszulek rozcinam i część tyłu podklejam fizeliną; wycinam poszczególne elementy zwierza i układam na klacie szarej bluzki. Z pomocą kleju do tkanin przyprasowuję je w miejscu przeznaczenia i bez żadnego szpilkowania, zaczynam kręcenie materiałem i stębnowanie. Żeby uniknąć ryglowania na dzianinach wykonuję całą robotę jedną nicią. Nie odrywając stopki. Kręcąc się w kółko po całym pancerzu. Od noska, do ogonka.

Z góry zakładam, że nie uda się tego zrobić precyzyjnie, więc trzeba to zrobić celowo krzywo...

Celowo! krzywo!


Bluzka jest bombowa! Pancernik jest krzywy i wystrzałowy! Nie rzuca się mocno w oczy, ale jest gdzie trzeba i jak należy czyni bluzkę niezwykłą. Jestem zachwycona i nie jest to moje ostatnie słowo w temacie pancerników... i aplikacji. 

Przód ww. białej koszulki, konkretnie bardzo fajny print, także podklejam fizeliną, wycinam i naszywam na drugą zwykłą, beżową bluzkę. Szyję czarną nicią, igłą do dzianin i jak zwykle celowo krzywo! :D

Nie martwię się niewykończonymi krawędziami aplikacji. Po praniu, gdy się lekko zmacerują, będą wyglądały niedbale i bezpretensjonalnie. Jak ja :D 

Zadowolona z siebie

wypijam szóstą szklankę wody...

i, wciąż niedostatecznie nawodniona, kładę zetafon bardzo blisko łóżka.

 


© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci