Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : pokrowiec

Gramy?

brummblogging

Nie w zielone. Bynajmniej.

W niebieskie. 

Kto gra w niebieskie? palec do budki!

Bardzo lubię grać w badmintona. Lubię od zawsze. Od niedawna mam swoje własne, wypasione, niebieskie i prawieprofesjonalne rakiety do gry. Mam także partnera, nie zawsze chętnego, ale za to podatnego na szantaż i nadzwyczaj przekupnego. Nie dość na tym! moja dobra passa najwyraźniej trwa, ponieważ pod samym oknem zrobili mi orlika z pięknym, błękitnym, niezbyt używanym boiskiem do siatkówki! :O

Rakietom nie szczędzę głasków. Troszczę się i o owijki, i o naciągi.

Dobieram lotki stosownie do pogody i nastroju.

Gram z wdziękiem.

Zdarza mi się zabierać je za miasto, lub w przeciwnym kierunku. Telepią się wtedy na podszybiu :O biedactwa! aż serce boli. Koniecznie należało podjąć jakieś kroki, coś przedsięwziąć, uszyć, żeby wreszcie były bezpieczne.

No, kto gra w niebieskie?

Niebieskie jest sztywne, masywne, bawełniane i powlekane; najprawdopodobniej wodo, a nawet grado-odporne; zupełnie niemożliwe do wyprasowania, za to nieuciążliwe i przyjemne w szyciu; niedrogie; 5,60 za pół metra. 

Pokrowiec ma kształt skrzypiec; zapina się na biały suwak. Krawędzie ma wykończone skóropodobną, pistacjową wypustką; u szczytu wszyta jest biała, parcianą rączka i stercząca brumm-wszywka. 

W górnej części wszyłam pas bawełny tak, aby główki rakiet były od siebie oddzielone. Rękojeści przywiązuje się do pokrowca troczkami. Nic się nie telepie! Wewnątrz mieszczą się też lotki.

Miałam problem ze szwami, których postanowiłam nie wykańczać wcale to, a wcale. Nie chciałam dodatkowo pogrubiać ich na łukach i założyłam, że ułożą się pięknie, schowają, znikną i nie będą nastręczać problemów. Niestety... NASTRĘCZAŁY. Odwijały się w kierunku przeciwnym do pożądanego i trochę siepały.  

Stębnowanie nie wchodziło w grę. Podszyłam więc szwy ręcznie :O zmasakrowałam sobie kciuk (nienawidzę naparstków) i palec wskazujący (tak, tak! nienawidzę naparstków!) ale uratowałam swoją reputację.

Teraz łuki są piękne, a strzępiące się szwy ukryte. 

Jak tylko nadarza się okazja, dzieci są zdrowe, jest lato (względnie wyjątkowo ciepła wiosna) mamy wolne popołudnie, jest słonecznie, bajecznie i nie wietrznie, natychmiast chwytamy rakiety i wybiegamy na boisko. Jak tylko... się nadarza... Średnio trzy razy do roku.

Bardzo lubię grać w badmintona. I jestem dość dobra w te klocki-lotki.

Kto gra w niebieskie, na niebieskim? z niebieskiego?

Palec do budki!

E - TU - JA!

brummblogging

Chcesz sobie zepsuć przedpołudnie ? uszyj sobie...

Etui!

Matko co za mordęga!!! Wszystko z chciwości :O

bo mi było żal trzech dyszek na gotowca..!

Mikołaj przyniósł mi kamerkę :D Jest świetna! a jej główną zaletą jest to, że ma rozmiar telefonu. Doskonale mieści się w torebce, a nawet w kieszeni, więc jest zawsze pod ręką i można nią kręcić ile wlezie i gdzie popadnie. Kamerka niby różowiutka i błyszcząca, ale pozbawiona etui jest jakaś taka... goła. Majta się w torbie, oczywiście zawsze w pobliżu - jakże niebezpiecznych dla jej różowości :O - kluczy.

Trzeba załatwić jej etui. Uszyć. Samodzielnie. To chyba nie takie trudne... w końcu?

...matko! co za mordęga...

Wybrałam masywną, różową bawełnę w kwiaty na warstwę wierzchnią i inną, gładką na podszewkę. Całość wzmocniłam sztywnikiem i pikówką. Klapkę odszyłam kremową wypustką i wybrałam najprostsze zapięcie - na rzep. U góry umieściłam rygielek do chwytania.


Rzecz jest niewielka, 13 x 7 x 3cm, ale niełatwa do uszycia. Malutkie, wielowarstwowe elementy należy połączyć i powywracać, a następnie zamknąć podszewką. Gorzko, oj gorzko żałowałam, że mi ten pomysł  w ogóle wpadł do głowy!

To jest lepsza część tej historii.

Etui uszyte, pasujące na wymiar kamery i całkiem nieźle wyglądające.

Początek  tej mordęgi wyglądał trochę inaczej:

Ambitnie :D zapięcie na suwak i  elegancki karabińczyk!

Kroiłam wg gotowego etui na telefon i wydawało mi się, że dodałam tylko trochę zapasu tu i tylko trochę tam... już w trakcie łączenia wiedziałam, że trochę za dużo tu... i tam chyba też za dużo... ale jeszcze walczyłam, bo mi się to nie wydawało aż takie ważne. To znaczy ten rozmiar! Ostatnią operacją miało być eleganckie oblamowanie siepiących się szwów... buhaha!

Niestety... tego nie da się zrobić! :O

Poprzycinałam zapasy szwów, jak się dało najpiękniej, wkurzyłam się, jak tylko umiałam najbardziej!!!  i zasępiłam się, jak tylko mogłam najsmętniej... Poniedziałek, drugi dzień całkiem nowiutkiego roku....

A tu taka klapa...

Zawzięłam się, przemyślałam krój i zasiadłam do roboty raz jeszcze.

Efekt drugiego podejścia pokazałam  na początku wpisu.

Chcecie sobie zepsuć jeszcze jedno przedpołudnie?

Ulegnijcie prośbom rodziny...

i uszyjcie kolejne etui!

Wariatka ze mnie, bo sądziłam, że mając już dwie wprawki za sobą, machnę je w trymiga! taaa... jaaasnnne! Oczywiście zmieniłam zapięcie! co pociągneło za sobą całą serię nieoczekiwanych przygód, z trzykrotnym pruciem, pomniejszaniem i skracaniem patki włącznie :#%!@#%

Wybrałam bawełnę, z której szyłam śniadaniówkę dla chłopca i granatową flanelę na podszewkę. Z pasiastej taśmy odszyłam pasek zapięcia, pasujący do plastykowej sprzączki. Zmieniłam wymiary stosownie do gabarytów aparatu foto.

Podszewka połączona jest z wierzchem wokół górnej krawędzi. Tutaj było tak wiele warstw i w efekcie taka grubość, że nie było mowy o wepchnięciu tego dziadostwa pod stopkę... Musiałam rozbić krawędź młotkiem (to naprawdę działa!!) i dopiero wówczas przestębnowałam górę.

No i są!

Trzy urocze ETUJA.

I tylko ja jedna wiem, ile nerwów kosztuje takie mikroszycie... :%$!@#%$^*

I żadne - nawet nabrzydsze słowo - tego nie odda.

PS. Ja: Idę gotować kurczaka :| niedługo sama bedę gdakać od tego gównianego, ptasiego menu... Kris: "Już czasem jakbyś tak miała!" :O

kokoko?

Szycie na miarę...

brummblogging

Oczywiście szycie na miarę naszych możliwości... Tym szyciem otwieramy oczy niedowiarkom; mówimy: to jest przez nas zrobione i to nie jest nasze ostatnie słowo! :D Model ma proste, niewymagające kształty, żadnych krągłości i cztery długie, smagłe nóżki. Tkaniny - na jego okrycie - już dawno wybrane, czekały tylko na właściwy moment. Pasiasta, zielona obicówka (siepiąca się jak siedem nieszczęść!) pikówka bawełniana (zapewni odpowiednią grubość i przyczepność; uwielbiam ją!) i lamówka w kolorze pistacjowym.

Widać na foto, że czasem używam szpilek :) za to nigdy nie używam fastrygi; taki ze mnie krawiecki profan... a oto efekt końcowy dzisiejszej pracy:

Szycie pokryć na meble nie jest szczególnie skomplikowane. To krzesło miało drelichowy pokrowiec, co znacznie ułatwiło odwzorowanie, ale pracowałam też z ikeowskim fotelem, samodzielnie tworząc szablon i - nie chwaląc się ani trochę - doskonale mi poszło :P

Nie ustrzegłam się kilku drobnych błędów, ale spróbuję je pominąć milczeniem. Poszczególne części pokrycia rysowałam wprost na tkaninie, w oparciu o wymiary i wygląd oryginału. Parę razy oblałam się zimnym potem, sądząc, że coś schrzaniłam... 

Tak jak oryginał, pokrowiec trzyma się na rzepach, podszytych z tyłu oparcia i pod siedziskiem; szyku dodaje mu pistacjowa lamówka, która pięknie podkreśla prostą linię mebla.

Jestem bardzo zadowolona! poprzednio krzesło było białe i bawełniane, więc  nie tylko przybrało piękny kolor, ale stało się bardziej eleganckie. Bez przesady mogę powiedzieć, że zmieniło wygląd całego kąta komputerowego! spójrzcie:

W tle moja ulubiona sciana w kolorze ziemii i zasłonki (wiadomo, że sama szyłam) z oliwkowoszarej mieszanki lnu z poliestrem. Na marginesie wspomnę, że tkanina ta wygląda jak poliester, a użytkuje się jak len :D frustracja mnie ogarnia, gdy ją piorę i prasuję.

Kiedy poinformowałam Krisa, że szyję nowe pokrycie na krzesło komputerowe, próbował mnie sprowokować krzywdzącym stwierdzeniem "wiadomo, w końcu spędzasz na nim najwięcej czasu!" . Macie pojęcie? skoro tak się sprawy mają, to pokrycie na sofę będzie musiał wydziergać sobie sam :P 

PS krzesło jest bardzo wygodne! ale to akurat nie z powodu pokrowca ;)

Koszt: zużyłam około metra tkaniny za 14zł mb; i 3m lamówki za ok 5zł; plus 0,50mb pikówki - łącznie 24zł.

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci