Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : tafta

Mikołajki - Rozdawajki.

brummblogging

Kupiłam kilka kawałeczków tafty w fajnym kolorach: bordowym (zwanym w tym sezonie burgundem!) granatowym, oliwkowym i turkusowym. Oraz kawał niezbyt fajnej tafty w dziwne rudo-fioletowe paski. W zanadrzu zaś miałam piękną taftę czekoladową i złote niewiadomoco, które nazwę LAMĄ, choć nie pluje.

Zgromadziłam to wszystko, ponieważ naszła mnie znowu chęć na broszki

Nic się, w tym temacie, nie zmieniło - nie noszę ich - miewam tylko na nie chęć :D

Właśnie z powodu tej chęci, od trzech dni NIE MAM CZASU NA SZYCIE! a raczej MAM CZAS wyłącznie na szycie RĘCZNE, zszywanie, wycinanie, opalanie, i zszywanie, i wycinane, i...  i dziś nareszcie skończyłam! Broszkwiaty wyszły bardzo ładne, wieczorowe, ŚWIĄTECZNO-SYLWESTROWE. Z błyskiem. Z POZŁOTKĄ. Miejscami burgundowe, co w zasadzie gwarantuje im sukces w tym sezonie.

*Podobno słowo "burgund", umieszczone w tagach do bloga, gwarantuje 125 tysięcy kliknięć dziennie. Codziennie.

Na początek bor...burgundowa :D żebyście z miejsca oszalały.


I granatowa.


Oliwkowa.

Normalnie - nacodzień - to one się tak NIE JARZĄ. Musiałam je oświetlić do zdjęć i tafta nałapała luksów, z żarówy, bez opamiętania :O Zwyczajnie, to one są bardziej zwyczajne i raczej nie oślepiają kierowców nadjeżdżających z naprzeciwka... chyba, że się wystawicie klapą do wielkiej żarówy i Wam nałapią luksów. Wówczas to już same będziecie sobie winne :D

Powyżej wszystkie broszkwiaty z lamą, ale NIE W OGÓLE WSZYSTKIE, w kombinacjach kolorów kolorowych z kolorem czekoladowym. Plus szklane oczka dobrane AKURATNIE. Nie ma potrzeby z tą tezą dyskutować, w świetle dziennym widać, że AKURATNIE!

Wszystkie kwiatki mają od spodu podszytą przypinkę!

Dwie kolejne - będące kompletem - powstały z dziwnej tafty w paski i szyfonu w kolorze plamy po kawie z mlekiem. Jedna w klapę, a druga może we włosy, albo na torebkę, lub do szala. Jak kto woli.

Tym razem NIE WYCINAŁAM KÓŁECZEK, tylko korzystałam z szablonów na filcowe kwiatki. Tak trochę korzystałam, bo tylko po obrysie, a i to nie całkiem. Reasumując - zamiast kółek wycięłam kółkopłatki. Takie łagodne płatki. Łatwe do opalania, ale równocześnie już z niekółkowatą krawędzią. Zszywając kolejne warstwy troszkę je FAŁDOWAŁAM, żeby jednak były choć odrobinkę w 3D. 

*Kto nie ma efektu 3D ma najwyraźniej okulary starej generacji!

Teraz zgrabnie nawiążę do tytułu. Mam nadzieję, że nie zapomniałyście JAKI JEST TYTUŁ?

Otóż trzy broszki są dla Was!

Wiem, że się najarałyście na burgundową, ale nic z tych rzeczy ;D

dla Was są trzy broszkwiaty kolorowe i bez pozłotki:

O takie!

Warunki rozdawanki:

  • Umieszczamy komentarz pod wpisem. 
  • W jego treści (zwięźle lub rozwlekle, odpowiednio do umiejętności i preferencji) zawieramy opis najwspanialszego prezentu jaki kiedykolwiek dostałyśmy i swojej największej prezentowej poruty, po której odpakowaniu (z papierka w choineczki i bałwanki) chciało Wam się wyć trzy dni bez przerwy.
  • Wyrażamy chęć posiadania Broszkwiata.

Zacznę od siebie, żeby Was ośmielić: HIT - automat do wypiekania chleba, zakupiony przez Krisa w TOTALNEJ TAJEMNICY i podpisany na karneciku: brummig :D

KIT - od mojej mamy: Słownik Języka Polskiego, Tom I (drugi tom miał dostać mój brat, chyba dlatego, że jest młodszy, czyli drugi). Skończyło się awanturą :O 

Sytuacja dojrzała do zmiany regulaminu:

* Dnia 01.XII zamknę listę komentarzy (mam nadzieję, że dla dobra losowania będą ich przynajmniej cztery) i Iga (która jeszcze nie umie dobrze czytać, chociaż kozaczy, że już potrafi, ale to zwykła ściema, bo kto niby miałby ja nauczyć, kiedy ojciec całe dni w robocie, a matka szyje?) wybierze trzy szczęśliwe niknejmy.

Proszę o NIE aplikowanie osób zza granicy Polandii, Krisa nie stać  na wysyłkę :D

3.XII ogłoszę zwycięzców Mikołajkowej Rozdawajki Broszkwiatów. 

* Jako organizator rozdawajki, foondator nagród i właściciel bloga zastrzegam sobie prawo do nagłej i niespodziewanej zmiany  regulaminu, kiedy mi zajdzie taka potrzeba, a także ewentualnej zmiany nagrody na inną (równie cenną) w razie gdyby ww broszkwiaty zeżarł mi pies sąsiada, czy coś.

Zapraszam do komentowania.

Przypinki są naprawdę fajne, choć NIE TAK SIĘ JARZĄCE jak na zdjęciach; info - patrz wyżej.

* Dodam za zachętę (nie wiem, dlaczego potrzeba Was zachęcać!) że jeśli laureaci będą mieli jakieś szczególne sympatie i upatrzą sobie jakiś inny model, spośród ww broszek, to będzie można negocjować :D

PS Komentarz Krisa - na gorąco - wielemówiący: "Długo do tych wyników... 10 dni... ponad... aż... grubo!"

Ładne kwiatki.

brummblogging

Broszki podobają się dziewczętom. Siedzę cały dzień nad płomieniem świecy i wdycham szkodliwe opary, tylko po to, by wciąż je zachwycać. Te dziewczęta. I tak już nieźle NAKRĘCONE :D Żongluję soczystymi kolorami i łączę je szczodrze odczyniając szarość, burość i ponurzastość...

Kroję masowo -  z tkaniny złożonej na czworo - różnobarwne kręgi i układam je na stole. Pół stołu już mam. Pół stołu, cały dzień i dwie świece - tyle potrzeba do zrobienia dziewięciu. Szykujcie się DZIEWCZĘTA! Na zachwyty. 

Prawie Całkiem Różowe:

 

 


Nie Tylko Różowa:

Tylko Trochę różowa:

Wcale Nie Różowe:

 

 

Wykorzystałam żółtą i wrzosową podszewkę wiskozową. Raczej słabo się topi (nie, nie jestem blondynką, a mimo tego spodziewałam się, że mi się drewno będzie topiło...) woli płonąć jak pochodnia! W zamian - jeśli zachowa się dużą czujność - chętnie pofałduje się wokół krawędzi i lekko NASTROSZY SIĘ.

Broszki jeszcze nie są podszyte do przypinek :O 

Zaraz się wbryknę na Allegro i porobię konieczne zakupy :D

Gromadka Raczej Różowych:


Grupka Nie Bardzo Różowych:

Dziewiąta broszka pozostanie anonimowa :D

Dziewczęta piszczą. 

Wrażliwe dziewczęta mdleją.

Autor kłania się w pas.

 

PS Wieczór. Iga niewinie zagaja: "Kiedy oglądamy bajki?"; Kris poirytowanny lekko: "Wcale nie oglądamy! Całe popołudnie oglądaliśmy!!!"; Iga zdezorientowana: "...nie rozumiem... kiedy oglądaliśmy, jak nie oglądaliśmy??"  :D

Jak kwitną Broszki?

brummblogging

Oczywiście kolorowo, wiosennie i całymi kępami!

Bardzo lubię broszki. Niestety ich nie noszę :O To chyba jeden z paradoksów mojej kobiecej natury... podobają mi się, CHCĘ JE MIEĆ, ale niezwykle rzadko je przypinam. Kiedy nakręcam się na kolejną, obiecuje sobie solennie, że TĘ to ja BĘDĘ NOSIĆ na pewno i CODZIENNIE. Wkrótce broszka trafia do szuflady w towarzystwie... kolejnej połamanej obietnicy...

TE, które zakwitną dziś na brummBLOGu też musiałam mieć. No MUSIAŁAM. Zabierałam się do nich kilkakrotnie: grzebałam w szafach, ryłam w pudłach i przekopywałam zapasy tkanin... natrafiając WYŁĄCZNIE na tkaniny naturalne, które zupełnie się NIE NADAWAŁY. I tak przynajmniej 10 razy: grzebałam, ryłam, kopałam... nic! grzebałam, ryłam, kopałam... len, bawełna, wełna, jedwab... NIC! 

W niedzielę się zawzięłam (jechałam na Ketonalu Forte i miałam chyba zaburzenia świadomości) odszukałam poszewkę z kolorowej tafty, stare firanki z organtyny, kreszowany bieżnik (tafta i tiul) wyszywany sznurkiem i cekinami, kolejne stare firanki, okrawki bordowej haftowanej tafty z kamizelki Krisa, inną serwetkę i resztki (w dwóch kolorach) poliestrowego woalu

I pooooszłooo!

Tafta, zielony i turkusowy woal, beżowa organtyna i szkło weneckie. 


Ta sama tafta, beżowy woal i amarantowa firanka (tak, tak, naprawdę miałam TAKIE firany).

Fajniaste broszki, prawda?

Wszystkie sa gotowe do noszenia i maja podszyte od spodu zapięcia.

Tafta z kamizelki, beżowa i amarantowa organtyna, oberżynowy koralik szklany.

Bieżnik z kreszowanej tafty i beżowa (doWszystkiegoPasująca) organtyna, żółte szkiełka.

Kolorystyka zachowawcza, ale efekt uroczy.

Kwiaty powstają migiem. Jako szablonów użyłam: dużego kubasa, większej szklanki, mniejszej szklanki, kieliszka (od strony czarki i nóżki). Podczas pracy z ogniem warto pamiętać (prócz wzmożonej ostrożności oczywiście) aby wykonywać raczej szybkie i długie pociągnięcia przez płomień niż powolne przypiekanie. Poza tym drobne nierówności są wskazane, a nawet pożądane!

Zrobiłam, z rozpędu, niewielki kwiatek na opaskę dla Małej:

Nosi ją od trzech dni bez przewry :D

Zrobiłam też dwa kwiaty NIEWYPAŁY hehehe, które należy zakopać głęboko lub wywieźć na pobliski poligon... poza tym obyło się bez bólu trzustki, tudzież innych organów (choć może po prostu działał Ketonal?) W każdym razie i kwiaty i Ketonal bardzo polecam!

Broszki już zapakowałam do pudełka :D

Pudełko najprawdopodobniej wyląduje w szufladzie.

Troszkę szkoda, bo na klapie żakietu kwiaty wyglądają cudownie!


Kto jeczcze takich nie robił - powinien spróbować, nawet bez Ketonalu.

Zachęcam!

PS Iga: "Chcę owocka!"; Ja: Jakiego?; Iga: "Banana z nadzieniem! "; Ja zdziwiona otwieram szeroko usta, oczy i uszy: ??? Iga: "Z takim czarnym nadzieniem. Uwielbiam czarność na bananach!!!" :O

Wiem, że to, być może, nie najlepiej o mnie świadczy, ale te poczerniałe banany, które jej daję, są jeszcza całkiem dobre ;D sama z resztą też uwielbiam banany z nadzieniem ;D a Wy?

Nie umiem wiązać krawata!

brummblogging

Ojciec zakładał krawat od wielkiego dzwonu. Kiedy to miało miejsce - to znaczy dzwon - posyłano mnie do sąsiada, który był mundurowy, z poleceniem: "Biegnij do pana Wojtka, niech zawiąże ojca krawat".  Pan Wojtek wiązał "na klamce" nieodmiennie się dziwiąc, że nie umiemy sami :D

Kris również nie nosi się pod krawatem (całe szczęście, bo nie mieszkamy już w pobliżu pana Wojtka) nie mam motywacji, aby się nauczyć wiązać. Robię czasem - z konieczności - jakiśtam pojedynczy nibywęzeł... będzie go można zaraz ocenić na zdjęciach.

Do rozważań o węzłach i krawatch sprowokowała mnie wymiana poglądów na blogu One day, one tie  gdzie pochwaliłam się, że zdarzyło mi się szyć krawat. Tak było. Uszyłam dla Krisa krawat i kamizelkę, tak wyszykowany - wystrzałowo i ultra oryginalnie - przysięgał mi, że "nie opuści mnie aż do śmierci"

Kupiłam dość kosztowną taftę, w kolorze czerwonego wina, haftowaną srebrną nicią. Garnitur był grafitowy, dość tani i sztuczny  (tak sztuczny, że wydawało mi się, że świeci w szafie własnym poli-światłem) :D i kamizelka była dla niego bardzo ciekawym dodatkiem. Wyglądał szlachetniej dzięki jej niezaprzeczalnemu urokowi.

Krawat z tej samej tafty (nie wiem, czy nadal tak się nosi? wtedy było to bardzo modne) jest dość szeroki, ponieważ miał tworzyć gruby i tłusty węzeł :D 


Powyżej można ujrzeć mój nibywęzeł zamotany specjalnie do sesji :D

Kamizelka i krawat są profesjonalnie odszyte (w końcu okazja była niebylejaka) i wykończone - pięknie dopasowaną kolorystycznie - podszewką. Kamizelka ma z tyłu paseczek i sprzączkę - full wypas - służące dopasowaniu jej do sylwetki; do brzuszka lub brakubrzuszka, zależnie od aktualnej kondycji.

Dziesięć lat minęło - boszsz kiedy to zleciało??? - a po otrzepaniu z kurzu, wciąż wygląda elegancko i szykownie. Może to zabrzmi zabawnie, ale wykrój na krawat pochodzi z jakiegoś archiwalnego numeru "Burdy", która zawierała niezbędne wskazówki dotyczące kroju i szycia. 


Nie wiem, jaki skład ma tafta, ale po tym, jak okropnie się z nią pracowało i ile kosztował mb, wnoszę, że może mieć niewielki dodatek jedwabiu. Z jej resztek zaprasowałam pasek, którym owinięta była dolna część mojej wiązanki (także nietypowej, ponieważ składała się z samych róż, bez jednego listka, czy innej dekoracji, które tworzyły kulę). 

Ponieważ jestem wszechstronnie utalentowana ;D i nie miałam pieniędzy, szyłam też własnoręcznie płaszczyk z trenem. który okrywał skromną suknię. 

Ponadplanowy wpis wspominkowy :D z pozdrowieniami dla krawaciarzy!

Ze szkoły wzięte. Marcel: "Mamaaa, a wiesz, co Małgosia przyniosła dziś do szkoły? Miniparalizator!! też chcę taki!"  :O


Magia jesiennych róż.

brummblogging

Wpis nie tylko dla rozegzaltowanych pensjonarek.

No i pooooszłoooo! Zrobiłam przegląd szaf -  wiatr wył a deszcz bębnił o szyby - i łyknęłam tę jesień, a ona połknęła mnie. Okazało się, że mam kilka rzeczy całkiem do rzeczy i kilka rzeczy do wywalenia. Doszłam do wniosku, że tę wełnę czas już kupić i płaszczyk należy już szyć. Pogodziłam się z przemijaniem, choć w pewnych "obszarach" nie odpuszczę! zaopatrzyłam się w porządne kosmetyki przeciwzmarszczkowe i wyszczuplające ;D

Wracając do magii. Znalazłam w szafie z tkaninami kawałek tafty z flokiem - nie mam pojęcia kiedy i w jakim celu ją kupiłam - zamyśliłam się nad nią. Ładna. Tylko 0,30mb, ale na torebkę wystarczy. Na listonoszkę. :D Kroiłam rozważnie i oszczędnie i jest! Mam! Magiczne jest to, że skrawek tkaniny można zamienić w całkiem fajny, praktyczny przedmiot o sporej wartości. 

Wcale nie jest mała - jak na listonoszkę - ma 25cm wysokości i 30cm szerokości u dołu. Długi pasek, do noszenia przez ramię, ma 140cm. Ponieważ brakowało mi tkaniny, wykonałam go ze skórzanych czarnych paseczków. Końce planowałam doszyć do torebki, ale nie mogąc się zdecydować na ostateczną długość - po prostu je przywiązałam. Przez to torebka ma zabawne różki ;D

Obok siebie, równolegle, biegną cztery paseczki, aby się nie plątały i nie rozdzielały, przewiązałam je na środku kokardką (widoczną na pierwszym planie) jeśli będzie się przesuwała podkleję ją.

Torebka zapina się na skórzany guzik z odzysku. Wewnątrz wykończona jest karmelową podszewką i ma jedną kieszonkę. Patka i część przednia odszyta jest brązową wypustką. 


Nawet mi się ładnie wzór dopasował :D głupi to ma szczęście... albo przynajmniej je miewa. Na powyższym zdjęciu chyba widać, że czarne paski - to tafta, a pomiędzy nimi są różano/listkowe wzory flokowe w pięknych kolorach.

Przednia część torebki ma cztery zakładki, które nadają jej ten uroczy, beczułkowaty kształt. Tył usztywniony jest plastykową podkładką - dociętą wg szablonu torebki - co pozwala jej trzymać fason bez względu na warunki atmosferyczne. Listonoszka jest naprawdę fajna. Przełamałam nią krawiecki impas i z podniesionymi  nożyczkami wkroczyłam w jesienną szarugę. 

Do torebki oczywiście naszykowałam kwiat filcowy w adekwatnej kolorystyce, ale jeszcze nie zrobiłam mu zdjęcia. Broszkę będzie można dopiąć do torebki lub do żakietu - zależnie od nastroju.

Rozmowy damsko męskie: Kris: "Czym się smarujesz? takie to zielone..."  Kremem wyszczuplającym. Kris: "A co Ci wyszczupleje?" Uda i pupa. Idę umyć ręce, bo mnie mrowią od tego kremu... Kris: "Tylko BROŃ BOŻE nie dotknij nimi CYCKÓW!!!". 

Broszka w barwach jesiennych:


© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci