Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : siatka

Matka.

brummblogging

 Matka* jest tylko jedna, a torby powstały dwie. Taki paradoks, jakich ostatnio wiele w otaczającej mnie rzeczywistości. Torby mają absurdalny, niekonweniujący z niczym wzór, który przywodzi na myśl nudne filmy przyrodnicze, prezentowane w TVP i opatrzone komentarzem Krystyny niejakiej Czubówny. Ptaki w rozsypce, prężą się we wszystkie strony, wcale nie zadając szyku, tylko kreśląc pytajniki zdziwionymi szyjami. Kolor toreb także jakiś niezbytbardzo, taki polski, depresyjny błękit... jak majowe niebo. Całość mocno w klimacie kampanii wyborczej Bronisława.

*Mimo, że sama jestem matką, Dzień Matki nie jest moim ulubionym świętem. Przepraszam za usterki...

siatka bawełniana

 Z tego egzotycznego, jak wędzona flądra, kuponu miały powstać poszewki na poduszki. Jednak podczas krojenia drugiej, zdjął mnie jakiś taki żal i przepełniła mnie nostalgia oraz zawładnęło mną nieprzeparte pragnienie spędzenia 7 dób na kwaterze w Jastarni, że ciachnęłam trzecią, a następnie kombinowałam, jak z tego obrzynka, co mi pozostał, 45x150cm uszyć dwie siatki na dzień niejednej matki... 

ekosiatka

  Uratowałam się wykonując ucha, dno i wewnętrzną kieszeń z masywnej surówki bawełnianej, która po praniu kurczy się o jakieś 93% Dalibóg nie wiem o ile, podczas namaczania kurczą się flamingi, więc może drogie mamy, czeka Was w tym temacie jeszcze niejedna niespodzianka. Jednak darowanemu flamingowi w dziuba się nie zagląda, za to wypada się kurtuazyjnie ucieszyć. Nawet wyrazić zaskoczenie i uznanie w dwóch słowach: zaskok: "O"  i podzięka: "Dziękuję". No, po prostu tego uczą w sawuarwiwrach. 

siatka flamingi

 Wewnątrz, prócz dużej kieszeni, brummwszywki, znaku ostrzegawczego o możliwości skurczliwości ptaków, umieściłam jeszcze piękną, beżową podszewkę. Wspaniale koresponduje i z odcieniem pierza, i z brakiem barwy bawełnianej surówki. Do tego idealnie pasuje flamingom do nóg. Bardziej już chyba być nie mogło!

siatka bawełniana

  Dwie powłoczki, jedna damska, druga... też damska, bo dostała ją Iga w prezencie za dzielne odwszawienie. Trzeciej nie uszyłam, bo zdjął mnie jakiś taki żal i ogarnęła mnie nostalgia za tymi dwiema siatami, których planowałam się dziś wyzbyć, że nie zmogłam i dałam spokój. Mam teraz w zapasie kilkanaście flamingów na baladobłękitnym tle, jak mnie najdą jakieś wątpliwości, albo postawię sobie jakiś ważkie matczyne pytanie, z cyklu: co by tu, kurde blat, dziś na obiad? to sobie machnę torbę i od razu mi się wszystko wyjaśni! 

 PS Iga: "Duda Was wyduda!" 

Tajemnica.

brummblogging

Miałam szyć w wielkiej tajemnicy sekretne prezenty Mikołajkowe dla Igi. Zaopatrzyłam się potajemnie w stosowne inspiracje z Pinteresta oraz 30 arkuszy różnobarwnego filcu. Wszystko było już zapięte na ostatni guzik i nagle... trach! Iga się rozchorowała. Siedzi w domu już ósmy dzień i nie spuszcza mnie z oka, ani nie odstępuje na krok. Nieustannie śledzi mnie wzrokiem, dokądkolwiek się udam, czuję jej gorący oddech na plecach. Z tajemnic i sekretów nici! Mikołaj zaopatrzył się w podarunki na allegro, a ja siedzę na kupie filcu i wiercę się niecierpliwie. 

Trudno. Z rozpaczy odkładam swoje plany na później i zabieram się za fartuszek. Włączam małej nową serię Violetty, w której Ludmiła jest jak zwykle niemiła i robi zamieszanie, a Herman się żeni! serio! włączam więc jej te wszystkie rewelacje w nadziei, że mnie jakoś przeoczy, nie przyuważy maszyny, przegapi moją robotę na jakieś 30 minut zajmie się... na próżno. Po upływie niespełna 240 sekund wpada do jadalni z zapytaniem, czy dam jej jabłko i co dla niej szyję takiego fajnego. 

...Fartuszek szyję, a co tam słychać u Violetty? 

faruszek

Fartuszek dla małej kucharki, która codziennie serwuje plastikowe tosty z filcowymi pomidorkami. Wykorzystałam na niego resztki wielowarzywnej i wielobarwnej bawełny z IKEA, która pozostała mi po szyciu rolet. Skroiłam według mojego, nieużywanego fartucha, stosownie zmniejszając rozmiary.

fartuszek z bawełny

Karczek ozdobiłam listkowym ściegiem dekoracyjnym. Przeszycie trwało pół odcinka Violetty i prawie zasnęłam przy maszynie i nikt, kompletnie nikt tego detalu nie zauważa. Całą uwagę ściąga na siebie burak. Czerwony...

dziecięcy fartuszek

Część dolna jest posztukowana i pozszywana. Tu trawka rośnie w górę, a tam do dołu, ale jak już mówiłam, wszyscy i tak widzą tylko buraka. Nie ma się co wysilać. Fartuszek jest świetny i Iga wygląda w nim bardziej niż profesjonalnie. Nawet filcowa sałata, serwowana w takim przyodziewku, jest trochę mniej sztuczna i bardziej... zielona!

siateczka

Nieprawdaż, że bardziej zielona? Do tego świetnie pasuje do, uszytej tego samego popołudnia, mini siateczki z długimi uchami. Siatka ma wymiary 30 x 30 cm i jest całkiem funkcjonalna. Wiosną Iga będzie ją zabierać na najprawdziwsze zakupy do realnego zieleniaka, tymczasem służy jej do zabawy w gotowanie zupy.

Do tego smacznego, wiosennego zdjęcia pozują przebojowe warzywa... IKEA!

siateczka

 Fartuszek i siatka zostały wyszarpane, niecierpliwymi rączkami, wprost spod maszyny i od razu przetestowane. Sprawdzają się znakomicie, ale niemal od razu wyłonił się problem braku czapki... kucharskiej... uszyjmimamo!!! bo przecież  nie można w tym roku wcale liczyć na Mikołaja.

***

Z takich rzeczy bardziej emocjonujących niż pory i selery, to mamy wszy.

Iga przyniosła. Ze szkoły.

Dezynfekcja i Deratyzacja w toku.

 

PS Z życia pierwszaka. Iga: "A Danielek to świetnie liczy do 30! czy tam do 1000..."

Apka dla każdego.

brummblogging

Mój, płaski jak karteczka, zetafonik jest zawsze blisko. Wypełniają go po brzegi niezbędne do życia aplikacje, zarządzające moim zarządzaniem. I organizujące moją organizację. Przylepiam kciuk do ekranu, MoodScanner informuje mnie, jak się dzisiaj czuję... pessimistic... Oj! nie szkodzi - try again... scanning . . . . . scanning . . . . festive!  Tak, tak! dużo lepiej. 

Świątecznie nastrojona truchtam do kuchni, przy akompaniamencie gulgotu przelewającej się wody. Mama! czas zatankować!  WaterYourBody i dzieciaki przypominają mi uprzejmie, że powinnam wypić kolejną szklaneczkę... Mruga do mnie motywująco 20% mojego dzisiejszego nawodnienia i dyscyplinuje mnie kolorowy wykres, na którym jestem zawsze pod kreską. Truchtam na siusiu.

WomanLog zawiaduje moim i Krisa życiem intymnym. Skomplikowana mapa naszych relacji. Menstruacja. Owulacja. Precyzyjne, comiesięczne prognozowanie PSM. Dzienniczek osobistych skarg i wniosków... ból, popęd, bezsenność, niepokój, apetyt, świąd, wzdęcie... Zmęczenie. Katalog emotikonek na każdą okazję. Weź tabletkę. Nie bierz tabletki.  

Zanim wyjdę na spacer sprawdzam jeszcze pogodę. PalmaryWeather jest sto razy bardziej wiarygodna niż kłamliwy termometr i podstępna chmura. Studiuję prognozę... Gdańsk, Poland... dziesięciodniową i smucę się gradem, który spadnie za trzy dni. Ubieram się nieodpowiednio... stosownie do prognozy.

Nakarmię jeszcze mojego BrummPou owocami... uważając, żeby nie przytył: banan, gruszka, mango, arbuz... porzucam do niego piłeczkę, bo jest niewybawiony. Umyję różowym mydłem. Zgaszę lampę i położę go spać. Wypiję szklaneczkę, bo zetafon mi gulgota. Pobiegnę na siusiu sprawdzając pogodę. W międzyczasie trochę zmieniły się warunki... atmosferyczne. Skanuję kciuk: thankful  i rogal po siódemki. To z pewnością z powodu nadchodzącej owulacji... Łyknę 17 reklam. Pogram jeszcze chwilkę z Pou... Odwiedzę Pou Krisa i się wirtualnie zaprzyjaźnimy: Lubię cię! masz ładny dom!

Dla relaksu, z zaciśniętymi pośladkami, wykręcę niemożliwy do pokonania :D rekord w TinyWings

 dostanę w nagrodę całkiem nowe gniazdo i score x24

Zorganizowana wyśmienicie, wybawiona po pachy  i zaopiekowana nadzwyczajnie,

wpadnę jeszcze do Sklepu Play przeczesać najpopularniejsze bezpłatne apki. 

Potem wypiję szklankę wody i coś uszyję, jeśli mi wystarczy czasu :D

Z niepraktycznej torby typu chlebak, odcinam wielką i nieporęczną klapę. Odpruwam długi pasek i rzepy. Podszywam górną krawędź. Doszywam szare, parciane ucha. Powstaje nieduża, wodoodporna i całkiem praktyczna siata. 

Z klapy wykrawam kosmetyczkę:

W ten prosty sposób staję się posiadaczką całkiem sensownego kompletu zakupowego, lub nawet plażowego. Do bezpiecznej i wodoodpornej kosmetyczki można schować portfelik i zetafonik. Do siatki bidon i niewielki kocyk.


Wyposażona w siatę wyruszam na zakupy. Wpadam do Camaieu i wybieram dwie zwykłe bluzki w bardzo zwykłych, niskich cenach i zwyczajnych kolorach. Jestem zachwycona tylko przez chwilę... przymierzam je w domu i okazuje się, że wyglądam w nich... hmmm zbyt zwyczajnie. Wypijam szkalnkę wody i kombinuję co z tym zrobić.

Znajduję w sieci pancernika i nieoczekiwanie wpadam na pomysł aplikacji!

Szkicuję szablon; bawełniany, biały podkoszulek rozcinam i część tyłu podklejam fizeliną; wycinam poszczególne elementy zwierza i układam na klacie szarej bluzki. Z pomocą kleju do tkanin przyprasowuję je w miejscu przeznaczenia i bez żadnego szpilkowania, zaczynam kręcenie materiałem i stębnowanie. Żeby uniknąć ryglowania na dzianinach wykonuję całą robotę jedną nicią. Nie odrywając stopki. Kręcąc się w kółko po całym pancerzu. Od noska, do ogonka.

Z góry zakładam, że nie uda się tego zrobić precyzyjnie, więc trzeba to zrobić celowo krzywo...

Celowo! krzywo!


Bluzka jest bombowa! Pancernik jest krzywy i wystrzałowy! Nie rzuca się mocno w oczy, ale jest gdzie trzeba i jak należy czyni bluzkę niezwykłą. Jestem zachwycona i nie jest to moje ostatnie słowo w temacie pancerników... i aplikacji. 

Przód ww. białej koszulki, konkretnie bardzo fajny print, także podklejam fizeliną, wycinam i naszywam na drugą zwykłą, beżową bluzkę. Szyję czarną nicią, igłą do dzianin i jak zwykle celowo krzywo! :D

Nie martwię się niewykończonymi krawędziami aplikacji. Po praniu, gdy się lekko zmacerują, będą wyglądały niedbale i bezpretensjonalnie. Jak ja :D 

Zadowolona z siebie

wypijam szóstą szklankę wody...

i, wciąż niedostatecznie nawodniona, kładę zetafon bardzo blisko łóżka.

 


© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci