Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : polar

Mama Plama, Dzieci Śmieci.

brummblogging

Takiego bajzlu w mieszkaniu, jaki mam obecnie, to chyba jeszcze nigdy sobie nie wyhodowałam! Nie mam remontu i nie jestem w trakcie przeprowadzki... nawet nie poślizgnęłam się niefortunnie na schodach i nie połamałam obu nóg, a bardak mam. Nie do opisania! Dziwi mnie to niepomiernie. Bynajmniej nie dlatego, że jakaś ze mnie Perfekcyjna Pani Domu i chodzę po mieszkaniu w jednej, białej rękawiczce. Oj, bynajmniej! Jednakowoż bajzel rodził się u mnie zawsze w wyniku celowego zaniechania sprzątania, a obecnie sprzątam bez wytchnienia, mop mi nie wysycha i odkurzacz nie stygnie, a bajzel mam! 

W kilku żołnierskich słowach ujmując, cały mój dobytek leży na kupie, pokryty grubą warstwą kurzu, a ja biegam dookoła ze szmatką z mikrofibry, mopem, rozwianym włosem i obłędem w oku oraz przekleństwem na ustach. A bajzel wciąż mam i problem narasta. Rozrasta się, wzbiera, intensyfikuje się i pogłębia. Czy ja się po prostu zestarzałam, czy tylko chwilowo utraciłam skuteczność, czy ki czort? 

Czasami, nie bacząc na przeciwności, rozstawiam maszynę na samym czubku kupy i próbuję szyć. Bardzo to uciążliwe, ze względu na tuman kurzu, jaki się przy tym wznosi. Oczywiście równocześnie znacząco powiększa się chaos i ogólne bezhołowie... 

We wrześniu nigdy nie szyję nic zajmującego, ani imponującego. Szkoła mię zajmuje bez reszty, więc dziergam szkolne spodnie dla Marcela. "Byle nie rurki, mamo! byle nie rurki!" No, jak nie rurki, to może model 150 z Burdy nr 10/2010, który jest idealnym przeciwieństwem rurek, czyli worem? "nie ważne, mamo! byle nie rurki..."

spodnie

Dżins jest fajny, dość masywny, szaro-niebieski i ciągliwy w poprzek. Fason jest dziwny. Nogawy są szerokie. Bardzo za szerokie i wciąż za szerokie, mimo dwukrotnego zwężania. Kieszenie są zbyt płytkie, a w pasie trzeba dać metr gumy. Wszystko jakieś takie... w ogóle do rurek nie podobne!

spodnie

Z tyłu dużo miejsca na dwa bardo duże poślady, a ten mój chudziaczek, patyczak jeden, ma co prawda 158 wzrostu, ale waży ledwie 3 kamienie, czyli 3072 łuty i nie potrzeba mu tyle miejsca ani z tyłu, ani z przodu, ani w nogawach.

dżinsy

Muszę go teraz szybko troszkę podtuczyć, żeby się z niego portki nie zsuwały w czasie marszu. Guma, niestety napięta jest już do granic możliwości i w grę wchodzi tylko zmiana gabarytów... żeby chociaż ze 4 kamienie, to już by jakoś je wypełnił. Mniej więcej.

We wrześniu szyję także spersonalizowany kocyk. Ten z kolei wyszedł zbyt kusy i nie nadaje się ani do zabawy w tortillę, ani w wędrówkę... i ledwo starcza na węża. Padaka. Dobrze, że przynajmniej nieźle się prezentuje.

kocyk

Polar biały, bardzo stary, bardzo mięsisty i bardzo dobrej jakości. Służył nam od 10 lat do różnych celów, ostatnio głównie do zalegania w szafie, ale onegdaj, w czasach swojej polarowej świetności, bywał wypełnieniem niemowlęcych kołderek, otulaczem, ocieplaczem i wyściełaczem.

kocyk

Obszyłam go lamówką w kropeczki, której nacięłam bez opamiętania podczas szycia kamizelki i której wcale nie wykorzystałam. Z tej samej tkaniny wykonałam litery na aplikację. Jakaż byłam przemyślna i przewidująca nadając dziecku takie piękne, krótkie imię!

kocyk

Dobrze, że wrzesień się kończy! Za chwilę się zacznie prawdziwe krawiectwo. Poważne szycie. Za momencik, jeszcze tylko strój na uroczyste pasowanie pierwszaka i flaga Zimbabwe na dzień języków obcych. Spodnie na gimnastykę i spodenki na sporty. Ciepła bluza i zaległa, niebieska kurtkę z softshella...  i... zaraz potem, za momencik będzie ciekawie, i pięknie, i będzie krawiectwo przez duże Kra! Kra! Kra!

 

PS Marcel zaprasza do domu bardzo ruchliwego kolegę. Iga: "Cieszę się, że wreszcie zobaczę Arka z bliska!"; Marcel: "Jego nie można zobaczyć z bliska, on jest ciągle w biegu!" ; Iga z troską: "To w co ty się będziesz z nim bawił...? chyba w berka!!!" :D

Bądź widoczna na Stoku!

brummblogging

Wreszcie przestałam szukać wymówek i zabrałam się za ortalionowe śniegowce. Termin naszego wyjazdu niebezpiecznie się zbliża, więc czuję już spoooorą prrrresję. Zwłaszcza, że na sobotnich zakupach szłam w zaparte (tak, tak!  spooooko zdążę, uszyyyyję, uszyyyyję!) przechodząc zupełnie obojętnie obok portek i poprzecenianych, dziecięcych kombinezonów.

Denerwowałam się krojąc :O i drżałam wykonując pierwszy szew. Nie miałam bladego pojęcia, jak zachowa się maszyna na takiej ślisko-lepko-gumowanej tkaninie! Szczęśliwie ja zachowywałam się gorzej od niej i dzięki temu wspólnie dałyśmy radę :D

Uprzedzam,

że jestem niemożliwie zadowolona ze spodni

i będę się samochwalić bez końca!

Wspaniałe nieprawdaż?

 Wykrój znalazłam w ubiegłorocznej, listopadowej "Burdzie" (przypominam, że mamy już 2012!). Wybrałam największy dostępny rozmiar, czyli 122 i porządnie dodałam na szwy, a także lekko poszerzyłam (po środku) część górną tyłu i przodu. Nic skomplikowanego nie zauważyłam; fason jest prosty i pozbawiony udziwnień. Wszystko do siebie pasuje i fajnie leży na Dziewczynce.

Wypasiście, nieprawdaż?

Dla mniej doświadczonych - skomplikowane może być połączenie wierzchu z podszewką; ja (po uszyciu ich obu) łaczę krawędź górną (wzdłuż podkrojów szyi i linii szelek) następnie (wywijając przez otwór na suwak) zszywam nogawki i na końcu wszywam zamek. I za każdym razem wydaje mi się to najlepszym ze sposobów, aż do momentu, kiedy należy wszyć zamek :O wtedy klnę i: łączę go z podszewką, *szpilkuję i stębnuję po prawej. Wygląda poprawnie. Może być!

Trochę jednakowoż - mimo wszystko - przy tym wykroju pogmerałam i, np. wszyłam gumkę w tyłachdodałam kieszeń na karczku, oraz zmieniłam kieszonki boczne (zapinane w oryginale na suwak) na zwykłe, wpuszczane; worki po prostu nastębnowałam na przody. Szelki zapinają się na białe klamry, co daje możliwość płynnej regulacji ich długości.

Jako kontrasty wykorzystałam lewą, srebrzystą stronę ortalionu,

przebiegle, prawda? 

Odszyłam z niej: kieszonkę, wzmocnienia na kolana i wzmocnienie tyłu.

Podszewką spodni jest fuksjowy polar.

Tył jest bombowy!

Zachowałam zabawną dupkę, zaproponowaną przez Burdę; rozbawił mnie instruktaż jej szycia: "Część wzmacniającą tył podwinąć i przyszyć do tyłów spodni." buhaha widzicie ten łuk w ortalionie?

Kto się podejmuje go podwinąć? ;D 

Do wykończenia okrągłości użyłam skóropodobnej wypustki w kolorze pistacjowym; dałam ją także na wzmocnienia kolan. W ten spodób wprowadziłam dodatkowy kolor, który w efekcie bardzo tu pasuje i ożywia całość.

Żeby juz była pełna profeska, odcięłam nogawki na wysokości kolan i łącząc je z powrotem (to trochę irracjonalne, wiem) wszyłam do nich podszewkowe śniegołazyczy wiatrołapy... czy jak zwał, tak zwał! Gumka idzie do buta, nogawka na zewnątrz, a stopy pozostają suche i ciepłe ;D

Sama konam z wrażenia... nie wiem jak Wy to wytrzymujecie???

Te dodatkowe taśmy na nogawkach i na karczku to odblaski!

Nie ma mowy, żeby Iga pozostała niezauważona w takich śniegowcach odblaskowcach.

I taka byłam zajarana, że nawet wszyłam swoja brummwszywkę na prawej stronie, co mi się nieczęsto przydarza chyba że, tak jak teraz, podskakuję z radochy i pękam z dumy :D

Oczywiście były też utrudnienia; w takiej tkaninie nie ma mowy o pruciu (ślady po wbiciu igły są wielkości leja po bombie!) ani nawet o *wpięciu szpilki :O na wszystko jest tylko jedna szansa i to na żywca :D Miałam oczywiście kilka wpadek (stębnując boczne szwy załapałam pod spodem przody) i kilka małych kryzysów :!$!#%#@ ale poza tym prace przebiegały bez zakłóceń.

Ciekawostka:

ku mojemu zaskoczeniu ortalion dość dobrze się prasował (lekko ciepłym żelazkiem) :O

W tej chwili jestem już myślami przy moro-śniegowcach dla Chłopca; będzie prościej, bo bez szelek!

PS. Kris oglądając bajkę: "Jak szczur  może być ojcem żółwia? czy ktoś mi to wytłumaczy?"; Iga spokojnie: "Ja, bardzo chętnie!" My: ???  Iga: "Po prostu go kocha." :O

Traktat o rzeźbieniu w gównie.

brummblogging

Od razu uprzedzę, że tym razem nic nie uszyłam... :O

...do ujawnienia mam tylko kilka smutnych myśli,

a do wypowiedzenia wiele cierpkich słów :D

Ostrzegam, żeby nie było rozczarowania! 

W zamierzchłych czasach braku wszelkiego dobra szyło się z byle czego, a w efekcie miało się i tak to, co najlepsze. To jeden z wielu paradoksów rzeczywistości komunistycznej. Kiedy się zdobyło jakikolwiek kawałek tkaniny i kilka obojętniejakich guzików, szyło się bluzkę i był szał! Z bawełnianych, koronkowych wstawek łączyło się spódnicę; jeżeli cudem zdobyło się barwnik - kilka godzin gotowania, mieszania w wielkim kotle i inhalowania się chemicznym smrodem - to już szczyt szczęścia!

Było minęło!

Hmmmm... doprawdy?? zależy komu. Mi jakoś nie minęło!

W dzisiejszych - jakże pięknych - czasach nieograniczonej dostępności dóbr szyję nadal z byle czego. Poluję na tkaniny. Kupuję te, które akurat znalazłam; nigdy nie dostaję tych, których aktualnie potrzebuję. Robię zapasy. Ściągam kurierami dziesiątki metrów, bo "mniej się nie opłaca"; w sklepie za rogiem też się nie opłaca :O tam ceny przyprawiają mnie o mdłości.

Najgorzej jednak sprawy mają się z dodatkami i akcesoriami.

Wybór jest zawsze - między czarnym, szarym i ewentualnie (wczoraj dowieźli) granatowym

W każdej z trzech pasmanterii w moim mieście będę obsłużona inaczej: 

"na lenia" , "na ignoranta" , oraz na "starającegosię ale nicniemogącego" 

...w żadnej nie dostanę tego, czego poszukuję. Towar jest zawsze ode mnie oddzielony szeroką ladą, za którą wstęp surowo wzbroniony! mam absolutny zakaz zbliżania się...  Ja, krawiec recydywista gapić się też za długo nie mogę, bo wyjdę na zboczeńca. 

 Jestem dżi-pi-esem:

Prosto! tam! za Panią... o tam! wyżej! niżej! w prawo! Pani prawo! takie białe! obok! za zielonym... koło niebieskiego... tak! taaakkkk! tuuuuu! dziękuję... trafiłeś do celu!

Jestem nauczycielem:

Igły do jedwabiu... są takie, na pewno! grubość 60, tak! taaakie cienkie, bo do jedwabiu; aaaa nie! do dzianiny to mają kulkę na końcu... dziękuję... Pała!

Jestem powiernikiem:

Nie mamy, może za tydzień będą... jak szef dowiezie... dziś nie mógł, bo ma chorą córkę i auto w warsztacie. Hurtownia nieczynna; nie mają w hurtowniach - wszędzie szukaliśmy! szefowa chce sprowadzić... dziękuję... współczuję...

Staję się aspołeczna -  wolę allegro. Otwieram zakładkę dla rękodzielniczek i niepotrzebnie się ekscytuję :O Dodatki krawieckie, jak w pracowni u mojej mamy: część sprzed 30 lat, pamiętam je dobrze z dzieciństwa. Niemal czuję zapach stęchlizny. Zdjęcia małe, poczerniałe - też trzydziestoletnie? trudno ocenić szczegóły. Nieważne i tak nie znajduję tego, czego szukam... ani niczego podobnego, zbliżonego, czy nawet lekko to przypominającego.

Oglądam obcojęzyczne blogi i mnie szlag trafia!

Od lat rzeźbię w gównie.

Jeśli znacie pasmanterie internetowe z dobrymi cenami i szerokim wyborem dodatków - umieszczajcie info w komentarzach, będziemy je reklamować. Podobnie ze sprzedawcami tkanin.

Powracając do szycia, zabieram się za spodnie śniegowe. Przyszła paczka z moimi ortalionami:

Wolałabym wzorzyste i weselsze, ale jestem przeszczęśliwa, że dostałam różowy (dla Małej) i moro (dla Chłopca)! Polary - na podszewki -  wybrałam ze skromnej oferty tego samego sprzedawcy i jakoś pokombinuję (nie cierpię tego słowa!) i połączę:

Może różowy dam do swoich - czarnych? a do różu - brąz? Miałam problem z klamerkami do szelek - kupiłam białe (przy okazji zamówiłam też: oczka ruchome do maskotek, taśmę parcianą w dwóch odcieniach, zielone klamerki, tasiemkę bawełnianą, zapięcia do torebek i kilka innych bzdur, żeby opłacało się płacić 13,50 za wysyłkę)  nie szukałam jeszcze suwaków do nogawek... :O

Będę działać spontanicznie, improwizować i jak zwykle wyrzeźbię

- z tego, co mam - coś ładnego.

...ale czasem mnie to męczy...


Sprzedawca z Allegro, u którego kupuję bardzo często AbcTekstyliaPL jakość tkanin nierówna, ale zazwyczaj dobra, lub przynajmniej zadawalająca; za to oferta bardzo interesująca i różnorodna. Reklamuję mimo, iż strzelono mi ignora, w odpowiedzi na moją propozycję wzajemnej promocji :D

Cztery trójkąty i otok piąty.

brummblogging

Po szyciu rękawiczek, w jadalni rozkosznie sterci się kupa resztek polarowych. Nie chcę tego pakować i układać ponownie w szafie, więc wymyślam na poczekaniu czapy dla dzieciaków. Za wzór posłużyło mi okrycie głowy mocno sponiewierane i proste w kroju, jak konstrukcja cepa:

Cztery trójkąty i otok piąty!

 

Polar w kolorze kremowym (bardzo puchaty, jak futerko) i ciemnoróżowy zszywałam zwyczajnie stębnówką i przeszywałam zygzakopodobnym ściegiem ozdobnym.

Górną część stanowią cztery trójkąty; dolna (doskonale okrywająca uszy!) to lekko wymodelowany otok z podwójnej warstwy polaru.

Wykończenie dołu to lamówka ze skosu; wykończenie góry to barburkowy pompon :D Przód zdobi niewielka aplikacja z owieczką.

 


Możnaby, w nieskomplikowany sposób, wykończyć ją dzianinową podszewką (łącząc ją z otokiem i wywracając) ale plan był taki, żeby były maksymalnie proste.

Szyje się szybko i łatwo!

Zestaw kolorystyczny dla Chłopca:

 

 

Trochę było dymu, bo ta niebieska czapka wymagała powiększenia, a Marcel za nic w świecie nie chciał przymierzyć różowej!

Kiedy wreszcie go dopadłam, to wrzeszczał: "Żeby mnie tylko tata nie zobaczył!", oraz "O boże! nie uniknę kompromitacji!" a także: "Zamyykaamm oczyy!!!"

W efekcie sklecony na prędce szablon wymagał tylko porządnych dodatków na szwy, takich na "duży centymetr" i odpowiedniego poszerzenia dołu.

 

 

Wykończenie to, jak poprzednio, lamówka ze skosu i barbórkowy pompon. Naszywka odpowiednia dla płci i temperamentu Chłopca ;D

Tę drugą szyło się jeszcze szybciej i łatwiej! 

Bardzo zgrabne czapy - nieprawdaż? - też mi się takiej zachciało :D


Gdyby Wam się także spodobały, bedę kombinować, jak umieścić szablon gotowy do pobrania i druku.

Tymczasem zamówiłam na allegro polar i ortalion (od jednego sprzedawcy) w fajnych kolorach i będę szyła trzy pary ocieplanych spodni śniegowych. Dla Igi na szelkach, dla mnie i Marcela zwykłe, do pasa. Stres jest! :D

Z resztek będzie można wykonać jeszcze więcej czapek i rękawiczek!!!

PS. JA: ćwiczę pilates; instruktor każe wciagać brzuch; IGA: "Mamo wciągasz brzuch? wciągasz?"; JA zdekoncentrowana i rozdrażniona: Idź natychmiast do łóżka!; IGA: "Pomogę ci!"; instruktor - wdech/wydech... IGA: "Pomogę ci! zdech - wydech! zdeeeechhh -wyyydechhh!"

Poniżej odsyłacz do dokumentu ze starannie wyrysowanym wykrojem;

należy dodać odpowiednie zapasy na szwy!

wykrój czapy

Życzę przyjemnego szycia!

My się zimy nie boimy!

brummblogging

A Wy?

Wybieramy się na ferie zimowe w polskie góry. Powoli zaczynam przygotowania logistyczne i odczuwam, w związku z tym, narastające napięcie :O Zanim jednak - ze stresu - zjem własną czapkę uszatkę, mam kilkanaście dni na zakupy, skompletowanie całego ekwipunku, oraz uszycie niezbędnych dodatków.

Dziś rano sypał z nieba topniejący śnieg i błyskawicznie zmotywował mnie do działania. Przeglądając żurnale stwierdziłam, że listopadowa "Burda" z 2011 zawiera właściwie wszystko, co przydaje się dzieciom na stoku :D Żeby nie zaczynać z grubej rury, czyli od ocieplanych spodni na szelkach, zabrałam się za ortalionowe rękawiczki

Szablon burdowy jakby znajomy, jednak nie do końca.

Sugerowany wiek dziecka, pasującego jak ulał do rękawiczek, to 4 do 8lat...

buhaha! daję tłustego tynfa za ten wyśmienity żart :D

Skroiłam jedną parę, dodając - jak należy -odpowiednie zapasy na szwy i podwinięcia. Pominęłam pazury :D Wierzch jest z fioletowego, dość grubego, ortalionu, a podszewka z różowego polaru. 

Wysiliłam się nawet na ozdobienie rękawiczek kolorowymi tasiemkami, mając nadzieję, że dla Dziewczynki (która zupełnie nie ogarnia swojej garderoby) będą bardzo pomocne, jeśli tylko je zauważy :D

Zeszyłam. Założyłam Małej polarną część na łapkę i próbowałam wbić na nią część wierzchnią. Wołałam - coraz głośniej i głośniej - pchaj! pchaj! pchaaaajjjj! Mała zaś - z zaangażowaniem - rozcapierzała paluszki, i ciągnęła, i pchała... słowem obie dawałyśmy z siebie wszystko, ale rękawiczki okazały się chude, jak śledź bałtycki!

Niezorientowanym podam cenną informację: Mała ma lat 3,5...

i najwidoczniej łapy jak te bochny...

Skroiłam kolejną parę, dodając po dwa centymetry na szwy i podwinięcia. Znowu się wysiliłam na ozdobienie i ogólnie jak wyżej: ortalion, polar, szycie... szmery/bajery...

...ale zapomniałam podszyć gumkę :@#%&^*

Za to pasują wyśmienicie!

Ten paluszek, to nie jest jakoś mistrzowsko zaprojektowany; w starym wykroju, należącym do mojej mamy od czasów komuny, jakoś łatwiej się szył i lepiej układał... no i gumka, którą dodałam od siebie i o której zapomniałam, bardzo się przydaje!

Nie zapominając o Chłopcu, skroiłam następną parę. Ortalion, polar, zdobienie... itd... szmery/bajery...

Powiększyłam je solidnie: przedłużyłam o 4cm i dodałam na szwy po 2,5 i wyszły całkiem kształtne

Nawet problematyczny paluszek jakoś lepiej leżał (jemu też dodałam 2,5cm) i fajniej się szył :O

 Z tej pary jestem najbardziej zadowolona.

Tak bardzo, że postanowiłam uszyć podobne dla siebie, oraz kolejne (na sznurku) dla małej, tym razem pamiętając o gumce! :O

Prace jednak zostały na dziś wstrzymane, w zwiazku z palącą koniecznością podania rodzinie obiadu :D Jutro zaś są zawieszone w związku z przybyciem Króli :D

 Na koniec zdjęcie zbiorowe, lekko przysypane porannym opadem atmosferycznym:

PS. Iga ziewając długo i przeciągle: "Jestem śpiąca... jak królewna!" :D

Marcel: "Jestem głodny jak wilk!!! " Iga: "To zjedz Kopciuszka!" (mając na myśli czerwonego kapturka) :D

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci