Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : kamizelka

Tsetse.

brummblogging

   Stało się. Nie wiem nawet, jak i kiedy! Kris twierdzi, że w naszej strefie klimatycznej to absolutnie niemożliwe, ale wszystkie objawy potwierdzają ten przykry fakt... urąbała mnie cholerna mucha tsetse! Zaobserwowałam już pierwsze objawy wycieńczenia, ale przede wszystkim początki śpiączki afrykańskiej. Kładę się spać grubo przed kurami i natychmiast się zapadam, tracę przytomność i urywa mi się film. Wszystko to trwa ledwie chwilę, bo już alarm alarmuje, że 6.50 i pora się zwlekać. W pierwszym odruchu zawsze chcę się poryczeć, ale zaraz uznaję, że lepiej się zdrzemnąć na niecałe 3 minutki... 

   Ciągnę się do kuchni, jeszcze w połowie drzemiąc, tzn. z jednym tylko otwartym okiem i jedną czynną półkulą, a już kombinuję jak najrychlejszy powrót w pościele. Już planuję, że szybko porobię te wszystkie kanapeczki, herbatki, śniadanka, drugie śniadanka popakuję, jabłuszka umyję, plecaczki zarzucę na plecy, pieska odsikam dwanaście razy, pokręcę się po zasranych zieleńcach i zanim pomyślę o zakupach, odbieraniu Igi, gotowaniu zupki, odsikaniu pieska... walnę się jeszcze na chwilę... planuję i zieeeewam.

   Śpię na leżąco, w mojej sytuacji to luksus i rzadko mnie stać na takie ekstrawagancje, wpółleżąco na fotelu u denty, ale to bardzo drogo wychodzi... oraz na siedząco, chodząco, stojąco w ogonku do zieleniaka,. Mam pewne podejrzenia, że wczoraj przysnęłam podczas obierania kartofli. Codziennie ok. 14 po prostu tracę przytomność, to znaczy wyłącza mi się ta jedyna czynna półkula i zanim mi zaniknie większość czynności życiowych, staram się doczołgać do łóżka. 

   Po obiedzie zaczynam działać na pełnych obrotach! to znaczy obie części mojego mózgu działają i współdziałają, i wespół w zespół planują w jaki sposób, najprostszą drogą, trafić do łóżka. Kąpię się pobieżnie już po podwieczorku, śpik mnie morzy w wannie niemożebnie, żeby wieczorem mieć więcej czasu... na spanie. Działam i zieeeewam, a lewa powieka opada mi permanentnie. Jasna sprawa, że siadanie przy maszynie w takim stanie grozi śmiercią lub kalectwem, dlatego instynkt samozachowawczy każe mi trzymać się z daleka od wszelkich urządzeń mechanicznych. Wczoraj o mało nie zahipnotyzował mnie malakser! Jedak dla dobra brummBLOGa i Waszej uciechy wypiłam w piątek osiem kaw i zabrałam się do szycia, a jednostajny warkot maszyny... zieeewam.

kamizelka

   Uszyłam dla Igi nową, szkolną kamizelkę ponieważ tamta, stała się bardzo nieaktualna... na szerokość i na długość, a także lekko puściła farbę w praniu. Nowa kamizelka uszyta jest według starego wykroju, tylko powiększonego bez ładu i składu gdzie popadnie, szczególnie wzdłużnie. Wyszło znakomicie.

kamizelka

   Karczek został odcięty z konieczności, a żeby uniknąć mozolnego pasowania kratek, krojony jest po skosie. Tym razem udało mi się wykończyć brzegi lamówką, nie jakoś perfekcyjnie, bo zasnęłam - hehehe! żarcik kosmonaucik! - byłam po ośmiu kawach! po prostu mięsista, lekko piankowa materia strasznie się ślizgała, więc wyszło, jak cię mogę.

 kamizelka

   A co my tam mamy w środku? a tam mamy drugą kamizelkę, w odcieniach zieleni i rudości. Miałam nawet taki pomysł, żeby w tym tygodniu pokazać Wam niebieską kamizelkę, a w przyszłym wreszcie porządnie się wyspać, przewinąć ją na lewą stronę i pokazać zieloną... jednak takie oszukaństwo jest zupełnie nie w moim stylu. Więc zdradzam od razu, kamizelka jest dwustronna, ze wskazaniem na stronę niebieską.

bezrękawnik

   Na obu stronach po prawej stronie, po jednej kieszonce. Burda nie powstydziłaby się takiego opisu! może mnie zatrudnią, potrafię w śpiku nieźle zagwatmać...  Obie wykończone lamówką i krojone ze skosu i każdorazowo jedna jest oficjalna, a druga sekretna... ciiii! Pod koniec lamowania niewąsko ryłam nosem i beczeć mi się chciało, a pod pachami to już byłam zupełnie wypluta, ale skończyłam i nawet pyknęłam kilka niezgorszych fot. Zieeewam.

    Widzę dla siebie tylko dwie drogi i obie wyboiste: albo miałam bliskie spotkanie z muchą tsetse i wkrótce zejdę... i żegnajcie... i będzie mi Was brakowało! i przekażcie mój fioletowy, bawełniany koc ubogim... albo to zwykłe, jesiennie przesilenie, które wkrótce minie i się znowu rozszaleję, rozszyję i rozpiszę, że aż strach! W te, albo wewte, bo... zieeewam...

kamizelka

PS. Iga: "Mamo! jutro wstanę o pierwszej rano i posprzątam swój pokój!" 

Może gofra, albo groszka?

brummblogging

Słodko, słodziusio. Po prawej gofry, po lewej groszki. Co kto lubi. Ja sama mimo, że jestem na odwyku wybieram gofra. Iga zaś stanowczo preferuje groszki... i podobno o gustach się nie dyskutuje, więc nie będę drążyć tej kwestii uparcie, tylko pokażę zdjątka.

narzutka

Kamizelka uszyta nienaumyślnie. Miał być żakiet, wypisz, wymaluj, jak model 145 z Burdy numer 9/2014. Napotkałam jednak liczne przeciwności i skrojone już rękawki z odrazą odrzuciłam w kąt. Wierzchnia sztuczna, gofrowana, biała dzianina jest nadzwyczaj wiotka i rozciągliwa. Mówiąc nadzwyczaj, mam na myśli, że niemożliwie, okropnie i przeraźliwie się ciąga. Groszkowa podszewka nie grzeszy stabilnością... a połączenie tych dwóch żywiołów przyprawiło mnie o mdłości.

kamizelka

W pocie czoła kroiłam, po skosie, dwa kilo pasków na 4 metry lamówek, by na ostatek stwierdzić, że w żaden sposób i ni huhu tego nie oblamuję. No, a miało być wypisz, wymaluj, jak w modelu 145... Wykorzystałam więc te paski na uszycie wypustki i wykończyłam nią krawędzie przodów.

kamizelka

Stójka (krojona razem z przodami) dobrze się układa i jest to detal, który decyduje o uroku tego modelu. Można ją postawić, lub ułożyć płasko jak szalowy kołnierzyk. Podobnie, jak w przypadku gofrów i groszków, tutaj także zdania, co do jej położenia, są mocno podzielone. Ja tam wolę jej postawienie. Iga jej położenie.

kamizelka

Gdy przyszło do wszywania rękawków, byłam już nieźle wymiętoszona. I żakiecik takoż. Główkowałam dłuższą chwilę, jak je połączyć z całością, zważywszy na fakt, że rękawy miały być bez podszewki i popadłam w jakieś krawieckie odrętwienie. Poszłam odebrać Igę z pierwszej a, zrobiłam zakupy, wróciłam do domu, a impas trwał. Około 15 postawiłam śmiałą tezę, że się nie da i w tyłku z tym, że miało być identycznie, jak w modelu 145. Robię kamizelkę! Podkroje pach obszyłam resztą wypustki.

kamizelka

Przez obie warstwy naszyłam kieszonki, które nie tylko schlebiają wielbicielom groszków, ale także łączą wierzch z podszewką i utrzymując obie tkaniny w ryzach. Na  koniec połączyłam boki tak przebiegle, że po wykończeniu dołu kamizelka jest obustronnie nienaganna i nadaje się do noszenia i na tak i na opak!

kamizelka

Burzliwie. Jak zwykle w mojej pracowni. Kto tam wchodzi, nigdy nie wie, z czym wyjdzie. I, czy wyjdzie w ogóle. Żakiet lamowany bajerancko, model 145 wszedł i przepadł bez wieści, a wyszła kamizelka, narzutka na wrześniowe chłody. 

kamizelka

Proszę wybierać, kto chce gofra grubo z pudrem, a kto nie - proszę groszki. Smacznego! 


PS Wspomnienie upalnego lata. Kris wychodzi do pracy w sweterku i waha się czy nie narzucić kurteczki. Temperatura tez się waha... w okolicach 32 stopni w cieniu. Ostatecznie Kris ryzykuje wyjście bez sztormiaka.

Po południu:

Ja: Jak tam blezeerk? sprawdził się dziś?; Kris: "Bardzo żałowałem, że nie wziąłem kurtki...

...mógłbym ją założyć, żeby ludzie nie widzieli, że mam sweter..."

Dzika żądza.

brummblogging

W minionym tygodniu sporo kombinowałam. Bloga zaniedbywałam, żeby sobie nie przeszkadzać w przemyśliwaniu. Głowiłam się. Stawiałam sobie ważkie pytania w rodzaju: co teraz?  lecz nie znajdowałam na nie zadowalającej odpowiedzi. Niespodzianie doznałam iluminacji. Kamizelkę! 

Nie wiem, skąd mi przyszła do głowy  ta iluminacja :O w kamizelkach noszę się rzadko, jednak nie mogłam się pozbyć tej natrętnej myśli. W ciągu jednego popołudnia niewinna zachcianka przerodziła się w palącą potrzebę. Następnego ranka wertowałam już "Burdy" ogarnięta dziką żądzą. Kamizelkową!

Kamizelka miała być nie byle jaka, ani żadna pierwsza lepsza.

Miała być nowa, dżinsowa i sponiewierana.

Załóżmy nawet, że znalazłabym w szafie kawałek dżinsu... istnieje spore prawdopodobieństwo (mniej więcej 97%) że znalazłabym, ale niby w jaki sposób miałabym go sponiewierać? Odpowiednio do fasonu i stosownie do mojego wyobrażenia... w dodatku sprawa jest pilna, gdyż nie mogę zaniedbywać bloga w nieskończoność poniewierając się w tym czasie. To nie wchodzi w rachubę!

Obsesyjna myśl o kamizelce drążyła mnie jednak jak robak węgierkę.

Równocześnie z odnalezieniem w "Burdzie" (nr z listopada 2012) wymarzonego wykroju, spadło na mnie kolejne olśnienie: stare spodnie Krisa! Oooo! bez wątpienia są porządnie sponiewierane, tylko czy pokonam przeszkody związane z różnicą gabarytów? Wszak takie dżinsy, nawet dżinsy Krisa, to tylko DWIE NOGAWKI, a ja... cóż... JA  mam sporo krągłości i całą swoją OKAZAŁOŚĆ... do okrycia. Czy sprostam?

Sprostałam! chyba nikt, ani przez sekundę, nie wątpił? 

Krojenie, połączone z rozcinaniem, pruciem i innymi beznadziejnymi czynnościami zajęło mi cały ranek, ale chciałam wykorzystać jak najwięcej oryginalnych detali. Zapięcie miałam zamiar odszyć z rozporka (wiem, trochę perwersyjny pomysł) i wyprułam go starannie (Olaboga!!!) po czym zmieniłam plany i odszyłam całkiem nową pliskę (Olaboga!) i już.

Na zbliżeniu widać oryginalną (wyprutą w pocie czoła... olaboga...)  kieszonkę. Można także rozkoszować się widokiem fikuśnych dziurek z oczkiem. Przy tej okazji warto napomknąć, że choć są takie rozkoszne, to mitrężyłam się z nimi i mozoliłam zbyt długo, nie szczędząc różnych ordynarnych słów. 

Tył kamizelki wygląda znakomicie z jasnymi bokami! Pasek do regulacji wykonałam z paska spodni. Szlufki odszyłam całkiem nowe.

Ponieważ kamizelka miała być bardzo dopasowana i w ogóle się nie zapinać (muszę Wam zdradzić, że ja bardzo rzadko cokolwiek zapinam, olaboga!!!) wybrałam rozmiar taaadaaam! taaadaaam! czterdzieści. Tak! tak! 40! Oczywiście nie ma najmniejszej szansy, żebym się w taki rozmiar zmieściła po dobroci, a nawet pod groźbą chłosty. Nie ma! a w burdową czterdziestkę weszłam jak w masło i w dodatku, dzięki plisce, mam możliwość się dopięcia. Niemożliwe stało się możliwe. Dzięki "Burdzie"*

*Oczywiście tabele rozmiarów mówią jednoznacznie, że ja się w tę czterdziestkę NIE MOGĘ WCISNĄĆ, że wszędzie będzie brak. I tu, i tam... a jednak! jednak twórcy szablonów najwyraźniej nie sugerowali się tabelami :D

Na wykończenia nie wystarczyło mi spodni i musiałam improwizować. W tym celu włożyłam rękę do szafy i chwilę macałam, aż wyczułam cienką bawełnę. Wzór wydał mi się absurdalny i kolor bezsensowny, ale nic lepszego nie wymacałam. Co myślicie? w każdym razie nie kłóci się z moją wizją :D

Kamizelka jest ZNAKOMITA. Pięknie leży (nareszcie czuję, co jest dość idiotyczne, że to MÓJ rozmiar! ) pięknie wygląda i jest sponiewierana, że HO! HO! Noszę ją chętnie i bardzo dobrze się w niej czuję. Jestem zachwycona i już nigdy, przenigdy nie wyrzucę żadnych starych spodni Krisa :D olaboga!!!

 

PS Szkolna gorączka wrześniowa wciąż trwa! Na razie nie umiem ocenić rozmiaru szkód, uszczerbku na zdrowiu psychicznym i wpływu na stan owłosienia mojej głowy... olaboga...

Ciśnie mnie tej wiosny sznur...

brummblogging

Zjawiła się! Oddychałam nią, więc wiem, co mówię. Wzięłam dwa głębokie machy, nad morzem w Brzeźnie, zakręciło mi się w głowie i zaszumiało jak należy. Mewy krążyły mi nad głową i pod stopami. Potem przydybałam ją w lesie. Żadne tam śniegi topniejące nie mogły mnie zmylić. Ugrzęzłam w lepkim błocku i od razu poznałam! Dziś wszystkie moje przeczucia potwierdziła przebieżka do Biedronki, w pełnym słońcu i z pełną siatą. Zjawiła się i wiem, co mówię, bo w moim kobaltowym płaszczu chadzam wyłącznie wiosną!

Wiosna. Dla Igi nie całkiem piąta, ale dobrze wykorzystała te cztery, którymi dysponowała. Wyrosła. Wyrosła sobie i włosy, i nogi. Wydziewczyniła się. Skurczyła wszystkie buciki i rajtuzki. Nosi "Burdowy" rozmiar 134! Zszywam spodnie po lini boku i nie dowierzam :O 70 centymetrów ściegu! olaboga!

Na komplecik, stosowny do pory roku, wybrałam błękitny dżins, drukowany w gwiazdki. W "Burdzie" już zwąchali, że Iga wyrosła i zamieścili kilka modeli w rozmiarach 134-158 ZUCHY! Korzystam z wykroju na spodnie i kamizelkę w stylu lat '80. 

Nabijam ćwieki. 

Wszędzie :D

Tkaniny nie miałam zbyt wiele - polecam Wam tę metodę, działa bardzo mobilizująco na szare komórki - ale udało się skroić, troszkę oszukaną, kamizelkę :D brak jej kołnierzyka, ale poza nim, to niczego jej nie brakuje!

...nawet ćwieków.

Może nawet zwłaszcza ich :D

Podkroje pach wykończyłam dzianinową, kremową lamówką. Wykorzystałam zupełnie nowatorską, jeszcze nieopatentowaną,  metodę lamowania z utrudnieniem. Nie wiem, czy się jeszcze kiedyś na to zdobędę.*

Wiotką jak rozgotowane spagetii, lamówkę złożyłam na pół i doszyłam - odciętymi brzegami - do krawędzi podkrojów. Potem przewinęłem ją do spodu, ukrywając doszycie i pozostała mi wykończona/złożona krawędź, którą wystarczyło tylko nastębnować :D hehehe wystarczyło... tylko... hehehe!

Kamizelka (w odróżnieniu od spodni) w ogóle nie ma zapięcia. Luzem się ją nosi...

...po prostu i bez niepotrzebnego się spinania.


Gdyby Iga wdziała na siebie ten wiosenny komplecik, czarną bluzeczkę i zabrała ze sobą torebkę; położyła się zupełnie płasko... jeeeeszcze bardziej płasko, najpłaściej... i zgubiła gdzieś głowę (to jest do niej całkiem podobne) wyglądała by tak:

Wiosna ją wyciągnęła na 134cm w górę, w kierunku słońca.

Nie ma co się oszukiwać... po moim maleństwie została tylko sterta minirajtuzków i minibucików :O

Wiosna. Dla mnie już... hmmmm któraśtam kolejna. Na pewno nie wykorzystałam swoich, tak jak Iga, bo mam tylko 178* wzrostu. Gdybym pięła się w górę - jak ona - miałabym kilometr wysokości i sięgałabym głową powyżej pułapu pierzastych cumulusów. Leń ze mnie. Śmierdzący.

*to jakaś frojdowska pomyłka i myślenie życzeniowe... mam tylko 176cm, same widzicie, że mogłam się bardziej postarać.


PS W Biedronce przechodzimy krótki kurs wychowania seksualnego: Iga bierze prezerwatywy: "Kupmy to!"; ja odkładam je stanowczo na miejsce. Iga bierze prezerwatywy: "Kupmy to! co to jest?"; odkładam je stanowczo na miejsce i tłumaczę, co to jest i do czego służy.

Iga: "Będę miała tylko jedno dziecko, bo dwoje to za dużo roboty. I będę używacielką TYCH BALONIKÓW" 

Dziś w biedronce Iga bierze prezerwatywy. Ja odkładam je stanowczo na miejsce. Iga zdziwiona: "Kupmy te baloniki, pseciez ty i tatuś nie chcecie mieć juz dzieci!" :D

Pikseloza.

brummblogging

Tak powiedział Kris, że to jakaś pikseloza i w oczach mu się mieni.

100% wool. Wspaniały, rasowy tweed. A mu się mieni!

I nazywa TO pikselozą :O

To takie krzywdzące dla mnie... dla woola* i tweeda...

*Słyszycie jak smętnie beczą boguducha winne owieczki?


Z tym tweedem to było tak, że dostałam nim prosto w łeb za pośrednictwem Allegro. DOKŁADNIE MIĘDZY OCZY. Natychmiast sobie wyobraziłam wdzianko i dostałam drżączki, że ze 4 inne blogerki dostały tweedem, między oczy, równocześnie ze mną i że już mają paluszki na kupterazie, za chwilę zapuka do nich listonosz, a one już, już nawijają nici na szpulki i wrrrrruum! jak zwykle będę w przysłowiowej czarnej dupie.

Nakupiłam więc tej wełny tyle, ile trzeba (1,50mb za kwotę 22,50) i zaczęłam ŚLEDZIĆ AUKCJĘ, żeby wytropić, czy ZNIKA, oraz kto ile kupuje, żeby odgadnąć, co kto może szyć i czy możliwe, że wdzianko???

Na szczęście jakoś nie schodził belami, więc odzyskałam wewnętrzny spokój.

Gotowa narzutka wygląda DOKŁADNIE tak, jak ją sobie, w chwili rąbnięcia tweedem między oczy, wyobraziłam. Pomógł mi w tym BARDZO FAJNY WYKRÓJ z Burdy nr 10/2010. Ma nawet cięcie w przodach tam, gdzie sobie wyobrażałam, że odwrócę tkaninę lewą stroną do wierzchu! 

Przez to odwrócenie - lewa na prawo - przez całą robotę, NIGDY nie byłam do końca pewna NA JAKIEJ AKTUALNIE STRONIE DZIAŁAM, przez co musiałam być nieustannie staranna ;D to takie męczące :O

Ramię jest piękne, lekko opadające. Tył zupełnie prosty. Na dodatek fason jest BANALNY W REALIZACJI. Do tego stopnia nieskomplikowany, że postanowiłam sobie TROCHĘ UTRUDNIĆ i pod górę zrobić :D Oblamowałam wszystkie szwy czekoladową taśmą skośną (niezaprasowaną lamówką); powyżej widać takoż samosz wykończoną podpachę ;D zabieg ten sprawił, że podwoiłam czas szycia, a także, że kamizelka jest w zasadzie OBUSTRONNA.*

*Jak się przybrudzi przy kołnierzu, to BUCH! przewracamy ją na lewą i oszczędzamy na pralni chemicznej.

Lewa strona, gotowa (w każdej chwili) do bycia prawą.

Przód jest MOCNO PODCIĘTY w stosunku do tyłu i chciałam go trochę wydłużyć... jednak linia środka przodu biegnie w zasadzie po skosie i mocno się wyciąga... koniec końców przód jest dłuższy niż burdowy, choć niewiele. 

Oczywiście CUDÓW NIE MA (przynajmniej ja nie produkuję ich codzień) więc podwinięcie fałd przodu gdzieś musiało wyleźć na wierzch. Na pewnym - newralgicznym odcinku - widać owerlok... mnie to nie przeszkadza. A Wam? Cały dół, a trochę tego było... podszyłam ręcznie :O 

Na koniec żarcik prowadzącego:czerstwy jak dziesięcioletni sucharek ) do zdjęcia na wieszaku lekko spięłam tył szpilkami, żeby uzyskać odpowiednie proporcje, a następnie... natychmiast o tym zapomniałam i przymierzyłam kamizelkę, żeby ostatecznie ocenić swój BEZMIAR ZADOWOLENIA. Tak sobie stoję, patrzę i z dumy puchnę! jak wspaniale leży na sylwetce! jak się cudnie układa! a tył!  tył... :O A TYŁ JEST SPIĘTY SZPILKAMI!!!

Wygląda na to, że będę musiała odszyć dwie pionowe zaszewki z tyłu, tak dla spokoju ducha.

...żeby mój bezmiar był bardziej bezbrzeżny...

*Ale z tą pikselozą to przesadził, nie?

PS A kto uważny, to zauważył, że zdjęcia takie ładne! tło takie bialutkie i jaśniutkie! ajajaj! kolory takie akuratne! aż miło... choć to styczeń... styczeń w Polsce i nie jest to-  OJ, NIE JEST! - środek lipca w Toskani :O Polski styczeń zamienia się w toskański lipiec za sprawą NOWEGO SPRZĘTU FOTO! :D

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci