Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Wpisy otagowane : broszka

Wyniki Rozdawajki!

brummblogging

Dobry Wieczór!

W odpowiedzi na zaczepki odpowiadam:

Taaak, jest już jutro! :D

W związku z tym dziś, czyli jutro, w godzinach wczesnoporannych, czyli o 11.30

miało miejsce uroczyste losowanie laureatów

Mikołajek Rozdawajek.

Marysia, czyli Iga ciągała losy, a ja miałam przyjemność uwiecznić to wydarzenie, 

czyli pyknęłam kilka słabych, niedoświetlonych fot.

Imiona wszystkich uczestników zostały napisane na świstkach i umieszczone w bębnie, czyli kieliszku.

Nastąpiło komisyjne złamanie pieczęci i...

Maszyna losująca wybrała trzy losy.

Zwycięzcami, czyli posiadaczkami cudownych świątecznych broszek zostały:

Juli    Sakurako   Gigi

Zza kulis rozlagają się fanfary, publiczność szaleje, sreberka się sypią,

a przyjaciele i rodziny laureatów spontanicznie wybiegają na scenę.

Kwiatki, Szmatki, Czekoladki!

Gratulacje!

Co za dzień!

To po prostu nie wia ry god ne!!!

Trzy szczęściary proszę o kontakt mailowy.

W wiadomości należy umieścić adres do wysyłki, preferowany kolor broszki,

oraz podziękowania dla organizatorów ;D

Mikołajki - Rozdawajki.

brummblogging

Kupiłam kilka kawałeczków tafty w fajnym kolorach: bordowym (zwanym w tym sezonie burgundem!) granatowym, oliwkowym i turkusowym. Oraz kawał niezbyt fajnej tafty w dziwne rudo-fioletowe paski. W zanadrzu zaś miałam piękną taftę czekoladową i złote niewiadomoco, które nazwę LAMĄ, choć nie pluje.

Zgromadziłam to wszystko, ponieważ naszła mnie znowu chęć na broszki

Nic się, w tym temacie, nie zmieniło - nie noszę ich - miewam tylko na nie chęć :D

Właśnie z powodu tej chęci, od trzech dni NIE MAM CZASU NA SZYCIE! a raczej MAM CZAS wyłącznie na szycie RĘCZNE, zszywanie, wycinanie, opalanie, i zszywanie, i wycinane, i...  i dziś nareszcie skończyłam! Broszkwiaty wyszły bardzo ładne, wieczorowe, ŚWIĄTECZNO-SYLWESTROWE. Z błyskiem. Z POZŁOTKĄ. Miejscami burgundowe, co w zasadzie gwarantuje im sukces w tym sezonie.

*Podobno słowo "burgund", umieszczone w tagach do bloga, gwarantuje 125 tysięcy kliknięć dziennie. Codziennie.

Na początek bor...burgundowa :D żebyście z miejsca oszalały.


I granatowa.


Oliwkowa.

Normalnie - nacodzień - to one się tak NIE JARZĄ. Musiałam je oświetlić do zdjęć i tafta nałapała luksów, z żarówy, bez opamiętania :O Zwyczajnie, to one są bardziej zwyczajne i raczej nie oślepiają kierowców nadjeżdżających z naprzeciwka... chyba, że się wystawicie klapą do wielkiej żarówy i Wam nałapią luksów. Wówczas to już same będziecie sobie winne :D

Powyżej wszystkie broszkwiaty z lamą, ale NIE W OGÓLE WSZYSTKIE, w kombinacjach kolorów kolorowych z kolorem czekoladowym. Plus szklane oczka dobrane AKURATNIE. Nie ma potrzeby z tą tezą dyskutować, w świetle dziennym widać, że AKURATNIE!

Wszystkie kwiatki mają od spodu podszytą przypinkę!

Dwie kolejne - będące kompletem - powstały z dziwnej tafty w paski i szyfonu w kolorze plamy po kawie z mlekiem. Jedna w klapę, a druga może we włosy, albo na torebkę, lub do szala. Jak kto woli.

Tym razem NIE WYCINAŁAM KÓŁECZEK, tylko korzystałam z szablonów na filcowe kwiatki. Tak trochę korzystałam, bo tylko po obrysie, a i to nie całkiem. Reasumując - zamiast kółek wycięłam kółkopłatki. Takie łagodne płatki. Łatwe do opalania, ale równocześnie już z niekółkowatą krawędzią. Zszywając kolejne warstwy troszkę je FAŁDOWAŁAM, żeby jednak były choć odrobinkę w 3D. 

*Kto nie ma efektu 3D ma najwyraźniej okulary starej generacji!

Teraz zgrabnie nawiążę do tytułu. Mam nadzieję, że nie zapomniałyście JAKI JEST TYTUŁ?

Otóż trzy broszki są dla Was!

Wiem, że się najarałyście na burgundową, ale nic z tych rzeczy ;D

dla Was są trzy broszkwiaty kolorowe i bez pozłotki:

O takie!

Warunki rozdawanki:

  • Umieszczamy komentarz pod wpisem. 
  • W jego treści (zwięźle lub rozwlekle, odpowiednio do umiejętności i preferencji) zawieramy opis najwspanialszego prezentu jaki kiedykolwiek dostałyśmy i swojej największej prezentowej poruty, po której odpakowaniu (z papierka w choineczki i bałwanki) chciało Wam się wyć trzy dni bez przerwy.
  • Wyrażamy chęć posiadania Broszkwiata.

Zacznę od siebie, żeby Was ośmielić: HIT - automat do wypiekania chleba, zakupiony przez Krisa w TOTALNEJ TAJEMNICY i podpisany na karneciku: brummig :D

KIT - od mojej mamy: Słownik Języka Polskiego, Tom I (drugi tom miał dostać mój brat, chyba dlatego, że jest młodszy, czyli drugi). Skończyło się awanturą :O 

Sytuacja dojrzała do zmiany regulaminu:

* Dnia 01.XII zamknę listę komentarzy (mam nadzieję, że dla dobra losowania będą ich przynajmniej cztery) i Iga (która jeszcze nie umie dobrze czytać, chociaż kozaczy, że już potrafi, ale to zwykła ściema, bo kto niby miałby ja nauczyć, kiedy ojciec całe dni w robocie, a matka szyje?) wybierze trzy szczęśliwe niknejmy.

Proszę o NIE aplikowanie osób zza granicy Polandii, Krisa nie stać  na wysyłkę :D

3.XII ogłoszę zwycięzców Mikołajkowej Rozdawajki Broszkwiatów. 

* Jako organizator rozdawajki, foondator nagród i właściciel bloga zastrzegam sobie prawo do nagłej i niespodziewanej zmiany  regulaminu, kiedy mi zajdzie taka potrzeba, a także ewentualnej zmiany nagrody na inną (równie cenną) w razie gdyby ww broszkwiaty zeżarł mi pies sąsiada, czy coś.

Zapraszam do komentowania.

Przypinki są naprawdę fajne, choć NIE TAK SIĘ JARZĄCE jak na zdjęciach; info - patrz wyżej.

* Dodam za zachętę (nie wiem, dlaczego potrzeba Was zachęcać!) że jeśli laureaci będą mieli jakieś szczególne sympatie i upatrzą sobie jakiś inny model, spośród ww broszek, to będzie można negocjować :D

PS Komentarz Krisa - na gorąco - wielemówiący: "Długo do tych wyników... 10 dni... ponad... aż... grubo!"

Czarny Baran.

brummblogging

Gdzież bywał w sobotę Czarny Baran? No gdzież?

Jasna rzecz, że WE MŁYNIE!

Nie mełł tam mąki, bo była już wymemłana, za to robił zakupy. I to jakie zakupy!

Młyn znajduje się w Pruszczu Gdańskim i jest wspaniały:

Kiedy Czarny Baran wyskoczył z samochodu od razu poczuł się jak w raju! Głównie z powodu niezwykłego zapachu, jaki roztacza wokół siebie młyn :O Baran, kiedy był jagniątkiem, jeździł czasem na wakacje :D i droga z PeKaeSu wiodła wedle młyna. Lipcowy skwar, tuman kurzu, rozpylone w gorącym powietrzu mikrodrobinki mąki, woń świeżego ziarna, hałas niemożliwy... i wreszcie TEN ZAPACH! orzechowy, cudowny i głęboki... No jak w raju, mówię Wam! :D

Kto chciałby się sztachnąć, musi wybrać się TU:

Młyn Gospodarczy

 Mąka.

Gdy Czarny Baran usłyszał był, że Włosi potrzebują na makaron mąkę z pszenicy durum, pomyślał sobie, że to jakieś śródziemnomorskie fanaberie! Mąka, jak wiadomo, dzieli się na: Tortową, Poznańską i Krupczatkę. Pierwsza nadaje się na torta, druga pochodzi z dużego polskiego miasta, a ostatnia... ostatnia służy do niewiadomoczego. I KONIEC. Znajduje się je na półce w hipermarkecie, czasem w towarzystwie WOŁKÓW. Wtedy wiadomo, że SĄ STARE.

W Polsce z mąką jest słabo. Z jej świeżością jeszcze słabiej. Z jakością... no cóż, bywa różnie, ale najczęściej jest... SŁABO. Można się o tym boleśnie przekonać, kiedy spróbuje się upiec CHLEB. Czarny Baran (zwany dalej Czarnym Beee) próbuje regularnie i przekonuje się - też regularnie - że z mąką JEST SŁABO.

Za to mąka z młyna jest fantastyczna! 

Ceny są WięcejNiżOkazyjne;

 ...zaś obsługa jest... specyficzna. Czarny Beee przeżył małe zderzenie z LOKALNYM FOLKLOREM, ale zachował spokój, pogodę ducha i nie zrażał się, głównie przez wzgląd na TOWAR. 

Kris - po powrocie do domu - stwierdził, że potrzeba nam większego mieszkania :D rzeczywiście :O jakoś tak SIĘ ZAPEŁNIŁO do poziomu krytycznego i wcześniej niespotykanego :O Czarny Beee (w celu opanowania sytuacji z gruntu NieDoOpanowania) poczęstował szczodrze, chętne do współpracy, dzieciaki suszonymi owocami zalegającymi po całym stole, a następnego dnia POSZYŁ WORY NA MĄKĘ.

Teraz na stole pietrzą się i bakalie i WORY.


W każdym worku po dwa kilo mąki (tyle minimalnie można kupić we młynie) ale wory mogą duuużo więcej i TAKI JEST PLAN! Odpowiednio od lewej pachną: żytnia, pszena mocno oczyszczona i pszenna chlebowa.

Worki uszte są z masywnej surówki bawełnianej. Każdy ma od frontu okienko, podszyte organtyną, w którym można umieścić kartkę z opisem zawartości. Wloty ściągane są tasiemkami. Wszystko niewykończone; celem był - STAN SUROWY, ZAMKNIĘTY.

Mąka jest wewnątrz w foliówce (WIEM, WIEM... I TEŻ CIERPIĘ) ale przynajmniej otwartej tak, że może swobodnie oddychać. Łatwo ją czerpać i wygodnie przechowywać, a jeśli się dysponuje taką WYPASISTĄ drewnianą ŁOPATKĄ, to już po prostu BOMBASTYCZNIE!

Czarny Beee upiekł już: chlebek raczej pszenny (pyszny!) placek drożdżowy z truskawkami (pyszny!!!) i właśnie nastawił chleb raczej żytni. W planie jest wyhodowanie zakwasu (Beee ma już niezbędne doświadczenie w tym temacie).

Zachęcam do wizyty we młynie! 

Nie koniec na tym! Czarny Beee został zaproszony na Niedzielne GardenParty za miastem :D 

Z tej okazji przygotowane zostały dwa UPOMINKI.

Każdy składa się z CUDOWNIE PACHNĄCEGO mydełka z TK-Maxx'a

i własnoręcznie upalonej broszki:

Turkusowo - Mleczno - Waniliowo - Krówkowo.

Żółto - Zielono - Motylkowo - Pachnidełkowo.

Poniżej gotowe do wręczenia:

"Gdzieeeeżeś ty byyyywał Czaaaarny Baraaaanie? We młynie, we młynie moooościwy paaaanieeee.

Jak cię tam biiiiili Czaaaaarny Baraaaaanie? Łup cup, cup! Łup cup, cup! Mooooościwy paaaanie.

(...) Jaaaaakżeś ucieeeekał Czaaaarny Baraaaanie? Hopsasa do lasa mooooościwy paaaaanie;

Hopsasa do lasa mościwy panie!"

PS. Kryzys w ogrodzie. Marcel zaszył się w krzakach i płacze. Kolejno chodzimy celem pocieszenia go, a także -  nawet SZCZEGÓLNIE - celem uniknięcia wiochy i wywleczenia go z krzaków. Ja, Kris, dziadek, babcia....

Wieczorem w domu: Marcel: "Nie będziesz krzyczała na babcię??"; Ja (stanowczo i podstępnie): Mów natychmiast o co chodzi!!!; Marcel: "Bo jak płakałem w krzakach, to babcia mi dała 20zł"  :D

Odpoczynek po Wypoczynku.

brummblogging

Kaszuby! Cztery dni WYPOCZYNKU!  

Chmurki. Słońce. Deszczyk. Chmurki. Las. Deszczyk.

Nie szkodzi. Przynajmniej jest ciepło :D czasami. W każdym razie NIE NOCĄ. Ulewa.

Jak tu ładnie. Z ODPOCZYNKU korzystają też emeryci :O czasami... częściej testują wątroby. Wytaczają się od rana z kawiarni i nigdy nie przebierają w trunkach ani - tym bardziej -  w słowach, a już najmniej nocą...

Mają problemy ze słuchem, więc MÓWIĄ ZBYT GŁOŚNO.

Deszczyk. Słońce. Chmurka.

Do jeziora 300 stopni w dół. Nie szkodzi. JAK TU PIĘKNIE! Gorzej, że teraz do hotelu TRZYSTA STOPNI W GÓRĘ... "Mamooo! Sikuuuu! o... już za późno" :O

Wspinam się. Las krąży mi przed oczami. Im szybciej oddycham, tym szybciej mi krąży. Chmurki też mi krążą, wraz z deszczykiem. Tlen (wszystko przez ten las) uderza mi do głowy na 289 stopniu i zaczynam zataczać się mocno, mówię zbyt głośno i nie przebieram w słowach: taaaka duża dziewczynka i siusia w majtki! 

ZACZYNAM ROZUMIEĆ EMERYTÓW i chętnie przetestowałabym swoją wątrobę.

Jak metabolizuje.

Chodzę senna i zmarznięta. SZOK TLENOWY ciśnie mnie w skroniach.

WYPOCZYNEK.

Słońce. Las. Jezioro.

Marzę o własnym łóżku i warzywach. Śni mi się pięknie i świeżo surówka z młodych porów. 

Po powrocie do domu jest tylko gorzej :D Wszędzie zalegają brudne ubrania, sprzęt i ekwipunek. Mokre ręczniki, wilgotne śpiwory. Potykam się o buty. O torby. O własne nogi. Śpię całe przedpołudnia i zimno mi nieustanie... ODPOCZYNEK PO WYPOCZYNKU. Inhaluję się CODZIENNIE miejskim powietrzem i czuję, że powoli wracam do formy. Przynajmniej serce mi nie łomocze i nie ciemnieje mi przed oczami, bo na górę mam tylko 21 schodków. 

Pięć pralek później rozstawiam maszynę, ale pożalsięboże ta moja robota. Od razu się zmęczyłam :O

Poduszki dla Igi:


Taka tam, zwykła zaległa robota.

Nieustannie zaskakuje mnie szycie poduszek.

CZTERY SZWY i całe przedpołudnie w kibel... no, JAK TO JEST MOŻLIWE?

Masywna, kolorowa bawełna z dodatkiem elastanu; w piękne, kolorowe kwiaty, kupowana za 9,90mb. Na kwadratową poduszkę wykorzystałam całą szerokość, z nadmiaru układając cztery zakładki. Z góry i z dołu zastębnowałam je i zamocowałam. Zapięcie na suwak.

Następnego dnia - i wielką, WIEEELKĄĄĄ stertę prasowania później - uszyłam komplet poduszek pościelowych. Dwie duże 50x70 i dwa maleńkie jaśki. 

Zwykłe bawełniane płótno w odcieniu kremowym, obszyłam wstawką, pamiętającą czasy Gierka. Jak poprzednio wykorzystałam całą szerokość tkaniny, odszywając z obu stron dekoracyjny, pusty RANT. 

Kolejnego dnia

i jeden - wypełniony po brzegi - wór od odkurzacza później,

postanowiłam ROZWESELIĆ KAPELUSZ :D

Odkąd Grabaż zaśpiewał o "brzydkich ludziach z Tesco" panicznie boję się wchodzić do marketów tej sieci. Tym razem nie miałam wyboru (widzę wyraźnie, że jestem szpetniejsza po tych zakupach) i polazłam. Kupiłam SMUTNY KAPELUSZ.

Dodałam mu KWIATEK.

Od razu lepiej. To jednak za mało na kapelusz z Tesco. Zrobiłam DRUGI KWIATEK.

Oba naraz wyglądają tak:

Bardzo mi się podobają.

Pomysł na kwiatki znalazłam tu:

JustBetweenFriens

...wiem, że trudno dostrzec podobieństwo (boszsz ile ona tych płatków natrzepała!) jednak INSPIROWAŁAM SIĘ tym pomysłem, wierzcie mi. W dodatku chciałam TAKIE SAME, ale najwyraźniej coś poszło nietak. Korzystałam z tkaniny z metra; skroiłam 9cm pasek z całej szerokości tkaniny; Przestębnowałam go i zaczęłam wycinać płatki...

Zorientowałam się dość szybko, że lepiej skroić pasek podwójnie (16cm) złożyć, przestębnować z obu stron i rozcinać, formując płatki!!! wówczas wykroimy dwa kwiaty na raz... :O no i jeszcze przypomnę, że NIENAWIDZĘ MARSZCZENIA! oraz oznajmię, że naszywałam (opalone i zmarszczone) taśmo/płatki na kółko z białego filcu. 

PS Iga: "Mama syje poduski! mama syje poduski!!!" ; Marcel: "Nie poduszki, tylko POKRYWKI NA PODUSZKI, jeśli już!"  i pogrążając się: "eee...nakrywki??... czy jak to się tam nazywa!"  :D

Przepis na kaszubską zapiekankę wczasową.

Przez minimum dwa dni gromadzimy mięsne resztki ze wszystkich posiłków: okrawki kotlecików, niechciane skórki kiełbasek, porzuconą wędlinkę i inne niedojadki. Zbieramy także starannie zeschnięte plasterki żółtego sera. Załatwiamy JEDNĄ PIECZARKĘ i najtańszy keczup z tesco.

Mięsne resztki mielimy, przesmażamy na patelni i powstałym w ten sposób GRANULATEM MIĘSNYM szczodrze pokrywamy bagietkę. Pieczarkę kroimy w plasterki i układamy po jednym kawałeczku co 10cm; przykrywamy zeschniętym serkiem. Zapiekamy. Podajemy głodnym wczasowiczom z keczupem. 

Smacznego!

Chciałabym...

brummblogging

Szwędam się po cudzych blogach. SZPERAM. Podglądam. Wyzwalam w sobie emocje. ZACHWYT i ZAZDROŚĆ na przykład wyzwalam, prawie równocześnie. Jakże ja bym tak chciała! zaczaić się pod krzaczkiem, pyknąć fotkę gałązki, pączka i chmurki. Powiesić ją na brummblogu i zebrać 145 zachwyconych głosów, jaki ten pączek wiosenny, a chmurka... Ach! chmurka! Chciałabym!

Albo guziczek na drewnianym blacie. Cyk, cyk fotka i Och! Och! 123 zachwyty nad jego guziczkowatością. Mogłabym też chcieć kulinarnie: rozsypać łychę cukru muscovado (który Marcel nazywa "ziemią z Mauritiusa") na spodeczek... a tak nasypać, żeby jego słodycz i melasistość zauwazył każdy z 178 z admiracją komentujących!

Wnętrzarsko także mogłabym, czemóż by nie?! interesuję się i czasami bywam w IKEA. Kreatywną być! Batikową chustkę zarzucić na abażur i taki klimat wytworzyć, żeby wzbudzić emocje. Zachwyt i Zazdrość - równocześnie - u 163 żywo zainteresowanych dizajnem. 

Niestety.

"Nie dla mnie gwar, srebrny pył,

Nie dla mnie splendor i sława, 

Nie dla mnie ta cała zabawa,

Nie dla mnie te wszystkie brawa, nie dla mnie, nie dla mnie, nie dla mnie...!"

Nie! Ja szyję. Kurz, pot i łzy (głównie łzy moich zaniedbanych dzieci) towarzyszą mojej "twórczości". Kurzę i pocę się cały dzień. Potem CZEKAM na ŚWIATŁO, którego zawsze brak. ROBIĘ ZDJĘCIA. Niedobre. Robię znowu. Załączam, dodaję. Piszę zabawny tekst. Czytam, sprawdzam, czy dość zabawny; poprawiam orty. Potem Kris czyta i znowu poprawia orty i interpunkcję mi szlifuje.

Szlifuję.

Publikuję.

Zbieram 14 komentarzy (w tym trzy moje) od najwierniejszych czytelników :O

Och!

A ja chciałabym choć 85 jak u Bartasa De.

A mama mnie ostrzegała, że to gówniany fach ;D i ciężki kawałek chleba.

Żeby się zdystansować zajmuje się butami. Starymi (dwa sezony już śmigane, choć nieczęsto) ale całkiem na czasie. Mają słomę :O i koturnę (widzę na Avanti, że to ciągle się sprzedaje) są bardzo wygodne. Tylko brak im modowego PAZURA. No i znudziły mi się już trochę, bądź co bądź.

Robię dwa niewielkie i kolorystycznie nieskomplikowane kwiatki. Pasują!


Uprałam je starannie do zdjęć, żeby po nich nie było widać tego trzeciego już sezonu, jednakże nie jestem pewna, czy w pełni osiągnęłam oczekiwany efekt :O

Spodobało mi się i skomponowało z kwiatkiem, który jest trochę z innej beczki:

Płatki wycinałam osobno (w trzech rozmiarach) opalałam, układałam i naszywałam maszyną na koło z filcu. Chciałam, żeby rozetka była bardziej NAPUSZONA, ale tafta topiła się szpetnie nad płomieniem i nie chciała wcale puchnąć.

Od strony słomy.

Oraz na moich osobistych stópkach:

...ale jak tak na nie patrzę (w izolacji od reszty mnie) to nie w pełni się z nimi identyfikuję :D 

Z resztek różnych materiałów wykonałam sznurkowy naszyjnik w ZUPEŁNIE ODMIENNYM KLIMACIE.

Wydawało mi się, że będzie krzykliwy, ale w towarzystwie podkoszulka łagodnieje. Polubiłam go. Fajnie wygląda w zwisie, choć fatalnie się fotografuje w pionie. Połączyłam: bawełniany gruby sznur, resztki łańcuszków, czarny rzemyk, koraliki i zawieszki.

PS Za karę nie będzie dziś, na dobranoc, żadnej anegdotki ;D

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci