Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Dzień Pluszowego Misia

brummblogging

Gdyby ktoś był ciekaw, co się u mnie dzieje, to może sobie przewinąć brummBLOGa i ponownie przeczytać poprzedni wpis. Zmieniła się tylko nazwa antybiotyku... zrobiono mi także jedno, czarno-białe zdjęcie, na którym bardzo ładnie wyszłam. Pola płucne mam bez zagęszczeń miąższowych i zastoju, a jamy opłucnowe bez cech płynu. To, tłumacząc z polskiego na nasze, oznacza pokrótce, że będę żyć i pisać.

Izolacja i brak sportów lekko rzutują na moje zdrowie psychiczne. Obserwuję też u siebie zaawansowany zespół odstawienny... trzęsą mi się ręce, widzę wszędzie białe nici i śni mi się warkot maszyn. Wszystkie chwile, w których czuję się trochę, ociupinę, choćby krzynę lepiej wykorzystuję na zajęcia okołoszyciowe. Nawet zdarzyło mi się  dwa razy prawdziwe szycie!

Idealnie się wstrzeliłam w Międzynarodowy Dzień Pluszowego Misia i naprasowałam smutną pandę. Uprzednio oczywiście zszyłam owerlokiem bluzę, na którą pandę naprasowałam. Żeby się zbytnio nie przemęczać, co w moim stanie może być niebezpieczne, wykorzystałam szablony z poprzedniego wpisu nic a nic nie zmieniając. Tylko dysząc, sapiąc i kaszlając.

bluza

Panda jest smutna, gdyż jest na skraju wyginięcia. Doskonale ją rozumiem, przez ostatni miesiąc czuję się podobnie. Za to bluza jest wspaniała! Powstała z połączenia resztek dzianin, w tym sztywnej, śmietanowej dzianiny, z której uszyłam między innymi swój  żakiet. Wykończenie szyi to rozcięty golf, jak poprzednio, jednak tym razem z podwójnej warstwy dzianiny.

bluza, panda, naprasowanka

Czarna naprasowanka jest kosmiczna! łatwo odkleiła się od folii nośnej, pięknie się wprasowała w dzianinę i jest miękka. Wygląda jak ze sklepu, a wiadomo, że to komplement najwyższej wagi. Nie muszę dodawać, że wszyscy domownicy chcą mieć pandę, nawet ci, którym nie ma na czym jej przyprasować. Ale chcą!!!

bluza, meduza, dzianina

A to już bluza uszyta na Międzynarodowy Dzień Galaretowatej Meduzy. Punktem wyjścia była fajna, mięsista, bardzo rozciągliwa, słoneczna dzianina. Uszyłam z niej, jak dotąd tylko czapki, gdyż trochę bałam się tego koloru. Niepotrzebnie, Iga wygląda w nim bardzo twarzowo i nie przypomina wcale wyrzuconej przedwczoraj na brzeg Bałtyku meduzy.

bluza dzianina meduza

Za to meduza wygląda jak wyrzucona i to rok temu. Naprasowanka jest sztywna, słabo się wprasowała i sterczą jej wszystkie końcówki. W ogóle nie będę zdziwiona, jeśli podczas prania macki zrezygnują z dalszego pobytu na bluzie i przylepią się do drzwiczek pralki. Od środka. I proszę bardzo! i szerokiej drogi! mam jeszcze w zapasie dwa urocze flamingi.

spodenki, dzianina

Zaraz za bluzą z wredną meduzą podążają spodenki uszyte specjalnie na Międzynarodowy Dzień Sportu. Oczywiście są dla Marcela i oczywiście bezrefleksyjnie wykorzystałam wykrój na 152, jak dla Igi, i naturalnie wydał mi się taaaakiii duży, a mój trzynastoletni synek jest jeszcze taaaakiiii mały, że poskąpiłam dodatków na szwy. Jakoś je naciąga, bo na szczęście są z dzianiny... a w ogóle, to kiedy on tak wyrósł???

spodenki, welur

Na koniec dwie pary krótkich spodni do spania. Uszyte według tego samego klucza, co sportowe... ale za to z fajnego, kratkowanego weluru, który jest miękki i... rozciągliwy. Fajne portki, tylko jakieś takie miiikreee, a mój trzynastoletni synek już nie jest wcale mikry i choćbym nie wiem jak się prężyła, to już tylko na obcasach jestem od niego wyższa... a spodnie mu uszyłam na 152... boszszszsz!

Ponieważ obskoczyłam już prawie wszystkie święta, zajęłam się też od razu Bożym Narodzeniem, żeby sobie nie zawracać tym głowy w grudniu. Na razie jednak potrzymam Was w niepewności, przebierajcie nerwowo nóżętami i zacierajcie niecierpliwie łapki!

PS Szukam w internetach frazy Duńska sztuka szczęścia, a wysypuje mi się całkiem polska: sztuka fermentacji. Co kraj, to obyczaj.

Podeszły wiek.

brummblogging

Zachorowałam. Nie, że się przeziębiłam, dostałam kataru i pięć razy kichnęłam, o nie! W życiu zawsze idę na całość, więc rozchorowałam się też spektakularnie, na zapalenie płuc. Swoją jednostką chorobową wprawiłam w zdumienie lekarza pierwszego kontaktu, który w osłupieniu, dwukrotnie przecierał stetoskop. Powiedział, że mi chrzęszczą płuca. Też mi nowina! głównie z tego powodu do niego poszłam. Dźwięk ten, coraz bardziej uporczywy i donośny, zakłócał i mnie, i Krisowi nocny wypoczynek! Następnie zaimponowałam panu doktorowi kaszlem, którego nie powstydziłby się galopujący suchotnik i zostałam wyproszona z gabinetu.

 Ponieważ jestem w takim wieku, kiedy każde zapalenia płuc może być moim ostatnim, leczę się gorliwie i leżę permanentnie. Od kilku tygodni moje dzieci chodzą splątane, gdyż dotąd uważały, że wyrażenie chora matka to najlepszy przykład oksymoronu. Z resztą Kris także zachowuje się jak człowiek, który coś zgubił... ale nie wie co, więc się tylko kręci bez sensu, jak zepsuty bąk. Jedynym plusem dodatnim jest fakt, że pies przestał łazić za mną i piszczeć, kiedy chce wyskoczyć na siku. Teraz leży pod drzwiami u Marcela i skowyczy żałośnie.

 Takiego zobojętnienia wobec całego wszechświata już dawno u siebie nie obserwowałam. Nie rusza mnie dosłownie nic. Leżę, kaszlę i apatycznie gapię się w ścianę. Każda wyprawa do kibelka jest jak podbój Czomolungmy. Zimą i w pojedynkę. Wracam z takiej wyprawy skrajnie wyczerpana, kaszlę jeszcze głośniej i apatyczniej gapię się w ścianę. Dla nikogo nie będzie więc zaskoczeniem, że nie szyję. Jednakowoż szyłam, zanim zapadłam i mam teraz co pokazać.

bluza z golfem

Bluza dla Igi. Uszyta z fajnej, dwuwarstwowej dzianiny. Wykrój z Burdy nr 8/2016 nie zainteresował mnie w ogóle, dopokąd nie ujrzałam jego realizacji w pracowni Magdiczki. Samodzielnie powiększyłam szablon o dwa rozmiary, podczas krojenia dodałam tłuste zapasy na szwy i jest cudownie. Prawie jak u Magdiczki!

szara bluza z naprasowanką

Z golfem było tak, że skroiłam go z reszty materiału i szkoda mi było odcinać nadmiar. Dlatego spróbowałam ułożyć dzianinę na zakładkę i jestem zachwycona efektem oraz zazdroszczę Idze, że ma taką utalentowaną matkę i taki wypasiony golf. Ta mała nie bardzo to docenia, gdyż zapytana, jaki kolor sznurka wciągnąć w tunel, odrzekła z zapałem: już mi lepiej nic nie wciągaj, bo tylko zepsujesz. 

 Niewątpliwą ozdobą bluzy, prócz mojego talentu krawieckiego, jest naprasowanka. W końcu się zebrałam i złożyłam zamówienie w firmie, która mam dosłownie za płotem. No, może za dziesięcioma płotami, ale odbiór osobisty. Nażarłam się porządnie strachu, podczas prasowania, że nie zedrę tej folii, że zedrę ją razem z naprasowanką, że częściowo ją zedrę i o borze zielony tyle rzeczy może pójść nie tak, a wszystko się udało!

spodnie dresowe

Spodnie dresowe z fantastycznymi, autorskimi kieszeniami. Jedyne w tej chwili spodnie, w które Iga nie musi się wdzierać przemocą i które sięgają jej do podłogi. Kroiłam wedle tego szablonu, ale szczególnego szału jakiegoś to nie ma. Najważniejszym klopsem konstrukcyjnym jest tu linia kroku, zbyt płytka i jakaś taka... się nieukładająca. 

czapka

Do kompletu czapka. Jedna dla Małej, druga dla mnie. Jednakowoż tej Małej głowa też urosła i okazuje się, że ta mniejsza za mała i mało brakowało, a doszłoby do aneksji dużej. Walczyłam dzielnie, żeby udowodnić Idze, że czapka na nią pasuje... jak uuuuu...uuulał. Do pierwszego prania kryzys zażegnany.

tunika z dzianiny

Na koniec tunika z resztek rozmaitych dzianin. Burda nr 10/2014, rozmiar 164, ale bardzo myliłby się ten, kto sądziłby, iż to gdzieś w pobliżu 158. Tunika jest bardzo duża, a w dodatku pomyliłam wykroje i do wersji zwykłej, wszyłam jeszcze te koronkowe godety... No cóż, za karę było dziecko wyglądające jak siedem nieszczęść i godzina prucia owerloka. Dopiero, gdy skorygowałam wykrój do modelu 144, wszystko zaczęło jakoś się kleić.

tunika z dzianiny

To tyle. Teraz idę sobie pokaszleć i pogapić się tępo w ścianę. Sądzę, że w poniedziałek kolejny raz zaskoczę swojego lekarza. Brawo ja! Aha! jeszcze chciałam dodać, że mam chyba poważnie niedotleniony mózg, gdyż bardzo mi się podoba listopadowa Burda.

 

PS. Według Igi wypowiedź pisemna musi zawierać: "wstęp, akcję i... występ." ciekawe co na to Pani Ela?

ZKM

brummblogging

Mieszkam na tak zwanych górnych tarasach Gdańska. Oznacza to mniej więcej tyle, że jak u nas pada, to tych na dolnych tarasach zmywa do Zatoki. Raz na kilka lat fundujemy im taki sztos, a rajcy miejscy nazywają to każdorazowo ulewą stulecia. Na tym zalety lokalizacji się kończą. Innych atrakcji brak. 

 Ostatnio sporo protestuję. Takie parasolkowe akcje rzadko organizowane są na peryferiach, więc jestem zmuszona przemieszczać się do śródmieścia komunikacją miejską. Autobusami konkretnie podróżuję i powiem Wam, że gdybym musiała to robić codziennie, w godzinach szczytu, to prawdopodobnie już po miesiącu powiesiłabym się, w kiblu, na własnych rajtuzach. Nie na moje nerwy takie perwersyjne rozrywki i nie na moją kieszeń. Wiem, że to bardzo hipsterskie i szalenie eko, ale to słabo koreluje z moją nerwicą natręctw, którą odziedziczyłam po ojcu i nieroztropnie przekazałam potomstwu. Po naszych zużyciach żelu antybakteryjnego i nawracających koszmarach od razu widać powinowactwo genów. 

 Z pewnością istnieje silna współzależność między częstotliwością korzystania z komunikacji miejskiej, a różnymi jednostkami chorobowymi. Może czas skorzystać z doświadczeń przemysłu tytoniowego? Kupujesz bilecik, a tam ZKM ostrzega, korzystanie z komunikacji miejskiej niszczy zęby i dziąsła; albo szkodzi Twoim dzieciom, rodzinie i przyjaciołom; czy rzuć jeżdżenie - masz dla kogo żyć! Mam wrażenie, że nie każdy wsiadający do autobusu ma świadomość ryzyka, jakie podejmuje codziennie.

Tak więc radujcie się, że nie osierociłam brummBLOGa i nie zejszłam. Po czterdziestominutowym sterczeniu na przystanku, w siąpiącym deszczu, zbyt niskiej temperaturze i zbyt wysokim zagęszczeniu innych potencjalnych pasażerów, mam tylko siedem z dziesięciu objawów depresji i zaczątek zapalenia płuc. Ale piszę.

Pamiętacie ubiegłoroczny kredkownik Igi? Otóż w tym roku uszyłam jego kolejne wcielenie. Jestem tak samo zadowolona, jak rok temu. Może nawet bardziej, bo gumkę naszyłam luźniej i kredki mieszczą się swobodnie. Może nawet nazbyt swobodnie... istnieje szansa, że za trzecim razem trafię z akuratnym napięciem gumy.

piórnik, kredkownik, organizer 

W tej dżungli mieści się swobodnie komplet 24 kredek. Klapa zapina się na rzepy. Wewnątrz - jak poprzednio - niezastąpiona, masywna cerata z Jysk. Tkanina oczywiście podklejona sztywnikiem; całość obszyta lamówką ze skosu.

piórnik, kredkownik, organizer

Szyjąc ten kredkownik, skręcałam się z zazdrości, ponieważ mój osobisty, wypasiony zestaw 48 kredek wciąż kisił się w obskurnym i niepraktycznym pudełku. Zdecydowałam, że muszę jakoś poprawić jego marną sytuację lokalową, wybrałam trochę inny kawałek dżungli i... zasłabłam z zachwytu, a wszystkie moje kredki straciły przytomność.

ogranizer, piórnik, kredkownik

I co ja paczę? 

ogranizer, piórnik, kredkownik

Kredkownik składa się czterokrotnie, nie wije się, nie marszczy i kredki spoczywają w nim wygodnie i pogodnie. Co prawda użyłam pół metra gumy od gaci, ale za to jeszcze zupełnie nieużywanej. Beżowa lamówka i kobaltowa wstążka, wiązana na kokardę, miażdżą system. 

piórnik, kredkownik, organizer

Teraz wreszcie moje kredki faber castell, w liczbie sztuk 48, spoczywają w pokoju. Obok nich sterci się ponętnie moja kolekcja kolorowanek dla dorosłych i niewykluczone, że po traumie ZKM oddam się, na resztę życia, temu odstresowującemu zajęciu. Sam widok tak wyśmienicie uporządkowanych kredek - patrz wyżej, nerwica natręctw - działa na mnie kojąco.

kredkownik

Swoją drogą to, że tak polecę klasykiem, są rzeczy na niebie i na ziemi o których nie śniło się filozofom... np, ile kredek mieści się swobodnie w brumisiowym kredkowniku oraz, ile rozmaitych woni mogą wydzielać z siebie ludzkie ciała, stłoczone na niewielkiej powierzchni, w zamkniętym szczelnie autobusie miejskim....

 

Kurtka na Wacie!

brummblogging

Dzięki oślemu uporowi wyszarpałam sobie we wrześniu spory kawał porządnego lata. W związku z tym, zdążyłam z pikowaną kurtką dla Igi, w kolorze barbie pink i jesień mnie nie zaskoczyła! Wprawdzie próbowała dziś rano porwać mi psa razem ze smyczą  - nie dziwię się, mam fantastyczną linkę z TK Maxxa! - ale pomyślałam sobie: niedoczekanie! 19.90 piechotą nie chodzi i dzierżyłam z całych sił. No, musiałaby się trochę bardziej postarać niż 48km/h i zachmurzenie duże, z przelotnymi opadami. W dodatku czuję, że pokonamy ją z Igą jej własną bronią, czyli kolorami.

kurtka pikowana

 Skorzystałam z tamtego wykroju, wszystko pasuje, jak ulał i płcie mi się wreszcie zgadzają z zaleceniami Burdy i po bożemuMusiałam tylko porządnie przedłużyć, troszkę poszerzyć, przemodelować główkę rękawa, skroić szerszą stójkę, uwzględnić rodzaj zapięcia, zaplanować kieszenie w szwach bocznych, zszyć i voila! 

pikowana kurtka

Ponieważ nie miałam żadnych fajnych dodatków i było mi strasznie łyso, naszyłam na prawym przodzie elegancko wykończoną kieszeń. Teraz jest odrobinę lepiej, choć naszywanie kieszeni na gotową kurtkę jest dużym przeżyciem, nawet dla doświadczonej krawcowej. 

kurtka pikówka

 Wielu wrażeń dostarczyła mi też tkanina, która po bliższych oględzinach okazała się być nie pikówką, tylko zgrzewówką... Tam, gdzie powinny przebiegać przeszycia, są tylko punktowe zgrzewy, łączące wierzch z ocieplaczem. Przemysł tekstylny oraz inwencja sprzedawców z allegro nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Na swoje usprawiedliwienie mam oczywiście tylko - cenę okazyjną.

 kurtka pikowana

Mam nadzieję, że nie zaczną z niej, za tydzień, sterczeć kulki i sypać się kłaczki, jak z kurtki Krisa, która kosztowała dwie stówy i że zgrzewy nie popuszczają w praniu. Nadzieja ta wiąże się ściśle z chęcią posiadania podobnej kurtki, może tylko trochę mniej w kolorze barbie, a bardziej w odcieniu oliwki. Muszę się chyba spieszyć, bo za oknem jesień gnie drzewa do ziemi i widzę, że dziewczyna naprawdę ostro wzięła się za robotę. 

Mimozami jesień się zaczyna...

brummblogging

...tak jasne... mimozami, od razu... akurat, chyba ty! Każdy, kto choć przez chwilę był matką wie, że jesień się zaczyna pierwszymi wrześniami, roku początkami, worków szyciami i wywiadówkami. Potem długo, długo nic i dopiero jedna, obsikana przez osiedlowe psy i słońcem wrześniowym upalona, mimoza. Pamiętacie akcję? otóż w tym roku wszystkie moje dzieci trafiły odpowiedniego dnia, o akuratnej godzinie, do adekwatnych placówek i były na dodatek w stosownych ubraniach! Ha! i już, już chciałam odtrąbić organizacyjny sukces i wyszyć sobie na tiszercie stara, ale jara, gdy się zorientowałam, że przegapiłam zapisy do pierwszej komunii... W związku z tym muszę się jakoś umówić z proboszczem na solo i nie powiem, obawiam się, że poświęci mi zbyt wiele swojej świątobliwej uwagi...

 W temacie szkoły, to Iga w tym roku nie ma żadnej poważnej misji, poza utrzymaniem się na powierzchni. Za to Marcel... O! Marcel wyobraźcie sobie, na wyraźne polecenie Pani minister Zalewskiej, poszedł w y g a s z a ć gimnazjum! W nagrodę za dobrze wykonane zadanie, w liceum spotka się ze swoimi kolegami z ósmej klasy szkoły powszechnej i będą siedzieć po 2 na jednym krześle, po 4 w ławce i po 60 w klasie. Żeby było śmieszniej, to tę szkołę powszechną, w przyszłym roku, zainicjuje Iga*, która pójdzie do zinfantylizowanej czwartej klasy, z nauczycielami nauczania początkowego, którzy zamiast uczyć przyrody, historii, muzyki, informatyki itd. przeprowadzą propedeutykę nauczania przedmiotowego. Niezłe combo?.. to teraz niech ktoś odczyta apel smoleński.

*Iga to jest w ogóle ofiara systemu. Najpierw objęła ją reforma, potem odwołano reformę; zaczynała w szkole podstawowej, a skończy szkołę powszechną, ominie ją bal gimnazjalny, na który bardzo się szykowała i o kolejny rok wcześniej pójdzie do liceum, gdzie przystąpi do egzaminu maturalnego, który będzie mniej testowy, z za to bardziej prestiżowy. Na szczęście, jeśli będzie niezadowolona z wyników, będzie mogła się odwołać do KAE. Oczywiście minister n a u k i pan Gowin też szykuje dla niej niespodzianki i zabiera się za gruntowną reformę szkolnictwa wyższego...

 Wracając do szycia, gdyż bliższa ciału koszula, to naturalnie dziergałam te wszystkie piórniczki i woreczki, a nawet jedną śniadaniówkę i w dodatku - będzie perwersyjnie, niech dzieci przejdą do następnego akapitu - sprawiło mi to ogromną przyjemność! Może dlatego, że kupiłam na wyprzedaży w IKEA fantastycznie tanią i bardzo ładną bawełnę z brokułem i ciachałam ją zupełnie swobodnie i bez wyrzutów sumienia?

worek na kapcie

Easy-peasy, trzy i pół szwu plus sznurek. Worek jest duży i mieszczą się w nim swobodnie buty w rozmiarze 37... nie pytajcie mnie, jak to możliwe. Taki sam rozmiar obuwia ma Pani Jola, więc Iga może już pożyczać szpilki od swojej wychowawczyni.

piórnik, śniadaniówka

 Śniadaniówka o nowych proporcjach, nie upycham już do niej bidonu i piórnik o standardowych wymiarach, bo kredka to kredka. Wszystko podkleiłam grubym sztywnikiem i doskonale trzyma formę. Piórnik wykończony zielonym ortalionem, śniadaniówka masywną ceratą. Wewnątrz kieszonka na smakołyk lub niespodziankę.

śniadaniówka

Cały zestaw prezentuje się imponująco! sprawdzi się i w podstawówce i szkole powszechnej. Buty należy zmieniać, ołówki ostrzyć i drugie śniadanie jeść. Tego nie zmieni żadna reforma. 

piórnik

Żeby Marcel mógł godnie wygaszać, też dostał piórnik, a nawet dwa. Jeden normalny, a drugi ulgowy... heheszki... nie, drugi artystyczny, gdyż wydaje się, że trafił na pana od plasty z tak zwanym zacięciem i już po pierwszej lekcji zaopatrzył się w komplet profesjonalnych ołówków oraz gumkę chlebową. Na szczęście panu od muzyki chyba brak zacięcia, co oznacza, że nie będę w tym roku szyć pokrowca na fagot.

piórnik

 Wczoraj na zebraniu rady rodziców mianowałam się Sekretarzem Prezydium. Nominacja spotkała się z dobrym przyjęciem kworum i nawet z głębi sali podniosły się pojedyncze brawa, za odwagę. Postanowiłam, że będę sprytna jak Korwin w Parlamencie UE i rozwalę ten system od środka. Taka działalność dobroczynna.

PS Kuracja odmładzająca. Ja: Jestem stara i gruba. Iga: "Jesteś najpiękniejsza i najwspanialsza!" Ja: No...ale mogłabym być ze 20 lat młodsza... Iga: "...ale wtedy miałabyś 10!!!"

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci