Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Nieogar.

brummblogging

 Tak jak się spodziewałam, nie ogarnął. Mimo, że w radio* cały dzień trąbili, że mu tłumaczyłam, pokazywałam  zegar i sylabizowałam głośno i dosadnie: ju tro śpi my d ł u ż e j! go dzi nę d ł u ż e j! Nie dotarło. Następnego dnia wstał, jak zwykle i już o 6.20 (ze starego na nowy) wrednie merdał kitą i pojękiwał niedwuznacznie. Po dwunastym siknięciu i jednej kupce rzuciłam okiem na zegarek i pociemniało mi przed oczami... 6.50 i co tu zrobić z resztą, tak gówniano i zbyt wcześnie rozpoczętego, dnia? Może zagrzebię się po uszy w butwiejących liściach.

*wiem, to się odmienia, ale uważam to za profanację.

jack russell terrier

 Do dziś mu nie minęło... wszystko mu się, biedaczkowi poprzestawiało i poprzekręcało przez tę nieszczęsną zmianę czasu. Od 17 zaczyna obwąchiwanie michy i posyłanie mi powłóczystych, sugestywnych spojrzeń. Że kolacja. Rano zaś przedwczesna pobudka, ale nic nie szkodzi, gdyż odkąd napisałam na brummBLOGu o musze tsetse, cierpię na bezsenność! Nie zmienia to zasadniczo mojej podłej kondycji, całymi dniami jestem nieprzytomna... ale nocami mam trochę więcej czasu. To czytam. Ktoś musi pracować na te wszystkie statystyki i hamować trendy spadkowe, no nie?

 Poza tym wczoraj doszłam do wniosku, że nie mam życia, bo... sprzątam pokoje moich dzieci. Dzieci urodziłam - na szczęście - tylko dwójkę, ale jakoś tak pochopnie przyznałam każdemu z nich po jednym pokoju. Dużo lepiej by było, gdybym je zakwaterowała w schowku na szczotki... no, nie dla szczotek, ale dla mojego zdrowia psychicznego i dla bloga na pewno lepiej. Kiedy ogarnę jedną norkę, od razu mogę zacząć odgruzowywać przyległą i tak w koło Macieju! Nic nie pomaga, ani prośba, ani groźba (nawet karalna) ani darcie ryja z całej pydy, a głos mam donośny. Nic!

 Szyję więc mało. Dzisiaj na przykład  u s z y ł a m  psu smycz. To znaczy na jednym końcu taśmy zamocowałam karabińczyk, a na przeciwległym odszyłam pętlę. Najwięcej roboty było ze zmianą nici na zielone. Oczywiście sama smycz bardzo nie taka, bo człowiek kupuje, a kurier paczki nosi i zawartość nigdy nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością. I moim wyobrażeniem. A zdjęcie - wiadomo  - nie oddaje... Jako rekompensatę mam zapas taśmy parcianej na rok.

 W ubiegłym tygodniu bardziej się wytężyłam i udziergałam dres dla Igi! Powstał z resztek dzianin, jest ciepły i komfortowy. Nie szukałam żadnych nowych wykrojów, bo mam focha na Burdę za to, że od dawna mnie nie inspiruje nawet do tego, by ją kupić. Postanowiłam używać tego i tego oraz tamtego szablonu tak długo, aż się kompletnie złachają i dopóty, dopóki wszyscy czytelnicy brummBLOGa nie fochną się na Burdę tak jak ja! Oto dowód:

bluza dresowa

I jeszcze:

dres

 I znów:

dres dla dziewczynki

Sądzę, że wystarczy. Grudniowy numer na pewno kupię. 

Zestaw jest naprawdę fajny! Bakłażanowa dzianina jest śliczna i dobrze komponuje się z szarym melanżem. Szyła się bezproblemowo.  Na brzuchu bluzy umieściłam kieszeń w kształcie kangurzej torby. Niezbyt szerokie podwinięcie czapki podszyłam ręcznie ściegiem prawie krytym. Czapkę i kieszonkę bluzy ozdobiłam ćwiekami, które już zaczęły odpadać. Z okrawków i resztek dzianin powycinałam czapki listopadowe.

czapki z dzianiny

Dwa tygodnie temu, kiedy się nie odezwałam do Was ani słowem uszyłam sobie za małą bluzkę - wybaczcie, nie jestem jeszcze gotowa, żeby o tym pisać :!%^#&^$&^* - oraz wypociłam plisowaną spódniczkę dla Igi. Kiedy rok temu kupowałam, za piątaka, te plisy sądziłam, że tylko do nich wszyję pasek i gotowe... Srodze się pomyliłam! Narąbałam się przy tym jak przysłowiowy szpadel. Względnie jak biszkopt, ale jest:

plisowanka

Także ten. Cośtam czasem grzebię przy maszynie, pomiędzy spacerkami, porządkami i porządkami. Nie śpię, czytam i czasem, w porze około obiadowej, udaję kurę domową. Zażywam duże dawki witaminy D i martwię się, że szynka jest rakotwórcza, a w soli kuchennej są mikrocząsteczki plastiku, których zjadam 1000 rocznie i że pies mi się całkowicie poprzestawiał, a był już całkiem dobrze ułożony. 

PS Kris: "Marcel jest bardzo obrzydliwy. Trzeba go utwardzać!" ; Iga: "Obrzydliwy??? to trzeba z nim iść do kosmetyczki!"

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • liwias

    Trzeba było przygarnąć kota :) O żarcie żebrze tak samo, ale inne potrzeby życiowe załatwia bez większego udziału właściciela. I bez wychodzenia z domu :)
    Może wykrój na bluzę mocno eksploatowany, ale zawsze w perfekcyjnym wykonaniu. Bardzo podoba mi się zestawienie kolorystyczne.
    A na grudniowej Burdy nie mogę się doczekać. To chyba najlepszy numer w tym roku :)

  • Gość: [Równoważnia] *.syriusz.net.pl

    Oj, znam to, znam... U naszych spanielówek poza porannym wyjściem przypada także pora karmienia... I jak już mi udało się je przestawić na magiczną 8 (czasem nawet 8.30), to przestawili czas... Ostatni posiłek dostają przed snem (czyli ok 22-23), więc czasem ni w ząb wyspać się nie dają ;) Ot, takie uroki psiorzyństwa ;)
    Bluza fajna. Natomiast najbardziej podoba mi się to połączenie kolorystyczne :) Fiolet i jasny szary :) Tak nie zestawiałam... a zawsze coś mi ostatnio przy fiolecie nie pasowało...

  • Gość: [Kitka z nitką] *.dynamic.chello.pl

    Jak wiadomo, dres najlepszym przyjacielem zimą jest ;). A ten zmajstrowany dla Igi jest do tego jeszcze taki ładny. Plisowana spódnica też jest cacy.
    Ja na tą grudniową burdę ostrzę sobie zęby już od tygodnia. Materiały przygotowałam, papier do kopiowania, zapas igieł oraz nici i czekam. Wreszcie się rzucę na nią i nie będę wiedziała, od czego zacząć. Takie wydania to ja rozumiem.
    A na psa ani inne zwierzę to mnie już nikt nie namówi. W dzieciństwie/wczesnej młodości miałam 4 psy i królika. Psy po kolei, nie razem. Razem był pies i królik. Futro latało w powietrzu. Jak teraz o tym myślę, to był jakiś horror ;). I te poranne spacery, czy to deszcz czy inny kataklizm. I teraz jak czytam o Twoich przebojach, to tylko się utwierdzam w przekonaniu. Nie ma mowy! :)

  • Gość: [Szadoka] 212.160.172.*

    Jak dobrze, że mam kota ...
    Dres przesliczny. Przy plisach wymiękłam bo myślałam że sama dawałaś do plisowania...
    Co takiego ma być w grudniowej burdzie??? Bo też mam focha, od kilku miesięcy nie kupuję bo modele się ewidentnie powtarzają.

  • Gość: [Asia] *.dynamic.chello.pl

    Zaczęłam Cię czytać ze względu na to, jak szyjesz, a zostałam na dłużej ze względu na to, jak piszesz:) super miejsce ten Twój blog

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Nooo wreszcie :)
    warto było czekać , spódniczka plisowana , czapki i sportowy dres , a wszystko elegancko odszyte , wyprasowane i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach .
    Dziewczyno , po co Ci burda ?moim zdaniem jesteś od burdy lepsza , bo mnie inspirujesz i mobilizujesz , a obecna burda nie .
    Też korzystam ze starszych wydań , jest w nich wiele inspiracji dotyczących nie tylko ubioru i dodatków ale też wystroju wnętrz , robótek , ozdób świątecznych i różnego rodzaju prac ręcznych .
    Pieska masz bardzo przystojnego , prawdziwe ciacho , ale nie jest wyjątkiem jeśli chodzi o zmianę czasu , mój też "chodzi " w/g czasu letniego ... aby do marca .
    Pozdrawiam- Krawcowa

  • Gość: [Sasetka2609] *.petrus.pl

    Wszystko jest super, a w czapkach się zakochałam :) Piesek cudowny i tego żadne zmiany czasu i inne takie nie zmienią :)

  • Gość: [noaga] *.229.158.110.atman.pl

    Mam coś wspólnego z Twoim psem, bo od zmiany czasu też jestem całkiem nieogarnięta, ale ten bakłażan to miłość od pierwszego wejrzenia.... ech..

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci