Menu

BrummBLOGGing

Grubymi nićmi szycie...

Pani Fudżikowa!

brummblogging

Pani Fudżikowa. Takiego się dorobiłam imionka. Względnie Pańcia lub Mamcia... i tak, reaguję na nie wszystkie. Już prawie się utożsamiam i możliwe, że gdy mnie ktoś z zaskoczenia spyta o dane personalne, wystrzelę z tą Panią Fudżikową. Wszystko przez szkołę. Psią szkołę oczywiście. Uczęszczamy z Fujim od poniedziałku. Instruktorzy zapewniają, że jeśli oboje dołożymy wszelkich starań Fuji Fi, po ukończeniu kursu, będzie grzecznym psem. No cóż... ja dokładam. Kręcę się w koło po placu, w lekkim przygięciu, z kabanosem w oślinionych palcach i powtarzam po tysiąckroć: równaj, równaj, równaj. Czasem mam chwilę przerwy i wtedy mówię: siad. Siad rzadko jest wykonywany samoistnie, dlatego (w lekkim przygięciu) realizuję siada ręcznie. Znaną od wieków metodą dźwigni. 

Wczoraj zapoznałam się ze skomplikowanym protokołem wychodzenia. Okazuje się, że samiec alfa zawsze przekracza próg pierwszy. Oczywiście nie muszę dodawać, że do przedwczoraj jako pierwszy, bezceremonialnie ładował się Fuji. Dlatego pracujemy ciężko nad wdrożeniem protokołu i przy każdym wychodzeniu dochodzi między nami do walki o władzę. Naturalnie trwa to długo, zbyt długo, a drzwi jest troje... frontowe, od wiatrołapu i wyjściowe. Protokół obowiązuje przy wszystkich drzwiach, dlatego próba sił ponawiana jest co i rusz, a nasze wyjście na siku przeciąga się w nieskończoność. Jednakowoż, to w końcu nie mnie rwie pęcherz  i ciśnie kupka, więc zawsze zwyciężam. Ha! Mówię Wam, to wielka satysfakcja przejść jako pierwsza. Trzykrotnie!

Do klasy, wspólnie z nami chodzą cztery owczarki niemieckie, skaczące na dwa metry i toczące pianę z pysków; jeden jazgotliwy cziłała, który reaguje szczekaniem na najmniejszy ruch; malutki Kokos, będący permanentnie w trybie warczenia; nadpobudliwy, niesubordynowany czarny labrador; budzący respekt amstaf i Fuji Fi z zamiłowania terier. Wydawało mi się, że wszyscy radzą sobie mniej więcej tak samo, czyli beznadziejnie, ale Iga sprowadziła mnie na ziemię. Zapytana o to, kto jest najgorszym uczniem w tej grupie odpowiedziała: "Oj mamo! nie pytaj, bo odpowiedź ci się na pewno nie spodoba..."  Ponieważ tonący smyczy się chwyta, bąknęłam z nadzieją: Szczekliwy cziłała? toczący pianę z pyska Edgar? ...pomyśl, może jednak wściekły Kokos? "Nie mamo. Najgorszym uczniem jest Fuji."

Na szczęście, choć zostałam odarta z resztek złudzeń, nie poddałam się. Codziennie, przez 90 minut, krążę po placu ze smakołykiem w ręce i daję z siebie więcej, niż wszystko. Wdrażam wytrwale nowe komendy i realizuję ręcznie siad. Jestem bezlitosna podczas przechodzenia przez drzwi. Jestem konsekwentna w egzekwowaniu równaj. Jestem samcem Alfa! I tylko na chwilę przez zaśnięciem z tyłu głowy rodzi się myśl, czy tam bardziej szkolą jego... czy mnie?

Nawet nie mam czasu pomyśleć o krawiectwie. Noszę w sobie jakąś taką, wielką tęsknotę, ale nie mam nawet chwili, żeby sobie uświadomić, że to krawiecki smętek z nieszycia. Biorę też czasami nożyczki do ręki i dziwię się, że tak dobrze leżą. Rzemieślnicza nostalgia. Na szczęście jeszcze przed urlopem skleciłam coś bezsensownego, zrobiłam słabe fotki i mam teraz jak znalazł! Spódnica dla Igi!

 spódnica z żorżety

Bezsensowna, acz urocza! Spódnica powstała z kilku niewielkich kawałków cieniutkiej żorżety w grochy. Szaleję za tą miętową! Wykrój, prostszy od konstrukcji cepa, wypociłam samodzielnie. Składa się nań powtórzony ośmiokrotnie klin o kształcie trapezu, którego i długość, i szerokość u dołu były determinowane wielkością skrawków tkaniny. Na poniższym zdjęciu mniej więcej widać, co mam na myśli pisząc o trapezie. 

spódnica w grochy

 Z konieczności podszyłam spódnicę zwykłą, białą, lekko rozszerzaną ku dołowi podszewką z dederonu. Dzięki temu mniej się elektryzuje i trochę mniej prześwituje. W dodatku nie wpływa na wielkość kroczków Igi, więc jest wykombinowana optymalnie. Zwyczajnie ujęłam ją wszywając gumkę w pasie. No dobra, było z tym trochę brandzlowania, bo wszystko się ślizgało i ciągało, ale podprasowane i naszpikowane gęsto szpilkami w końcu się poddało.

spódnica z żorżety

Sama chętnie bym się w takie grochy przyodziała, ale nie dla psa kiełbasa, ani dla Fujika pozycja samca Alfa. Fason jest mi dobrze znany, prosty w realizacji, łaskawy dla krągłych sylwetek i wyśmienicie się kręci, więc tym bardziej zazdroszczę Małej. Nie wiem, kiedy znowu będę miała godzinkę na uszycie czegoś tak absolutnie bezsensownego... i uroczego. 

spódnica w grochy

No, a teraz Pani Fudżikowa idzie na spacerek... ma do pokonania troje drzwi, Gra o Tron wciąż trwa, a futrzaty wróg nie bierze jeńców!

*Wiadomość z ostatniej chwili: "Na poniedziałek Pani Fudżikowa przemyśli kolczatkę."

 PS Marcel: "W szkole nam mówili, że każdy jest wyjątkowy!" ; Iga: "Marcel, są tylko DWIE wyjątkowe osoby na świecie: mama i Święty Mikołaj."

Komentarze (21)

Dodaj komentarz
  • Gość: [dehaef] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Mam nadzieję, że ta kolczatka padła nie ze strony szkoły do której pies uczęszcza? też przeszłam kurs posłuszeństwa ze swoim psem ( owczarek niemiecki) i pierwsze co się nauczyłam to to że pies ma być posłuszny bez używania kolczatki, która wzbudza w nim strach, ale nie posłuszeństwo. Wybacz, że tak zaczęłam od czapy, spódnica piękna!

  • brummblogging

    Tak, kolczatka zasugerowana dziś przez trenera... niestety wszystkie psy już chodzą, a mój wymaga wciąż ciągnięcia :( mam teraz myślówę...
    Dziękuję za komplement na temat spódnicy.
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Gość: [dehaef] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    nie będę podważać kompetencji trenera, każdy szkoli inaczej, ale dziwi mnie to bo szkoliłam w szkole gdzie naprawdę były psy zaczynające się od 35 kg wagi (owczarki, rotweilery, husky, bernardyny) i kolczatka nie miała prawa bytu. Szkolenie przy nodze odbywało się na sznurze, który był tak zapętlony, że gdy pies ciągnął w inną stronę, sznur zaciskał się lekko na jego szyi, ale nie podduszał tylko przypominał psu, że oddala się od nogi właściciela. Potem ten sznur zastępowała zwykła smycz, ale kolczatki używane nie były. Nie będę pisać, że to zła metoda bo jak mówię, trener wie co robi, zaskoczyło mnie to tylko :)

  • foch.pl_aj

    Fajny tekst i ładna spódnica :)

  • brummblogging

    Dehaef rozumiem. Ja sama byłam zaskoczona, ponieważ nie spodziewałam się takich metod u małego psa. Na szkoleniu jest dziewięć psów i tylko jeden owczarek chodzi na kolczatce :( Także nie chcę podważać kompetencji trenera, ale muszę rozważyć jego sugestię. Dziękuję Ci bardzo za opinię!

  • Gość: [Aneta] *.tvk-net.pl

    Uciekaj z tej szkoły jak najdalej!!!! Ktoś sprzedaje Ci za ciężkie pieniądze bujdy o pierwszeństwie w drzwiach, każe ćwiczyć 90!!! minut dziennie ze szczeniakiem!!! i nie ma efektów!
    No daj spokój, opuśc to dzinwe towarzystwo nim Ci zepsują psa.

  • Gość: [Aneta] *.tvk-net.pl

    Poza tym jeżeli masz wrażenie, że wszyscy radzą sobie beznadziejnie, to znaczy, że to szkoła jest beznadziejna. Zmień tę szkołę koniecznie. Kolczatka dla szczeniaka to ostateczny dowód na to, że trener nie ma pojęcia o szkoleniu i kompletnie sobie nie radzi. Nawet ze szczeniakiem małej rasy.

  • Gość: [tuulikki] *.ph.ph.cox.net

    Zdecydowanie sympatyzuję. Nasze słoneczko, przygarnięte dwa miesiące temu, jest już co prawda w wieku postszczenięcym, ale nadal kwalifikuje się jako "nadpobudliwy, niesubordynowany labrador" tyle że żółty i w klasie ląduje w najbardziej oddalonym od reszty uczniów kącie Pociesza mnie tylko to, że boston terrierka Dakota wciąż jeszcze nie nauczyła się leżeć, bo nie może przestać skakać jak kangur

    A spódnica pierwsza klasa!

  • Gość: [Linn] *.246-95-r.retail.telecomitalia.it

    Nie skrecaja sie gumki wszyte w ten sposob? Ja sie w koncu poddalam i robie jeszcze trzeci szew posrodku. Moze Ty masz jakis tajemny niewidoczny sposob?

  • Gość: [panimaga] *.17-1.cable.virginm.net

    Uwielbiam takie notki z humorem między wierszami:) Mi kolczatka nie kojarzy się tak strasznie jak poprzednim komentujacym. Moja labradorka traktowała ją jak zwykłą obrożę, tyle że nie rwała już aż tak do przodu jak koń pociągowy... A pewnego dnia zgubiła ją ją w śniegu i tyle było z kolczatki:)) Po tym wydarzeniu stwierdziłyśmy, że już chodzi w normie i kolejnej nie kupowaliśmy. Na pocieszenie dodam, że im się starsza robiła tym spokojniejsza na spacerach :) panimaga. blogspot.com

  • Gość: [Równoważnia] *.syriusz.net.pl

    Hej, piszę chyba po raz pierwszy, ale obserwuję już całkiem długo. Podoba mi się to, jak szyjesz... a teksty Igi po prostu są nie do pobicia :)
    Dzisiejsza spódnica też mi się podoba :) Sama chętnie bym taką założyła :)
    Natomiast to, co sprowokowało mój komentarz - to ostatnie zdanie na temat kolczatki. Oczywiście - każdy trener ma swoje sposoby. Każdy pies jest inny. Ale kolczatka? Przy jacku? Jeśli masz chwilę, poszukaj w necie odnośnie pozytywnego szkolenia. Może nie u każdego psa zadziała, ale myślę, że nie skrzywdzi szczeniaka tak, jak zrobi to kolczatka. Piszę to z perspektywy posiadania dwóch spanieli :)

  • Gość: [Krawcowa] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Mnie wzruszył tekst Igi , jest kochana , mam łzy w oczach , jesteś nawet bardziej wyjątkowa od św.Mikołaja , on jest na drugiej pozycji.
    Spódniczka urocza , faktycznie miętowy klin wymiata :)
    Jak zwykle perfekcyjnie odszyta sztuka , podziwiam !

    Z naszym Kudłaczem nie chodziliśmy do żadnej szkoły , nie znam się na szkoleniu psów , zwyczajnie przyzwyczajaliśmy go do naszych zwyczajów , on przyzwyczajał nas do swoich i tak żyjemy . Nie wiem kto jest Alfa , a kto Beta , ale dajemy radę bez kolczatki ... głupi wynalazek / moim zdaniem / .
    Powodzenia -Krawcowa

  • Gość: [Szadoka] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    nie mam doświadczenia z "profesjonalnym" szkoleniem psów. Wychodzę z założenia , że na psy i dzieci najlepiej działa stanowczość i konsekwencja. Zwłaszcza to ostatnie. I raczej marchewka niż kij. Nie wiem jak można dla takiego małego pieska nawet sugerować kolczatkę. Nie wiem czy na psiego trenera trzeba mieć jakieś uprawnienia ale coś mi mówi , że nie bardzo. A nawet jesli , to jak wiadomo nie każdy na nauczyciela ( choćby dla piesków) się nadaje.

    A spódnica wypas. Jak zwykle.

  • brummblogging

    Dziękuję za wszystkie komentarze, czytam je z uwagą.
    W sprawie kolczatki chyba wszystko, a nawet więcej, zostało powiedziane ;) za te głosy także dziękuję.
    W kwestii gumki: z moich doświadczeń wynika, że gumka tym chętniej się zwija i kręci, im grubsza tkanina. Ta żorżeta jest jak mgiełka, więc z gumką nie ma problemów. Siedzi jak trzeba!
    Dziś jestem szczęśliwa, pojeździłam sobie na rowerze!
    Pozdrawiam
    B

  • Gość: [longredthread] *.dynamic.chello.pl

    Jeden z najzabawniejszych postów na Brummblogu :) Go Fuji go go go! ;)

  • Gość: [omikrona] 80.54.228.*

    Fajna spódnica, letnio-kolorowa :) A co do uparciucha to proponuję opisaną wcześniej tzw smycz ringówkę lub kantarek.

  • Gość: [noaga] *.229.158.110.atman.pl

    Ja się zgadzam z Igą (niekoniecznie w kwestii najgorszego ucznia w szkole ale raczej św Mikołaja i reszty) :]

  • Gość: [Tysiaczek] *.dynamic.chello.pl

    Spódnica mniam! (Jeśli można napisać tak o czymś niejadalnym;)) Tekst córy jak zwykle powalający. Co do psa to się nie znam, ale często słucham w aucie audycji RG na temat psów i mimo iż nie posiadam zwierząt, to jakoś miło mi się tego słucha. Mam nadzieję że trafiliście do dobrej szkoły i postępy będą!

  • Gość: [rzeczówki] *.wroclaw.vectranet.pl

    haha, bardzo miły i śmieszny wpis, aleee zakochałam się w spódnicy. Mistrzostwo kolorystyczne Pani Fudżikowej :)

  • Gość: [potyczkizmaszyna] *.szewczyk.eu

    spódniczka słitaśna
    a Szczeniaczek no cóż terrier to jest i trochę z niego uparciuch ale myślę że da się spacyfikować, fajnie będzie jak zaczniecie komendę waruj to dopiero jest wyzwanie - psy jej po prostu nie znoszą co innego samemu zalec na podłodze a co innego jak każą
    co do kolczatki - spróbuj może łańcuszka (dławika) aczkolwiek ja zakładałam mojemu "Pimpusiowi" "półkolczatkę" - kawałek było kolczatki reszta to obroża i robiłam to tylko jak już było ciemno no i teoretycznie miałam wytłumaczenie na to bo moja waga to 45 a jego 40 więc jak kotek ze śmietnika robił sruuu a ja się za wolno orientowałam w sytuacji to albo zostawałam ze smyczą i przerwanym łańcuszkiem w ręku albo lądowałam w choince, chyba że zdążyłam błysnąć inteligencją i....... wydawałam komendę NIE, STÓJ - też byliśmy na szkoleniach - nie przejmuj się opinią Igi, wg naszego trenera to JA nawet nie mój pies byłam najgorsza

  • brummblogging

    boszsz... Ty wiesz, jakie Fuji ma "waruj"! po prostu rzuca się na podłogę z impetem i leży plackiem :P konamy ze śmiechu, na to jego warowanie.
    Dziękuję za słowa otuchy. Pies dał mi popalić na urlopie; regularnie uciekał nam z ogrodu, a na smyczy ciągnął aż się dusił... chyba tropił koty, sama nie wiem, co on tropił, ale o mało nie przypłacił tego życiem.
    Na szczęście w mieście odzyskał zdrowy rozsądek i znowu stał się przekupny ;)
    Pozdrawiam wrześniowo
    B

Dodaj komentarz

© BrummBLOGGing
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci